STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

31 lipca 2013

Podsumowanie lipca


Lipiec za nami, a ja muszę przyznać, że nigdy nie czułam się lepiej. Co prawda w tygodniu chodzę do pracy jak każdy normalny dorosły, ale odpadły mi weekendy na uczelni, co mocno mnie podbudowuje. Czekają mnie jeszcze dwa takie miesiące i choć wiem, że szybko mi zlecą, to i tak pozwoli mi to wypocząć za wszystkie czasy. Do tego mogę do woli czytać i pisać, co bardzo, ale to bardzo mnie cieszy!

Bilans liczb na Zrecenzujemy przedstawia się następująco: w lipcu odwiedziło mnie 5131 nowych osób, a łącznych odwiedzin było aż 49 411. Zrecenzujemy ma też obecnie 210 obserwatorów, 180 fanów na Facebooku oraz 141 osób w kręgach na Google+.

W tym miesiącu udało mi się przeczytać jedenaście pozycji - dziesięć książek i czasopismo:

1. Zdemaskowana. Dziewczyna, której jedno w głowie, Abby Lee
2. Nowa Fantastyka 370 (7/2013)
3. Łukasz i kostur czarownicy, Piotr Patykiewicz
4. Wizje, Daniela Sacerdoti [RECENZJA]
5. Nexus, Ramez Naam
6. Klątwa opali, Tamora Pierce
7. Nowa Ziemia, Julianna Baggott
8. Przędza, Gennifer Albin
9. World War Z, Max Brooks
10. Piąta Fala, Rick Yancey [RECENZJA]
11. Wilczy Pakt. Alfa i Omega, Patricia Briggs


Książka Miesiąca wg Czytelników: "Dziewięć żyć Chloe King. Upadła"
Książki przeczytane w ramach wyzwania "Z półki": "Nowa Ziemia"
Najlepsza Książka: "Piąta Fala", "World War Z"
Najgorsza Książka: "Zdemaskowana. Dziewczyna, której jedno w głowie"

PLAN NA SIERPIEŃ? Nadrobić jeszcze więcej recenzjowych zaległości!

30 lipca 2013

"Piąta Fala" - Rick Yancey [przedpremiera]



PRZEDPREMIERA!
Tytuł: Piąta Fala
Seria: Piąta Fala
Tom: #1
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 505



O sprawcy dzisiejszego zamieszania na blogu, jego polski wydawca pisze tak: "Rick Yancey jest autorem kilkunastu książek, które zostały wydane w kilkudziesięciu krajach oraz zdobyły wiele nagród na całym świecie. Najnowsza powieść, "Piąta fala", to pierwsza książka science fiction w jego dorobku. Premierę miała w maju 2013 roku, a prawa do jej ekranizacji natychmiast zostały kupione przez GK Films i Sony Pictures. Kosmici i koniec świata to tematy, którymi Yancey jest zafascynowany. W 2004 roku rzucił pracę i od tego czasu pisze prawie codziennie, bo uważa, że to najlepsza droga, by marzenia stały się rzeczywistością". [źródło]

Ze swojej strony chciałabym również dodać, że autor jest sympatycznym geniuszem, a także sadystą, gdyż dopiero co wydał pierwszą część trylogii, którą początkuje "Piąta Fala", a potem okrutnie napisał na swoim fanpejdżu, że kontynuacji możemy się spodziewać najwcześniej w przyszłe wakacje. Taka informacja dla osoby, która skakała po łóżku w trakcie czytania finałowych scen w powieści, z frustracji niemal rwąc sobie włosy z Bogu ducha winnej głowy, to prawdziwy cios w serce. I tak, dobrze się domyślacie: tą osobą byłam ja.

Kiedy na ziemskim nieboskłonie pojawił się statek-matka obcej cywilizacji z komosu, nikt z nas nie był przygotowany na to, co nastąpi. Cztery Fale - Ciemność, Powódź, Zaraza, Uciszacze - niczym Czterej Jeźdźcy Apokalipsy pochłonęli siedem miliardów ludzkich istnień. Piąta Fala, na którą czekały niedobitki ludzkości ocalałej z poprzednich ataków, miała jedynie zwieńczyć dzieło zniszczenia najeźdźców. Problem w tym, że nikt z nas nie wiedział, czego się spodziewać po istotach, które doszczętnie zrujnowały życie na Ziemi...

Cassiopeia Sullivan jest przekonana o tym, że jest ostatnią żyjącą osobą na świecie. Wszyscy jej bliscy i przyjaciele albo zginęli, albo - jak jej młodszy braciszek Sammy - zostali zabrani do miejsca, które wojsko uważa za bezpieczne. Dla nastoletniej dziewczyny walka o przetrwanie w tak trudnych warunkach musi być nie lada wyzwaniem, ale Cassie jest niezwykle odważna i niestraszne jej spanie w lasach i niedożywienie. Trzeba przyznać, że nie brakuje jej ikry - w końcu wędruje sama, bez niczyjej pomocy i robi wszystko, by odnaleźć brata. Być może nie jest to najlepsze rozwiązanie, ponieważ w końcu, gdy przychodzi co do czego, ktoś zaczyna na nią polować. Dziewczyna zostaje ranna w nogę, ale od śmierci ratuje ją tajemniczy chłopak, Evan Walker, który - podobnie jak ona - stracił wszystko. Do czego doprowadzi ich spotkanie?

"Piąta Fala" to książkowa petarda i piszę to z czystym sercem, wiedząc, że wielu z Was będzie tą lekturą zachwycona. Nie dziwcie się wcale, że wytwórnie rzuciły się na prawa do ekranizacji jak hieny na ofiarę - oni wiedzą, co robią. Tak samo Otwarte wiedziało, gdzie ulokować swoje pieniądze, bo wydanie fenomenalnej książki Ricka Yanceya było strzałem w dziesiątkę. Wróżę jej obiecującą przyszłość i ogromną popularność.

Dlaczego ta powieść tak mi się spodobała? Przede wszystkim dlatego, że w jakiś sposób kojarzy mi się z serią "Gone" Michaela Granta. Zresztą obaj autorzy mają ze sobą coś wspólnego, a mianowicie: wiedzą, o czym piszą, a także robią to obrzydliwie dobrze. "Piąta Fala" w istocie dopracowana jest pod każdym względem, z dbałością o detale, a jest przy tym surowa i brutalna. Autor niczego na siłę nie koloryzuje, ukazuje świat w szarych barwach i kreśli ponurą wizję przyszłości, a to w apokaliptycznych książkach cenione jest najbardziej. Rick Yancey zna się na rzeczy i raczej nie znajdzie się osoba, która tego nie dostrzeże i nie pochwali. Oprócz wątku świata po upadku ludzkości, bardzo dobrze prezentuje się również wątek kosmicznych najeźdźców. Wizja autora jest w moim odczuciu nader przekonująca i sensowna - i tutaj z kolei załącza mi się kojarzenie z "Intruzem", dzięki czemu darzę tę powieść jeszcze większą miłością.

