STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

15 września 2013

"Każdy musi płacić" - Robert Foryś





Tytuł: Każdy musi płacić
Autor: Robert Foryś
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 460




Robert Foryś jest personą, z którą do tej pory nie miałam do czynienia, choć jako archeolog zajmujący się demonologią powinien zainteresować mnie znacznie wcześniej. Z twórcą postaci Vincenta Sztejera, bohatera innej serii jego autorstwa, spotkałam się dopiero teraz, przy okazji niedawnej premiery jego kolejnej książki - "Każdy musi płacić". Reklamowana od samego początku jako polska odpowiedź na "Grę o tron", siłą rzeczy przyciągnęła do siebie tłumy - część chciała się przekonać, czy Martina faktycznie można zrzucić z piedestału, część z czystej złośliwości pragnęła wylać Forysiowi na głowę wiadro pomyj, z góry skazując jego starania na porażkę. Ja umiejscowiłam się gdzieś pośrodku, bo nauczyłam się traktować takie zagrywki marketingowe z przymrużeniem oka, a poza tym bardzo byłam ciekawa prozy tego nieznanego mi dotąd pisarza.

Nie będę owijać w bawełnę: niesłychanie trudne okazało się dla mnie przebrnięcie przez pierwszych kilkadziesiąt stron. Ugrzęzłam w fabule, nie mogąc spamiętać wszystkich imion oraz nazw własnych, o miejscowościach i krainach nie wspominając. Było tego tak dużo, że nie byłam w stanie przez to przebrnąć, a autor - niestety - poskąpił czytelnikom zarówno mapki, jak i najzwyklejszego słowniczka. O ile rozumiem powód braku mapy, której powstanie wiąże się z dodatkowymi kosztami wynajęcia grafika, o tyle dziwię się, że Robert Foryś nie stworzył spisu najważniejszych słów występujących w książce. Niezwykle mi to utrudniło lekturę, choć przyznaję, że gdy przebrnęłam przez skomplikowany początek i zaczęłam odróżniać jednego bohatera od drugiego, bardzo szybko podchwyciłam klimat i z przyjemnością kontynuowałam lekturę.

Na fabułę składają się trzy odrębne wątki. Choć pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, tak naprawdę zgrabnie się ze sobą łączą i przeplatają. Tankrid z Krom, justycjariusz służący interesom króla, otrzymuje od monarchy zadanie przeprowadzenia dochodzenia w Wyrburgu. Nie wie, że bardzo szybko zostanie wciągnięty w polityczną grę, w której walczą ze sobą możnowładcy oraz wszechobecny w polityce kler. Nieprawy syn króla i dawny zakonnik, Heinz, wraca na dwór, by prosić ojca o pomoc. Nieprzychylny bękartowi władca nic sobie z tego nie robi, za to stara się wciągnąć młodzieńca w intrygę przeciwko episkopowi. Gdzieś na szarym końcu czai się tymczasem wątek Mai, która po zabiciu swojej zwierzchniczki musi uciekać z zakonu, szukając szczęścia gdzie indziej. Całość prezentuje się nader intrygująco i muszę przyznać, że nie nudziłam się w trakcie zgłębiania tej historii. Choć z pewnością dla autora najistotniejsze są losy Tankrida (tak sobie myślę, że to on tak chmurnie patrzy na nas z okładki), a po części pewnie i Heinz'a, to jednak mnie najbardziej zaciekawiła Maja. Nie wiem, czy to przejaw kobiecej solidarności, lecz mimo wszystko gorąco zachęcam do baczniejszego śledzenia historii zbiegłej zakonnicy - wciąga jak bagno i ma pazur, najostrzejszy ze wszystkich trzech wątków.

