STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

3 października 2013

"Szukając Alaski" - John Green [przedpremiera]




PRZEDPREMIERA!
Tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 320




Gdy zapytacie mnie o ulubionego aktora, bez wahania wskażę Roberta Downeya Juniora. Jeśli spytacie o ukochany zespół, wymienię tylko jedną nazwę: Bastille. W przypadku pytania o faworyta wśród pisarzy, odpowiedź będzie taka: John Green. Ten autor bezczelnie wtargnął w moje życie i tak je poprzestawiał, że już nie Tolkien jest numerem jeden, a on sam. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że pierwsza przeczytana przeze mnie książka jego autorstwa nie jest nawet jego debiutem literackim! To Szukając Alaski wprowadziła go na rynek wydawniczy. Dzięki niebiosom, że jako pisarz spodobał się zagranicznym mediom i krytykom, w przeciwnym bądź razie nie mielibyśmy w Polsce takich perełek jak Gwiazd naszych wina, Papierowe miasta i Szukając Alaski właśnie. Co sądzę o tej ostatniej, dowiecie się z tego tekstu.

Ta wspaniała powieść opowiada historię Milesa, nastoletniego outsidera, którego najbardziej urzekającą cechą jest to, że zapamiętuje ostatnie słowa znanych ludzi. Chłopak nigdy zbytnio się z nikim nie przyjaźnił, toteż rozpoczęcie nauki w nowej szkole z internatem nie zrobiło na nim większego wrażenia. Tam jednak poznał sympatycznego Pułkownika, intrygującą Alaskę oraz ich paczkę. Ironicznie przezwany Kluchą (w rzeczywistości szczupły i wysoki), dość szybko zaaklimatyzował się w akademiku i poświęcił swój wolny czas nowym przyjaciółom. Od tej pory jego życie uległo zmianie, a każdy dzień zaczął przynosić coś nowego.

Tyle o fabule. Nie ma sensu się nad nią rozwodzić, po prostu trzeba ją poznać. Powiem Wam za to, że Szukając Alaski nie dzieli się na tradycyjne rozdziały, tylko na wydarzenia Przed i Po - przy czym te drugie do najprzyjemniejszych nie należą i raczej nikt z nas nie życzyłby sobie brać w nich udział. Tym sposobem książkę czyta się na dwa sposoby. Część Przed - non stop śmiejąc się do rozpuku. Część Po - płacząc jak bóbr. Tylko John Green posiada tak unikalną umiejętność. Zmienia historię z kartki na kartkę tak, bym zaczęła wyć, zanim jeszcze skończył mnie boleć brzuch po niedawnym ataku śmiechawki. Niesamowite.

Powtarzam to za każdym razem i powtórzę to jeszcze raz: książki Greena ZAWSZE mają coś znaczyć. Skoro Szukając Alaski to jego debiut, należy sądzić, że to od tego tytułu wszystko się zaczęło. Ktoś może pomyśleć, że jest to powieść o niczym, ale moim zdaniem należy się w niej doszukiwać swoistej uniwersalności. Każdy może inaczej odczytać intencje autora. Dla mnie historia Milesa opowiada o niezwykłej sile przyjaźni oraz potrzebie doprowadzania spraw do samego końca. Podejmowane po drodze tematy, takie jak skłonność młodzieży do używek (pamiętajmy, że Green wzoruje się na amerykańskich nastolatkach - u nas wygląda to trochę inaczej), czy chociażby strata bliskiej osoby, również nie pozostają bez znaczenia. Proza Greena tylko z pozoru jest lekka - taki bowiem jest jego styl. W rzeczywistości zawsze można się doszukać drugiego dna w prezentowanej przez niego historii. I to tak bardzo w nim cenię.

