STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

18 sierpnia 2012

Nowa Fantastyka 359 (8/2012)

Połowa wakacji za pasem, czas płynie szybciej niż byśmy tego chcieli, na szczęście redakcja Nowej Fantastyki nie wypada z rytmu i prezentuje nam najnowszy, sierpniowy numer swojego miesięcznika. Dla mnie jest to pierwszy egzemplarz recenzencki, z którego cieszę się ze względu na miłość do fantastyki, a także chęć spróbowania czegoś odmiennego, z czym nie miałam wcześniej do czynienia, jeśli chodzi o recenzowanie. Dlatego z tym większym zapałem zabrałam się do lektury, gdy tylko wyjęłam paczkę ze skrzynki pocztowej.

Z okładki, co prawda nie w moją stronę (a szkoda!), spogląda kultowa już postać mojego idola po wsze czasy, czyli osławionego Harry'ego Pottera. Okładka zapowiada testy Pottermore - interaktywnej platformy stworzonej dla osób takich jak ja, a więc zapalonych potteromaniaków. Temat jak najbardziej na czasie, biorąc pod uwagę popularność portalu. Sama przegapiłam betę, ale mam pojęcie o tym, jak wyglądała premiera dla reszty świata. Opóźnione maile, wieszanie się strony, setki tysięcy nowych użytkowników - to był istny szał, a gdzieś w środku ja, LightFeather18240, dumna Gryfonka, eksplorowałam pierwsze rozdziały Kamienia Filozoficznego, ciesząc się jak dziecko. W swoim artykule Anna Kaiper w przystępny, zwięzły sposób przedstawiła zalety portalu oraz szczegóły towarzyszące zabawie, podkreślając - słusznie zresztą - główną wadę w postaci długiego oczekiwania na kolejne rozdziały do przejścia. Nie wiem, czy autorka tekstu jest fanką zarówno Harry'ego, jak i Pottermore, niemniej jednak szkoda, że nie wspomniała o tym, że zdobycie Pucharu Domów wiąże się z dodatkowymi atrakcjami dla zwycięskiego domu, a co za tym idzie, na czas ostrej rywalizacji między domami ciężko o przyjaźń między nimi. Prym wiodą Gryfoni i Ślizgoni i nie od dziś wiadomo, że tworzone są plany rywalizacji, koalicje, wysyłani są szpiedzy, a wszystko to ma na celu zdetronizowanie rywala.

W najnowszym numerze przeczytacie również ciekawy artykuł Wawrzyńca Podrzuckiego o mutantach. Autor rozważa w nim możliwość wystąpienia w naszym świecie mutacji typowych dla Supermana, Wolverine'a, czy chociażby wężów posiadających zdolność widzenia w podczerwieni. Słusznie odnosi się tutaj do postępów nauki, która - jak na razie - za tak skomplikowanymi mutacjami nie nadąża, co nie oznacza, że prace nad zwierzęcymi i ludzkimi genami zostały wstrzymane. Wręcz przeciwnie - nawet żywność mamy teraz modyfikowaną genetycznie. Czy jest to bezpieczne? Tego już autor artykułu nie poruszył.

Kolejne dwa interesujące artykuły nawiązują do cenzury i mashupów. Ta pierwsza dotyczy zwłaszcza produkcji filmowych i seriali, choć dużym zaskoczeniem było dla mnie również to, że cenzuruje się nawet trailery filmowe! Do tej pory miałam je za wiarygodne, choć przesadzone (bo przecież zawsze pokazuje się najlepsze urywki, aby zaciekawić odbiorcę) źródło informacji o produkcji. A tu proszę! Taka niespodzianka - stringi zamieniają się w pełne majtki, a pistolet w krótkofalówkę... Na pewno też słyszeliście o głośnej wpadce twórców "Gry o tron", którzy w jednym z odcinków posłużyli się odciętą głową... byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dla mnie był to szok, ale autor artykułu rzucił na sprawę nowe światło - teraz nie jestem już pewna, czy nie był to jednak tani chwyt marketingowy, mający na celu podniesienie sprzedaży serialu na DVD i Blu-Ray.

