STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

29 grudnia 2012

"Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena - Corey Olsen





Tytuł: Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena
Autor: Corey Olsen
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 328




Czy spotkanie z prozą Mistrza Tolkiena musi się kończyć jedynie na czytaniu jego fenomenalnych książek? W dzisiejszych czasach można przecież pójść o krok dalej i sięgać po tytuły o wymiarze stricte naukowym, które pozwolą nam lepiej zrozumieć dany temat i na dłużej zagłębić się w czymś, co jest dla nas ciekawe. W przypadku Tolkiena jest to niewątpliwie Śródziemie, które za każdym razem opuszczam z wielkim żalem pod koniec lektury. Przykładem tego typu publikacji są tzw. książki o książkach, a "Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena" jest właśnie jedną z nich.

Corey Olsen to brytyjski profesor, który już od dziecka jest wielkim fanem Tolkiena. Najbardziej zasłynął podkastami publikowanymi na stronie www.tolkienprofessor.com, gdzie zresztą pojawiło się wiele kursów jego autorstwa, w których rozbierał na czynniki pierwsze wszystkie teksty Mistrza. W recenzowanej przeze mnie książce zabiera nas do świata "Hobbita", który pojawił się na rynku w 1937 roku - a co najciekawsze, w nieco odmiennej formie niż ta, z którą mamy obecnie do czynienia.

Czy wiedzielibyście o tym, gdybym o tym nie wspomniała? Zagorzali fani być może, ale na pewno nie wszyscy. Tolkien wprowadzał poprawki do tekstu drugiego wydania i sądzę, że część z nas o tym wie. Ale niekoniecznie wiedzielibyśmy o tym, że wcześniejsza wersja zakładała, że Pierścień to tak naprawdę tylko magiczny pierścień przez małe "p", który Bilbo dostał od uczynnego Golluma - istoty tak szlachetnej, że popłynęła łódką na swoją wysepkę, żeby oddać drogocenny ssskarb hobbitowi, który ograł go w zagadki. Dzięki tej książce wiem, że Tolkienowi dopiero później wpadł do głowy pomysł, by uczynić z błyskotki Golluma coś więcej aniżeli tylko pierścień powodujący niewidzialność.

Analiza "Hobbita", której dokonał Olsen, jest niezwykle drobiazgowa - skrupulatność autora niejednokrotnie wprawiała mnie w osłupienie, gdy dzięki niemu dowiadywałam się o czymś, na co normalnie nie zwróciłabym uwagi. Aż wstyd się przyznać, ale Olsen rozpracował mnie od razu, domyślając się, że jak większość z fanów nie przeczytałam ani razu chociażby jednej pieśni lub wiersza, które zawarto w tekście powieści. I fakt - do tej pory je omijałam, czego teraz naprawdę żałuję, bo można się z nich wiele dowiedzieć o przeszłości, przyszłości, charakterach postaci i o tym, jak się zmieniają w trakcie wyprawy na Samotną Górę. Dlatego też dam Wam małą radę: jeśli będziecie po raz kolejny zabierać się do lektury którejkolwiek powieści Mistrza, nie omijajcie niczego, a zobaczycie, że książkę będzie się czytało zupełnie inaczej. Po prostu lepiej.

Owa drobiazgowość z jednej strony może cieszyć, ale z drugiej sprawia, że momentami jest nad wyraz nudno, przez co czasem ciężko przebrnąć do dalszej części tekstu. Autorowi zdarza się wielokrotnie powtarzać wcześniej poruszane wątki, co stwarza wrażenie wtórności treści, ale ciekawy język i wiele trafnych spostrzeżeń rekompensuje te drobne wady. Mając przed sobą analizę ukochanej książki można wiele Olsenowi wybaczyć, bo nie o to tu przecież chodzi, by na siłę szukać niedoskonałości.

