STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

29 października 2012

"Pas Deltory. Ruchome Piaski" - Emily Rodda




Tytuł: Ruchome Piaski
Seria: Pas Deltory
Tom: #4
Autor: Emily Rodda
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 172



"Ruchome Piaski" długo czekały na swoją kolej. Biorąc pod uwagę grupę docelową, do której kierowana jest książka (a do której ja zdecydowanie się nie zaliczam), wcale mi się nie spieszyło do czytania kolejnych tomów cyklu. Od takich sobie lub wręcz dennych lektur bardziej jednak nie znoszę porzucania serii w ich połowie. Dlatego też - mimo obaw i pewnej niechęci - znów wróciłam do "Pasa Deltory", by poznać dalsze losy Liefa, Bardy i Jasmine.

Mam za sobą książki poważne i takie, które z góry uznałam za dobre, a więc do czwartego tomu tej serii podeszłam ze sporą dawką sceptycyzmu. I byłam w szoku, gdy sięgnęłam po "Ruchome Piaski" i przeczytałam je jednym tchem. Z przyjemnością! Oczywiście nie łudźmy się, że był to przykład wybitnej literatury, z którą absolutnie każdy powinien się zapoznać, bo fabuła nadal jest boleśnie przewidywalna i dziecinna. Wydaje mi się, że po prostu potrzebowałam tego typu odskoczni od poprzednich książek, dzięki czemu Emily Rodda wstrzeliła się w doskonały moment.

I tym razem towarzyszymy trójce głównych bohaterów w podróży mającej na celu zdobycie kolejnego klejnotu, na który niegdyś składał się legendarny Pas Deltory. Niewiele się zmieniło pod względem charakterów postaci - jedyną widoczną zmianą jest większa świadomość Liefa, który jak nigdy przedtem zdaje sobie sprawę z powagi zadania, przed jakim go postawiono. Jest przerażony, ponieważ znaleziony w Mieście Szczurów kamień pokazał mu przyszłość, która nie wygląda dlań zbyt optymistycznie. Na jego miejscu zwykły człowiek by stchórzył, tymczasem on, wiedząc, że ścigają go słudzy Władcy Mroku, a w Ruchomych Piaskach może się dokonać jego żywot, zdecydował się kontynuować misję, biorąc udział w kolejnych przygodach. Pod tym względem Lief przypomina Froda z trylogii "Władcy Pierścieni", ale bardzo, ale to bardzo liczę na to, że Rodda nie wzorowała się na Tolkienie, bowiem wtedy byłabym zmuszona uznać jej próby za wyjątkowo nieudolne.

Nie spodziewałam się po tej książce żadnych większych zmian na plus. Język na poziomie dwunastolatka pozostał ten sam, ponieważ książkę przeznaczono dla młodego czytelnika, który dopiero rozpoczął przygodę z dziecięcą fantastyką. Infantylność tekstu nie była jednak dla mnie aż tak bardzo denerwująca jak poprzednim razem - i jest to zasługa mojej potrzeby przeczytania czegoś naprawdę lekkiego i niezobowiązującego. W gruncie rzeczy miło wspominam tę lekturę.

To samo mogę powiedzieć o fabule, którą bez problemu można zgadnąć od początku do końca. Zazwyczaj gromię przewidywalność we wszelkich książkach, z którymi się stykam, bo zabija ona całą przyjemność płynącą z lektury. Tym razem nie było to aż tak widoczne, bo byłam świadkiem wewnętrznej walki Liefa z własnymi słabościami. Było to o tyle ciekawe, bo przecież nie mamy do czynienia z dorosłym człowiekiem, który jest w pełni świadomy czekających na niego niebezpieczeństw, lecz z kilkunastoletnim, dorastającym synem kowala, który ma prawo się bać. Ba, ma prawo się rozpłakać, kiedy jego życie zawiśnie na włosku. Lief taki nie jest - stara się być odważny i skupia się na zdobyciu wszystkich klejnotów z Pasa Deltory. Pod tym względem jest godnym naśladowania młodym człowiekiem. Dzięki temu wątkowi mimowolnie wciągnęłam się w fabułę i nie mogę uznać czwartego tomu cyklu Roddy  za całkowitą stratę czasu.

Lektura "Ruchomych Piasków" nieoczekiwanie zaspokoiła moją potrzebę odstresowania się lekką tematyką. Jak zwykle gorąco polecam tę pozycję młodym czytelnikom, którzy na pewno nie zawiodą się na tym, co cykl "Pas Deltory" sobą reprezentuje. Starsi czytelnicy mogą zauważyć wiele mankamentów fabuły, jednak nie powinno to mieć żadnego wpływu na satysfakcję początkujących moli książkowych. W cyklu autorstwa Emily Roddy znajdą bowiem wszystko, co najistotniejsze w tym konkretnym gatunku literackim.

A jeśli ktokolwiek z Was ma podobną potrzebę, by odpocząć od krwawych rzezi, rodzinnych tragedii, morderstw, intryg i wszystkiego tego, co czytamy na co dzień, może spokojnie sięgnąć po tę książkę. 

Dwie godziny czytania zdecydowanie poprawią Wam humor. Sprawdzone i potwierdzone!

Ocena: 3,5/6 (powyżej dwunastu lat), 6/6 (poniżej dwunastu lat)

4 komentarze:

  1. Na dzień dzisiejszy nie planuję czytania tej serii. Może kiedyś, jak już ogarnę wszystkie tytuły, które czekają na mych półkach w kolejce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria rzeczywiście jest ciekawa. Szkoda tylko, że każda część kończy się zanim tak naprawdę się zacznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, książeczki mają niespełna 170 stron każda, a do tego sporą czcionkę, przez co czyta się je piorunem. Chciałabym mieć wszystkie w jednym tomie, ale z drugiej strony fajne są te, bo mają śliczne okładki. Dlaczego w recenzji nie wspomniałam o ślicznej okładce? *zastanawia się*

      Usuń
  3. Przeczytałam w godzinę. Jak na razie to moja ulubiona część z serii, oceniam 5,5/6 a mam więcej niż 12 lat...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!