STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

12 stycznia 2013

"Gra o Ferrin" - Katarzyna Michalak




Tytuł: Gra o Ferrin
Seria: Kroniki Ferrinu
Tom: #1
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 424



Czytałam różne książki fantasy. Czytałam krwawe rąbanki pozbawione emocji, ociekające intrygami epickie historie, opowieści tworzone z rozmachem i opowiadające historię powstania świata. Ale takiej książki jak "Gra o Ferrin" nie czytałam nigdy. Dlaczego w ogóle Katarzyna Michalak, królowa obyczajówek, zabrała się za ten gatunek? Niech się wstydzi ten, kto pomyślał, że nasza ulubiona autorka zwariowała. Niech się wstydzą fani, którzy uznali, że skoro Kasia pisze obyczajówki, to z fantasy pójdzie jej kiepsko, więc nie ma sensu tracić czasu na lekturę. Bzdury, bzdury, bzdury! "Gra o Ferrin" to dzieło jej życia!

Ponad tydzień mija od ukończenia książki, a ja wciąż analizuję wydarzenia, wciąż zapisuję na karteczkach ulubione imiona i nazwy (które walają się po całym mieszkaniu) i wciąż na nowo przeżywam historię Anaeli. Naprawdę niewiele jest książek, które tak bardzo mnie poruszyły.

Początek jest taki sobie. Znudzona życiem Karolina, lekarka pogotowia z powołania, pewnego dnia za pomocą rytuału ciotki przenosi się do magicznej krainy. Nigdy nie lubiłam Polaków w historiach fantasy i tutaj było podobnie. Nie potrafiłam z początku przełknąć Karoliny, która ma do czynienia z magią. Równie niechętnie podeszłam do jej nieadekwatnego do fantasy języka, który przez obyczajowy styl autorki był wręcz podsycany. Oj, ciężko było przywyknąć, ale z czasem przestałam zwracać uwagę i na jedno, i na drugie. Po pierwsze, dlatego, że nasza bohaterka się wyrobiła i z mało interesującej Karoliny stała się Anaelą, nadal lekkomyślną (jednego wybryku nigdy jej nie wybaczę!), ale znacznie ciekawszą postacią, a po drugie, dlatego, że im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej wciągała mnie fabuła. I jestem przekonana, że nawet gdyby w pewnym momencie autorka zaczęła pisać polszczyzną dwudziestego wieku, to nic a nic bym sobie z tego nie zrobiła i czytała dalej z wypiekami na twarzy, zupełnie nie zwracając na to uwagi.

Co tu dużo mówić? Pokochałam Ferrin miłością bezgraniczną i czytałam "Grę..." z pełnym zaangażowaniem, niemalże wyobrażając sobie, że stoję obok bohaterów, towarzysząc im we wszystkich bitwach i ważniejszych wydarzeniach, a ich w powieści nie brak. Książka sprawia wrażenie chaotycznej, bo wiele się w niej dzieje, ale ja widzę w tym rodzaj artystycznego nieładu i nie wydaje mi się, by było to coś złego. Kasia Michalak zaimponowała mi swoją wizją, pomysłem na fabułę, kreatywnością przy doborze imion i nazw (Anaela, Ferrin, Amre, Reikan, Sellinaris, Hatira, Ofria, Berenika de Sanctis, Saris) - wiedziałam, że na wiele ją stać, ale "Grą o Ferrin" przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Jestem jej za to bardzo wdzięczna.

Kochani, tyle emocji... Przy tej książce można się śmiać, zadumać, zastanowić nad samym sobą, ale można i nienawidzić, a przede wszystkim - płakać... Wspominałam wcześniej, że nie wybaczę Anaeli pewnego wybryku, bo przez jej butę stało się coś, przez co ryczałam jak bóbr. Tak samo nie wybaczę Kasi pewnej ceremonii i pewnego przerażająco smutnego opisu, bo przy tym fragmencie przestałam widzieć na oczy i musiałam przerwać czytanie, żeby nie zamoczyć książki. Nie wybaczę jej też historii przeszłości Sellinarisa i tego, co się z nim stało, a raczej tego, kim się stał. To samo mogę powiedzieć o końcówce książki, o poświęceniu Anaeli, o wyprawie Sarisa... Oj, wiele się przewinęło sytuacji niewybaczalnych, które jednak uczyniły "Grę o Ferrin" książką wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju, dla mnie - mimo mankamentów w języku bohaterki - doskonałą w każdym calu, niezapomnianą i niepowtarzalną.

