STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

27 października 2012

"Żywe trupy. Narodziny Gubernatora" - Robert Kirkman, Jay Bonansinga





Tytuł: Żywe trupy. Narodziny Gubernatora
Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 364




Na początku był komiks. Dotarł głównie do ludzi zainteresowanych zarówno twórcami, jak i tematem, ale prosperował dobrze, więc szybko znaleźli się chętni do realizacji serialu. I to od niego zaczęła się moja przygoda z zombie. Choć The Walking Dead to serial maksymalnie  brutalny, obrzydliwy i kompletnie pozbawiony człowieczeństwa, to jednak z miejsca stał się jednym z moich ulubionych. I pewnie dlatego nie mogłam sobie odmówić książki "Żywe trupy. Narodziny Gubernatora".

W powstawaniu książki czynny udział brały osoby odpowiedzialne za komiks. Nie miałam do tej pory styczności z rysunkową wersją tej historii, ale ufam, że książka nie odbiega zbytnio od tego, co można w niej znaleźć.

Od razu podkreślę, że po tę pozycję nie powinny sięgać osoby o słabych nerwach i żołądkach. Krew leje się często, trup ściele gęsto, a flaki i odrąbane kończyny wręcz latają w powietrzu. Ci, na których nie zrobi większego wrażenia ilość scen drastycznych, będę za to mogli odkryć drugie dno książki...

Bo tak naprawdę jest to pogłębiony portret psychologiczny głównego antagonisty serii, czyli tytułowego Gubernatora. Towarzyszymy mu od początku zombie apokalipsy, kiedy to jeszcze jako niepozorny Brian Blake dołączył do swojego brata Phillipa i razem z jego kolegami, a także córką Phillipa - Penny, wyruszył w podróż do Atlanty. Tam, według plotek, miała się znajdować ostoja dla uchodźców - miejsce, do którego nie mają dostępu nieżywi. Szybko okazało się, że to nieprawda, bo trupy opanowały większość miast, które jedno po drugim upadały, a wraz z nimi rządy, instytucje, a nawet wojsko. Braciom Blake oraz ich towarzyszom pozostała jedynie dalsza wędrówka przed siebie i nieustanna walka z trupami. Po drodze byli zmuszeni do walki na śmierć i życie, nierzadko przekraczając pewne granice, które w normalnym życiu są nieprzekraczalne. To musiało wpłynąć na Blake'ów. Od samego początku lektury byłam świadoma tego, że będę świadkiem upadku człowieka. Jak się okazało - nie tylko jednego. Aby nie zdradzać najistotniejszego wydarzenia, które zmieniło życie Phillipa i Briana o sto osiemdziesiąt stopni, powiem jedynie, że kulminacja nastąpi w Woodbury - miejscu istotnym i dla komiksu, i dla serialu, i dla książki.

Bohaterów mamy w książce kilku, ale najważniejsi są bracia Blake oraz Penny. Muszę przyznać, że jest to chyba pierwsza moja lektura, w której nie potrafię znaleźć kogoś, z kim mogłabym się utożsamić. To, co w "Żywych trupach" stanowi trzon fabuły, jest dla mnie do tego stopnia nierealne, że nie jestem w stanie postawić się na miejscu bohaterów i zastanowić się nad tym, co ja bym na ich miejscu zrobiła. W ten sposób żadnego z nich nie polubiłam, ale żaden też nie wzbudził we mnie nienawiści. Mojemu podejściu na pewno sprzyjał też fakt, że doskonale wiedziałam, kim jest Gubernator. Nie wiedziałam jedynie jak doszło do tego, że w ogóle nim został. Jak wyglądała jego przemiana? Co go skłoniło do zostania tyranem?

Jeśli sądzicie, że opisy dantejskich scen to szczyt "Żywych trupów" i nic równie gorszącego w książce się nie pojawi, to czuję się zobowiązana, by wyprowadzić Was z błędu. Pozycja te jest wręcz przesiąknięta wulgaryzmami. Dziwiłyby mnie one w cudownych obyczajówkach Kasi Michalak, ale tutaj są dla mnie całkowicie naturalne. W stu procentach rozumiem potrzebę bohaterów, by porzucać mięsem także w znaczeniu przenośnym. Fakt, że z początku czułam się zdegustowana poziomem językowym zwłaszcza Phillipa, ale z czasem doszłam do wniosku, że nie ma sensu się tym przejmować, skoro co druga ważniejsza scena ma związek z wypruwaniem flaków.

"Żywe trupy. Narodziny Gubernatora" to gratka dla fanów komiksu i serialu. Najprawdopodobniej nie zainteresują się tą książką ci, których tematyka zombie nie pociąga. Jeśli jednak znajdą się osoby, które lubią kontrowersyjne tematy pogłębione o psychologiczne aspekty przemiany bohaterów z dobrych ludzi w złych, pozycja ta będzie dla nich obowiązkowa. W tym momencie polecam ją jednak głównie fanom serialu, ponieważ Woodbury zbliża się do nas wielkimi krokami i warto byłoby poznać historię Gubernatora, zanim zobaczymy go w serii.

Na koniec wspaniała nowina prosto od naszego Wydawcy: już niedługo w Polsce pojawi się kolejna książka, która powstała w oparciu o uniwersum The Walking Dead. Nie omieszkam się z nią zapoznać!

Ocena: 5/6


Odwiedziłam Woodbury na zaproszenie Wydawnictwa Sine Qua Non.



6 komentarzy:

  1. Swietny komiks, bardzo dobra ksiazka. Wlasnie pojawila sie druga czesc i nie moge doczekac sie kiedy po nia siegne :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, a za komiks kiedyś się wezmę. Wiem, że sporo się różni od serialu, bo nie ma w nim chociażby Darryla, którego osobiście bardzo lubię. I kilka faktów się zmienia, np. wątek Dale'a i Sophii. Z serialem jestem na bieżąco i dobrze się złożyło, że przeczytałam tę książkę, bo do akcji właśnie wkracza Gubernator! I również nie mogę doczekać się kontynuacji :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nie wiem. Chyba tym razem się wstrzymam. Jakoś tak do końca nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że to perspektywa zombie apokalipsy Cię tak odstrasza? Tak samo było ze mną, gdy zaczynałam oglądać serial. Ale szybko się wciągnęłam :)

      Usuń
  3. Brzmi naprawdę ciekawie, ale raczej sobie daruję. Ostatnio nie mam nastroju na takie mocne historie. Zapiszę sobie jednak tytuł na przyszłość. Będzie jak znalazł, gdy będę chciała się nieźle przerazić w trakcie czytania :D

    OdpowiedzUsuń
  4. UWIELBIAM "Walking Dead". Zawsze napinam ze stresu wszystkie mięśnie podczas oglądania, bo naprawdę mocno działa na mnie ten serial. Książki sobie nie odpuszczę, gdy już wiem, że w ogóle ktoś ją napisał. Co do komiksu, "czytałam" ostatnio pierwszą część :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!