Podobnie cenię sobie kreację bohaterów, którzy u tego autora są po prostu... żywi. Rzeczywiści, jakby żywcem wyjęci z naszego świata. W trakcie lektury musiałam sobie wielokrotnie powtarzać: "Oni nie są prawdziwi". Ale i tak się zapominałam i przeżywałam przygody Milesa i Alaski tak, jakby to wszystko faktycznie miało miejsce. Miles jest bohaterem nad wyraz wspaniałym, ułożonym, serdecznym, oddanym swoim przyjaciołom i przypominającym nieco Quentina z Papierowych miast (Augustus jest wyjątkowy i nikt nie jest do niego podobny). Uwielbiam go, jednakże to Alaska jest jedyną i niekwestionowaną gwiazdą tej książki - o czym świadczy chociażby jej tytuł. Ona również przypomina bohaterkę z Papierowych miast, przez co śmiem twierdzić, że pierwsza powieść Greena bardzo rzutuje na jego twórczość w przyszłości. Alaska jest energiczna i nieprzewidywalna, pełna sprzeczności i emocji. Nigdy nie wiadomo jaki będzie jej kolejny ruch. Dzięki temu dziewczyna nieustannie zaskakuje - nie tylko pozostałych bohaterów, ale i nas - czytelników. W ten sposób powieść staje się żywsza i bliższa odbiorcy. Chyba nikt nie potrafi lepiej kreować zwyczajnych postaci... Green jest w tym niekwestionowanym mistrzem.

Najwspanialsze w tej powieści jest to, że Miles stara się doprowadzić sprawę Alaski do końca. Nie poddaje się, choć po drodze czyha na niego wiele przykrości i zmartwień. Ten upór sprawia, że pamięć o niesłabnącej sile przyjaźni jest wciąż żywa i nieważne jest to, że kogoś z dnia na dzień zabraknie, bo będzie on istniał w naszym sercu już do końca życia. Tak... To jest chyba w Szukając Alaski najpiękniejsze. Poza tym... Zupełnie trafne okazują się stare jak świat słowa: "Szukajcie, a znajdziecie".

Debiutancka powieść Johna Greena, a w Polsce jego najnowsza książka, to dzieło ponadczasowe i uniwersalne - nic dziwnego, że autora już teraz okrzyknięto kultowym. Po raz kolejny jestem całkowicie oczarowana historią przez niego przedstawioną i chyba już każda z nich będzie dla mnie wyjątkowa i niezapomniana. Gwiazd naszych wina pokochałam do tego stopnia, że zamówiłam sobie książkę w oryginale - teraz już wiem, że tak samo będzie z Szukając Alaski. Jeśli nie jesteście pewni, że chcecie sięgnąć po tę powieść - wierzcie mi, że po stokroć warto. Historia tu zaprezentowana jest przejmująca i skierowana do każdego. Dam sobie rękę uciąć za prozę Greena, toteż możecie być pewni, że Szukając Alaski to doskonały wybór.

Ocena:

12 komentarzy:

  1. Oj tak Green to magik, ja Jego książki czytam w ciemną , a tę czekam z utęsknieniem

    OdpowiedzUsuń
  2. Green jest cudowny, uwielbiam jego książki i tak jak Ciebie- numer jeden :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę w końcu przeczytać powieści Pana Greena :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja także uwielbiam autora. Gwiazd naszych wina jest cudowna. Papierowe miasta mniej mnie urzekły ale również uwielbiam :) Czekam, aż będę miała okazję przeczytać tą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już nie wiem :D Poprzednim razem napisałam, że fragment, który dałaś w ogóle mnie nie zaciekawił... a wręcz zniechęcił. A teraz, Twoja recenzja... mnie zachęciła i to bardzo!! Więc chyba jednak sięgnę po tą książkę. (W sumie jak to mówi mój narzeczony: tylko krowa zdania nie zmienia :D )
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora, ale po takiej recenzji mam ochotę pobiec do księgarni i zapatrzeć się we wszystkie jego powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym mieć wszystkie dzieła Greena... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po takiej pozytywnej recenzji bardzo chciałabym przeczytać tę książkę :) Jestem pewna, że warto.

    Natomiast co do moich wrażeń do Tolkiena - to zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po pierwszym zdaniu dodałam Cię do zakładek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo - RDJ rządzi! Ale uważaj, to mój przyszły mąż i na pewno się nim nie podzielę :D

      Usuń
  10. Świetna recenzja. Jeśli chodzi o samą powieść, to mnie również wcisnęła ona w fotel. Najbardziej podobało mi się zakończenie😃
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!