Ogromnym jej atutem jest również to, że fabuła nie jest jednoznaczna! Jednej rzeczy można się spodziewać, ale wszystkie pozostałe wątki są pogmatwane, skomplikowane, na pozór jasne i proste, a jednak zmuszające czytelnika do ciągłej analizy pod wieloma kątami. Yancey nie podaje gotowych rozwiązań na tacy, woli, byśmy sami dochodzili do prawdy, niejednokrotnie błądząc wśród wielu teorii. Jest to absolutnie genialne posunięcie - uwielbiam, gdy książka nie jest "tylko tekstem" i angażuje czytelnika w rozgrywające się wydarzenia. Musielibyście widzieć moje zachowanie w trakcie lektury! Rozmawianie z bohaterami to jedno z mniejszych dziwactw, które wyprawiałam przy "Piątej Fali".

A propos bohaterów: Cassie to wypisz-wymaluj Katniss Everdeen z "Igrzysk Śmierci". I nie mam tu wcale na myśli tego, że autor podkradł pomysł Suzanne Collins. Chodzi o to, że główna bohaterka jest silna, zdecydowana, oszczędna w słowach i odważna. Cassie niczym Kosogłos jest twarda i nie do złamania, choć - rzecz jasna - nie stroni od ukazywania emocji. Do tego wyposażona jest w dość cięty język, co przyjęłam z przyjemnością po fali potulnych baranków. Takie bohaterki lubię! Jeśli zaś mowa o Evanie... To niech Wam wystarczy zdanie: kocham go prawie tak mocno jak Roberta Downeya Juniora. Ci, co mnie znają, wiedzą, że na punkcie odtwórcy roli Iron Mana mam zwyczajnie świra, dlatego Evan Walker może być dumny ze swojego drugiego miejsca. No, ewentualnie trzeciego, bo jest jeszcze Gus Waters z "Gwiazd naszych wina" Greena...

Najnowsza powieść Ricka Yanceya to istny majstersztyk. Zaciekawiła mnie już od pierwszej strony, przy czym moje zainteresowanie utrzymało się aż do samego końca. Napisana jest świetnym i niewymuszonym stylem, który jest przejrzysty i zrozumiały, co ułatwia lekturę, a raczej wzmacnia zachwyt nad książką. Mało tego, występują w niej nietuzinkowi bohaterowie, których po prostu nie da się nie kochać, zaś fabuła wciąga jak ruchome piaski i nic, tylko patrzeć, jak będę skomleć na stronie autora, by pisał szybciej.

Nie będę Wam mówić, że najlepiej samemu przekonać się o walorach "Piątej Fali", bo to już doskonale wiecie. Powiem Wam za to coś innego: jeśli żal Wam pieniędzy na nowe książki, to powieść Ricka Yanceya będzie pierwszą powieścią, której kupna nie będziecie żałować. A teraz bez żartów... Marsz do księgarni, bowiem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że pierwszy nakład szybko się wyczerpie. Ocena książki? Poza skalą. Ale z uwagi na konwencję daję sześć, zaznaczając, że i tak jest to zbyt mało jak na taki murowany hit.

Ocena: 



27 lipca 2013

"Wizje" - Daniela Sacerdoti




Tytuł: Wizje
Seria: Sara Midnight
Tom: #1
Autor: Daniela Sacerdoti
Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 373



Odkąd rodzice Sary Midnight, utalentowani i bardzo skuteczni łowcy demonów, zostali zamordowani przez siły ciemności, osierocona dziewczyna rozpoczyna samotne łowy. Po czterech latach bycia Śniącą w końcu idzie w ich ślady i wykorzystuje cenny dar przewidywania miejsc pojawienia się demonów do bezwzględnej eliminacji wszelkiej maści potworów i kreatur. Sarze z trudem przychodzi udawanie przed wszystkimi, że jest zwyczajną nastolatką, a na dodatek młoda łowczyni miewa w snach makabryczne wizje, które zdają się drążyć jeden i ten sam temat: jej własną śmierć. Na szczęście z odsieczą przybywa jej dawno niewidziany kuzyn - Harry Midnight. Choć Sara nijak nie potrafi zrozumieć po co przybył akurat teraz, w tak dramatycznym momencie, to jednak z ulgą przyjmuje jego pomoc. Tylko jak to się dla niej skończy?

"Wizje" to fantastyczny debiut początkującej pisarki Danieli Sacerdoti. Urodzona w Neapolu autorka mieszka obecnie wraz z rodziną nieopodal Glasgow i nazywa siebie "złodziejką czasu", ponieważ aby pisać, musi wykradać czas, gdy jej mąż i dzieci śpią. Dlaczego nazwałam jej debiut "fantastycznym"? Nie, nie dlatego, że w książce występują stworzenia nie z tego świata. Prawdziwym powodem jest świetnie zbudowana fabuła, mocno trzymająca się tematu, czyli łowów i walki z demonami. Autorka spisała się na medal, tworząc niezwykle ciekawe wątki, a co najważniejsze - kreując świetne postacie. Bardzo polubiłam Sarę, za jej ośli upór, zdecydowanie i odwagę, a poniekąd za jej nerwicę natręctw - coś o tym wiem, więc w trakcie lektury mocno się z nią identyfikowałam. Harry, choć nie jest tym, za kogo się podaje, zaimponował mi swoim profesjonalnym podejściem do łowów oraz troskliwą opieką, jaką otoczył Sarę.

Konwencja romansu paranormalnego wymusiła na autorce stworzenie wątku miłosnego. Jest on bardzo nietypowy, bowiem przez większość powieści czytamy o tym, że główna bohaterka jest przekonana o tym, że Harry jest jej kuzynem (sama zresztą wzdycha we śnie do niejakiego Liścia - słowo daję, ten to dopiero jedna wielka tajemnica!). Mimo to coś tam się pomiędzy nimi dzieje, a jest to opisane... po prostu idealnie. Nie ma moim zdaniem lepszego podejścia do romansów - Daniela Sacerdoti przedstawiła go w sposób naturalny, nie budzący wątpliwości, sprawiający, że byłam w stanie go sobie wyobrazić w prawdziwym życiu. No coś pięknego! Rzadko kiedy widuje się w książkach aż tak nie rzucające się w oczy wątki miłosne, a więc dla "Wizji" jest to ogromny plus. Nie zniosłabym chyba kolejnego trójkącika a'la "Pamiętniki Wampirów"...

Książkę czyta się bardzo płynnie i szybko, choć zdarzają się w niej małe wpadki językowe. Autorka ma lekki, niewymuszony styl, który bardzo ułatwia czytanie, a do tego jest niezwykle przyjazny czytelnikowi lubującemu się w postępującej akcji, bowiem faktycznie za sprawą dynamicznych opisów i dialogów prze się do przodu z fabułą niczym lodołamacz. W przypadku takiej tematyki, jaką są łowy, nie ma sensu zwalniać na dłuższy okres czasu, gdyż odbiorca szybko może się znudzić, a tak czyta książki od początku do końca i jest zadowolony. Dla mnie działało to na korzyść również ze względu na to, że chciałam szybko przebrnąć przez lekturę. Dzięki stylowi Sacerdoti udało mi się to osiągnąć - jeden wieczór wystarczył.

