STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

29 września 2012

"Bohatyr. Żelazny kostur" - Juraj Červenák





Tytuł: Żelazny kostur
Seria: Bohatyr
Tom: #1
Autor: Juraj Červenák
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 508



Za sprawą "Władcy wilków" Červenáka wręcz zakochałam się w fantastyce słowiańskiej. Niestety, na rynku wydawniczym wciąż jest jej niewiele, co niezmiernie mnie dziwi z uwagi na wysoki poziom, jaki sobą reprezentuje. Z tego też względu bardzo się cieszę, że mamy za sobą premierę kolejnej dobrej powieści Červenáka. Przed Wami pierwszy tom z serii "Bohatyr" - słowiański "Żelazny kostur".

Już po samej liczbie stron można sobie wyobrazić, że najnowsza książka Słowaka jest prawdziwym molochem literackim. Fakt, lektura jest obszerna, co autor skwapliwie wykorzystuje, stopniowo wprowadzają nas w bohatyrskie życie. Zanim jednak przejdę do wad i zalet tekstu, chciałabym wspomnieć o oprawie graficznej książki. W jej przypadku Instytut Wydawniczy Erica stanął na wysokości zadania. Piękna okładka ze skrzydełkami przedstawia bohatyra - kto wie, czy nie Ilję Muromca, naszego głównego bohatera? Jeśli już będziecie mieli okazję sięgnąć po ten tytuł, koniecznie zerknijcie też na ozdobny ornament, u góry i dołu każdej strony. W połączeniu z ciekawym zobrazowaniem słowiańskiego wojownika całość sprawia wrażenie luksusu i taka też była moja myśl po dokładniejszych oględzinach (choć dla mnie nic nie przebije luksusowej edycji "Dziedzictwa" Paoliniego).

Za sprawą Červenáka wkraczamy na ziemie słowiańskie na krótko przed chrztem Polski. Poznajemy Ilję z Muromia, kalekiego syna wodza, którego ten wyrzekł się ze względu na jego matkę posądzaną o czary. Sielankę w wiosce Ilji przerywa wkrótce napad bandytów, którzy porywają piękne dziewice, w tym ukochaną kalekiego Muromca, Dinarę. Ilja jako jedyny uchodzi z życiem z pogromu wioski, co ma dlań stanowić dodatkowy cios. Okazuje się, że chłopak otrzymuje od życia drugą szansę - trzej wędrowcy, z których jeden dzierży magiczny kostur z malachitu, litują się nad biedakiem i przywracają mu zdrową postawę ciała. Dzielny Muromiec rusza w ślad za porywaczami Dinary, by dopełnić krwawej zemsty, lecz przeznaczenie niesie go ku drużynie Światosława, wraz z którą rusza na wojnę. Wykorzystuje w niej swoją niemal nadludzką siłę, zyskując tytuł bohatyra. Ilja przeżywa wiele przygód, a najniebezpieczniejszą z nich jest podróż ku czarnoksiężnikowi, który ma powołać do życia czarną bestię - pradawnego smoka Zilanta. Jak potoczą się losy Ilji Muromca i czego możemy spodziewać się po tej historii? W "Żelaznym kosturze" możecie poznać jej początek.

Nie będę owijać w bawełnę i powiem, że początek wynudził mnie strasznie. Autor boleśnie rozwlekł pierwsze kroki Ilji ku bohatyrskiemu życiu, co szybko zmieniło się w monotonną opowieść o niczym, podczas gdy ja byłam przyzwyczajona do akcji non stop. Przez myśl przeszło mi nawet, żeby książkę odstawić i przeczytać kiedy indziej. Biorąc jednak pod uwagę to, że to zaledwie pierwszy tom trylogii, uznałam, że Červenákowi należy się trochę miejsca na wstęp - po to, by mógł się rozkręcić. A wraz z nim i ja. Muszę przyznać, że miałam nosa, bo im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej się w nią wciągałam. Sztuką dla mnie jest, by autor, który wynudził mnie na samym początku, zdołał wykrzesać ze mnie entuzjazm rosnący wraz z każdą kolejną stroną. Červenák tego dokonał i musielibyście widzieć moją reakcję na zakończenie pierwszego tomu ("Coooooo!? Książki nie kończy się w takim momencie!").

