STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

29 kwietnia 2013

"Brainman" - Dominik W. Rettinger





Tytuł: Brainman
Autor: Dominik W. Rettinger
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 400




Dominik W. Rettinger, na co dzień scenarzysta, postanowił napisać książkę. Jak postanowił, tak też zrobił, a rezultatem tego postanowienia jest "Brainman" wydany przez Jaguara. Książka z pogranicza science-fiction i political fiction zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, choć ze wstydem przyznaję, że nie spodziewałam się fajerwerków. Jak na osobę, która nie obraca się w takich tematach, powieścią byłam zachwycona, a fabuła "Brainmana" wciągnęła mnie do tego stopnia, że pomimo dawkowania stron, przeczytałam ją w ekspresowym tempie i byłam zła, że nie będzie ciągu dalszego, choćby i za rok. Te niespodziewane zainteresowanie dość mocno mnie zaskoczyło, niemniej jednak cieszę się, że mam "Brainmana" za sobą.

Na samym początku książka może czytelnika trochę zniechęcić, a wszystko to za sprawą skomplikowanego nazewnictwa, jakim posługuje się profesor w pierwszych scenach powieści. Miłośnicy sci-fi nie będą mieli problemu z przywyknięciem do dziwnych oznaczeń dla planet, a także pewnych zjawisk, ponieważ mają z tym styczność na co dzień. Gorzej będą już mieli ci, co zazwyczaj czytają inne gatunki, tak jak, dajmy na to, ja musiałam przerzucić się z paranormali niewymagających ode mnie myślenia na książkę z obcej mi tematyki. Na szczęście można szybko przywyknąć i nauczyć się tych wszystkich nazw, a gdy fabuła zacznie być bardziej wciągająca, to i brainpower z brainlightem nie będą dla czytelnika niczym nowym.

Rettinger stworzył dwójkę głównych bohaterów w oparciu o stary, ale wciąż tak samo dobry mechanizm, a mianowicie zrobił z nich antagonistów. Pierwszy z nich, Nick Gowin, to spokojny student, którego kosmici obdarzają brainlightem, drugi zaś, John Clondike, to dość niezrównoważona gwiazda sportu, osiłek z mocą brainpower. Czym właściwie są te siły? Tak naprawdę kosmici niewiele im zrobili, bowiem obie moce to w gruncie rzeczy jedynie otwarcie ludzkich umysłów. Jak zapewne wiecie, człowiek wykorzystuje zaledwie 15% możliwości mózgu. Brainpower i brainlight sprawiają, że moce przerobowe Nicka i Johna wzrastają do 100%. Obaj stają się silni i niezwyciężeni, a każdy z nich dysponuje innymi mocami, uzależnionymi od tego, jak chcą wykorzystywać swoje możliwości. Obaj posiadają także swoje słabe strony. Wskutek dziwnej interwencji istot z innego świata, dotąd niechętni sobie chłopcy, stają się zaciekłymi wrogami. Podczas gdy John podbija świat i próbuje go zniszczyć, Nick za wszelką cenę stara się go uratować. Jedyną nadzieją Ziemi wydaje się być Wielki Mistrz, twórca obu sił, ale czy Nick zdoła wybudzić go z transu, a przedtem wydobyć z więzienia na dnie Rowu Mariańskiego? Jak przebiegać będzie bitwa o Ziemię? Przekonajcie się sami!

W przeciwieństwie do wielu polskich autorów, Dominik W. Rettinger może pochwalić się lekkim, niewymuszonym stylem z nutką humoru i ironii. Jakby nie patrzeć, potrafi też stworzyć całkiem klimatyczną otoczkę dla powieści sci-fi, pod przykrywką której kryje się satyra wycelowana prosto we współczesne społeczeństwo. W "Brainmanie" znajdziemy też sporo nawiązań do polityki, co pozwoli nam spojrzeć na to zjawisko z innej perspektywy. Dodatkowo w książce poruszane są tematy ściśle naukowe, ale podane w taki sposób, by każdy wiedział o co chodzi. Jest to doskonały przykład na to, że książka w tym gatunku nie musi być niezrozumiała dla odbiorcy. Rettinger udowadnia, że pewne rzeczy można przekazać prościej.

Wizja świata przedstawiona przez autora wydaje mi się niepokojąca, choć z drugiej strony kusząca, zważywszy na możliwość pełnego korzystania z możliwości naszych umysłów. Jednak sam fakt, że Ziemia mogłaby kiedyś stać się poligonem dla dwóch wrogich sobie cywilizacji pozaziemskich, wywołuje we mnie lekki dreszczyk. Nie chciałabym żyć w takich czasach za cenę niczym nieograniczonej inteligencji.

Co niesamowite, to fakt, że w "Brainmanie" nie zabrakło nawet wątku miłosnego! Miłość obecna jest w życiu zarówno Johna, jak i Nicka, przy czym dla jednego jest ona źródłem siły, a dla drugiego słabości. Na szczególną uwagę zasługuje jedna z finalnych scen pomiędzy Nickiem a Rosą, jego ukochaną, ponieważ jest to przepiękny i wzruszający przykład ludzkiego poświęcenia i gotowości do rezygnacji z pewnych spraw w imię większego dobra. Byłam głęboko poruszona tą sceną i przyznaję się bez bicia, że w oku zakręciła mi się łezka. To nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę gatunek książki Rettingera, ale jednak. Według mnie połączenie tych wszystkich wątków osiągnęło zadowalający efekt. "Brainman" był naprawdę dobry.

Bez dwóch zdań polecam Wam tę powieść, mimo że większość z Was woli inne klimaty. Wydaje mi się jednak, że mój zachwyt nad tą książką powinien Wam wystarczyć za dowód, że czasami warto się przełamać i sięgnąć po coś odmiennego. Ja przekonałam się na własnej skórze, że science-fiction nie gryzie, a polscy autorzy wciąż mają coś do powiedzenia, jeśli chodzi o fantasy.

Ocena:




Poznałam Brainmanów dzięki Wydawnictwu Jaguar.


3 komentarze:

  1. Ostatnio zaczęłam sięgać po science fiction, póki co mam za sobą tylko dwie książki Lema, ale powoli, powoli chcę lepiej poznać ten gatunek. Brainmana mam w planach od dłuższego czasu, także na pewno tę książkę przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie do końca książka w moich klimatach, ale całkiem fajnie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam ! Książka świetna a recenzja bardzo przydatna ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!