Największym atutem powieści Roberta Forysia jest niewątpliwie średniowieczny klimat, który został nakreślony z niebywałą starannością przez kogoś, kto bez dwóch zdań uwielbia wieki ciemne i potrafi o nich pisać. Uniwersum w książce "Każdy musi płacić" wręcz idealnie je odwzorowuje, a do tego autor wzbogacił je o nienarzucające się wątki fantastyczne. Zadbał także o odpowiednią oprawę społeczno-kulturową, obyczajową oraz polityczno-ekonomiczną. Wszystko zdaje się mieć swój cel, nawet bohaterowie. W tej historii są tylko te najpotrzebniejsze rzeczy i nie ma w niej miejsca na niepotrzebne ozdobniki. Królują w niej intrygi polityczne, konflikty społeczne i skomplikowane relacje międzyludzkie, brakuje zaś - co ja akurat uznaję za plus - bezsensownych wątków miłosnych, które kazałyby mi skupić się na problemach zakochanych, tak dalece mniej pasjonujących od gierek i konszachtów. Jestem tak zachwycona światem wykreowanym przez Forysia, że dość płomiennie jak na mnie polecam Wam jego eksplorację. Nie będziecie żałować.

Pomimo tego, że Robert Foryś ma świetny warsztat językowy, ma pomysł na książkę i zna się na tym, o czym pisze, to jednak powściągnęłabym swoje zapędy, by nazywać tę powieść polską odpowiedzią na "Grę o tron". Fakt, jest to sprawnie nakreślona historia o sporym jak na dzieło Polaka potencjale, jednak daleko jej do zawiłych wątków Martina, który funkcjonuje w fandomie jako znak jakości. Trudno go prześcignąć, ale można próbować godnie reprezentować wspólne podwórko. Autorowi książki "Każdy musi płacić" nawet się to udaje i jako że zanosi się na cykl z udziałem bohaterów tej historii, chętnie sięgnę po kolejne tomy.

Ocena:

 

12 komentarzy:

  1. Nie lubię książek w tym stylu. Ale jest ciekawa. Może się zainteresuje - zwłaszcza przez dosyć pozytywną opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli przeczytać warto :) Ach, nie cierpię tych szumnych określeń w ramach reklamy...Potrafią tylko zniechęcić zamiast zainteresować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak szczerze mówiąc, porównanie do Martina bardziej mnie odrzuciło niż zachęciło. Ale widzę kilka pozytywnych opinii, intrygi polityczne uwielbiam, więc myślę, że warto sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy już zapoznam się z właściwą "Grą o Tron", po dzieło Forysia na pewno sięgnę. Chociaż to porównanie do Martina nieco mnie odrzuca... :/

    Pozdrawiam,
    R

    OdpowiedzUsuń
  5. Od samego początku tej recenzji obawiałam się o klimat. Aż w końcu doszłam do tego fragmentu, w którym jest o nim mowa i... ŁAŁ. Teraz to dopiero mam ochotę na tę książkę. Za ten klimat. Jeśli faktycznie jest tak starannie dopracowany, to jestem w stanie zrobić wyjątek i sięgnąć po książkę, która na początku wcale mnie nie interesowała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi kusząco :) Być może kiedyś się skuszę, ale najpierw wolałabym zapoznać się z "Grą o tron" Martina :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam o tej książce w zapowiedziach, spodziewałam się wielu recenzji na blogach, tymczasem twoja jest dopiero drugą, jaką widzę. :) Porównanie do Martina przyciąga i odrzuca jednocześnie. Trochę się boję, że zabraknie tutaj pełnokrwistych postaci kobiecych, o których mogłam poczytać u Martina (moją ulubienicą na zawsze pozostanie Catelyn! ale lubiłam też Sansę i Cersei). No nic, pożyjemy, zobaczymy. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Również nie znoszę tych reklam, które promują książki, sam lubię wybierać :) A sama powieść zapowiada się ciekawie :)
    http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobała mi się ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi ciekawie :) Rozejrzę się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka nie w moim stylu, ale recenzja świetna :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochani, książki tego grafomana leżą w Taniej Książce po 5 złotych. Jest to kolejny bełciarz bez talentu tym razem realizujący "zapotrzebowanie wydawnictwa na Martina". Żenada. Esemesy gimbusów są sprawniej napisane.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!