Jasne, że książka jest infantylna, wydaje się być historią na siłę dążącą do happy endu, ale to przecież dopiero pierwszy tom! I początki pisarstwa Kasi. "Gra o Ferrin" to powieść emocji, więc ja się nie dziwię, że momentami język powieści pozostawia wiele do życzenia. Jeśli postawimy się w emocjonującej sytuacji, wyciskającej z nas natłok różnych uczuć, to też nie będziemy mówili jak Miodek na konferencji.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wysłała autorce peanów pochwalnych w prywatnym mailu. Z krótkiej rozmowy wynikło, że jest to dla Kasi najważniejsza powieść, która przez jej czytelniczki jest najmniej doceniana. Przyznaję, że tymi słowami poczułam się dotknięta. Oburzyło mnie to, że tak wspaniała historia przeszła bez echa i prawie nikt o niej nie wie ("Coooo!? To Michalak napisała jakieś fantasy!?"). Na szczęście niedługo Kroniki Ferrinu zostaną wznowione, także po cichu liczę na ładniejszą okładkę "Gry...", lepszą promocję i lepszy odbiór. Nie może być tak, że wszyscy będziemy zachwycać się "Nadzieją" i "Mistrzem", "Grę o Ferrin" pomijając żenującym milczeniem. Klnę się na swój honor, że na to nie pozwolę.

Drodzy miłośnicy gatunku, nie spodziewajcie się po "Grze..." fantasy na miarę Tolkiena, Martina, a nawet Sapkowskiego. Nie porównujcie. Potraktujcie ją jako coś innego, a autorka na pewno Was zaskoczy.

A tymczasem wszystkim oddanym czytelniczkom Kasi polecam odejście od postawy "za mało Michalak w książce Michalak" i przeczytanie "Gry o Ferrin". Tak po prostu. Bo, cholera, wiem, że warto.

Ocena:



9 komentarzy:

  1. Jakoś nie ciągnęło mnie do akurat tej książki, bo gdzieś między Jagódką, Poziomką, Poczekają i Sklepikiem z Niespodzianką, po prostu mi się zawieruszała i nie przyciągała nazwą, ale... po takiej recenzji na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i miałam mieszane uczucia. Ba! Raczej mi się nie podobała. Nie podeszła mi po prostu. Język mnie okropnie irytował, nie wciągnęłam się, tak jak się spodziewałam, nie płakałam, nie emocjonowałam się. Uważam, że ta książka jest po prostu słaba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze nie czytałam żadnej książki Michalak, więc Gra o Ferrin jeszcze poczeka, najpierw zapoznam się z czymś obyczajowym :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie zazwyczaj męczą polskie imiona , wampir Igor, wilkołak Grzesiek itp. Ciekawi mnie jak autorka obyczajówek poradziła sobie z taki gatunkiem. I ogładka nie jaka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę książkę od niedawna na własnej półce, tylko coś znaleźć dla niej czasu nie mogę, nad czym ubolewam :/

    OdpowiedzUsuń
  6. To książka, którą mogłabym przeczytać. ^^ Właściwie od tej pozycji z chęcią zaczęłabym przygodę z autorką. Fantasty kocham, więc powinna mi się spodobać, a że tak zachwalasz, to czemu nie. :) Jak będzie wznowienie, to ja poczekam na nową okładkę(miejmy nadzieję ładniejszą). :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachwyciłam się tą książkę ;D Mam ją w swojej kolekcji jako jedną z ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowna recenzja! Gdyby nie to, że na książkę mam ochotę od dawna, to po takich rekomendacjach, na pewno bym po nią sięgła :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam tak różne opinie o tej książce, że w końcu sama postanowiłam po nią sięgnąć i wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Po przeczytaniu, książkę oceniam zdecydowanie bardziej na plus, niż na minus, chociaż Sapkowski to nie jest. Zalety - nieprzewidywalność fabuły, bardzo ładny język jakim operuje autorka, wielowątkowość. Ktoś kiedyś zarzucił, że podobnie jak Marina autorka sieje śmierć na lewo i prawo. Nie zgadzam się. U Martina posoka leje się wiadrami, u Michalak wszystko jest wyważone i z umiarem. W innym wypadku, książka byłaby zbyt przesłodzona. Zarzut - wkurzająca bohaterka główna, irytująca brakiem logiki w swoim postępowaniu, do tego rozkochująca w sobie każdego napotkanego mężczyznę. Trochę to infantylne. ale poza tym, naprawdę ok.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!