Oczywiście powieść ma również kilka minusów. O literówkach już Wam mówiłam, aczkolwiek uważam, że w dzisiejszych czasach nie ma książek bez tego typu błędów. Dużo bardziej martwiły mnie umiejętności Sary. O ile senne wizje są dla mnie całkowicie zrozumiałe i akceptowalne, o tyle pozbywanie się potworów poprzez zamienianie ich w czarną wodę... już nie do końca. Każdy, kto oglądał "Supernatural", czy chociażby czytał "Dary Anioła", wie, że demonów pozbywa się za pomocą broni, rytuałów lub soli, żelaza, a nawet Boraxu (wybielacza do tkanin) w przypadku Lewiatanów (nie mogłam się powstrzymać). Umiejętności Sary na tle runów Harry'ego wyglądały po prostu idiotycznie. Tyle na ten temat - więcej grzechów "Wizji" nie pamiętam, co chyba dobrze o nich świadczy, prawda?

Podsumowując, "Wizje" bardzo mi się podobały i pod wieloma względami przerosły moje oczekiwania. Książka nie jest pozbawiona minusów, niemniej jednak porusza ciekawy wątek, z którym niewiele autorów chce się mierzyć. Bohaterowie są interesujący, a romans między nimi - ciekawie zaplanowany i przekonujący. Gorąco polecam zapoznanie się z tą książką - może i Was zaskoczy równie mocno jak mnie.

Ocena:

 

26 lipca 2013

"Silver" - Asia Greenhorn




Tytuł: Silver
Seria: Winter
Tom: #2
Autor: Asia Greenhorn
Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 440



Doskonale pamiętam towarzyszące mi w trakcie lektury "Winter" odczucia. Nie zapomniałam również o tym jak chwaliłam autorkę za zamknięcie historii młodej Starr w jednym tomie. Wtedy jeszcze za nic w świecie nie spodziewałam się kontynuacji, a tu proszę - jest i ma się dobrze. Asia Greenhorn połasiła się na napisanie drugiego tomu tej opowieści i znowu udało jej się wpleść do treści tyle rodzinnej Walii, ile tylko była w stanie, co przyjęłam z taką radością, że przymknęłam oko na nagłą zmianę planów autorki.

Wydawnictwo Dreams stanęło na wysokości zadania, zlecając projekt okładki, która ma ten sam styl, co okładka "Winter". "Silver" właściwie prezentuje się jeszcze lepiej, szkoda tylko, że papier użyty do druku nie jest już ten sam. Nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę takiej niekonsekwencji przy wydawaniu książek. Inny papier to i tak pikuś przy seriach, których tom pierwszy ma skrzydełka, a kolejne w tajemniczy sposób już ich nie posiadają, co wygląda po prostu nieestetycznie ("Żelazny Dwór" się kłania, chociażby).

Pomijając jednak kwestie estetyczne... Pamiętacie, że Winter jest córką ludzkiej kobiety oraz wampira? Jeśli tak, to zapewne pamiętacie też, że takie związki były zakazane. Z tego względu życie młodej Starr bardzo się pokomplikowało, a jej niegdyś idealny związek z Rhysem Llewelynem stał się bardzo nieszczęśliwy - mało tego, Dar dziewczyny wyzwolił w nich siły, których oboje nie spodziewali się obudzić. Autorka świetnie przedstawiła ich wewnętrzną walkę z mroczną stroną ich natury. Targające nimi wątpliwości ukazała w wiarygodny sposób. Zdecydowanie drugi tom cyklu okazał się lepiej dopracowaną książką - fabuła jest pogmatwana i przemyślana, całość utrzymuje się na przyzwoitym poziomie językowym, a na dokładkę mamy tu do czynienia ze sporą ilością nagłych zwrotów akcji, które urozmaicają lekturę.

Asia Greenhorn postawiła na krótkie, emocjonujące rozdziały. Dzięki temu tę dość obszerną książkę czyta się zaskakująco szybko. Akcja jest umiejętnie prowadzona na zasadzie wzlotów i upadków, czyli raz jest nieco spokojnie, a innym razem człowiek aż się spina na fotelu, czekając na rozwój wypadków.

Muszę przyznać, że "Silver" spodobała mi dużo bardziej od pierwszego tomu. Choć myślałam, że autorka nie będzie miała żadnych ciekawych pomysłów, a wydanie kontynuacji jest jedynie odcinaniem kuponów, to jednak Greenhorn zaskoczyła mnie pomysłem na fabułę. Nie jest to już zwyczajny romans paranormalny z typową ludzko-wampirzą miłością. W powieści rozwija się naprawdę bardzo dobry wątek związany z władzami ludzi i krwiopijców. Śledzenie go było dla mnie prawdziwą przyjemnością.

"Silver" to godna kontynuacja naprawdę fajnej książki Asii Greenhorn. Dopracowanie i lepszy pomysł na fabułę sprawiły, że powieść zaskakuje i nawet jeśli blurb nie wygląda zachęcająco, to jednak zdecydowanie warto go pominąć i spędzić kilka chwil przy dobrej książce. Polecam!

Ocena:




25 lipca 2013

"Nakręcana dziewczyna" - Paolo Bacigalupi





Tytuł: Nakręcana dziewczyna
Autor: Paolo Bacigalupi
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 560




Paolo Bacigalupi - amerykański autor fantastyki, którego twórczość zalicza się do fantastyki ekologicznej. Laureat licznych nagród, m.in. Nebuli i Locusa. Pisarz urodził się w połowie lat 70. XX wieku; wychowywał się w hippisowskiej rodzinie w małym miasteczku Paonia w stanie Kolorado. [źródło] 

Wychwalany przez wszystkich pisarz, zdobywca prestiżowych nagród i autor przygnębiających książek przedstawiających ponurą przyszłość Ziemi, nie mógł nie zwrócić na siebie mojej uwagi. Okładka niewiele mi mówiła, za to blurb stanowił obietnicę interesującej lektury, która być może zapewni mi wielość doznań i zmusi do refleksji. Jestem przekonana, że na fenomenie Bacigalupiego nie poznałam się wystarczająco dobrze, ponieważ za nic w świecie nie mogłam przebrnąć przez "Nakręcaną dziewczynę" bez zastanawiania się nad tym, czemu właściwie jej język jest aż tak źle przeze mnie odbierany.

Surowość stylu autora została spotęgowana przez przytłaczający realizm wyzierający z każdego zakamarka tej futurystycznej wizji świata. Lektura książki Bacigalupiego była dla mnie nieprzyjemnym doświadczeniem, ponieważ ciężko mi było przywyknąć do tak druzgocącego czarnowidztwa i tak pesymistycznego spojrzenia na naszą przyszłość. Mogę wręcz powiedzieć, że "Nakręcana dziewczyna" zwaliła mnie z nóg - czułam się tak, jakby ktoś walnął mi na odlew w twarz, żebym co nieco zrozumiała. Była to niezwykle trudna, intensywna i wyczerpująca przeprawa przez szarą rzeczywistość ludzkości żyjącej w czasach po tragicznych zmianach klimatu, które wywołały groźne choroby, mutacje i śmierć setek tysięcy mieszkańców naszej planety.

