STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

9 października 2013

"2312" - Kim Stanley Robinson [premiera]




PREMIERA!
Tytuł: 2312
Autor: Kim Stanley Robinson
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 640




Czwartego października za sprawą wydawnictwa Fabryka Słów na rodzimym rynku książki zadebiutowała powieść 2312 autorstwa Kima Stanleya Robinsona. Jest to znany amerykański pisarz, którego fani gatunku science fiction mogą kojarzyć z obsypaną nagrodami trylogią marsjańską, wydaną w Polsce w 1998 roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

W tym roku minęło aż piętnaście lat od premiery Czerwonego Marsa oraz jego kontynuacji. Przez ten czas autor wydał wiele książek i opowiadań, lecz w naszym kraju przeszły one właściwie bez echa. Dopiero w 2012 roku sprawy wreszcie przybrały korzystny obrót dla tego utalentowanego i cenionego na całym świecie pisarza. Powieść 2312 spotkała się z bardzo pozytywnymi komentarzami ze strony czytelników oraz znawców fantastyki naukowej. Mało tego! Tajemniczo brzmiący tytuł spodobał się wszystkim do tego stopnia, że Robinson zgarnął za niego Nagrodę Nebuli, co dla pisarza tworzącego w nurcie science fiction jest prawdziwym wyróżnieniem. Daleko mi do bycia krytykiem literackim, ale postanowiłam zmierzyć się z tym dziełem, aby przekonać się na własne oczy za co otrzymuje się drugi po Nagrodzie Hugo laur.

W 2312 roku ludzkość skolonizowała praktycznie cały Układ Słoneczny. Przyznaję, że już na samym wstępie ta futurystyczna wizja podboju naszej galaktyki zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Homo sapiens nie dość, że w końcu wychylili nosy poza najbliższe otoczenie Ziemi, to na dodatek zabrali się za terraformowanie (czyli dostosowywanie do warunków ziemskich) innych planet! Dzięki tym zabiegom Mars jest już całkowicie zamieszkany przez ludzi, a na Wenus i Merkurym powstają pierwsze miasta przyjazne naszemu gatunkowi. Tam, gdzie ten nieprawdopodobny zabieg trwa dłużej lub nie można go wykonać, koloniści mieszkają pod ziemią, a jeśli istnieje taka sposobność, to przenoszą się na naturalne satelity lub specjalnie opracowane na nasze potrzeby asteroidy (wydrążone od środka i sterraformowane). Te ostatnie pełnią także funkcję międzyplanetarnych promów kosmicznych, co samo w sobie już wydaje mi się niebywałe, a co dopiero, gdy przyjrzeć się bliżej ich plastycznym opisom!

Wizja Robinsona jest wyjątkowo dokładna i zarazem niepokojąca. Dokładna dlatego, że do tej pory nie spotkałam się z równie precyzyjnymi poglądami na kolonizację Układu Słonecznego, niepokojąca zaś ze względu na zmiany, które dokonały się w społeczeństwie. Autor pewnie i z pomysłem kreuje naszą przyszłość, podejmując wiele naprawdę istotnych tematów, a także snując szczegółową historię podboju kosmosu. Jego idea wydaje się niepodważalna, zupełnie jakby miał on wgląd w to, co wydarzy się za kilkaset lat. W jego rozważaniach nie ma znaków zapytania i niedomówień – wszystko opisane jest tak prawdziwie, że ani razu nie przyszło mi do głowy, by zanegować to, co zaprezentował w 2312.

Choć trzonem powieści jest bez wątpienia futurystyczna kreacja świata przedstawionego, pod każdym względem dopracowana i zapierająca dech w piersiach, to jednak trudno nie zwrócić uwagi na maksymalnie wciągającą fabułę. Jej oś to historia niewyjaśnionej śmierci jednej z czołowych badaczek nowego uniwersum. Wnuczka kobiety, hermafrodyta Swan, siłą rzeczy wplątuje się w największą polityczną intrygę o podłożu kryminalnym ostatnich lat. Wokół niej dzieje się wiele niepokojących rzeczy i wszystko wskazuje na to, że bohaterce (Swan bardziej czuje się kobietą niż mężczyzną, a jej obojnactwo wynika z przeprowadzonych przez nią samą eksperymentów) grozi ogromne niebezpieczeństwo. Muszę przyznać, że nie spotkałam się z postacią, która byłaby tak hiperaktywna, bezczelna i skłonna do histerii, niemniej jednak wnuczka zmarłej badaczki ma w sobie to coś, co kazało mi z wypiekami na twarzy śledzić jej losy. Zważywszy na to, że główna bohaterka wikła się w sprawy społeczno-polityczne i przede wszystkim ekologiczne, naprawdę jest się czemu przyglądać.

2312 to także powieść niezwykle rozbudowana i skomplikowana. Styl autora prezentuje się na wysokim poziomie – z jednej strony przypomina naukowy wywód, z drugiej zaś ujawnia jego skłonność do gawędziarstwa. Robinson bowiem nie stroni od opisywania codzienności ludzi, która dla nich samych może być szara i monotonna, podczas gdy w oczach czytelnika nie ma nic ciekawszego ponad opowieść o życiu na Marsie czy Merkurym. Obok takiej tematyki jest też miejsce dla wątków dotyczących kultury, przemian społecznych, zmieniającej się flory i fauny. Pisarz porusza również kwestie genetycznych udoskonaleń oraz sztucznej inteligencji, co pozwala mi wysnuć tezę, że nie ma dla niego żadnego tabu. Mało jest współcześnie takich monumentalnych dzieł, w których można poczytać dosłownie o wszystkim.

Najnowsza powieść Kima Stanleya Robinsona to wspaniały i wyjątkowy utwór literacki. Taka mnogość wątków i niezwykle rozbudowana wizja przyszłości homo sapiens nie może przejść w naszym kraju niezauważona. Jestem całkowicie przekonana, że miłośnicy science fiction powinni potraktować 2312 jak pozycję obowiązkową. Choć książka ta jest trudna i naprawdę wymagająca, i tak uważam, że warto oswoić się ze skomplikowanym stylem autora i wczuć się w jego niesamowicie realistyczną wizję kolonizacji Układu Słonecznego. Po zapoznaniu się z tym fantastycznym dziełem nie dziwię się już skąd wzięła się Nebula na półce Robinsona. Po prostu dotarło do mnie, że 2312 była stworzona, by na nią zasłużyć.

Ot, doskonałość zamknięta w sześciuset czterdziestu stronach...

Ocena:





Recenzja powstała na potrzeby portalu eFantastyka.pl.

6 komentarzy:

  1. Brzmi naprawdę zachęcająco, właśnie tego ostatnio poszukiwałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od kiedy przeczytałam jej recenzję na którymś z blogu stwierdziłam, że muszę ją mieć i kropka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dość gruba .. To chyba nie na ten 'najgorętszy' czas w szkole, chociaż jeśli jest taka świetna.. Zastanowię się :D

    OdpowiedzUsuń
  4. 640 stron?! To dużo i mało, jak na taką książkę. Jeju, strasznie mnie zainteresowałaś fabułą! Już kiedy zobaczyłam 2312 w zapowiedziach, stwierdziłam, że muszę mieć tą książkę. I dalej jestem takiego zdania. Koniecznie! Uwielbiam takie klimaty. Lubię wczuwać się w taką książkę, która traktuje o zasiedleniach. Intruz jest moim faworytem i ciekawa jestem, czy 2312 to przebije :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!