Jedno jest pewne: "Odkrywanie Hobbita..." nie dorównuje objaśnieniom Andersona z książki, którą recenzowałam wcześniej. Olsen buduje swoje spostrzeżenia na własnych przypuszczeniach, podczas gdy Anderson opiera się na solidnych faktach. Jeśli jednak czytać obie książki naraz, otrzyma się idealne połączenie, warte dwukrotnie dłuższego czasu, który należy poświęcić na czytanie. Za jakiś czas, gdy znowu najdzie mnie ochota na "Hobbita", na pewno wypróbuję takie rozwiązanie.

Książka Coreya Olsena powinna znaleźć się w zbiorach każdego szanującego się fana twórczości Tolkiena. Nie kosztuje wiele, a stanowi doskonałe dopełnienie właściwego tekstu "Hobbita" i dostarcza wiedzy o świecie stworzonym przez Mistrza - wiedzy, którą chce się zdobyć. Jest to tytuł godny polecenia także dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z hobbitami, ponieważ pozwala zrozumieć wiele rzeczy, które Tolkien chciał nam przekazać, a które niekoniecznie będą tak jasne podczas lektury samej książki.

Podsumowując, "Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena" jest pozycją idealną dla każdego, kto choć w minimalnym stopniu wykazuje zainteresowanie tematem.

Ocena:
 



Analizowałam "Hobbita" dzięki Wydawnictwu Bukowy Las.


10 komentarzy:

  1. No, no, no... brzmi bardzo ciekawie ;) Rozważę jeszcze tę pozycję. Najpierw "Hobbit" a jeżeli tym razem mnie porwie to zastanowię się również nad tym tytułem, bo muszę przyznać, że mnie zachęciłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię wszystkie książki o Sródziemiu, ale chyba nie przeczytam takich objaśnień...

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie rozpoczęłam dziś lekturę innej książki, która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa Bukowy Las - "Hobbit z objaśnieniami" :) Ledwo zaczęłam czytać, a już wiem, że jest świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z miłą chęcią przeczytałabym coś, co pomogłoby mi lepiej zrozumieć hobbita. ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Choruję na tę książkę, mąż też. Upewniłaś mnie, ze to słuszna choroba:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię Hobbita, więc książkę tak czy siak - pewnie przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. "(...) żeby oddać drogocenny ssskarb hobbitowi, który ograł go w zagadki."
    Tak lubię Cię czytać, bo zawsze się uśmiechnę w trakcie ;]

    Ja penetrując książki Tolkiena, bo inaczej nie można nazwać tego, co z nimi robię, zawsze czytam pieśni i to jeden z trzech powodów, dla których Tolkien jest moim ulubionym autorem. Dlatego też, jak pewnie pamiętasz, w konkursie z "Magiem" sama napisałam taką pieśń. Regularną, rymowaną i nawet jakiś czas męczyłam domowników śpiewaniem jej, ale kiedy przegrałam, mój zapał trochę osłabł ;]

    Teraz ciągle nucę "Misty Moutains" ;]

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Teraz mi głupio, bo Twoja krasnoludzka pieśń mi się podobała i gdyby nie moja ówczesna awersja do krasnoludów, kto wie, czy byś nie wygrała? Wczoraj moja awersja uleciała wraz z oglądaniem Thorina Dębowej Tarczy w akcji, a wraz z nim Kiliego, który nie dość, że strzelał z łuku, to jeszcze zawsze pierwszy rzucał się do bitki (a wtedy leciała taka świetna muzyczka!). Kurde, szkoda to oglądać i wiedzieć, że obaj zginą :(

    Też nucę "Misty Mountains" - zarówno w wersji Finna, jak i Armitage, choć ta druga nadal przyprawia mnie o ciarki ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Kili jest chyba najciekawszą postacią, zaraz po Thorinie, tak ;] Czemu miałas awersję do krasnoludów? ;] Albo lepiej - po cyzm miałas awersję do krasnoludów? ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo są toporne, chodzą z brodami, nic, tylko piją i jedzą, pierdzą i bekają - nieokrzesane z nich stworzenia, ot i co. Thorin, moim zdaniem, był zbyt ludzki, nawet z wyglądu. Prawdziwie po krasnoludzku prezentował się Gloin, u wszystkich pozostałych coś było nie tak. Ale i tak ich lubię ;)

      Usuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!