Warto zwrócić uwagę na ciekawie wykreowany świat przedstawiony. Nie jest to typowe, fantastyczne podejście do tematu, bo nie spotkamy się w tej książce z elfami i krasnoludami wśród majestatycznych widoków gór, rzek, jezior i lasów. Świat wykreowany przez Červenáka bliższy jest temu, który znamy z "Pieśni Lodu i Ognia" - jakiś taki ponury, zdominowany przez grody, zamczyska, gołe polany i wojnę. Całość uzupełnia wpleciony w historię wątek czarnoksiężników i smoków, których również widzieliśmy u Martina. Jako fanka tego typu historii kupuję wersję Červenáka i nie mam do niej żadnych zastrzeżeń.

Dużo większą niż na świat przedstawiony uwagę zwracamy na bohaterów, którzy są w tej powieści wyjątkowo dobrze zarysowani, prawdziwi, a więc niepozbawieni wad i słabości. Szczególnie dobrze prezentuje się postać Jegora Światogora - katolika w służbie księcia kijowskiego, który mimo pobożności kocha wojaczkę, Wołcha - czarownika posługującego się malachitowym kosturem, a także samego księcia Światosława - człowieka nie wywyższającego się ponad innych i stanowiącego zgraną drużynę z całą swoją strażą przyboczną. Zżyłam się z każdym z nich, ze szczególną uwagą śledząc ich losy - być może większą nawet niż w przypadku głównego bohatera.

Ilja Muromiec to postać niezwykła. Interesująca jest zarówno jego przeszłość, jak i przyszłość, bo w książce nieraz można odnieść wrażenie, że pisane są mu wielkie czyny. Jest to postać tajemnicza, ponieważ nie do końca wiemy z jakich przyczyn dzieją się wokół Ilji wszystkie te nadprzyrodzone zjawiska, a to sprawia, że chcemy dalej brać udział w jego przygodach. Przede wszystkim jednak Ilja to człowiek prawy i poczciwy, choć zdarza mu się wybuchnąć lub całymi godzinami milczeć i stronić od ludzi. Myślę, że łatwo można go polubić.

Na pochwałę zasługuje nieskomplikowany język, dostosowany do bohaterów i sprawnie oddający to, co według Červenáka było najważniejsze. Jednakże, nawet jeśli cenię sobie styl autora, to niekiedy drażniły mnie przydługie opisy i zapychacze między głównymi wątkami. Przez nie fabuła traciła swój impet, zwalniając do tego stopnia, że miało się ochotę omijać takie fragmenty. Gdyby nie to, książka z pewnością prześcignęłaby "Władcę wilków", a tak musi mnie jeszcze porządnie zaskoczyć, abym uznała jej wyższość nad dziejami Rogana i  Gorywałda.

"Bohatyr. Żelazny kostur" nie ustrzegł się przed drobnymi błędami, co nie oznacza, że książka nie przypadła mi do gustu. Ba, starym wyjadaczom gatunku fantasy z pewnością również wpadnie w oko, gdyż ma w sobie to "coś", dzięki czemu wybór takiej lektury okazuje się trafny. Autor powieści nie bez kozery otrzymał nagrodę za najlepszą czesko-słowacką książkę roku. Jego najnowsze dzieło to najlepszy dowód na to, że Červenák wciąż ma wiele do powiedzenia i z pewnością niejeden raz nas zaskoczy. Oby tylko Instytut Wydawniczy Erica nie kazał nam zbyt długo czekać na kontynuacje jego dwóch obiecujących trylogii.

Ocena: 5/6

Dołączyłam do drużyny księcia Światosława za sprawą Instytutu Wydawniczego Erica.


5 komentarzy:

  1. mam za sobą kilka recenzji tej książki, jednak lekturę zostawiam sobie na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dostałam ją niedawno, jednak nie zamierzam jej czytać. Nie w moim guście :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z twórczością tego Pana, ale w najbliższym czasie zamierzam to nadrobić. Tym bardziej, że w kolejce czekają obie książki wydane w Polsce :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!