STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

4 sierpnia 2012

"Norwegian Wood" - Haruki Murakami





Tytuł: Norwegian wood
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 470




Haruki Murakami… Pisarz-objawienie, urodzony w Kioto w niespokojnych czasach autor wielu bestsellerowych powieści, o których wszyscy dookoła mówią i – rzecz jasna – którymi się zachwycają. Ale czy na pewno jest czym?

Po książkę sięgnęłam przez zupełny przypadek, z czystej ciekawości i z polecenia. Miałam już w rękach książkę Martyny Wojciechowskiej i pewnie byłaby to moja jedyna wypożyczona pozycja, gdyby nie kobieta, która oddawała „Norwegian Wood”. Coś mnie podkusiło i… wzięłam ją.

To pewnie przez tę bajeczną okładkę, jednoznacznie przywodzącą na myśl Kraj Kwitnącej Wiśni, który uwielbiam poznawać i który marzę zobaczyć na własne oczy. Trochę dziwne, że dorosły mężczyzna wydał książkę różowiutką jak pióra flaminga, ale w sumie czego się spodziewać po Japończykach? Przecież to najdziwaczniejszy, a zarazem jeden z najwspanialszych krajów na świecie. Niepowtarzalny.

„Norwegian Wood” to inspirowana hitem Beatlesów powieść, której fabuła osadzona jest w końcu lat sześćdziesiątych. Opowiada historię skomplikowanej miłości chłopaka do dwóch wyjątkowych kobiet. Naoko to dziewczyna jego tragicznie zmarłego przyjaciela. Początkowo była dla niego nieosiągalna, właściwie nie czuł do niej niczego poza zwykłą sympatią. Zmieniło się to po śmierci Kizukiego, która zmieniła ich nie do poznania. Na każdym z nich odcisnęła bolesne piętno. Watanabe jeszcze bardziej odsunął się od ludzi, a Naoko pogrążyła w depresji. To zaskakujące i wręcz nieprawdopodobne, ale śmierć połączyła ich nierozerwalną więzią, która zbliżyła ich do siebie. Tymczasem Midori to dziewczyna z krwi i kości. Nie jest taka jak Naoko, czyli wiecznie smutna, nieśmiała i zamknięta w sobie, lecz otwarta, niezależna, radosna i niezwykle sympatyczna. Obie kobiety są dla Watanabe wyjątkowe i to w ich towarzystwie staje się dojrzałym mężczyzną.

Lektura „Norwegian Wood” wyczerpała mnie doszczętnie. Dwa dni spędzone na czytaniu były dla mnie udręką. Co najdziwniejsze – udręką wciągającą, bo choć wynudziłam się niemiłosiernie, to jednak nie potrafiłam książki odłożyć i zająć się czytaniem czegoś innego. Nie, ta książka miała w sobie coś niezwykłego, jakiś głęboko ukryty urok, który wciąż mnie wabił i nie pozwalał mi rozstać się z Murakamim tak szybko, jakbym tego chciała. Być może na tym właśnie polega fenomen tego pisarza. Nie wiem, bo sama nie potrafię go ogarnąć. Książka i mi się podobała, i nie. Doprowadzała mnie do szewskiej pasji, ale i wyciskała ze mnie łzy.

Fabuły nie byłam w stanie dostrzec niemal przez całą lekturę. Według mnie w „Norwegian Wood” nic się nie działo. Nie było akcji, treść płynęła sobie niczym spokojny strumyczek, i tylko ja błądziłam gdzieś między nudnymi akapitami, szukając sensu powieści. I według mnie jest ona poświęcona śmierci. Śmierć jest jedynym motorem napędzającym historię stworzoną przez Murakamiego. Gdyby nie ona, nie bylibyśmy w stanie dostrzec szczególnej roli miłości, jaką odegrała ona w życiu bohaterów. Przeraziło mnie to, że w ujęciu pisarza nawet ona nie była w stanie wygrać z nieuniknionym. Z tego też względu lektura „Norwegian Wood” bardzo mnie zasmuciła i zawiodła. Choć z drugiej strony pokazała brutalną rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Powieść nie była pozbawiona realizmu, dzięki czemu każdy z nas mógłby coś z niej wyciągnąć.

Naprawdę bardzo ciężko jest mi jednoznacznie określić uczucia towarzyszące czytaniu Murakamiego. Książka ani trochę nie była dla mnie interesująca, ale mimo to wciągała, bo chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Nie towarzyszyły mi fajerwerki, nie czułam też jakichś szczególnych emocji – zupełnie, jakby książka miała za zadanie czytelnika omamić, uspokoić, zmusić do refleksji. Językowo nie była to też powieść trudna, ale bywały momenty, kiedy nie dało się jej czytać. Zwłaszcza przemyślenia Watanabe w kwestiach seksu wywoływały we mnie niemalże niepohamowaną chęć na to, by wyrzucić książkę przez okno. Opisy te były dla mnie przesadzone, nierealistyczne, odstające od tego, co do tej pory miałam okazję czytać. Nawet śmiałe obrazy z „Wschodzącego księżyca” Keri Arthur nie były dla mnie tak odpychające jak te, którymi poczęstował nas Haruki Murakami w swoim „Norwegian Wood”. Ale ilu ludzi, tyle odmiennych opinii, także dopuszczam do siebie myśl, że komuś może się podobać taki… książkowy naturalizm.

W moim odczuciu „Norwegian Wood” na pewno nie jest hitem. Nie zasługuje na to miano. Wydaje mi się, że specyficzna aura towarzysząca książkom Murakamiego jest nie dla mnie, ale wiem, że wielu osobom mogą spodobać się takie klimaty. Być może warto chociaż spróbować i przekonać się, jakie emocje wzbudzi w nas lektura. Nie odradzam ani nie polecam Wam tej książki. Sami zdecydujcie, czy chcecie się za to zabierać. Ja jestem pewna jednego: był to mój pierwszy, a zarazem ostatni kontakt z twórczością Murakamiego.

