STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

15 września 2012

"BZRK" - Michael Grant




Tytuł: BZRK
Autor: Michael Grant
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 350




 

Odkąd sięgnęłam z czystej ciekawości po pierwszy tom serii "Gone", Michael Grant od kompletnie nieznanego mi autora szybko awansował do grona moich faworytów. Z tego względu nie mogłam przegapić okazji do sięgnięcia po jego nową książkę o tajemniczo brzmiącym tytule - "BZRK".

Cóż mogę o tej książce powiedzieć? Jest kapitalna, ale... spodziewałam się czegoś więcej. Nie chodzi o to, że nowa propozycja Granta nie przypadła mi do gustu. Po prostu po przeczytaniu całości poczułam dziwny niedosyt. Jakby mi czegoś brakowało. Wydaje mi się, że odrobiny normalności. Ludzi. Emocji. Wszystkich tych elementów w "BZRK" brak.

Ale zacznijmy od początku. W swojej najnowszej książce Michael Grant oddaje hołd nanotechnologii. Dzięki temu mamy możliwość patrzenia na świat z punktu widzenia mikroskopijnego organizmu, który zwiedza ludzkie wnętrze - i to dosłownie. Ten oryginalny pomysł, jak i sama wizja, są dla mnie strzałem w dziesiątkę. Nawet jeśli ta niewiarygodna wycieczka po ludzkim ciele odbywa się dla czytelnika jedynie w jego wyobraźni, to i tak wydaje się być arcyciekawa. I z pewnością stanowi pretekst do rozmyślań w stylu: "Co by było, gdybym naprawdę mógł/mogła pokierować biotem?". Czym właściwie jest biot? A takim specyficznym żyjątkiem, wyhodowanym z tkanek osoby, która jest w stanie kierować biotem i widzieć jego oczami. Są jeszcze tacy, którzy wolą posługiwać się nanobotami - te, w przeciwieństwie do biotów z niejako własnym ciałem, są malutkimi robotami.

Do świata nano wkraczają żyjący do tej pory wyłącznie w makro Noah i Sadie. Obydwoje będący po przejściach, nie mają wiele do stracenia, zwłaszcza jeśli mają do wyrównania rachunki z Braćmi Armstrong. Kim są ci dwaj panowie (a może powinnam powiedzieć "ten jeden pan"?) - dowiecie się z lektury "BZRK". Na razie wystarczy, jeśli będziecie wiedzieć, że organizacja Armstrongów dąży do zniewolenia ludzkości i odebrania jej wolności do... czegokolwiek. Rzekomo w imię dobra. Z kolei organizacja BZRK stawia sobie za cel przeciwstawienie się niebezpiecznemu wrogowi i zapobiegnięcie katastrofie. Takie zadanie otrzymują również nowicjusze, Noah i Sadie, którzy od tej pory zaczynają posługiwać się pseudonimami Plath i Keats. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie - i niekoniecznie rozgrywa się ona w świecie makro. Razem z kilkoma innymi osobami Noah i Sadie wkraczają do nano, by raz na zawsze położyć kres tyranii wroga.

Jako bohaterowie Plath i Keats nie reprezentują sobą zbyt wiele - a wszystko przez to, że Grant skupia się niemal wyłącznie na świecie nano, całą resztę niejako zaniedbując. Fajnie, że sięgnął po tak oryginalny temat, wrzucił go do jednego wora z zagładą wolności i wymieszał z dotąd nieznanym nam obszarem - ludzkim ciałem widzianym oczami mikroorganizmu, ale mógł przecież postarać się o lepszą otoczkę fabuły! W ten sposób mógł bardziej rozwinąć postacie Keatsa i Plath, nadając im więcej cech, z którymi moglibyśmy się identyfikować. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że są jedynie tłem dla nano i ich niezwykłych biotów.

Dlaczego na początku wspomniałam, że w książce brakowało mi normalności, ludzi i emocji? Otóż cała akcja dzieje się albo w ludzkich wnętrznościach, albo oscyluje wokół walki BZRK z AFCG (czyli Armstrongów). Nie ma normalnego świata i normalnych ludzi. Nie wiemy jak wygląda życie na zewnątrz, ani jacy są ludzie, którzy nie mają pojęcia o nano. Strasznie mi tego brakowało podczas lektury. Co do emocji... Tutaj niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić, ale ja osobiście uważam, że pod tym względem książka jest sucha. Akcja prze do przodu, podczas gdy dla przemyśleń i emocji nie ma miejsca. Ciągle tylko wałkowany jest jeden temat: walka w nano. W całym tym kociokwiku nie znajdziemy więc innych wątków, które choć na krótką chwilę urozmaicą nam lekturę. A szkoda.

Znany nam z serii "Gone", na wpół poważny i na wpół żartobliwy styl Granta, zachowany jest także w "BZRK". Cieszy mnie to niezmiernie, ponieważ nie zniosłabym większej posuchy w postaci całkowicie poważnego sposobu przedstawiania fabuły. Chyba nie dałabym nawet rady doczytać książki do końca. A tak mam za sobą kolejną - rzecz jasna, udaną - lekturę, która umiliła mi czas, gdy za oknem szaro, a jesień czai się tuż za rogiem.

"BZRK" to pozycja, która nie ustrzegła się przed kilkoma mankamentami, jednak wciąż pozostaje oryginalną i ciekawie opisaną historią. Choć trudno jest przyrównać wydarzenia opisywane w książce do naszego realnego świata, to i tak warto ją przeczytać. Odnoszę wrażenie, że poprzez "BZRK" Grant próbuje zasygnalizować zagrożenia wynikające z rozwoju nanotechnologii. I ma rację, bowiem nikt z nas nie chciałby, aby wojna rozgrywała się w jego ciele.

Książkę polecam miłośnikom prozy Granta, fanom nanotechnologii i wszystkim tym, którzy szukają tytułu, którego fabuła utrzyma nas w napięciu od początku do samego końca.

Ocena: 5/6

8 komentarzy:

  1. czytałam o tej książce wiele dobrego, więc sama z chęcią poświęciłabym czas na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze, mam teraz taką ochotę na tę książkę!!! Muszę ją zdobyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam serię GONE, więc chętnie sięgnęłabym i po ten tytuł. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna recenzja moja droga! Chociaż powiem Ci, że ja nie zauważyłam tego braku normalności. O.o Nie wiem, jak. XD Grant rządzi!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki :*

    Mi właśnie brak normalności rzucił się w oczy najbardziej. Ale rozumiem czemu nie zauważyłaś :D Łatwo się można zauroczyć prozą Granta. Już my dwie dobrze o tym wiemy ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię serię "Gone" i chyba dlatego nie sięgnę po tę powieść. Nie mam ochoty zepsuć sobie wrażenia jakie wywarł na mnie autor :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie 2 część?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ręki sobie nie dam za to uciąć, ale wydaje mi się, że będzie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!