STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

13 sierpnia 2013

"World War Z. Światowa Wojna Zombie w relacjach uczestników" - Max Brooks





Tytuł: World War Z. Światowa Wojna Zombie w relacjach uczestników
Autor: Max Brooks
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 544




Motyw apokalipsy zombie nigdy nie był popularniejszy niż ma to miejsce na chwilę obecną. Zombizm na stałe wpisał się w kanon książek opiewających wątki apokaliptyczno-survivalowe, przy czym można powiedzieć, że od kultowej "Nocy żywych trupów" powstają coraz to lepsze filmy i książki, w których mamy do czynienia z plagą umarlaków. Max Brooks, autor "World War Z" oraz osławionego poradnika przetrwania "Zombie Survival", jest wśród pisarzy tworzących w trupim kanonie absolutnym numerem jeden. Jego książki z pewnością przejdą do zombie historii jako jedne z najlepszych, jakie kiedykolwiek oglądał świat.

Moja fascynacja tą tematyką zaczęła się wraz z pierwszym sezonem "The Walking Dead", potem były komiksy Kirkmana, a także jego książki pisane w duecie z Bonansingą. Niemniej jednak, gdy w sieci pojawiły się pierwsze zajawki do filmu z Bradem Pittem, poczułam jakimś szóstym zmysłem, że "World War Z" będzie dla mnie przełomowym dziełem. I nie myliłam się, bowiem film okazał się znakomitym obrazem, do którego będę wielokrotnie powracać, zaś książka... Cóż, jest to kolejny tytuł nie mieszczący się na standardowej skali ocen.

Nie bez znaczenia pozostaje podtytuł dzieła Maxa Brooksa - "Światowa wojna zombie w relacjach uczesnitków". Jest to, najprościej rzecz ujmując, seria miniwywiadów z osobami, które przeżyły Wojnę Z. Wykorzystanie takiej, a nie innej formy sprawiło, że "World War Z" poraża realizmem, gdyż na pierwszy rzut oka nie sposób odróżnić prawdy od fałszu. Jest to wybitny zabieg, niezwykle rzadko wykorzystywany przez współczesnych pisarzy i z tegoż też względu niedoceniany. Przeciwnikom książek traktujących o zombizmie może się to wydawać idiotyczne, aby autor wykorzystywał formę para-reportażu do opisywania - jakby nie patrzeć - steku bzdur, lecz dla fanów żywych trupów w literaturze czytanie czegoś takiego jest szalenie interesujące.
"Ta wojna miała wiele nazw: Wielki Kryzys, Lata Ciemności, Chodząca Zaraza, a ostatnio doszły także nowsze i bardziej chwytliwe, jak Światowa Wojna Z czy Pierwsza Wojna Z. Mnie osobiście ta ostatnia bardzo się nie podoba, bo wskazuje na nieuchronność Drugiej Wojny Z."
Max Brooks fenomenalnie opisuje apokaliptyczny świat opanowany przez plagę umarlaków. Robi to poprzez swoisty podmiot zbiorowy, bowiem nie ma w "World War Z" mowy o konkretnych bohaterach - jest to najbardziej rzucająca się w oczy różnica pomiędzy filmem a książkowym pierwowzorem. Relacje osób, które przetrwały pierwsze lata pandemii są pełne drobiazgowych i arcyciekawych faktów ukazujących ich doświadczenia oraz zachowanie ludzi i władz reprezentowanych głównie przez wojsko (jako że politycy jako pierwsi się ewakuowali bądź zostali zainfekowani). Ideą tej książki nie było ukazanie ohydy towarzyszącej pandemii żywych trupów - wcale nie czyta się w niej o fruwających flakach i hektolitrach płynącej krwi, choć opisy są dość szczegółowe i nie da się ominąć takich tematów w stu procentach. Autorowi w większej mierze chodziło o to, by pokazać jak uczestnicy Wojny Z widzieli rozgrywające się na ich oczach wydarzenia. Brooks chciał, moim zdaniem, przedstawić trudną prawdę, jaką jest fakt, że gatunek ludzki nie potrafi należycie zadbać o swoich. Zanim zaczęto w ogóle mówić o jakiejkolwiek globalnej epidemii, WHO skutecznie ignorowało przypadki dziwnych zachorowań w biedniejszych krajach. Grubsze afery z udziałem zainfekowanych były starannie tuszowane, a uczestnicy brutalnie likwidowani. Nawet gdy plaga dotarła do większych miast nikt nie pokwapił się, by poinstruować ludność co do nowych zasad rządzących światem. Żywe trupy masowo opanowywały całe dzielnice bez praktycznie żadnych strat, bowiem ludzie szli na rzeź, jakby nigdy w życie nie słyszeli o zombie. Obecnie każdy z nas wie, że nie należy wchodzić w kontakt z zainfekowanymi, bo inaczej zostaniemy ugryzieni i pozostanie nam jedynie strzelić sobie w łeb.