Natomiast w przypadku mashupów ciężko mi się wypowiedzieć, zachowując obiektywizm. Jest to nowa tendencja w literaturze, polegająca na dodawaniu wątków fantastycznych i paranormalnych do klasycznych tytułów z ugruntowaną pozycją. W ten sposób powstały m.in. "Opowieść zombilijna", czy "Duma i uprzedzenia i zombie". Temat jest z pewnością kontrowersyjny - co więcej, daje nam do wiadomości, że mashupy cieszą się coraz większą popularnością. Moje zdanie w tej kwestii jest jednak niezmienne: odkąd pierwszy raz o tym usłyszałam, od razu nazwałam to głupotą i żerowaniem na czyjejś pracy. I tak też pozostanie.

Oprócz recenzji najnowszych książek, filmów, czy gier (m.in. fenomenalnego "Władcy wilków" naszego sąsiada z południowej granicy, mocno przereklamowanego "Prometeusza" i gry planszowej rodem z Westeros), znajdziecie w tym numerze kilka felietonów. Jakub Ćwiek opowie Wam dlaczego lubi kino sportowe, a od sportu trzyma się z daleka, a Michael J. Sullivan w dziewiątym już odcinku swoich "Rad dla piszących" przedstawi Wam rolę zaufania w relacjach autora z czytelnikami. Na te dwa artykuły radzę Wam zwrócić baczniejszą uwagę, ponieważ Ćwieka standardowo trzyma się dobry humor, przez co felieton czyta się z przyjemnością, a rady Sullivana przydadzą się większości z nas - tym, którzy piszą amatorsko, i tym, którzy próbują robić to zawodowo.

Zapewne wiecie, że Nowa Fantastyka zawsze dzieli się na dwie części. Pierwsza dotyczy stricte publicystyki, druga zaś prezentuje nam wybrane przez redakcję opowiadania. Polecam Wam tę wkładkę szczególnie, ponieważ jest to kuźnia młodych talentów. W ten sposób odkryto m.in. Andrzeja Sapkowskiego, autora lubianej i chętnie czytanej przez Polaków (i nie tylko!) sagi o wiedźminie Geralcie. W tym numerze najbardziej zainteresowały mnie dwa opowiadania: "Lisiczka" Małgorzaty Wieczorek oraz "Mistrz" Tomasza Zawady. Z prozy zagranicznej ciekawą formę listów bohatera do matki przedstawił Tom Crosshill w swoim "Mamo, jesteśmy Żenią, Twoim synem", jednak nie do końca były to moje klimaty. Tymczasem i "Lisiczka", i "Mistrz" oscylowały wokół kultury Dalekiego Wschodu, zwracając moją uwagę (po raz pierwszy!) na fantastykę chińską i japońską. Jeśli znacie jakieś godne uwagi książki utrzymane w tych klimatach, bardzo Was proszę o informację pod tym postem. Obydwa opowiadania, choć krótkie, były wciągające. "Mistrz" zawierał w sobie historię ucznia i mistrza, dwójki samurajów, z których jeden posiadał pewne interesujące zdolności, drugi zaś ich nie miał, co było powodem do zazdrości, a z czasem - przyczyną nieszczęścia. "Lisiczka" z kolei przyciągnęła mnie ze względu na historię Liana, chłopca najpierw osieroconego, a następnie przygarniętego przez pana Zhenga, a także na smoczy wątek, mimo że chińskie smoki mało mają wspólnego z tymi, które podobają mi się najbardziej. Gorąco zachęcam Was do przeczytania tych dwóch opowiadań i podzielenia się ze mną swoją opinią. Chętnie porozmawiam też z osobami, które tego typu literaturę mają już za sobą.

Podsumowując, sierpniowy numer Nowej Fantastyki dostarczył mi kilku godzin rozrywki. Poszerzył też moją wiedzę z zakresu fantastyki, a także otworzył oczy na zupełnie nowy gatunek, którego z pewnością nie przepuszczę w najbliższych książkowych poszukiwaniach. Jak widać nie trzeba pochylać się wyłącznie nad ciężkimi tomiszczami lub - po prostu - książkami, aby miło i praktycznie spędzić popołudnie. Zapraszam Was do lektury - miesięcznik znajdziecie w dobrych kioskach i sklepach, takich jak Empik, czy In Medio.

Za możliwość poszerzenia fantastycznych horyzontów dziękuję Redakcji Nowej Fantastyki.


2 komentarze:

  1. Sierpniowy numer już za mną i przyznam, że średnio mnie zainteresował ;) Tylko niektóre artykuły naprawdę mnie ciekawiły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Harry Potter - swego czasu czytałem z zapałem serię o przygodach młodego czarodzieja, ale sam Harry na pewno nie był, nie jest i nie będzie moim idolem :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!