STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

25 lipca 2012

"Pas Deltory. Miasto Szczurów" - Emily Rodda




Tytuł: Pas Deltory. Miasto Szczurów
Autor: Emily Rodda
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Liczba stron: 168




 

„Miasto szczurów” to już trzecia część przygód młodego Liefa i jego przyjaciół, Jasmine i Bardy. Emily Rodda po raz kolejny zabiera nas w podróż do magicznej Deltory – niegdyś pięknej, a teraz spustoszonej przez Władcę Mroku, krainy. Zadaniem trójki bohaterów jest odzyskanie klejnotów, składających się na Pas Deltory, który jest potężnym obiektem magicznym, a zarazem insygnium królewskim. Tylko z pomocą legendarnego artefaktu możliwe będzie pokonanie Zła w Deltorze.

W trzeciej części cyklu Lief, Barda i Jasmine wędrują ku Miastu Szczurów, które od lat zamieszkują jedynie te niecieszące się sympatią ludzi gryzonie. Szkodniki tak się rozpleniły w mieście, że dzisiaj jest ono całkowicie opuszczone przez ludzi. W Mieście Szczurów bohaterowie spodziewają się znaleźć kolejny z klejnotów, zanim jednak do niego dotrą, przeżyją mnóstwo ciekawych, ale i niebezpiecznych przygód.
Całkiem znośny okazał się wątek sklepu prowadzonego przez tajemniczego Toma, w którym można kupić wiele dziwacznych, ale wciąż pożytecznych przedmiotów. Minimalnie dobrze przyjęłam też ucieczkę przed szczurami do rzeki, ale już sposób walki z nimi – nie. Podobnie z resztą książki. Bohaterowie zawędrują do miasta Nimszurf, w którym władzę sprawują Szurłapowie, którzy sprawiają nieodparte wrażenie, że są... zdrowo szurnięci. Momentami nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.
Typowa dla Roddy dziecinna fabuła powoli zaczyna mnie drażnić. Sytuacje są dziwne, elementy fabuły wręcz głupie, a sposób narracji taki sobie. Poza tym nie widzę sensu dzielenia książki na tyle odrębnych tytułów, skoro całość spokojnie zmieściłaby się w jednej. Widać, że wydawnictwu zależy na tym, by osiągnąć jak największy zysk z tej serii. Mało tego – językowo książka przedstawia poziom maksymalnie dziecinny, że aż trudno uwierzyć, że napisała ją dorosła, ponoć całkiem popularna autorka. Ale w porządku – rozumiem, że stworzono ją z myślą o młodym czytelniku. Jak wynika z historii Liefa, nawet bardzo młodym.
A, szczerze mówiąc, nie ma się czym zachwycać. Bynajmniej nie nam – starym wyjadaczom. Jak już kiedyś wspomniałam (przy okazji recenzowania pierwszego tomu), książka z pewnością spodoba się dzieciom przynajmniej do dwunastego roku życia. Mogą ją czytać nie tylko same, ale równie dobrze książkę mogą im czytać rodzice w ramach akcji „Czytaj dzieciom”. Z fabuły wyniosą pewne wartości ważne w codziennym życiu, natomiast nieskomplikowana fabuła dostarczy im rozrywki na kilka nudniejszych wieczorów.

Ocena: 1/6 (powyżej dwunastu lat), 4/6 (poniżej dwunastu lat)

5 komentarzy:

  1. Raczej nie dla mnie, ale recenzja fachowa :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam jakiś czas temu i zgadzam się z Tobą, że dzielenia książki na tyle odrębnych tytułów jest bezsensu, skoro całość spokojnie zmieściłaby się w jednej. Książka według mnie nie jest zła. Nie zapominajmy, że jet ona skierowana do nastoletniego czytelnika. Może nie 16-latków, ale 13-latów na pewno zaciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ZaczytanaMery: I właśnie dlatego opisałam własne odczucia, podkreślając, że książka spodoba się młodszym odbiorcom :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm..., hm..., hm... Głęboko zastanawiam się, czy przypadkiem naprawdę dobra książka nie jest uniwersalna, tzn., gdy mamy do czynienia z arcydziełem, to czy mogą go czytać zarówno ludzie młodzi, nastolatkowie jak i starsi, z tym, że, co chyba oczywiste, wraz z upływem lat, książka jawić będzie się nam w innym świetle. Prawdopodobnie w miarę upływu wieku, z lektury tej samej powieści, płynąć powinno coraz więcej - tzn. łatwiej będzie nam wyłapywać pewne niuanse, odczytywać intencje autora, na niektóre sprawy będziemy mieć już wyrobione poglądy. Wydaje się, że to całkiem ciekawe doświadczenie - analizować własne dorastanie, dojrzewanie, intelektualne pączkowanie, właśnie przez lekturę jakieś wybranej pozycji na przestrzeni lat.

    Po tym myślowym bełkocie, stwierdzam, że dobra książka młodzieżowa jest także dobrą lekturą dla ludzi dorosłych, bardziej doświadczonych przez życie. Jako przykład można by chyba podać powieści Bahdaja, czy Marka Twaina.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!