STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

15 grudnia 2012

"Smocza droga" - Daniel Abraham




Tytuł: Smocza droga
Seria: The Dagger and the Coin
Tom: #1
Autor: Daniel Abraham
Wydawnictwo: Ars Machina
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 576



Ze względu na to, że ciężko mi ostatnio odbiec od tematów okołofantastycznych, mam dziś dla Was recenzję książki Daniela Abrahama, brytyjskiego autora powieści science fiction i fantasy, o intrygującym tytule "Smocza droga". Jest to dość obszerne tomiszcze, z typową dla tego typu książek, mało oryginalną okładką, zareklamowane przez samego George'a R.R. Martina słowami: "Wszystko, czego szukam w fantasy". Cóż, jeśli autor "Pieśni Lodu i Ognia" był zadowolony po lekturze tej książki, to nie mogłam jej nie przeczytać i nie przekonać się o tym, jaki gust czytelniczy ma jeden z moich ulubionych pisarzy.

Wygląda na to, że albo jest on kiepski, albo nasze gusta diametralnie się różnią, bo gdybym miała określić "Smoczą drogę" jednym zdaniem, to powiedziałabym tak: "Jest to książka fantasy, w której nie ma fantasy". Ale o tym opowiem Wam za chwilę w dalszej części recenzji.

Powieść Daniela Abrahama jest zróżnicowana pod względem bohaterów, którzy jednocześnie pełnią rolę narratorów opowieści, urozmaicając ją różnymi punktami widzenia. Na pierwszy plan wysuwają się Marcus Wester, były wojskowy, oraz Cithrin, sierota wychowana przez przedstawicieli banku medejskiego. Ich historie splatają się w jedną, dając wrażenie nieuchronności losu, od którego nie da się uciec. Podobnie ma się sprawa z Gederem Palliako, którego losy łączą się z losami Dawsona Kalliama, wiernego sługi i przyjaciela króla Simeona zasiadającego na Rozdartym Tronie. Muszę przyznać, że wszystko ładnie się zazębia, tworząc naprawdę zgrabną całość, którą dobrze się czyta. Poza jednym, nie tak drobnym szkopułem... Opisami.

Niestety, książkę zabija ich monstrualna rozwlekłość, czyli tzw. wodolejstwo, na którym autor opiera całą fabułę. "Smoczą drogę" czytałam ponad tydzień właśnie ze względu na ślamazarną akcję, którą przyćmiewały opisy - tak nudne, że zęby same zaczynały mi zgrzytać ze złości. Czasami ciężko mi było się odnaleźć, ponadto miałam nieodparte wrażenie, że część z nich tak naprawdę niczego nie wnosi do fabuły, a ich zadaniem jest zapełnienie stronic, by książka pod tym względem nie ustępowała pola książkom Martina.

George Martin również prezentuje niewiele fantasy w swoich książkach fantasy, ale atutem jego prozy jest umiejętność tworzenia sieci intryg, które ciągną się przez setki stron, tworząc aurę tajemnicy i sprawiając, że nigdy tak do końca nie ma się pewności, co będzie dalej. Tej umiejętności nie posiadł, niestety, Daniel Abraham, którego nieudolne próby stworzenia czegoś na miarę możliwości autora "Pieśni Lodu i Ognia" wzbudziły we mnie uśmiech politowania. Pod tym względem autor "Smoczej drogi" nie przebił Martina. W ogóle na chwilę obecną mało kto potrafi go przebić - i pewnie dlatego jest on tak popularny.

Trzeba jednak pochwalić dbałość autora o kreację bohaterów, którzy kroczą własnymi ścieżkami, są różni i pełni sprzeczności, a swoimi historiami i charakterami dominują całą książkę. Daniel Abraham stworzył również uniwersum na kształt średniowiecza, lecz nie opisał z takim pietyzmem miast i krain, z jakim pracował nad bohaterami. Cały swój talent wykorzystał chyba na wykreowanie świetnych postaci, do których niewątpliwie należą Geder i Marcus (Cithrin nadal jest zbyt niedojrzała jak na mój gust). Nie chciałabym również pominąć tego, że autor stworzył kilkanaście ras, a historię ich powstania opisał w całkiem przystępny sposób, bo jest to jeden z tych aspektów, które ratują "Smoczą drogę" przed kompletną porażką.

Jak już wspominałam wcześniej, w tej książce fantasy mało jest fantasy. W głównej mierze można w trakcie lektury odnieść wrażenie, że czytamy o średniowieczu. Brakuje mi w "Smoczej drodze" magii, czegoś, co jednoznacznie mi się z nią kojarzy. Jasne, że mamy tu do czynienia z dziwnymi rasami, ale nie kwalifikuje to książki do gatunku fantasy. O smokach są jedynie wzmianki, podczas gdy ja oczekiwałam rozmachu na miarę podopiecznych Daenerys. Od czasu do czasu pojawiali się wiedzący, jednak nie była to magia podobna do magii Melisandre. Myślę, że Daniel Abraham przejechał się na tej reklamie na okładce swojej książki, bo fani George'a R.R. Martina wysnują podobne wnioski do moich.

"Smoczą drogę" można przyjąć dwojako: albo jako kiepską podróbę "Pieśni Lodu i Ognia", albo jako znośną książkę o drodze ku poznaniu samego siebie - bo taki morał płynie z historii wszystkich bohaterów. Biorąc to wszystko pod uwagę, chciałabym ocenić książkę Abrahama w miarę sprawiedliwie, dlatego też uznam ją za przeciętną, dając jej jednocześnie duży kredyt zaufania - z nadzieją, że drugi tom będzie znacznie lepszy.

Ocena: 3/6


Recenzja powstała na potrzeby portalu Upadli.

2 komentarze:

  1. Trochę mnie zmartwiłaś tą recenzją, bo miałam nadzieję na znalezienie elementów fantasy i trochę magii w tej pozycji. Jednak książkę mam na półce i dam jej szansę. Zobaczymy co z tego wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ta twoja recenzja jest dla mnie raczej ostrzeżeniem, niż zachętą :) ja kredytu zaufania jej nie udzielę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!