STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

11 lipca 2012

"Wschodzący księżyc" - Keri Arthur




Tytuł: Wschodzący księżyc
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 400




Od momentu przeczytania wampirzej sagi Meyer przez moje życie przewinęło się kilka książek o przystojnych krwiopijcach. W większości – niestety – nieudanych. Mój nieco zszargany stosunek do wampirów poprawił serial „Pamiętniki wampirów”, a teraz – także i „Wschodzący księżyc” autorstwa Australijki Keri Arthur.

Być może autorka nie jest jeszcze Wam znana, ale w USA gościła przez jakiś czas na liście bestsellerów tygodnika „New York Times”. Ta urodzona w Melbourne pisarka ma na swoim koncie ponad dwadzieścia książek. Saga o przygodach Riley Jenson jest jej chyba najpopularniejszym dzieckiem, przy czym trzeba podkreślić, że i jednym z lepszych paranormali, jakie kiedykolwiek czytałam.

„Wschodzący księżyc” to właściwie wstęp do historii Riley – ognistowłosej (widocznej na pięknie wykonanej okładce) hybrydzie wampira i wilkołaka – zatrudnionej w Departamencie ds. Innych Ras. Dziewczyna żyje w świecie, w którym istoty paranormalne nie chowają się w cieniu, lecz egzystują wśród ludzi - rzecz jasna - na specjalnych warunkach ściśle kontrolowanych przez władze ( a jakże, bez władzy się nie obędzie). Książka opowiada o walce Riley z tajemniczymi siłami, które próbują powołać do życia klony wilkołaków ze wzmocnionymi, wampirzymi genami. Wszystko po to, aby rasa wilkołaków zdominowała świat ludzi i innych istot. Akcja toczy się w iście wampirzym tempie, a jeśli dodamy do tego przystojnego wampira z awersją do wilkołaków, a także rosnącą przed pełnią księżycową gorączkę, to otrzymamy wyjątkowo wybuchową mieszankę.

Co mnie na początku bardzo w tej książce zdziwiło, to brak jakiegokolwiek wstępu. Czytelnik zostaje niejako wrzucony w sam środek dramatycznych wydarzeń, jakby autorce zależało na tym, by od samego początku maksymalnie rozwinąć akcję. Początkowo może to nieco razić, ale z czasem można się przyzwyczaić do tempa, jakie nadaje nam Keri Arthur.

W książce aż roi się od scen walki, bijatyk i… seksu. Ten ostatni zdaje się być wręcz motorem napędzającym całą fabułę, ponieważ wszystkie wilkołaki tuż przed pełnią mają, cóż… wilczy apetyt na seks. I nie łudźcie się, że są to naiwne podchody w stylu Belli. Opisy scen łóżkowych (choć rzadko cokolwiek dzieje się w łóżku) są niezwykle barwne i szczegółowe. Muszę przyznać, że na wstępie mnie to odrzuciło, ale z czasem przywykłam do ekscesów Riley i jej kolejnych partnerów. Już teraz mogę powiedzieć, że książka ta jest paranormalem 18+ i stanowczo nie nadaje się dla młodszych czytelniczek, wciąż szczenięco zakochanych w Edwardzie Cullenie.

Styl Keri Arthur nie wyróżnia się niczym szczególnym. Zdania są proste, opisy uproszczone i skrojone do absolutnego minimum, występuje też wiele dialogów – słowem: jest przeciętnie. Co zaskakujące, autorka używa sporej ilości wulgaryzmów - co jedynie dowodzi temu, że książka nie jest przeznaczona dla osób nieletnich. Mimo wszystko treść „Wschodzącego księżyca” można przyswajać dość szybko i wręcz intuicyjnie, co jest zasługą pędzącej wciągającej akcji. Dzięki niej czujemy, jakbyśmy sami brali udział w pościgu za złoczyńcami. Szkoda tylko, że autorka tak niewiele wyjawiła o świecie, w którym żyje Riley. Brak opisów troszeczkę mnie rozczarował, nawet jeśli akcja i ciekawy wątek z hybrydami z czasem mi to zrekompensowały.

Sama Riley to postać skomplikowana w odbiorze. Nie jestem w stanie po tym jednym tomie jednoznacznie określić, czy ją lubię, czy nie. Dziewczyna ma temperament i potrafi walczyć o swoje prawa, nie daje też sobą pomiatać. Niestety, jej podejście do spraw seksu i swego rodzaju wyuzdanie skutecznie mnie odpychają. Na szczęście wiem, że jest to cecha gatunkowa, której ciężko się oprzeć, i mam też nadzieję, że w kolejnych częściach potrzeby serca wezmą górę nad potrzebami ciała Riley. Na pochwałę zasługuje z kolei postać wampira Quinna. Cichy, wyobcowany i kulturalny sprawia wrażenie dającego się lubić. Nie może, rzecz jasna, oprzeć się urokowi i aurze Riley, także i jego w końcu ponoszą instynkty, jednak jest to bez dwóch zdań postać z sumieniem, którego ognistowłosej pół wampirzycy brak.