Bohaterowie powieści są do bólu prawdziwi. Wrzuceni w świat pełen intryg, machlojek i przekrętów, próbują każde na swój sposób przetrwać i zejść z oczu tym, którzy mają władzę. A wiadomo, że ci, którzy mają władzę, rządzą i mają w nosie to, co dzieje się z biedotą. Ponura wizja klasy rządzącej w pewnym stopniu przypomina mi obecne czasy, jednak autor potęguje okrutną rzeczywistość świata przedstawionego poprzez brutalne opisy, precyzyjnie i bez skrupułów ukazujące polityków, władców, wojskowych - a więc "tych u władzy" - w najgorszy możliwy sposób. Choć lektura tej powieści obdziera ze wszelkich emocji, to jednak trudno nie poczuć czegoś na kształt nienawiści, przypatrując się działaniom tych wszystkich intrygantów i wichrzycieli. Doprawdy, Bacigalupi nie zostawił na nich suchej nitki, a mnie wyczerpał swoją książką tak doszczętnie, że autentycznie pierwszy raz w życiu miałam kaca książkowego. Niby "Nakręcana dziewczyna" totalnie mnie dobiła, co ani trochę mi się nie spodobało i sprawiło, że niezbyt przyjemnie wspominam jej lekturę. Niemniej jednak miała ona w sobie to coś, co kazało mi o niej nieustannie myśleć nawet po ukończeniu książki i zaczęciu kolejnej. Myślami wciąż pozostawałam przy historii Andersona i Emiko, czego nie rozumiem, zważywszy na to, że opowieść o ich losach poturbowała moją psychikę i wywołała falę refleksyjnych myśli.

"Nakręcana dziewczyna" to wielopłaszczyznowa, miażdżąca powieść - dobitnie i brutalnie pokazująca co nas czeka, jeśli nie zaczniemy dbać o naszą planetę. Ukazana w książce wizja jest ponura i pełno w niej czarnowidztwa, zaś styl autora jest surowy i nie każdemu przypadnie do gustu. Nie do końca jestem z jej lektury zadowolona, gdyż poczułam się okropnie, wyobrażając sobie te wszystkie okropieństwa, które wymyślił Bacigalupi, jednakże mogę Wam powiedzieć, że warto po tę książkę sięgnąć. Nie bez powodu autor dostał za nią tak prestiżową nagrodę, jaką jest osławiona Nebula.

Ocena:



 

24 lipca 2013

"Miami i Florida Keys" - Mark Miller





Tytuł: Miami i Florida Keys
Autor: Mark Miller
Wydawnictwo: G+J Polska
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 270




Jeśli kiedykolwiek wybierzecie się w podróż do Stanów Zjednoczonych, Miami siłą rzeczy będzie musiało znaleźć się na Waszej liście miejsc do odwiedzenia. Miasto, w którym ciężko mówić o nudzie, znajdujące się nad Oceanem Atlantyckim, a częściowo na bagnach Everglades, kusi feerią barw, różnorodnością rozrywek, możliwością obejrzenia miejsc, które służyły za plan kultowym serialom, a także otwartością mieszkańców. Z uwagi na te oczywiste walory nietrudno było się domyślić, że bardzo szybko powstanie wiele przewodników po tym regionie USA. Jako wierna fanka wszystkiego, co amerykańskie, musiałam sięgnąć po jeden z nich.

Kolejny przewodnik od National Geographic, który Wam polecam, oprowadził mnie po Miami i Florida Keys. Znalazłam w nim popularne szlaki turystyczne, urozmaicone trasy z uwagi na różnorodność zainteresowań, a także alternatywne marszruty na wypadek, gdyby typowa wycieczka po okolicy była niewystarczająca. Co ciekawsze miejsca, które warto zobaczyć, można odnaleźć na bardzo dobrej jakości zdjęciach - kolorowe ilustracje wspaniale oddają klimat Florydy i najzwyczajniej w świecie cieszą oko. Jest ich przy tym całkiem sporo, dzięki czemu przewodnik skutecznie przyciąga wzrok, a w moim przypadku - nie pozwala go od siebie oderwać! Oprócz zdjęć przewodnik autorstwa Marka Millera zawiera również mnóstwo planów i map, które przydadzą się w momencie, gdy będę zwiedzać te okolice.

A zwiedzać będę na pewno, bo jak już dostanę się do Stanów, to nie poprzestanę na jednym mieście i odwiedzę wszystkie miejsca, o zobaczeniu których marzę od ładnych paru lat. Przewodniki od National Geographic i G+J wydają mi się jedynym sensownym wyborem, jako że zawierają w sobie absolutnie wszystkie niezbędne informacje, a także masę ciekawostek, prezentując się na tle konkurencji wyjątkowo imponująco. Mam nadzieję, że wkrótce w moje ręce trafi jakaś publikacja w pełni poświęcona podróżom po USA i będzie równie dobra, co ta dotycząca Miami i jego okolic.

Mark Miller dość obszernie opisał historię miasta, zaprezentował mnóstwo ciekawych faktów o nim, a także wplótł w tekst ciekawostki i rady stałych bywalców. Dzięki nim można zwiedzić Miami takim, jakim chcą je widzieć zarówno przyjezdni, jak i mieszkańcy. Proponowane trasy są niezwykle różnorodne - od wycieczki po bagnach Everglades po tour śladami architektury art déco. Każdy znajdzie coś dla siebie! Do tego autor proponuje wiele interesujących rozrywek, a najciekawszą z nich jest dla mnie możliwość pływania z delfinami. Zawsze wiedziałam, że Floryda jest fascynującym miejscem, a dzięki lekturze tego przewodnika jestem już o tym całkowicie przekonana. Okoliczne mariny kuszą rejsami, kawiarenki, puby i restauracje - tutejszymi specjałami, plaże i ciepła woda - możliwością kąpieli i wypoczynku na słońcu. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na wakacje i myślę, że moja opinia nie jest tutaj żadnym wyjątkiem.

Przewodnik Marka Millera po Miami i Florida Keys to pełnowartościowa pozycja, w której wszystkie informacje są sensownie poukładane, spójne i interesujące. Luksusowy papier jest nośnikiem dla dziesiątek wspaniałym zdjęć ukazujących piękno Florydy i zachęcających do jej samodzielnej eksploracji. Proponowane szlaki turystyczne i marszruty są przygotowane z myślą o różnych gustach, a wplecione w tekst ciekawostki dodatkowo podsycają apetyt na podróż w te okolice. Polecam wszystkim miłośnikom USA oraz duetu G+J i National Geographic - na pewno nie będziecie zawiedzeni. 

