STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

29 lipca 2012

"Więzień nieba" - Carlos Ruiz Zafón




Tytuł: Więzień nieba
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: Muza S.A.
Liczba stron: 416





Carlos Ruiz Zafón to obok Jodi Picoult jeden z tych autorów, których podziwiam i szanuję za wkład w rozwój mojego ducha i wyobraźni. Jest to również autor, którego książki czytam z zapartym tchem, i które kupuję bez względu na cenę. Nie muszę nawet czytać opisów z tyłów okładek, bo wiem, że każda nowa książka tej dwójki przypadnie mi do gustu.

Zafón to urodzony w 1964 roku w Barcelonie pisarz, który zadebiutował powieścią „Książę Mgły” w 1994 roku i z miejsca otrzymał prestiżową Nagrodę Edebé. Pierwsze powieści Zafóna były pisane z myślą o młodszych czytelnikach, niemniej jednak wciągnęły mnie bez reszty, przez co nie mogłam sobie darować serii o Cmentarzu Zapomnianych Książek.
Pozostając pod wpływem uroku „Cienia wiatru” i „Gry anioła” (dostrzegacie te specyficzne zestawienie wyrazów zupełnie do siebie niepasujących?), z ogromną ochotą zabrałam się za najnowszą powieść – „Więźnia nieba”. Zgodnie ze słowami jednego z tłumaczy, nie porównywałam go do poprzednich powieści, dzięki czemu towarzyszyłam wykreowanym przez Zafóna bohaterom w kolejnych fascynujących przygodach, zamiast roztkliwiać się nad rzekomym „wyparowaniem” pisarskich umiejętności autora.
Choć Zafón zapewnia, że wszystkie trzy książki można czytać w dowolnej kolejności, ja czytałam je według chronologii, z jaką powieści pojawiały się na rynku. Śledziłam na bieżąco tworzoną przez autora historię, która z książki na książkę wciągała mnie coraz bardziej. Słowo daję – mogłam przesiedzieć cały dzień z nosem w lekturze, a i tak byłam zadowolona i maksymalnie skupiona na wydarzeniach.
Te zaś dotyczą dobrze nam znanej księgarni o jakże wdzięcznej nazwie „Sempere i Synowie”, w której pracuje młody Daniel, syn właściciela księgarni, jego zjawiskowa żona Bea, a także przygarnięty prosto z ulicy ekscentryk Fermín Romero de Torres. Ten ostatni to istny wulkan energii, pies na baby, detektyw-amator i komik w jednym, starzejącym się już ciele. Daniel bardzo go sobie ceni, lecz co tak naprawdę o nim wie? Niewiele, zważywszy na to, w jakich okolicznościach się poznali i jak skąpo potraktował Fermín swój życiorys, opowiadając swojemu wybawcy, kim właściwie jest. W „Więźniu nieba” otrzymujemy możliwość poznania tajemnic Fermína, które w pewnym stopniu dotyczą także Daniela, co wprowadza do fabuły tak charakterystyczny dla Zafóna zamęt. Dzięki niemu niemal szurałam nosem po kartkach, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co było dalej i jaki wpływ na życie Daniela miał ten niepozorny człowieczek. Przy okazji mogłam poznać lepiej tytułowego Więźnia Nieba, którym – zaznaczam od razu – nie był przyjaciel młodego Sempere, lecz inny bohater, z którym mieliśmy do czynienia w poprzednich powieściach autora.
„Więzień nieba” pozbawiony jest otoczki paranormalności, z którą zetknęliśmy się w „Cieniu wiatru” i „Grze anioła”, jednak wcale nie traci przy tym na wartości. Jest to kawał porządnej fabuły, w którą autor wplata dodatkowo współczesne dla bohaterów wydarzenia, jak chociażby rządy generała Franco. Powieść nabiera dzięki temu realizmu, który w moich oczach podnosi walory powieści, działając na korzyść autora. Wydaje mi się niesłuszne, aby oskarżać Zafóna o wypalenie się tylko dlatego, że napisał tę powieść inaczej. Ona powinna tak wyglądać! Fabuła skupia się przecież głównie na nieznanym nam dotąd życiorysie Fermína, a historii życia człowieka nie sposób przekazać inaczej niż poprzez maksymalny realizm. Językowo powieść również nie jest gorsza od swoich poprzedniczek – Zafón wciąż zaskakuje coraz to zabawniejszymi opisami i dialogami, które urozmaicają leniwie ciągnącą się akcję i nadają „Więźniowi…” specyficznego uroku. Ja sama uwielbiam Zafóna właśnie za te zabawne teksty, bo często do nich wracam, pozwalając sobie na chwile obłąkańczego śmiechu, kiedy nikt nie patrzy.
Niestety, mam świadomość, że wiele osób nie doceni tej książki, patrząc na nią przez pryzmat poprzednich bestsellerów autora. Niemniej jednak w moim odczuciu „Więzień nieba” był wart każdej spędzonej przy nim minuty. Poznałam odpowiedzi na kilka nurtujących mnie pytań, których stos piętrzył się z książki na książkę. Co więcej – stanowił emocjonalną podróż w głąb przeszłości Fermína, którego polubiłam już na samym początku. Absolutnie nie przeszkadzało mi to, że Zafón wreszcie przestał chodzić z głową w chmurach. Wręcz przeciwnie – dzięki realizmowi wzmocnił mój apetyt na kolejną część tej historii, na którą bez wątpienia możemy liczyć.
Moja ocena: 6/6
Recenzja powstała na potrzeby portalu upadli.pl.

6 komentarzy:

  1. Brzmi naprawdę kusząco. Muszę baczniej rozglądać się za tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora, ale jestem bardzo ciekawa. :3 Jedną mam na półce, ale jak się dowiedziałam, to 2 część tej serii. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. przeczytam z całą pewnością, uwielbiam autora ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Za mną Cień Wiatru, a na półce czeka Gra Anioła, to będzie w następnej kolejności jak zdobędę ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie czytajcie wszystko, co Zafónowe! To mówię ja, jego największa fanka na świecie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha! Zabrzmi to absurdalnie, ale mimo, że Zafona znam doskonale ze słyszenia, tysiące razy miałem jego książki w rękach, to jednak żadnej z nich, jak dotąd, jeszcze nie przeczytałem. Chyba będę musiał nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!