Tak więc „Wschodzący księżyc” był dla mnie tak naprawdę pierwszą „dorosłą” książką o wampirach. Posiada kilka oczywistych, lecz drobnych wad, które rekompensuje świetnie skonstruowana akcja. Jak na wampirzą tematykę, która chyba już się nam trochę przejadła, pierwszy tom sagi „Zew nocy” wyszedł całkiem dobrze. Im dalej zagłębimy się w kolejne części, tym bardziej prawdopodobne jest, że błędów i rażących wad będzie coraz mniej. Ja z pewnością sięgnę po kolejne tomy i poznam dalsze losy Riley i Quinna. Wam – drogie czytelniczki 18+ - również serdecznie polecam twórczość Keri Arthur.

Ocena: 4/6

Swoją pierwszą "dorosłą" książkę o wampirach przeczytałam dzięki Instytutowi Wydawniczemu Erica.

11 komentarzy:

  1. Dlaczego wyuzdanie seksualne głównej bohaterki poczytujesz jako jej wadę :) ? W dobie równouprawnienia kobieta ma również prawo zaspokajać swój popęd seksualny. My, faceci robiliśmy to od zawsze i robimy to w dalszym ciągu, a rzadko kiedy spadają na nas za to gromy. Na warsztat można by wziąć choćby dominujące stereotypy oraz określniki dla nich stosowane: mężczyzna niewyżyty seksualnie to klasyczny ogier, czy poetycko rzecz określając - Casanova, natomiast kobieta o bujnym życiu erotycznym, regularnie zmieniająca partnerów postrzegana jest jako dziwka. Mnie osobiście takie podejście się nie podoba i właśnie z tego względu uważam, że nie powinno się dyskredytować przedstawicielek płci pięknej tylko dlatego, że czują pociąg do seksu.
    Uf.., trochę się rozpisałem, a pierwotnie miałem napisać tylko jedno zdanie :) Mam nadzieję, że chociaż jasno udało mi się wyłuszczyć moje spojrzenie na przedstawioną kwestię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie odczytuję jej wyuzdania jako wadę, drogi Ambrose, napisałam, że to zachowanie mnie odpychało... A raczej to, w jaki sposób było opisane. Riley jest naprawdę wulgarna, a seks był przez nią nazywany w taki sposób, w jaki wolę nie wypowiadać się publicznie na tym blogu. Tak czy inaczej, zgadzam się z Tobą,że nie jest to powód do dyskredytowania bohaterki. Nie powiedziałam przecież, że to źle, że odczuwa tak silny pociąg do seksu - ba, wspomniałam nawet, że z uwagi na cechy gatunkowe wilkołaków rozumiem jej zachowanie. Mam tylko nadzieję, że w książkę wkradnie się więcej uczuć... ale takich delikatnych, romantycznych i mało z seksem związanych.

    Co do stereotypów: fakt, mogłam o nich wspomnieć, zwłaszcza że Riley nie lubi być w ten sposób określana. W pewien sposób walczy z ogólną opinią na temat wilkołaków. To faktycznie ciekawy temat, szkoda, że umknął mi przy pisaniu recenzji.

    Cieszę się, że zabrałeś głos, przy okazji przeżyłam szok, bo myślałam, że jesteś kobietą o.O Nie wiem dlaczego... Kajam się, wybacz.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój błąd. Pardon. Trochę się zagalopowałem w interpretowaniu Twoich słów. Na usprawiedliwienie dodam, nie czytałem książki, więc ciężko było mi odnieść się z tym co napisałaś do faktów opisanych w recenzowanej lekturze.

    Za kobietę jestem brany nie pierwszy raz. Wychodzi zatem na to, że lubię szokować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma sprawy, więc nie ma potrzeby usprawiedliwiania się z czegokolwiek. Za to mój błąd jest karygodny - obiecuję, że już nigdy nie wezmę Cię za kobietę. Swoją drogą, niewielu znam mężczyzn, którzy regularnie czytają książki, a tym bardziej udzielają się na tym blogu. Jesteś bodajże pierwszym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. całą serię mam na oku i prędzej czy później trafi na moją półkę ;]
    ten sentyment do tematu... ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i mi się podobała :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej nie sięgnę po tę książkę, bo wielu złych rzeczy się o niej naczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ciekawa jakie. Powiesz?

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam opinie, gdzie głównej bohaterce zarzucano bycie Mary Sue, wspomniana była również nudna fabuła i przewidywalność. Spotkałam się nawet z recenzją, gdzie książki Keri Arthur porównane były do pornosa. ;) Niektórzy recenzenci pisali także o braku opisów uczuć i emocji. Zatem mimo Twojej pozytywnej recenzji nie sięgnę po tę serię, bo odrzuca mnie nie tylko treść, ale ilość tomów. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam do siebie na wygrywajkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. @Jane:

    O ja, Riley nie jest Mary Sue! Ma więcej wad niż zalet, ponosi porażki - z pewnością nie jest idealna. Pornosem bym książki nie nazwała, ale faktycznie erotyka odgrywa tutaj niemal najważniejszą rolę. Z tym że to właśnie wyróżnia książkę na tle innych. Podobnie pisała Kerrelyn Sparks, ale u niej z kolei ciężko znieść te nawiązania do znanych książek i filmów. Moim zdaniem fabuła była całkiem ciekawa i porywająca, a wypranie z emocji było zamierzone (i jest kolejnym dowodem na to, że nie mamy tu do czynienia z Marysią Zuzią). No ale jak widać opinie są różne - i to jest w blogowaniu najfajniejsze!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!