Ocena:


"Intruz" - Stephenie Meyer





Tytuł: Intruz
Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Publicat
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 560




W kwietniu miałam okazję obejrzeć kinową ekranizację "Intruza" autorstwa Stephenie Meyer, z którą znacznie częściej kojarzy się sagę o wampirach - "Zmierzch", aniżeli tę pierwszą i póki co jedyną powieść dla dorosłych w jej dorobku. Ci, co czytali moją recenzję filmu, wiedzą, że po seansie wyszłam zachwycona, a obraz szybko trafił do grona moich ulubionych. Zapewne nikogo nie zdziwi więc fakt, że zauroczona pokazaną w kinie historią, sięgnęłam po jej książkowy pierwowzór, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

Na ponad pięciuset stronach zmieściła się bodaj najpiękniejsza powieść o inwazji obcej cywilizacji, z jaką kiedykolwiek miałam styczność. Niezwykle wzruszający i emocjonujący "Intruz" bije na głowę całą resztę książek Stephenie Meyer, które nie dorastają mu do pięt i nie mogą się z nim równać  pod absolutnie żadnym względem. Ta wspaniała historia tak głęboko zapadła mi w pamięć, że pukam się w głowę, że nie sięgnęłam po nią wcześniej, kiedy jeszcze nie było takiego szumu wokół przygód Melanie i Wandy, najważniejszych postaci w książce. A jednocześnie cieszę się, że bum na ekranizację zwrócił moją uwagę, bo gdyby nie film pewnie nadal należałabym do grona ignorantów, którzy myślą, że skoro "Zmierzch" okazał się tak kiepski, to i inne książki Meyer muszą takie być. Otóż nic bardziej mylnego! Zresztą ja nie uważam, by wampirza saga była jakaś szczególnie zła. Płytka - owszem, ale na pewno nie kiepska!

Wyobraźcie sobie, że żyjecie na świecie opanowanym przez pozaziemską cywilizację. Niechciani goście z innej planety mogą w każdej chwili przejąć nad Wami kontrolę. Wasze życie zmienia się w koszmar, a jedynym sposobem na przetrwanie jest unikanie miast i rezygnacja z wszelkich luksusów. Jacy byście wtedy byli? Zapewne twardzi i zahartowani - tak jak Melanie Stryder, główna bohaterka "Intruza". Tej dziewczynie niestraszne są trudy i znoje, bo każdy kolejny dzień bez "robala" w głowie jest dla niej zwycięstwem. Mel ma mocno rozwinięty instynkt opiekuńczy - chroni swojego młodszego brata nawet za cenę własnego bezpieczeństwa. Jednak w obliczu miłości każdy z nas staje się słabszy. Melanie kocha nie tylko Jamie'go, ale i Jareda - chłopaka, którego poznała w trakcie jednej z licznych wypraw po jedzenie.

Miłość okazuje się silniejsza niż wola przetrwania - Mel poświęca się, gdy ich kryjówkę odkrywa zespół kosmitów zajmujących się wyłapywaniem ludzi i usiłuje popełnić samobójstwo, gdyż noszenie w sobie intruza jest dla niej gorsze niż śmierć. Jednak kosmici nie są tępymi półgłówkami i potrafią uleczyć niemal wszystkie choroby i obrażenia. Doprowadzają do porządku połamane ciało dziewczyny i wszczepiają jej do umysłu Wagabundę. Tajemnicza istota nie przewiduje jednej rzeczy: tego, że Melanie Stryder będzie się jej opierać. Początkowe słowne utarczki szybko zamieniają się w potok wspomnień zalewających świadomość Wagabundy. Kosmitka w końcu im ulega i zaczyna sprzyjać swojej nosicielce - a aby zapewnić bezpieczeństwo Mel i sobie samej, musi uciec do rebeliantów. To w ich siedzibie wszystko się zmienia, a ja nie mam sumienia, by mówić Wam o co chodzi. Ale powiem Wam jedno: dzieje się wiele, a obserwowanie tych wydarzeń to uczta dla wyobraźni. Od lektury "Gwiazd naszych wina" nie towarzyszyło mi tyle skrajnych emocji, co przy tej książce. Aż trudno uwierzyć, że za powstanie czegoś tak wyjątkowego i cudownego odpowiedzialna jest osoba, która napisała infantylną opowiastkę o zniewieściałym wampirze i jego wybrance serca...

Tak naprawdę ciężko byłoby mi powiedzieć cokolwiek złego o "Intruzie". Jest to nad wyraz piękna powieść, zawierająca wspaniałą, mądrą i wartościową opowieść, z którą grzech się nie zapoznać. Napisana jest niezwykle plastycznym, poetyckim językiem, a polskie tłumaczenie w stu procentach to oddaje, dzięki czemu czyta się ją z prawdziwym entuzjazmem. Choć od mojej pierwszej styczności z książkowym "Intruzem" minęło już trochę czasu, to i tak pozostaję pod ogromnym wrażeniem historii zamkniętej na kartach tej książki. Podziwiam autorkę za świetny pomysł na fabułę, która jest poruszająca i jedyna w swoim rodzaju, a także cieszę się, że całość zamyka się w jednym tomie. Jasne, że można byłoby zrobić z "Intruza" tasiemca, ale ja uważam, że wszystko, co było ważne w tej historii, zostało już powiedziane. I niech tak zostanie.

Gdybym miała podsumować tę powieść jednym słowem, powiedziałabym, że jest niepowtarzalna. Dostarczyła mi ona tylu wzruszeń i emocji, że wystarczy mi ich na bardzo długo. Książka nie ma żadnych wad - jest wspaniale napisana i niesie za sobą pewne przesłanie, a co za tym idzie: ma ona jakiś sens. "Intruz" jest zdecydowanie najlepszym dziełem Stephenie Meyer i nigdy nie powiem o nim niczego złego. Wszystkim moim Czytelników, którzy do tej pory nie czytali tej powieści, polecam ją z czystym sumieniem i bez żadnych wątpliwości. Jest to bowiem historia z gatunku tych, o których nigdy się nie zapomina.

Ocena:




23 lipca 2013

"Reckless. Nieustraszony" - Cornelia Funke




Tytuł: Nieustraszony
Seria: Reckless
Tom: #2
Autor: Cornelia Funke
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 472



Na Jakubie Recklessie ciąży klątwa Czarnej Nimfy. Chłopakowi pozostało niewiele czasu, zanim ćma uczepiona jego serca przetnie wszystkie nici jego życia. Razem z wierną Lisicą młody łowca skarbów poszukuje odtrutki, lecz nie pomagają żadne znane im artefakty. Jedynym ratunkiem staje się dla nich legenda, choć ani Jakub, ani Lisica, nie są pewni, czy ich poszukiwania mają sens, i czy magiczna kusza zdolna ożywić zmarłego faktycznie istnieje. Tak czy inaczej muszą się spieszyć, bo po piętach depcze im inny zdolny łowca - goyl Neron, który nie zawaha się przed odebraniem kuszy umierającemu. Kto wygra ten wyścig?

