STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

8 kwietnia 2013

"Świat Czarownic" - Andre Norton




Tytuł: Świat Czarownic
Seria: Świat Czarownic
Tom: #1
Autor: Andre Norton
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 280


 
W czasach, gdy Alice Mary Norton zaczęła pisać cykl o Estcarpie, kobietom nie wolno było zanadto się wychylać, toteż przyjęła męski pseudonim – Andre Norton. Dzisiaj nazywa się ją Matką Fantastyki i jest autorką ponad stu powieści z gatunku fantasy i science-fiction. „Świat Czarownic” to pierwszy tom jej najpopularniejszej serii, której wznowienia podjęło się w Polsce Wydawnictwo Nasza Księgarnia.

Na pierwszy rzut oka powieść nie powaliła mnie na kolana swoim wyglądem. Chuda książeczka z taką sobie okładką, jeśli nie powiedzieć kiepską, nie wróżyła dobrze. Wiedziona przeświadczeniem, że „nie wszystko złoto, co się świeci”, uznałam jednak, że powieść może wyglądać źle, ale za to w środku przedstawiać się znacznie lepiej. Czy w przypadku „Świata Czarownic” było właśnie tak?

Świat wykreowany przez Andre Norton to w istocie bardzo klasyczne podejście do tematu. Jego opis jest wyjątkowo suchy, ale na tyle dokładny, bym mogła bez problemu zobrazować sobie Estcarp i okolice. Przypominał mi on momentami obrazowanie u innych klasyków, ale mimo wszystko szybko poczułam się rozczarowana – miałam wrażenie, że w tę historię nie włożono serca. To była dla mnie nieczuła relacja, pozbawiona barw i ukierunkowana na tematykę wojny, która – jakby nie patrzeć – jest głównym wątkiem w „Świecie Czarownic”.

Główny bohater powieści to Simon Tregarth, za sprawą magii zostaje przeniesiony ze współczesnego nam świata do Estcarpu i trafia wprost na obławę przeciwko czarownicy. Po chwili wahania postanawia pomóc kobiecie, lecz nie jest świadomy tego, że w ten sposób wkracza na teren  magii, od której nie ma ucieczki. Czarownice to niezwykle enigmatyczne postacie i muszę przyznać, że to one najbardziej mnie zaintrygowały. Dysponują mocą iluzji, a także posiadają wiele innych atutów. I nikt tak jak one nie potrafi snuć wokół siebie aury tajemnicy. Nawet ich imiona przeważnie pozostają zagadką.

Niestety Tregarth ani odrobinę nie przypadł mi do gustu, a powodem tego był fakt, że to zwykły gbur! Dawno nie miałam do czynienia z tak nieprzyjemnym i odpychającym głównym bohaterem, który ma przecież spory potencjał. Wydaje mi się, że autorka nie do końca poradziła sobie z jego kreacją, ponieważ Simon okazał się nienaturalną postacią, wsadzoną do fabuły niejako przez zupełny przypadek. Inaczej ma się już sprawa z Korisem, dla odmiany zasługującym na pochwałę. Jego postać jest wyrazista oraz nietuzinkowa i w pewnym stopniu przypomina mi Tyriona z „Pieśni Lodu i Ognia”, gdyż, podobnie jak Lannister, to wulkan energii, której Tregarthowi zdecydowanie brakuje. Gdyby nie Koris i całkiem interesująca intryga wojenna, nie wiem czy w ogóle zdołałabym doczytać tę książkę do końca. A przecież nie jest jakoś szczególnie obszerna.

W powieści występuje jeszcze jedna postać, na którą zwróciłam uwagę. Loyse, córka Fulka, to wypisz, wymaluj pierwowzór Brienne z Tarthu. Mam niemiłe wrażenie, że George R.R. Martin szukał w klasyce inspiracji dla swojej sagi. Kobieta pragnąca być mężczyzną, dla której miecz ważniejszy jest od stroju, a honor istotniejszy od życia w luksusie – podobieństw znajduje się zdecydowanie za wiele. Ale w sumie to interesująca sprawa, bo świadczy to o tym, że „Świat Czarownic” wcale nie okazał się tak zły, jak mi się z początku wydawało.

Wspomniana wcześniej intryga wojenna stanowi punkt zapalny całej fabuły. Autorka stworzyła jasną wizję tego, co chciała pokazać w swojej książce, dzięki czemu wątek wypada wiarygodnie i nie znudził mnie od pierwszych stron. Antywojenna postawa, z jaką do tej pory się utożsamiałam, tym razem nie miała większego znaczenia, ponieważ z zaciekawieniem śledziłam rozwój wypadków. Wojna rządzi się tu jasnymi zasadami i tak naprawdę, mimo wtórności pomysłu, rzuca nowe światło na ten temat.

„Świat Czarownic” bez wątpienia posiada swoje wady i zalety. Z jednej strony nie kusi utopijną wizją magicznej krainy, jak to było w przypadku mistrza Tolkiena, z drugiej intryguje podejściem do tematu wojny i udziału czarownic w najważniejszych wydarzeniach. Z pewnością warto się z tą pozycją zapoznać i wyrobić własne zdanie. Ja na pewno sięgnę po kolejne tomy cyklu, na które – mam nadzieję – nie będę musiała zbyt długo czekać.

Ocena:




Recenzja powstała na potrzeby portalu eFantastyka.pl.

3 komentarze:

  1. Jakoś nigdy nie przekonywała mnie do siebie ta seria i tak zostało po dziś dzień :) Więc ja raczej podziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka czeka już na mnie na półce :) Jestem ciekawa, czy i mi przypadnie do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja polubiłam tą książkę, na pewno wrócę do niej kiedyś.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!