STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

10 lipca 2012

Assassin's Creed: 1 | Desmond - Éric Corbeyran




Tytuł: Assassin's Creed: 1 | Desmond
Autor: Éric Corbeyran
Wydawca: Sine Qua Non
Liczba stron: 46





Kultowej już serii „Assassin’s Creed” chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Dla przypomnienia powiem, że jest to fantastyczna seria gier – sławna na całym świecie i uwielbiana przez miliony miłośników gier. W tym mnie. Śmiało mogę określić serię kurą znoszącą złote jajka. Nie dość, że z założenia trylogia rozrosła się o (na razie) jeden, naprawdę dobry dodatek do gry, to jeszcze wokół uniwersum zaczęły powstawać rozmaite gadżety, książki oraz… komiksy.

Na tym blogu nie chciałabym skupiać się wyłącznie na książkach, zwłaszcza że przez moje życie przewinęło się wiele mang i komiksów (m.in. równie kultowy „Thorgal”). Dlatego też dzisiaj chciałabym Wam przedstawić swoją kolejną pasję, i to pasję 2w1 – komiks „Assassin’s Creed: 1 | Desmond”.

Ukłony należą się Wydawnictwu Sine Qua Non, które podjęło się wydania tego małego arcydzieła, a także jego twórcom – scenarzyście Corbeyranowi oraz rysownikowi Defaliemu. Wciąż zachwycając się niemałym kunsztem tego drugiego, od razu wspomnę o okładce. W moje ręce trafił egzemplarz w twardej oprawie, co bardzo mnie cieszy, jako że prezentuje się naprawdę estetycznie i luksusowo. Przejrzysty, sporawy format sprzyja zapoznawaniu się z treścią i w sumie nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaili mnie wydawcy „Thorgala”. Na okładce widnieje połowa twarzy asasyna. Efektowny rysunek zrobił na mnie wrażenie, choć w ten sposób ucięty strój mężczyzny uniemożliwia mi tak na dobrą sprawę rozpoznanie go. Biały kaptur, charakterystyczne naramienniki oraz czerwone detale mogą sugerować Ezia Auditore z drugiej części gry, ale równie dobrze może to być ktoś inny.

Widziałam w sieci opinie, jakoby Djillalo Defali nie popisał się ze swoimi rysunkami. Nie mogę się z tym zgodzić, bo choć kreska jest nieskomplikowana, a mimika postaci wręcz skrojona do minimum, to mimo wszystko można w poszczególnych kadrach dostrzec ciekawe detale, które przyciągają wzrok i uprzyjemniają lekturę. Być może jestem laikiem w tym temacie, ale ogółem komiks od strony graficznej spodobał mi się bardzo. Trzeba też przyznać, że został on wydany na bardzo dobrym papierze, co podwyższa jakość czytania, natomiast w połączeniu z twardą oprawą sprawia, że jest on wart swojej ceny (29,99 zł, czyli podobnie jak „Thorgal”).

Fabuła to już nieco inna bajka. Nie będę owijać w bawełnę i wychwalać scenarzystę, bo połowa komiksu jest żywcem wyjęta z gry. Dotyczy to tych momentów, w których główny bohater, czyli Desmond, budzi się po pierwszej sesji w Animusie, otoczony przez naukowców i Zakon Templariuszy. Nie wie skąd się tam wziął, ani też jaka jest jego rola w tej sprawie. Tak samo jak w grze sprawia wrażenie mało zorientowanego w tym, co się dzieje wokół jego osoby. Tak samo wtórny jest motyw ucieczki z Abstergo razem z Lucy, Shaunem i Rebeccą. Miłośnikom gry, którzy tak jak ja przeszli przez te momenty wielokrotnie, może się wtedy nieco nudzić, ale na szczęście Corbeyran wplata w fabułę własne wątki. Przede wszystkim należy tu wspomnieć o historii Obiektu 16, który był poprzednikiem Desmonda, lecz miał słabsze niż on geny, przez co nie poradził sobie z odtwarzaniem wspomnień swoich przodków i oszalał. Autor ciekawie przedstawił temat, który w grze rozwijał się stopniowo, aż w „Assassin’s Creed: Revelations” nastąpił punkt kulminacyjny. Dziwne jednak, że w grze Obiektem 16 okazał się Clay Kaczmarek, a tutaj wołają na niego Michael. Albo to jakiś błąd, albo autor odszedł od kanonu.

Zupełnie nową postacią, którą z miejsca wciągnięto do kanonu, jest asasyn o imieniu Aquilus. Jest to mój drugi typ na bohatera okładki, aczkolwiek strój nie do końca zgadza się z tym, co widać na kartach komiksu. Na razie wiadomo o nim niewiele – pojawia się wśród starożytnych Rzymian, lecz wszystko wskazuje na to, że jest barbarzyńskiego pochodzenia. Jak chyba każdy przodek Desmonda, wydaje się być chłodnym i opanowanym zabójcą, który bez emocji wymierza sprawiedliwość. Mam szczerą nadzieję, że z czasem się rozwinie i stanie kimś na miarę Ezia, którego uważam za jednego z najciekawszych i najwspanialszych bohaterów gier (poza nim mam jeszcze kilka typów w serii Call of Duty: Modern Warfare i Black Ops).

Podsumowując, uważam komiks „Assassin’s Creed: 1 | Desmond” za naprawdę udany projekt. Mimo kilku drobnych niedociągnięć wciąż pozostaje gratką dla fanów serii. Dla mnie każdy gadżet z nią związany jest naprawdę cenny. Zapoznanie się z treścią komiksu stanowiło dla mnie niemałą przyjemność. Nudny, zbyt gorący wieczór zamienił się w interesującą przygodę z Desmondem i jego przodkami, a jednocześnie stał się ciekawą formą przypomnienia sobie faktów z serii i poznania nowych. Polecam tę pozycję wszystkim miłośnikom najbardziej udanego dziecka ze stajni Ubisoftu, a także fanom akcji i niekoniecznie realnych w naszym świecie podróży wewnątrz pamięci genetycznej.

Ocena: 5/6

Kolejnego asasyna poznałam dzięki Wydawnictwu Sine Qua Non.


---
Odautorsko: Pomyślałam, że miło będzie podzielić się z Wami filmikiem promującym właśnie ten komiks. Znajdziecie go tutaj.

2 komentarze:

  1. w grę grałam :)
    mój mąż uwielbia całą serię :)
    wiedziałam, że są książki, ale o komiksie nie słyszałam :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chcę przeczytać !:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!