Baśniowy świat stworzony przez niemiecką pisarkę Cornelię Funke odwiedzam już po raz drugi. Powinnam być do niego przyzwyczajona, może nawet lekko nim znudzona, a tu proszę! W trakcie lektury czułam identyczne podekscytowanie jak przy "Kamiennym ciele". Historia Jakuba Recklessa podbiła moje serce i niezaprzeczalnie zapamiętam ją na całe życie, gdyż jest to magiczna opowieść - pełna baśniowych stworzeń i przedmiotów kojarzących się z bajkami z dzieciństwa, o których pamięta się nawet po wielu latach. Cornelia Funke wyśmienicie sobie poradziła, jeśli chodzi o stworzenie powieści dla młodzieży z takimi elementami, które zazwyczaj idą w odstawkę wraz z dorastaniem. Tymczasem w serii "Reckless" nie jest to ani nudne, ani dziecinne, zaś przygody głównego bohatera śledzi się z zapartym tchem i prawdziwą przyjemnością. Czym to jest spowodowane? Ano tym, że wydarzenia rozgrywające się na kartach "Nieustraszonego" owiane są mroczną aurą tajemnicy. Czytając tę historię, czuje się specyficzny klimat: niby jest to baśń, ale i coś więcej, bo przedmioty znane nam z bajek okazują się niebezpieczne, a to, co kiedyś uważaliśmy za dobre, tak naprawdę może być złe. Autorka przypomina nam zapomniane opowieści, a także dowolnie je modyfikuje, by uzyskać lepszy efekt. I faktycznie jest to zaskakujące!

W przypadku drugiego tomu serii należy również wspomnieć o niesamowitym rozwoju akcji! To, co w pierwszej części toczyło się dość ślamazarnie, teraz trzyma w napięciu do ostatniej chwili i jest megawciągające. Historia Jakuba jest także bardziej emocjonująca, ponieważ tym razem możemy dokładnie przyjrzeć się jego pracy łowcy skarbów, czego brakowało mi przy okazji lektury "Kamiennego ciała". Spokojnie mogę zaświadczyć, że opowieść o Recklessie wyewoluowała, weszła na wyższy poziom i uzupełniła braki z tomu pierwszego. Tego rodzaju progres jest rzadko widywany - zazwyczaj metamorfozie ulegają bohaterowie, natomiast fabuła bardzo często zmienia się na gorsze bądź nie zmienia się wcale. Dlatego tym bardziej jestem tą książką zauroczona i uważam, że każdy z Was powinien choć raz odwiedzić Świat za Lustrem, by poznać Jakuba i Lisicę.

Choć okładka nie wygląda imponująco, to ostrzegam: niewarto się nią sugerować! Zawartość książki to prawdziwa uczta dla bibliofila! Przy "Nieustraszonym" spędziłam wiele miłych chwil i zamierzam przeżyć je niejeden raz, ponieważ urzekł mnie baśniowy świat wykreowany przez Cornelię Funke, która tchnęła w życie coś, o czym do niedawna myślałam, że nie ma dla mnie znaczenia. Książki niemieckiej autorki darzę sentymentem również z uwagi na przepiękne ilustracje, które własnoręcznie wykonała, udowodniając swój talent nie tylko do pisania, ale i do rysowania. Gorąco polecam Wam serię "Reckless". Jeśli tęsknicie do bajek z dzieciństwa, ale chcecie poczytać o nich w nieco doroślejszym wydaniu, przygody Jakuba Recklessa i jego wiernej Lisicy to dla Was pozycja obowiązkowa.

Ocena:




RECKLESS:
Kamienne Ciało | Nieustraszony

19 lipca 2013

"Podróż po miłość. Emilia" - Dorota Ponińska




Tytuł: Emilia
Seria: Podróż po miłość
Tom: #1
Autor: Dorota Ponińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 368



Zauważyłam, że coraz bardziej przekonuję się do rodzimej literatury. Niezwykle ciepłe historie, w których nie brak dreszczyku emocji, coraz częściej fundują mi polscy pisarze. Wśród nich znalazła się również Dorota Ponińska, której nie znałam, dopóki nie sięgnęłam po pięknie wydaną "Emilię", stanowiącą pierwszy tom serii "Podróż po miłość". Przeczytawszy zapowiedź tej historii, miałam co do niej pewne wymagania. Liczyłam, że będzie to świeża i fascynująca wędrówka po odmiennej kulturze. Z przyjemnością mogę Wam powiedzieć, że autorka spełniła wszelkie moje oczekiwania. No może poza jednym: książka była za krótka!

Powieść Doroty Ponińskiej przeczytałam już jakiś czas temu, ale sesja w połączeniu z pisaniem na siłę rozdziału pracy magisterskiej sprawiły, że narobiłam sobie sporych zaległości. Mimo to nadal pamiętam podekscytowanie towarzyszące mi podczas lektury "Emilii". Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że książka ta wzbudzi aż tak moje zainteresowanie, dlatego wierzcie mi, że zdecydowanie ma w sobie to "coś".

Tytułową podróż odbywa Emilia Konarska. Poznajemy ją jako dobrze aspirującą dziewczynę, żyjącą w zakonie i kształcącą się pod czujnym okiem siostry przełożonej, która wybrała ją na swoją następczynię. Przeszłość dziewczyny rysuje się ciemnymi barwami - ojciec zaginął w powstaniu i wszelki słuch po nim przepadł, zaś matka zmarła, pozostawiając Emilię pod opieką zakonu. Na krótko przed przejęciem stanowiska siostry przełożonej, do dziewczyny przyjeżdża tajemniczy Selim. Przywozi jej informację, której nigdy nie spodziewała się usłyszeć: jej ojciec żyje, jednak przebywa w tureckiej niewoli. Przystojny Tatar nalega, by młoda Konarska pojechała wraz z nim wykupić rodziciela. I rzeczywiście, Emilia rzuca nauki klasztorne i jedzie z Selimem do Turcji, gdzie czekają na nią niesamowite przeżycia i dwaj adoratorzy - dumny lord Gainful oraz nieokrzesany Turek Zakir. Który z nich zdobędzie serce dziewczyny?

Odkąd przeczytałam powieść Doroty Ponińskiej, zainteresowałam się kulturą turecką. Dlatego darzę autorkę ogromnym szacunkiem, ponieważ nakreśliła wszelkie zwyczaje i obyczaje bardzo wprawnie i wnikliwie. Czytając "Emilię", czuje się ten orientalny klimat - coś niesamowitego! W moim odczuciu jest to książka świetnie napisana, posiadająca kilka mocnych atutów w postaci dobrze zaprezentowanych bohaterów, idealnie odwzorowanego świata przedstawionego oraz lekkiego, naprawdę przyjemnego języka powieści. Dorota Ponińska z powodzeniem wciągnęła mnie w świat Tatarów, w ich kulturę, tradycje i obyczaje, a muszę przyznać, że wszystko jest tam egzotyczne i na swój sposób fascynujące.

Książka nie jest też pod żadnym względem przesadzona - wątek miłosny może i jest nieco zawiły, ale nie wygląda nieprawdopodobnie. Mimo że mamy do czynienia z trójkątem, to nie jest on tak ostentacyjny jak w przypadku wielu powieści młodzieżowych. A co dla mnie najciekawsze: autorka wplotła między karty historii Emilii niezwykle interesującą opowieść o muzułmańskim mistyku Rumim, jego naukach, wierze i przyjaźni z Szumsem, tajemniczą personą, która przewraca jego życie do góry nogami. Choć nie rozumiem idei połączenia dwóch tak odmiennych wątków, to i tak doceniam starania Doroty Ponińskiej, jeśli chodzi o urozmaicanie czytelnikowi lektury i ukazywanie mu Orientu.