Z pewnością "World War Z" należy traktować z przymrużeniem oka. Na chwilę obecną nie ma możliwości, by świat został opanowany przez żywe trupy. Nie da się jednak ukryć, że z dzieła Maxa Brooksa wypływają dwie prawdy. Pierwszą jest to, że w razie pandemii trzy czwarte gatunku ludzkiego nie przetrwa ataku z własnej głupoty (czytajcie "Zombie Survival", a zwiększycie swoje szanse na przeżycie!). Drugą zaś jest fakt, że ocalali z globalnej katastrofy dadzą początek nowemu, silniejszemu społeczeństwu. Bo choć większość historii opowiadanych przez bohaterów książki to smutne i niekiedy tragiczne wydarzenia, to jednak nie dało się nie zauważyć wyzierającego zeń optymizmu na zasadzie "Co nas nie zabije, to wzmocni".

Podsumowując, książka ta jest wybitnym przykładem tego, że kanon zombie wciąż może zaskakiwać. Formuła paradokumentu idealnie odzwierciedla realizm rozgrywających się podczas plagi wydarzeń, dzięki czemu niezwykle trudno odróżnić prawdę od fikcji. Autor jest obiektywny i widać w to w zadawanych bohaterom pytaniach. Nie da się nie zauważyć, że są to historie krwawe i tragiczne, lecz z kart "World War Z" wyziera optymizm. Książką jestem niepomiernie zachwycona i polecam ją wszystkim miłośnikom nie-do-końca-umarłych, a także tym osobom, które szukają oryginalnej, niebanalnej i maksymalnie wciągającej lektury. "World War Z" spełnia wszystkie te warunki, a lista zalet tego tytułu nie ma właściwie końca. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam i bez wyrzutów sumienia odkładam ją na półkę z ulubionymi tytułami. Po stokroć polecam!

Ocena: 6/6

Recenzja powstała na potrzeby portalu Upadli.pl.



6 komentarzy:

  1. Od jakiegoś czasu mnie kusi by sięgnąć po tę książkę... Choć biorąc pod uwagę ile mam na stercie 'do przeczytania', to pewnie trochę jeszcze to potrwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Równocześnie daliśmy recenzje :P Zapraszam na bloga w celu porównania opinii :P

    OdpowiedzUsuń
  3. "World War Z" aktualnie kończę czytać, zostało mi jeszcze jakieś 100 stron i muszę powiedzieć, że jestem książką równie oczarowany i zachwycony jak ty. Dużą rolę odgrywa tutaj właśnie forma, czyli relacja ludzi o tym jak przeżyli Wojnę - bardzo, bardzo dobry pomysł. ;>

    Pozdrawiam,
    R

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna recenzja! Mam OGROMNĄ ochotę na tę książkę. Nie dosyć, że byłaby to moja pierwsza książka o zombi, to jeszcze interesuje mnie ten para-reportaż. Film zamierzam obejrzeć dopiero po książce, więc muszę ją szybko zdobyć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na nią wielką ochotę, a szczególnie po tej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!