STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

29 grudnia 2013

"Moja siostra mieszka na kominku" - Annabel Pitcher





Tytuł: Moja siostra mieszka na kominku
Autor: Annabel Pitcher
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 286




Kiedy sięgam po powieść, po przeczytaniu której dochodzę do wniosku, że coś zmieniła w moim życiu, a następnie dowiaduję się, że jej autor jest debiutantem, nie mogę nadziwić się temu, że na świecie wciąż rodzą się ludzie, którzy tak potrafią pisać. Dla Annabel Pitcher Moja siostra mieszka na kominku to pierwsza książka i powiem Wam, że gdyby wszyscy tak debiutowali, to życie moli książkowych byłoby po prostu piękne. Trochę czasu już minęło odkąd sięgnęłam po tę historię, a do dziś przypominam sobie co lepsze sceny i dialogi. Z ręką na sercu mogę Wam przysiąc, że książkę pokochałam i nie wyobrażam sobie, by nigdy już do niej nie wrócić. Jest bowiem co najmniej kilka powodów, dla których będę to robić często. Bardzo często.

Pierwszym powodem jest przedstawiona w powieści tematyka - trudna, refleksyjna, kryjąca w sobie gorzką prawdę na temat życia, śmierci, żałoby i uwikłanej w to wszystko rodziny. Bez wątpienia Moja siostra mieszka na kominku nie należy do historii łatwych, tym bardziej nie jest banalną opowiastką z gatunku takich, które szybko się zapomina. O nie, debiutancka książka Annabel Pitcher wwierca się w umysł i długo, długo nie chce go opuścić, a później i tak czai się gdzieś w jego zakamarkach, by w najmniej oczekiwanym momencie dać o sobie znać. Co ważne, historię tę różni ludzie mogą różnie odbierać. Po kimś tematyka utraty bliskiej osoby może spłynąć jak po kaczce, a problem rozbitej w wyniku takiego nieszczęścia rodziny w ogóle nie dotyczyć. Ale znajdzie się także ktoś, dla kogo będzie to ważne i odbierze książkę w zgoła odmienny sposób. Ja, dajmy na to, po roku od śmierci Babci nadal nie pogodziłam się z Jej stratą i wciąż myślę o wielu rzeczach, których nie zrobiłyśmy razem, a mogłybyśmy, gdybym była lepszą wnuczką. Problem ukazany w debiucie Pitcher może i nie jest taki sam i w zasadzie mocno się różni od tego, czego ja doświadczam, niemniej jednak podstawy są takie same i dlatego cenię sobie tę powieść naprawdę bardzo wysoko.

Kolejny powód to bohaterowie. Oczywiście na pierwszy plan wysuwa się dziesięcioletni Jamie - główna postać w powieści, a zarazem narrator pierwszoosobowy. Jamiego pokochałam od razu, bo choć ma zaledwie dekadę życia za sobą, to nie przeszkadza mu to w trzeźwym patrzeniu na otaczający go świat. Z tak rezolutnymi dziećmi rzadko się ma do czynienia w książkach - zazwyczaj są one jedynie dodatkiem do starszego rodzeństwa będącego głównym bohaterem. Dlaczego tak się dzieje? Po części dlatego, że dzieci są zbyt nudne jak na czołową postać (lepiej zająć się nastolatkiem - bunt, pierwsza miłość, problemy w szkole muszą być), a po części z uwagi na to, że niezwykle trudno pokazać dziecięcy punkt widzenia, będąc dorosłym. Autorce tej powieści akurat się to udało - jest to jedna z lepszych historii opowiedzianych przez dziecko, z jaką miałam do czynienia. Nie brakuje w niej realizmu i tego, co przyciąga do siebie czytelnika.