Zdecydowanie wpisuję się na listę fanów cyklu "Podróż po miłość". Jego pierwszy tom, który w pełni poświęcony jest postaci Emilii Konarskiej, pozytywnie mnie zaskoczył i stanowił dla mnie wyśmienitą lekturę. Spodziewałam się dobrej powieści i ku mojej radości otrzymałam celującą, a Wam gorąco polecam przekonanie się na własne oczy, jak wspaniałą, orientalną opowieść stworzyła dla nas Dorota Ponińska.

Ocena:



18 lipca 2013

Nowa Fantastyka 370 (7/2013)



Lipcowa "Nowa Fantastyka" ukazała się pod znakiem premiery "Wolverine'a" - z tej okazji na okładce pręży się muskularny Logan, a czasopismo kryje w sobie biografię tego sławnego X-Mena. Fajnie, że po tylu latach Rosomak nadal wywołuje spore zainteresowanie swoją osobą, ale tak naprawdę prawdziwy fan nie dowie się z artykułu niczego zaskakującego.

Ale nie na Wolverinie najnowszy numer się kończy! Warto zapoznać się z artykułem o Guillermo del Toro, nawet jeśli jest to ukłon raczej w stronę starszych dzieł reżysera, aniżeli najnowszej megaprodukcji - "Pacific Rim", o której zresztą przeczytać można w tekście o wielkich robotach. Dla miłośników takiej tematyki jest to artykuł wprost wymarzony.

Również fani żywych trupów będą zadowoleni, czytając o ich ambicjach do zawładnięcia ekranami naszych telewizorów i kin. Faktycznie apokalipsa zombie to coraz częściej poruszany temat, toteż tekst jest jak najbardziej na miejscu. Sama uwielbiam czytać wszystko, co związane z trupami, więc artykuł polecam osobom o podobnych zainteresowaniach.

Na sam koniec warto zerknąć do tekstu dotyczącego "Black Mirror", który ma być zachętą do zagłębienia się w świecie tegoż serialu. Po lekturze artykułu czuję się zobowiązana to uczynić.

Wśród opowiadań króluje "Dzień niani" Leah Cypess, która sprawnie kreśli nieco przerażającą wizję przemian dokonujących się w naszym społeczeństwie. Opowiadanie jest krótkie, lecz w niczym to nie przeszkadza, a zapoznać się z nim warto. "Oda myśliwego do przynęty" autorstwa Carrie Vaughn to z kolei lekka i sympatyczna historyjka, którą czyta się z przyjemnością, aczkolwiek nie odczuwając żadnych głębszych emocji. Najbardziej rozczarowuje opowiadanie Roberta Zamorskiego "Chłopiec z zapałkami", które w zamyśle ma poruszać ważne tematy, a w efekcie stanowi średnio zrozumiały twór.

Numer dopełniają recenzje, z których część jest bardzo dobra, a część... stanowi dla mnie małą zagadkę. Mianowicie czytałam "Skalda" recenzowanego w tym numerze i ocenionego na pięć gwiazdek, podczas gdy książka zasługuje na maksymalnie trzy. Do tej pory uważałam ten dział za wiarygodny i w pewnym sensie polegałam na nim. Teraz nie jestem tego taka pewna... Mimo wszystko, jak zwykle, "Nowa Fantastyka" sprawiła mi masę frajdy i bardzo cieszy mnie to, że dzięki niej zaczęłam zwracać uwagę na lepsze i gorsze teksty. Coraz lepiej przychodzi mi poznawanie świata fantasy i wszystkim fanom tego gatunku życzę tego samego. Zdecydowanie znajomość źródła swoich zainteresowań bywa pomocna!
 

"Powrót bogini. Część II" - P.C. Cast




Tytuł: Powrót bogini. Część II
Seria: W kręgu mocy Partholonu
Tom: #2
Autor: P.C. Cast
Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 384



Druga część "Powrotu bogini" skupia się na przygodach Shannon w Oklahomie. Lustrzane odbicie jej męża-centaura, czyli przystojny ekspilot myśliwca - Clint, pomaga jej w walce ze sługami ciemności posłusznymi Rhiannon. Ciemne moce powoli i nieuchronnie zbierają swoje krwawe żniwo, toteż dzielna Wybranka Epony musi dołożyć wszelkich starań, żeby uchronić bliskich przed okrutnym losem. Jej odmienny stan niezbyt jej w tym pomaga, a żeby tego było mało, to Clint jest tak podobny do Wielkiego Szamana, że Shannon powoli przestaje odróżniać jednego od drugiego...

P.C. Cast jest wyjątkowo płodną pisarką, a przy tym bardzo popularną wśród młodzieży. Muszę przyznać, że moje początkowe zainteresowanie jej książkami zostało zweryfikowane przez mój wiek. Niestety, ale czas jest nieubłagany i obawiam się, że nadejdzie taki moment, w którym nie będę w stanie czytać takich książek i odczuwać satysfakcji. W przypadku "Powrotu bogini" i w ogóle serii o Partholonie humor autorki coraz mniej mnie bawi, a styl, jakim się posługuje, wywołuje we mnie irytację wymieszaną ze zgrozą pt.: "Jak można tak dziecinnie pisać!?". Gdybym miała jednym słowem określić styl Cast, byłby to przymiotnik "infantylny"...

Z pewnością jednak znajdą się tacy, którym dwa tomy "Powrotu bogini" przypadną do gustu. Seria ta ma swoje plusy i minusy, dlatego każdy odbierze ją inaczej. Dla mnie atutem tej historii są wielokrotne odwołania autorki do mitologii. Czytając jej powieść, po prostu czuję, że zanim w ogóle powstała fabuła, Cast poświęciła sporo czasu na studiowanie mitów. Dzięki temu książka ma ciekawy klimat i z chęcią czyta się ją właśnie ze względu na te wiadomości. Bardzo miłym akcentem tej części jest dodatkowo odwołanie do wierzeń Indian. Autorka zaskakująco zgrabnie wplotła kilka indiańskich wątków w historię Shannon, co odebrałam dość entuzjastycznie, biorąc pod uwagę moją ogólną, raczej kiepską ocenę powieści.

Nie łudziłam się, że autorka poczyni językowy progres i w jakiś magiczny sposób przestanie pisać jak dwunastolatka, toteż głównym minusem powieści nadal pozostaje jej język. Przysłowiowym gwoździem do trumny okazał się jednak dla autorki wątek trójkąta miłosnego Clinta, Shannon i ClanFintana. Wybranka Epony, niczym pozbawiona mózgu, wolnej woli, siły i rozwagi kobieta, bez ceregieli uznała, że skoro Clint to odbicie lustrzane jej męża, to bez konsekwencji może gzić się z nim w Oklahomie z dala od Wielkiego Szamana. Ogarnęła mnie zgroza, że można być tak nieodpowiedzialnym człowiekiem, by kochając inną osobę i spodziewając się jej dziecka, zdradzać ją bez większych wyrzutów sumienia.

