STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

9 października 2012

"Pandemonium" - Lauren Oliver





PREMIERA!
Tytuł: Pandemonium
Seria: Delirium
Tom: #2
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 373



Dzisiaj mało kto nie kojarzy nazwiska Lauren Oliver. Choć ta sympatyczna kobieta zadebiutowała powieścią „7 razy dziś”, to największy rozgłos przyniosła jej dystopijna trylogia „Delirium” o świecie bez uczuć, w którym miłość to amor deliria nervosa – choroba, której boi się ludzkość.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby świat bez uczuć i emocji? Myśleliście nad tym, czy potrafilibyście odnaleźć się w świecie zobojętniałym na absolutnie każdy aspekt ludzkiego życia? Taka perspektywa wydaje się przerażająca i póki co nam nie zagraża.  Lena, główna bohaterka cyklu, żyła w tym koszmarze przez osiemnaście lat. Dopiero Alex wyciągnął do niej pomocną dłoń i pokazał potęgę miłości. Tyle, że Aleksa już nie ma, a Lena musi radzić sobie sama.

Gdy uciekła do Głuszy, wcale nie było lepiej. Doskwierały jej głód, samotność , smutek i nuda. Z pewnością nie tego spodziewała się po życiu z dala od Zombielandu, co w języku Odmieńców określa Portland. Pewnie dlatego z tym większą ochotą przystała do Ruchu Oporu, działając pod przykrywką w Nowym Jorku. Wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku – do czasu, gdy Lena zostaje porwana przez grupę przestępców, a następnie zamknięta w celi z synem największego wroga Ruchu Oporu.

„Pandemonium” pod względem klimatu tylko odrobinę odstaje od swojej poprzedniczki. Jak każda historia, i ta musi iść do przodu, co skutkuje tym, że mniej mamy do czynienia z opisami uczuć i walki toczącej się w umyśle Leny, a więcej z wartką akcją, która dominuje w tym tomie. Tym razem skupiamy się na działaniach Ruchu Oporu, intrygach i życiu Leny w Głuszy i Nowym Jorku. Gdyby nie akcja z porwaniem, przemyśleń odnośnie miłości byłoby tutaj niewiele. Tylko od czasu do czasu w głowie głównej bohaterki pojawiałby się obraz Aleksa. Tymczasem autorka rozsądnie dawkuje informacje, dzięki czemu buduje napięcie od pierwszej aż do ostatniej strony.

Książka dzieli się na dwie części – „Wtedy” i „Teraz”. Ta pierwsza to wydarzenia pomiędzy ucieczką z Portland a powrotem do znieczulicy, natomiast druga to opowieść o działaniach Leny w Ruchu Oporu. „Wtedy” przedstawia nam dobitnie przemianę naszej bohaterki, co samo w sobie warte jest przeczytania, jednak minimalnie wieje nudą, jeśli porównamy je do „Teraz”, które jest dynamiczne, zmienne i emocjonujące. Zdecydowanie lepiej czyta się o wydarzeniach rozgrywających się w Nowym Jorku – jest i dramat, i intryga, i nawet nutka romansu.

I jest też Julian – postać wyjątkowa, niezwykle złożona i pełna sprzeczności, a mimo to w głębi ducha zdecydowana, czego właściwie chce od życia. Z początku czytelnik może mieć chęć rozszarpania Juliana na strzępy – jest taki sam jak Lena z pierwszych rozdziałów „Delirium”. Im bardziej jednak zagłębiamy się w jego historię, tym mocniej się z nim identyfikujemy. W końcowych rozdziałach możliwe nawet, że większość czytelników zapomni w ogóle, że był ktoś taki jak Alex, ponieważ Julian oczaruje ich wszystkich i nie zostawi miejsca dla kolejnej gwiazdy w powieści.

Przed przejściem do meritum warto zatrzymać się na chwilę przy języku, jakim raczy nas tłumacz. Nie jest to ta sama magia słowa, której byliśmy świadkami w „Delirium”, co z jednej strony smuci, a z drugiej cieszy, bo jakby nie patrzeć, Lauren Oliver momentami tworzy zdania tak, jakby za wszelką cenę chciała brzmieć naprawdę mądrze i poważnie. Być może ta kosmetyczna zmiana zaszła również w oryginale – jeśli nie, to chwała osobie odpowiedzialnej za tłumaczenie, że nieco złagodziła czasami wręcz irytujący styl autorki.

I na koniec bomba, która kilkukrotnie wybuchnie w trakcie lektury. „Pandemonium” to jedno wielkie zaskoczenie. Większość czytających będzie oburzonych ostatnią sceną, bo „jak można kończyć powieść w takim momencie”? Pomińmy fakt, że na pewno wszyscy się spodziewaliśmy takiego obrotu spraw. Zakończenie może i jest przewidywalne, ale w świetle wydarzeń na przestrzeni całej powieści i tak jest fajerwerkiem. Poza końcówką będzie zresztą  jeszcze kilka takich sytuacji, w których brwi same będą się czytelnikowi układać w grymas zdziwienia i szoku.

Czy więc warto sięgnąć po tę książkę? Bez dwóch zdań. Oczywiście w pierwszej kolejności należy zapoznać się z „Delirium”, bo bez tej książki ani rusz, jeśli chodzi o dalszy rozwój wydarzeń. Niemniej jednak fani twórczości autorki będą zachwyceni. Miejmy nadzieję, że Oliver zakończy cykl w wielkim stylu, bo po tym, co działo się w tym tomie, możemy spodziewać się naprawdę emocjonującego zakończenia historii.

Recenzja powstała na potrzeby portalu Duże Ka.


9 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę tej książki! Delirium bardzo mi się podobało i nie mogę doczekać się Pandemonium. A aktualnie czytam 7 razy dziś. Mi tam styl autorki nie przeszkadza. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Delirium " nadal przede mną :) nie mogę się jednak doczekać, kiedy poznam tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej, muszę w końcu przeczytać "Delirium", bo wydaje mi się że ksiązka mogłaby mi się spodobać, to więcej niż prawdopodobne. Jednak trochę zniechęca mnie fakt, że WSZEDZIE, kilka razy dziennie pojawiają się recenzje tych książek, już mam dośc i to studzi mój zapał :D Może trochę poczekam, aż sława przeminie.
    A i ślicznie u Ciebie na blogu, tak nowocześnie i minimalistycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Czego ma dotyczyć ta "wypowiedź"?

      Usuń
    2. Przeraża mnie po prostu ta książka. Począwszy od okładki a na zarysie fabuły skończywszy. Smutno mi również, że ostatnimi czasy tego właśnie typu powieści cieszą się największą popularnością, spychając w cień prozę ciut bardziej ambitną.

      Ale to tylko jęczenie i malkontenctwo starego mizantropa, więc nie ma się czym przejmować :)

      Usuń
  5. Przede mną jeszcze "Delirium", nim dopadnę się do tej części :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja moja droga. :) Zgrabnie to wszystko opisałaś!
    Tylko jedna rzecz, Zombierland, to nie było Portland tylko ogólnie wszystkie miasta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj akurat generalizowałam ;) Dzięki za wypowiedź :*

      Usuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!