Annabel Pitcher udało się uchwycić zarówno dziecięcą naiwność wyzierającą z zachowania Jamiego, jak i swoistą wnikliwość młodego umysłu, który niekiedy dostrzegał więcej niż mogłabym się tego po nim spodziewać. I to jest właśnie mój trzeci powód. W wykonaniu Jamiego wyglądało to naturalnie, gdyż naprawdę byłam w stanie uznać, że tak zachowuje się dziesięciolatek. Przy nim rodzice chłopca oraz jego druga siostra - Jasmine - wypadają mniej efektownie, aczkolwiek nie ukrywam, że narzucone im role autorka wykreowała wzorowo. Ojciec, który nie potrafi pogodzić się z utratą córki, popada w alkoholizm oraz dziwne natręctwo - urnę z prochami Rose traktuje jak żywe dziecko, dzieląc się z nią ciastem, czy też wożąc ją w samochodzie przypiętą pasami bezpieczeństwa. Matka, dla której strata była tak ogromna, że nie potrafiła żyć tak jak kiedyś, odchodzi od męża i nie potrafi opiekować się pozostałymi przy życiu pociechami. Jasmine, bliźniacza siostra Rose, nie ma oparcia ani w ojcu, ani w matce, popada w anoreksję i okres buntu, budując więzi jedynie z Jamiem oraz swoim chłopakiem. Rodzinę można byłoby nazwać dysfunkcyjną, lecz czemu się tu dziwić, skoro Rose zginęła w brutalnym zamachu terrorystycznym? Pewnie dlatego ojciec Jamiego tak bardzo nienawidzi muzułmanów, nastręczając mu dodatkowych kłopotów, ponieważ jego jedyna koleżanka ze szkoły wyznaje wiarę w Allaha, przez co chłopczyk czuje się rozdarty między lojalnością do ojca a przyjaźnią do Sunyi... Wszystko to wydaje się całkiem klarowne, ale warto zgłębić się w opowieść Jamiego, aby poznać jego myśli na ten temat. Jestem pewna, że niejeden czytelnik będzie zaskoczony dojrzałością tej historii.

Generalnie Moja siostra mieszka na kominku opowiada o stracie i żałobie, ale tak naprawdę najważniejszy jest w niej powrót do normalności i pogodzenie się ze śmiercią bliskiej osoby. W wykonaniu Annabel Pitcher ukazane to jest w dość dramatyczny sposób i przyznaję, że ja w kluczowych momentach powieści uroniłam morze łez. Niektórzy pewnie zbagatelizują te sceny i wręcz nazwą je obrazoburczymi, lecz ja uważam, że piękniej nie udało się tego ukazać. Podziwiam autorkę, że potrafiła w tak naturalny sposób przedstawić tak trudną i nieprzyjemną tematykę. Żywię do niej ogromny szacunek, ponieważ jej debiutancka powieść jest po prostu doskonała. Niby prosta, niby dziecinna, a jednak mająca drugie dno i dająca do myślenia jak niejeden klasyk literatury. Gdyby takie książki proponowano uczniom w liceum, a nawet gimnazjum jako lektury, jestem pewna, że z czytelnictwem w Polsce nie byłoby aż tak źle. Gorąco polecam wszystkim sięgnięcie po tę powieść - to po prostu tytuł, który wypada poznać, przeczytać i pokochać.

Ocena:



13 komentarzy:

  1. Mocny debiut. Miałam na tę książkę ochotę od dnia premiery. Chyba czas wykorzystać rozpoczynające się promocje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I jak tu się nie skusić po takiej rekomendacji

    OdpowiedzUsuń
  3. Po przeczytaniu Twojej recenzji, czuję że chcę to bardzo przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o tej książce... Ta recenzja po prostu przebija wszystkie inne, które czytałam. Na pewno zapoluję na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ją w planach, a czytając kolejną pozytywną recenzję jestem przekonana, że już niebawem po nią sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z ta lektura, aczkolwiek bardzo mnie skusiłaś.


    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm... Zaczęłam mieć na nią ochotę ;)
    Może po nią niedługo sięgnę :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam i równiez byłam pod ogromnym wrażeniem, wzruszająca książka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejna książka ląduje na listę "must have" :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham, kocham, kocham. Czytałam już kilka miesięcy temu i wciąż nie opuściła ona mojego umysłu. Również będę do niej wracać, bo nie da się nią nie zachwycić...

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem szczerze zaintrygowana tą historią. A skoro to faktycznie tak dobry debiut to koniecznie muszę ją przeczytać. Uwielbiam refleksyjne książki, które pozwalają się na chwilę zatrzymać i pomysleć. Rewelacyjna recenzja i bardzo dobry blog. Będe tu zaglądała częściej;) Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;) Mole książkowe muszą trzymać się razem;) http://zapiski-okularnicy.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam tę książkę na półce. Przyznam szczerze, że trochę boję się po nią sięgnąć, bo zwykle takie pozycje bardzo się na mnie odbijają. Przygotuję się na nią psychicznie i na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Idealnie trafiłaś w mój gust. Czasami debiuty mogą okazać się wspaniałe :) Będę szukała tej książki w bibliotece. Poza tym okładka jest urocza... i taka nostalgiczna..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!