Ocena: 3/6


15 komentarzy:

  1. Ja jednak przeczytam i sama ocenię ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi ją wybrała córka, wiadomo z powodu koloru różowego. Nie znam pisarza osobiście i jak sięgnę z półki będę wiedziała , czy dla mnie jego styl. Widzę, że czytasz "Pałac północy, ja już kończe i bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Książkowe zauroczenie:

    Naprawdę najlepiej będzie jak każdy sam się przekona. Co do Zafóna - podobała mi się każda jego powieść, także "Pałac północy" raczej nie będzie wyjątkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mnie nigdy nie ciągnęło do niego, a po Twojej recenzji już wiem, że słusznie :) czytanie jego książek jest jakieś takie... hipsterskie :P

    OdpowiedzUsuń
  5. nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora, ale jak widzę, akurat ten tytuł odpuszczę

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak zwany "przecinek" między innymi pozycjami książkowymi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja, póki co, jeśli chodzi o pozycje japońskiego pisarza, czytałem jedynie "Kafka nad morzem". Miałem podobny problem, żeby załapać fabułę, ale książka była bardzo nastrojowa, przyjemna w lekturze, czułem się, jakby zanurzał się w ciepłej wodzie. Proza po prostu koiła umysł, mimo, że niekoniecznie rozumiałem wszystko, co chciałby przekazać pisarz. Noszę się zresztą z zamiarem poczytania innych pisarzy z Kraju Kwitnącej Wiśni, bo jestem ogromnie ciekaw, czy te problemy z łapaniem fabuły wynikają z różnić kulturowych, czy też to Murakami ma tak charakterystyczne i wyjątkowe pióro.

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie gadaj - 3?! Serio?! Apokalipsa! Dla mnie minimum +4! Może spróbuj "Tańcz, tańcz, tańcz", tam się trochę więcej dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Owszem - 3 - i to tylko dlatego, że nie wiedziałam, co z tą książką zrobić. Więcej się za Murakamiego nie biorę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałem identyczne odczucia. Niby nic się nie dzieje, a ja chcę wiedzieć co będzie dalej, co się zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Norwegian Wood" jest pierwszą książką Murakamiego którą przeczytałem. Być może od jednego z najpoczytniejszych współczesnych japońskich pisarzy oczekiwałem trochę więcej. Nie dostarczył mi jednak takich emocji, bym mógł stwierdzić, że książka mnie zafascynowała.
     W Japonii problem samobójstw jest niestety niemały, więc dobrze że Murakami to zaakcentował. Doszły do tego problemy psychiczne wśród japońskiej młodzieży to powstała mieszanka depresji z namiętnością, która źle się kończy.
    Postać Watanabe wydała mi się nijaka, zbyt mało wyraźnie zarysowana wśród tak poważnych uczuć jakie dominowały w fabule . Odnoszę wrażenie, że opisane są tu przede wszystkim dwie sprawy: seks i śmierć. Seksu chyba trochę za dużo. Piękna Naoko ma problemy z odnalezieniem się w życiu i ciągle roztrząsa swoje problemy seksualne , a przed popełnieniem samobójstwa mówi: „Nie chcę , żeby mnie tak ktoś niewolił”. Czy od tego zależy całe życie młodej dziewczyny?
    Popełnianie samobójstw jest tu tak „normalne”, że aż trudne do przyjęcia. Każdy bohater w jakiś sposób styka się ze śmiercią kogoś bliskiego.
    Wydaje mi się , że to po prostu książka przesiąknięta obcą kulturą. Może dlatego właśnie trudno jest mi się zaangażować w tę książkę. Nie chcę jej oceniać , bo może po prostu nie potrafię jej zrozumieć.
    Historia opisana w tej książce jest piękna, ale w tamtych kręgach istnieją inne wartości i spojrzenie na życie. Do mnie to jednak nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie skończyłam czytać książkę i jestem wstrząśnięta. Najbardziej poruszająca książka, jaką w życiu czytałam... Uważam jednak,że nie każdy jest w stanie ją zrozumieć, przeżyć... Zdecydowanie polecam przynajmniej spróbować ją przeczytać. Żeby lepiej poznać siebie i ludzi wokół.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mi się podoba twórczość Murakamiego i też sama nie wiem, co mnie do nich przyciąga. Historie w nich przedstawione są często zawiłe, bohaterowie są jakby to określić, "pozbawieni życia", a raczej sensu życia. Istnieją,ale nie wiedzą po co i jaki ma cel życie.
    Obecnie jestem po lekturze "Kroniki Ptaka Nakręcacza". "Norwegian Wood" przeczytałam jako pierwszą. Za mną są też "Tańcz tańcz tańcz" i "Po zmierzchu", a w kolejce czeka już "Przygoda z owcą", także mam apetyt na Murakamiego ostatnio. Bardzo. I właśnie czasem ta "dziwność" i nietypowość jego książek tak mnie do niego przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
  14. Od pół roku leży u mnie ta różowa książeczka na półce. Zupełnie nie wiem co mam z nią zrobić. Czasem mam tak, że muszę trochę poczekać, może pół roku, może rok i dopiero wtedy przeczytać. Kiedyś ją przeczytam, ale na razie wolę poczekać. Co nie zmienia faktu, że recenzja jest bardzo udana. Masz taki lekki styl pisania recenzji, może kiedyś napiszesz coś innego, może coś co ktoś inny zrecenzuje.
    Pozdrawiam, Szuter

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie jest absolutnie świetna.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!