STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

24 czerwca 2013

"Miłość alchemika" - Avery Williams




Tytuł: Miłość alchemika
Autor: Avery Williams
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 224





Wizja wiecznej miłości to wabik, przez który sięgnęłam po „Miłość alchemika” autorstwa Avery Williams. Pod tym pseudonimem kryje się młoda amerykańska autorka, Jessea Perry. Pisarka urodziła się w Los Angeles, lecz nigdzie nie zapuściła korzeni na dłużej, wędrując po Stanach za swoim ojcem – didżejem radiowym. Po latach osiadła wraz z mężem i dwoma kotami w Oakland, gdzie zajmuje się pisaniem oraz doglądaniem stuletniego domu. Williams zadebiutowała na rynku wydawniczym w zeszłym roku. Swoją opowieścią o Seraphinie Ames i jej nieśmiertelnym chłopaku Cyrusie zauroczyła tysiące młodych Amerykanek.

Wygląda na to, że albo mają one wyjątkowo dziwny gust, albo Europę i Stany dzieli cienka linia między tym, co da się czytać, a tym, co literacko niestrawne. Tak bowiem określiłabym wydaną w Polsce przez Wydawnictwo Amber „Miłość alchemika”. Książka ta po blurbie może sprawiać wrażenie przełomowej w swym gatunku – romansie paranormalnym. Wizualnie rzeczywiście zdaje się nikogo nie porywać. Jednak obietnica romansu silniejszego niż śmierć? Na to skuszą się wszyscy fani tego typu historii. Czy jednak niespełna dwustustronicowa opowiastka Avery Williams zasługuje na uznanie? Nie! To bodajże najbardziej mdła i przezroczysta powieść, z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia w swoim życiu, a jej zapowiedź to po prostu efekt pracy redaktorów, którzy za pomocą magicznych słów chcieli złapać w sidła czytelników spragnionych miłości nieznającej granic.

Główną bohaterką jest Seraphina Ames. Jawi się ona na kartach książki jako niewinna, młoda i niedoświadczona dziewczyna, dla której obecność na wielkim balu, wśród wytwornych dam i przystojnych mężczyzn, urasta do rangi szczytu marzeń. Wtedy jeszcze byłam w stanie polubić Serę – wszak miałam do czynienia z dorastającą nastolatką. Niestety, moje nadzieje, co do jej postaci, runęły w momencie, gdy przyszło mi czytać o nagłym porywie namiętności wobec Cyrusa, pięknego młodzieńca i syna alchemika zarazem. To właśnie ten tajemniczy mężczyzna ratuje Seraphinę od niechybnej śmierci i podaje jej eliksir, który czyni z niej nieśmiertelną istotę. Pomysł sam w sobie bardzo ciekawy, lecz z jego wykonaniem jest już znacznie gorzej. Otóż wątek ogromnego poświęcenia, na jakie zdobył się Cyrus, by ratować swoją ukochaną, wydaje mi się uroczy, niemniej jednak nie ma to większego znaczenia dla dalszego rozwoju fabuły.

W przyszłości czar wielkiej miłości pryska niczym bańka mydlana. Cyrus, który miał mi się jawić jako owładnięty obsesją na punkcie kobiety, przesiąknięty złem alchemik, nagle traci całą ikrę i oprócz swojej gromady nieśmiertelnych Wcielonych nie oferuje czytelnikowi niczego nowego i efektowanego. Nie reprezentuje sobą absolutnie żadnych wartości przyświecających negatywnym bohaterom i można powiedzieć o nim jedynie to, że spełnia w powieści funkcję napędzającą działania Sery, ale poza tym jest postacią-widmem. Nie lepiej ma się główna postać w „Miłości alchemika”. W sześćset lat po wydarzeniach opisywanych na początku książki Seraphina nie kocha Cyrusa, a wręcz darzy go bezgraniczną nienawiścią. Wini go za swoje zmarnowane życie i chce je sobie odebrać na złość alchemikowi. Choć minęło sześć wieków, ona nadal zachowuje się w sposób wyjątkowo niedojrzały i przywodzący na myśl nastolatkę, którą była w chwili śmierci. Mentalnie pozostała nią mimo setek lat doświadczeń życiowych zebranych za sprawą kolejnych wcieleń. Smutne to i niesprawiedliwe, bo wydawać by się mogło, że każdy normalny człowiek dorasta w miarę upływu czasu, a tymczasem tu autorka zrobiła mi niespodziankę, gdyż Sera nie uczy się na własnych błędach i wciąż zachowuje się bardzo niedojrzale.

