STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

21 sierpnia 2012

"Bo śmierć to dopiero początek" - Sylwia Błach





Tytuł: Bo śmierć to dopiero początek
Autor: Sylwia Błach
Wydawnictwo: Radwan
Liczba stron: 192





Przyznaję bez bicia, że nigdy nie miałam styczności z horrorami ani z szeroko pojętą literaturą grozy. Omijałam Kinga i Mastertona szerokim łukiem, bo jestem tchórzem i po lekturze takiej książki jak nic miałabym koszmary. Jednak dla Sylwii Błach zrobiłam wyjątek. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jest sympatyczną osobą, otwartą na krytyczne uwagi, ale i na nowe znajomości. I ze względu na bajeczną okładkę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia.

"Bo śmierć to dopiero początek" to już druga książka Sylwii, młodziutkiej (młodszej ode mnie!) pisarki, entuzjastki wampiryzmu, czerni i grozy. Nie czytałam jeszcze jej debiutanckiego zbioru opowiadań pt. "Strach", ale liczę na to, że uda mi się to kiedyś nadrobić. Wiem za to, że obie książki zbierają całkiem dobre recenzje i dlatego też wielka szkoda, że Sylwię zauważyło tylko jedno wydawnictwo - nie oszukujmy się, mało rozwinięte. Choć okładka jest przepiękna, nie sposób nie zauważyć, że całość prezentuje się... z braku odpowiedniego słowa powiem, że biednie. Zwłaszcza czcionka i łamanie druku pozostawiają wiele do życzenia - wygląda to jak spięty do kupy, naprawdę kiepski maszynopis. Nawet mój licencjat wyglądał efektowniej... Ale rozumiem, że chodzi o koszty - że trzeba je ciąć, aby w ogóle doszło do wydania. Dlatego mimo wszystko cieszę się, że książka na rynku jest.

W powieści możemy zapoznać się z historią początkującej pisarki Malwiny, mającej kłopoty ze znalezieniem wydawcy dla swojej książki. Dziewczyna - poza pisaniem - pracuje na dwa etaty, a także zajmuje się rozchwianą emocjonalnie matką Jadwigą, pogrążoną w wiecznej depresji po śmierci męża. Malwina ciężko przeżywa odrzucenie jej książki przez trzy wydawnictwa z rzędu i coraz bardziej odsuwa się od swojego chłopaka i świata zewnętrznego. Wydaje się, że nikt nie jest w stanie jej pomóc... i nagle Jadwiga znajduje martwą Malwinę w łóżku. Sprawa jest prosta: to było samobójstwo. Rodzina jest w szoku. Szykuje się pogrzeb. Ale jak wskazuje tytuł książki, śmierć jest dopiero początkiem tej historii. Do czego posunie się Jadwiga, aby pomóc jedynemu dziecku w spełnieniu marzeń? Czy książka jej córki odejdzie w zapomnienie, czy może stanie się hitem na miarę powieści Stephenie Meyer? I co tak naprawdę stało się z Malwiną? Tego dowiecie się z lektury książki, bo ja nic więcej Wam nie zdradzę!

"Bo śmierć..." to całkiem sprawnie napisana powieść, niepozbawiona mankamentów, momentami niedopracowana, ale z pewnością czytliwa i w pewnym stopniu trzymająca w napięciu. Na prawie dwustu stronach czai się tajemnica, którą koniecznie chce się poznać, nawet jeśli nie wszystko jest spójne i zrozumiałe. Językowo książka przedstawia się nadzwyczaj prosto, czasami wręcz banalnie, ale - mimo wszystko - znośnie. Niestety, w moim odczuciu pozbawiona jest otoczki grozy, o której tak wszyscy mówili. Książkę nazwałabym prędzej studium psychologicznym dwóch bohaterek, które zmagają się z własnymi problemami psychicznymi. I wbrew pozorom nie jest to jej mankament, lecz zaleta, ponieważ to właśnie w umysłach Malwiny i Jadwigi działo się najwięcej. Poznawanie ich od tej strony (zakrawającej wręcz na paranoję) było ciekawe, ale szkoda, że zabrakło w tym obiecanych elementów grozy - nawet taki tchórz jak ja nie miał się czego bać. Na szczęście autorka nadrobiła ich brak scenami erotycznymi - śmiałe opisy tak charakterystyczne dla tego typu książek doskonale wtopiły się w tekst, nadając mu charakteru i pikanterii.

Nie jestem w stanie przedstawić Wam wad tekstu, nie zdradzając istotnych fabularnie szczegółów. Z tego względu poradzę Wam jedynie baczne przyglądanie się mu zaraz po scenie samobójstwa Malwiny. Z pewnością wychwycicie kilka absurdów, które szkodzą fabule i pozostawiają po sobie pewien niesmak. Dodatkowo muszę wspomnieć o mało charakterystycznej postaci Malwiny. Dziewczyna wydaje się być sztywna, zamknięta w ramy, mało ciekawa, słowem: nijaka. Niby jest główną bohaterką powieści, ale to nie ona zaprząta uwagę czytelnika. To niepozorna Jadwiga pokazuje prawdziwe oblicze i swoją wręcz szarlatańską wizję pomocy córce. Niewinną dziewczynę wplata w sieć intryg i spisków, podbarwionych absurdem, tragedią i skrzywieniem moralnym, co czyni ją najjaśniejszym elementem książki. Co jak co, ale takiej matki to ja bym się bała...

Gdybym chciała zamknąć ten tytuł w jednym gatunku, pewnie miałabym z tym problem. Książka wymyka się określonym odgórnie ramom i można w niej znaleźć wiele różnych gatunków. W "Bo śmierć..." widać kobiecą rękę, którą jednak zaraz zastępuje kontrowersja, także nie brak tej powieści dynamizmu. Bez problemu możemy też doszukać się w niej wątków autobiograficznych - Sylwia Błach tak samo jak Malwina miłuje mrok i wampiry. Sama miałam po lekturze jej powieści mieszane uczucia - niby mnie ona nie zachwyciła, ale jednak przeczytałam ją z zainteresowaniem i do samego końca w zaledwie kilka godzin. Komu mogę ją polecić? Wszystkim, których nie razi 3,5/6, bo tak naprawdę każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Ocena: 3,5/6

Recenzja powstała na potrzeby portalu Upadli.pl.

5 komentarzy:

  1. Nie moja tematyka. :D Jednak zacna recenzja. ^^ No i okładka faktycznie cudowna.

    OdpowiedzUsuń
  2. tematyka może i moja, ale niestety sama książka mnie nie zaciekawiła
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm.. Może jeśli będę miała okazję to sięgnę po tę książkę. :3 A recenzja jest świetna! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Z jednej strony odrzuca mnie dział literacki, do którego przypisuje się tę książkę, z drugiej jednak sama historia, na podstawie Twojej recenzji, wydaje mi się dość ciekawa. Wychodząc szlachetnego założenia, którego staram się trzymać, że żadnej pozycji nie można z góry skreślać, być może kiedyś skuszę się na ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że mimo niektórych wad, warto sięgnąć po tę książkę :) Co do autorki, może jakieś wydawnictwo ją zauważy, szkoda żeby marnował się talent. W każdym bądź razie na pewno nie przejdę obojętnie obok tej pozycji.
    P.s. Dzięki za podpowiedź w kierunku kolejnych książek Sparksa. Za chwilę zaczynam poszukiwania :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!