STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

24 września 2013

"Złota lilia" - Richelle Mead




Tytuł: Złota lilia
Seria: Kroniki krwi
Tom: #2
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 432



Twórczość Richelle Mead zaskoczyła mnie już dwukrotnie. Nie spodziewałam się, że "Kroniki krwi" i "Akademia Wampirów" tak bardzo przypadną mi do gustu - sądziłam raczej, że będą to średniej jakości historie pozbawione akcji. Okazało się jednak, że obie serie wciągnęły mnie do tego stopnia, że oderwanie się od lektury było niemożliwe. Spodobał mi się świat wampirów widziany oczyma autorki i byłam gotowa poświęcić mu więcej czasu. Moje trzecie podejście do książek Mead pozbawione było tych wszystkich wątpliwości, które targały mną, gdy sięgałam po pierwsze tomy cyklów jej autorstwa. Po prostu miałam pewność, że "Złota lilia" nie zawiedzie moich oczekiwań.

Dla Sydney opieka nad Jill Dragomir nadal pozostaje priorytetem. Zdolna alchemiczka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że od detronizacji dzieli Lissę jedynie jej przybrana siostra. Gdyby Jill została zamordowana, królowa wampirów musiałaby oddać władzę w ręce kogoś, kto z pewnością nie byłby tak wspaniałym przywódcą jak ona. Właśnie dlatego ochranianie morojskiej krewniaczki Wasylissy jest tak ważne. Sydney o tym wie, przez co jej udawane życie w Palm Springs ma dla niej sens. Co prawda nadal brzydzi się wampirzą magią i trudno jej przywyknąć do myśli, że przyjaźni się istotami, których nienawidzi, jednak w jej zachowaniu widać już zachodzące powoli zmiany. Wygląda na to, że po trochu zaczyna do niej docierać, że szufladkowanie ludzi i wampirów jest niesprawiedliwe.

Nauka w prywatnej szkole to nie wszystko. Sydney bierze również udział w eksperymentach Sonii i Dymitra, które mają na celu znalezienie sposobu na odwrócenie procesu przemiany w strzygę. Badania te są niezwykle ważne, przez co zwracają badacze zwracają na siebie uwagę niepowołanych osób. Ktoś znów zagraża misji, a niebezpieczeństwo grozi nie tylko Jill, ale i wszystkim wampirom z jej otoczenia. Czy ekipa z Palm Springs wyjdzie cało z opresji i co wspólnego mają badania Sonii i Dymitra z legendarnymi łowcami wampirów? Sprawdźcie sami!

Po raz kolejny Richelle Mead udowodniła, że potrafi pisać romanse paranormalne. "Złota lilia" kipi wartką akcją, dzięki czemu sprawiła mi masę frajdy i na długo przytrzymała mnie przy lekturze. Bałam się, że pozbycie się problemu Keitha uspokoi fabułę i zrobi się nudno, ale nic bardziej mylnego! Autorka miała świetny pomysł na fabułę i powoli zaczynam widzieć jej zarys, jeśli chodzi o całą serię. Jestem święcie przekonana, że Mead zaskoczy nas wielokrotnie, bo nie da się nie zauważyć, że ewidentnie dąży do rozwinięcia co ciekawszych wątków wyłaniających się z książki. Bohaterowie dojrzewają i widać to szczególnie w przypadku Sydney i Adriana. Swoją drogą Iwaszkow nadal pozostaje wielką gwiazdą powieści i nie wyobrażam sobie, by jego rola w "Kronikach krwi" została w jakikolwiek sposób zredukowana. Im więcej Adriana, tym lepiej! Zwłaszcza teraz, gdy powoli wyrasta z bycia nieczułym draniem i idiotą, jednocześnie zachowując swój lekko arogancki styl bycia.

W "Złotej lilii" podobała mi się wyraźnie zaakcentowana wewnętrzna walka Sydney z jej obawami i niechęcią do magii. Autorka od początku podkreślała awersję alchemiczki nie tylko do wampirów samych w sobie, ale i do umiejętności, jakie posiadają. Dzięki temu, że w tym tomie Sydney zaczęła zastanawiać się nad swoją postawą, powieść nabrała rumieńców. Bardzo lubię rozdartych bohaterów, ponieważ uwielbiam obserwować ich przemianę w zależności od wybranej ścieżki. Cieszę się, że w przypadku Sydney mogłam przyglądać się temu jak walczy ze swoimi demonami i próbuje zaakceptować fakt, że wampiry stały się ważną częścią jej życia. W istocie "Złota lilia" to powieść o walce z przeciwnościami losu, które stoją na przeszkodzie przyjaźni ludzko-wampirzej...

Nie najnowsza już, bo na rynku wydawniczym debiutuje właśnie "Magia indygo", powieść Richelle Mead, to doskonały sposób na jesienną chandrę. Książka napisana jest przyjemnym, prostym językiem docierającym do każdego, a fabuła jest wciągająca i z pewnością zaplanowana daleko wprzód. Na dobre oczarował mnie świat wampirów wykreowany przez tę autorkę i zachęcam Was do tego, byście i Wy przekonali się do "Kronik krwi" oraz "Akademii Wampirów", która je poprzedza. 

Ocena:



8 komentarzy:

  1. Od serii Boodlines wolę jednak Akademię Wampirów tejże autorki (moja ulubiona seria ever).
    Ogólnie doceniam twórczość pani Mead c;

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam Magię indygo już u siebie, a Złota lilia nadal nieprzeczytana.. w najbliższych dniach się to zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęłam "Kroniki krwi" i muszę je w końcu skończyć, bo "Złota lilia" na mnie czeka i nie mogę doczekać się tych wewnętrznych rozterek bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze... Targają mną sprzeczne uczucia - Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej serii; ale jakoś... po prostu już nie czuję tak jak dawniej, że KONIECZNIE muszę przeczytać wszystkie książki o wampirach... Albo z tego wyrosłam, albo za bardzo się kilka lat temu na nie nakręciłam... :(

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze książek tej autorki, ale bardzo mnie zainteresowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze tylko "Ostatnie poświęcenie" i mogę się zabrać za "Kroniki"!

    OdpowiedzUsuń
  7. Akademia Wampirów jest przecudowna. Kroniki Krwi też uwielbiam :) Na razie mam tylko pierwszą część i to jest straszne, w końcu już wyszła trzecia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie znam, ale chętnie się skuszę na całą serię.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!