Obiecywano czytelnikowi porywającą i chwytającą za serce fabułę, a w zamian otrzymano pozbawioną większego sensu historię dziewczyny, która nie potrafi się na nic zdecydować. Przez całe swoje sześćsetletnie życie tkwiła w cieniu despotycznego chłopaka i nawet po desperackiej ucieczce większość myśli kierowała w jego stronę. Tutaj należałoby postawić pytanie: kto w takim razie miał skłonności do obsesji? Biorąc pod uwagę stuprocentową wręcz absencję Cyrusa w fabule i jej rozwoju oraz nieustanne rozmyślania Seraphiny na jego temat, powiedziałabym raczej, że to ona zbzikowała na jego punkcie, a nie na odwrót. Brak sensu i logiki – oto, co wyziera z zakamarków tej historii.

Słabi i niedopracowani bohaterowie oraz kiepski styl autorki to nie jedyne wady tej powieści. „Miłość alchemika” razi pędzącą akcją, w której nie odnajdzie się nawet najwytrwalszy miłośnik paranormali. Mnogość wątków i w dużej mierze alergia autorki na ich dokańczanie sprawiają wrażenie, jakby Avery Williams chciała wepchać do książki, ile tylko się da, z nadzieją, że ci ambitniejsi machną na to ręką, a reszta jeszcze jej przyklaśnie. Takim rozwojem sytuacji jestem szczerze zażenowana i z pełną stanowczością nie zgadzam się na tak lekceważące traktowanie czytelników i potencjalnych kupców tej powieści. Jeśli do tej pory znalazł się ktoś, kto nadal ma ochotę przeczytać tę pozycję, to na koniec dodam jeszcze jedno: ulotną jest nadzieja, że w historii Sery uszczknie się choć odrobinę mistycyzmu kryjącego się pod hasłem „alchemia”. Poza dziwnym eliksirem i wzmianką w tytule w książce nie znalazłam niczego, co nawiązywałoby do tej enigmatycznej nauki.

Podsumowując, debiutancka powieść Avery Williams to lektura odmóżdżająca, jakiej można poświęcić maksymalnie jeden wieczór, a i tylko wtedy, gdy pod ręką ma się napój wyskokowy, z pomocą którego przetrwamy czas nad nią spędzony. Stanowczo odradzam komukolwiek branie się za tę powieść i myślę, że nie pomylę się zbytnio, mówiąc, że lepiej omijać twórczość tej autorki jak najszerszym łukiem. Nie powiem, że czas spędzony nad „Miłością alchemika” był całkowicie zmarnowany, ponieważ w karierze recenzenta warto czasem sięgnąć po coś, dzięki czemu o wiele bardziej doceni się inne publikacje. Tymczasem osobom czytającym przede wszystkim z pasji nie polecam debiutu Jessei Perry, chyba że ktoś lubi pustych bohaterów, zbyt wartką akcję z wątkami pozbawionymi zakończeń oraz banalne historie, z których nic się nie wynosi.

Ocena:




Recenzja powstała na potrzeby portalu eFantastyka.pl.

13 komentarzy:

  1. A miałam taką ochotę na tę książkę, dobrze, że przeczytałam Twoją recenzję!

    in-corner-with-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja myślałam, że ta książka będzie bardzo ciekawa, gdy zobaczyłam opis i okładkę, ale widzę, że się pomyliłam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdy czytałam pierwszy raz opis ksiązki to naprawdę liczyłam na ciekawą historię, potem jednak spotkałam się z recenzjami i większość z nich negatywnie ocenia tę powieść, ja też sobie odpuszczę.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest super !!! Sama czytałam i nie mogłam przestać !

      Usuń
  4. Szkoda, naprawdę szkoda, że ta książka zbiera same negatywne recenzje i tak rozczarowuje. Byłam skłonna kupić tę książkę, bo opis brzmiał intrygująco. Dobrze, że nie kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i szału faktycznie nie ma. Niewymagająca lektura na jeden wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam nad kupnem, ale teraz serdecznie podziękuję :) Cieszę się, że istnieją negatywne recenzje. Jak na ironie, czyta się je cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że nie tylko ja sądziłam, że książka będzie dobra i ciekawa. Dobrze, że przeczytałam Twoją recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ok, od książki będę się trzymać z daleka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam i mi się podobała...

    OdpowiedzUsuń
  10. książka jest przecież super oO . Ja tam czekam na 2 część;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam. Na pewno nie jest odmóżdżająca. Jest lekka i niezobowiązująca. Bardzo szybko się czyta. Z resztą się zgadzam. Lubię lektury różne i przeczytałam książek mnóstwo. Czasami trzeba tez przeczytać coś takiego nawet dla zwykłego odpoczynku,więc wysiłek czy to autorki czy redaktorów doceniam. Aż tak negatywnej opinii bym nie wystawiła. Mimo wszystko polecam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam tą książkę i jest jedną z moich ulubionych. Moim zdaniem jest świetna. Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!