Pani P.C. Cast, oficjalnie żegnam się z Pani twórczością raz na zawsze.

Kochani, nie jestem w stanie przeczytać choćby jednego słowa tej kobiety. Niewątpliwie jej książki coś w sobie mają, skoro tylu ludzi je czyta i zachwala, ale ja jestem już za stara na takie historie. Podobały mi się wątki mitologiczne i indiańskie, a także to, że główną bohaterką serii jest dojrzała kobieta, a nie - jak zazwyczaj - nastolatka. Niestety, dojrzałość w przypadku Shannon interpretować można jedynie w sensie fizycznym, bo pod każdym innym względem dużo jej do psychicznej dojrzałości brakuje. Oceńcie sami, czy chcecie zagłębiać się w mityczny świat Partholonu. Z pewnością dostrzeżecie pewne jego uroki, czego z całego serca Wam życzę, ale ufam też, że nie przyjmiecie tej powieści bezkrytycznie, bo jej wady są widoczne nawet dla laików. Mimo to uważam, że warto było przeczytać kilka książek P.C. Cast, by na własne oczy przekonać się o jej fenomenie. Czy jest słuszny? Sprawdźcie sami.

Ocena:



16 lipca 2013

Stos 7/2013

Przyszedł czas na zaprezentowanie Wam moich najnowszych nabytków. Przyznaję, że nie ma tego zbyt wiele, co w sumie mnie cieszy, bo gdy książek przybywa, a miejsca brak, to zaczyna się robić problematycznie. Większość to moje własne zakupy, z czego trzy czwarte to sprawy poradnikowe. Najważniejszy z nich - "Emigracja do USA" - przeprowadzi mnie, mam nadzieję, przez wszystkie procedury, kiedy już będę wyjeżdżać z kraju. Przewodnik po Londynie przyda mi się za rok, bo na wtedy planuję jakiś krótki wypad na Wyspy. Polecam Wam zajrzeć do księgarni stacjonarnych Świata Książki - National Geographic na wakacje w cenie 12,90 zł za przewodnik to grzechu warta propozycja. A Śliweczkę zakupiłam - jak sporo osób w ostatnim czasie - razem z "Glamourem". Swoją drogą, wiecie co będzie w sierpniu?


Stos własny:

1. Starcie królów, George R.R. Martin (Zysk i S-ka)
2. Nawałnica mieczy. Stal i śnieg, George R.R. Martin (Zysk i S-ka)
3. Londyn, Louise Nicholson (G+J)
4. Jak upolować faceta. Po pierwsze: dla pieniędzy, Janet Evanovich (Fabryka Słów)
5. Złote zasady organizowania czasu i przestrzeni, Sara Lavieri Hunter (Septem)
6. Trening partnerstwa. Związek solidny jak skała, Josef Kirschner (Sensus)
7. Harry Potter i filozofia. Przewodnik po Hogwarcie dla mugoli, William Irwin, Gregory Bassham (Editio)
8. Potrawy jednogarnkowe, Lisa Rogak (Septem)
9. Emigracja do USA, Dan P. Danilov (One Press)
10. Wielki Ilustrowany Przewodnik Star Wars, Rhyder Windham (Literacki EGMONT)


Stos recenzencki:

1. Każdy musi płacić, Robert Foryś (Fabryka Słów)
2. Wilczy trop. Alfa i Omega, Patricia Briggs (Fabryka Słów)
3. Dynastia Tudorów. Król, Królowa i królewska faworyta (Harlequin/Mira)

A na koniec ukochana Nowa Fantastyka:


10 lipca 2013

"Powrót bogini. Część I" - P.C. Cast




Tytuł: Powrót bogini. Część I
Seria: W kręgu mocy Partholonu
Tom: #2
Autor: P.C. Cast
Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 400



Minęło pół roku, odkąd Shannon Parker, nauczycielka języka angielskiego z Oklahomy, przeniosła się do mitycznego Partholonu, wyszła za mąż za centaura ClanFintana oraz wcieliła się w rolę Wybranki Epony. Jest szczęśliwa, ponieważ zagrożenie ze strony Fomorian zostało zażegnane podczas ostatniej bitwy. Skupia się na sprawiedliwym rządzeniu magiczną krainą oraz na rodzinie i przyjaciołach. Pewnego dnia, wskutek intryg byłej ulubienicy bogini, podłej i nikczemnej Rhiannon, trafia z powrotem do rodzinnej Oklahomy. Nie jest w stanie odnaleźć się w swoim starym świecie, a na dodatek wraz z nią przedostały się do niego mroczne siły kierowane nienawiścią byłej kapłanki, a ich celem jest zniszczenie wszystkich i wszystkiego, co kiedykolwiek było Shannon drogie... Na szczęście Wybranka Epony nie jest sama. Jak sobie poradzi z nowym zagrożeniem?

To już drugi tom przygód dzielnej nauczycielki angielskiego, który miałam okazję przeczytać. "Wybranka bogów" pozytywnie zaskoczyła mnie wyborem dojrzałej bohaterki na główną postać w fabule oraz bardzo humorystycznym stylem pisania P.C. Cast, dzięki któremu wciąż na nowo wybuchałam śmiechem. Niestety, od tego czasu moje preferencje czytelnicze troszkę się zmieniły, w związku z czym to, co kiedyś wydawało mi się atutem serii, zachęcającym do sięgnięcia po owe książki, teraz postrzegam w kategorii mankamentów.

Humor towarzyszył mi w lekturze właściwie od pierwszych stron, ale muszę z bólem przyznać, że był to humor tandetny, by nie powiedzieć - żenujący niczym kawały Strasburgera z wiadomego teleturnieju. Jasne, że czasem uśmiechnęłam się pod nosem, ale znacznie częściej czułam zniesmaczenie wynikające z faktu, że w nie mieściło mi się w głowie, iż można napisać świetnie zapowiadającą się fabularnie powieść w tak niedojrzały i wręcz irytujący sposób! I to nie wszystko, bo kabaret językowy wpłynął również na mój odbiór postaci Shannon, która tym razem nie wywarła na mnie wrażenia tym, że nie jest typową bohaterką paranormali. Okropnie irytowała mnie swoją durną, momentami pozbawioną ładu i składu, niedojrzałą gadką oraz tym, że zachowywała się jak dziecko. Jej przemyślenia zaś za nic w świecie nie pasowały w moim odczuciu do niemal czterdziestoletniej kobiety - czułam się tak, jakbym czytała pamiętnik głupawej nastolatki, dla której opisanie czegoś bez elementu humorystycznego graniczy z cudem.

A szkoda, naprawdę szkoda, bo autorka miała świetny pomysł na fabułę, który jednak zaprzepaściła swoją nieumiejętnością zachowania powagi. Wydarzenia, w których brała udział Shannon, były ciekawie przemyślane i dopracowane, więc historia naprawdę mocno mnie wciągnęła. Od czasu do czasu w powieści przewijał się również jakiś wątek mitologiczny, który dodatkowo urozmaicał lekturę i stanowił największą zaletę kontynuacji "Wybranki bogów". Z dużym zainteresowaniem przyszło mi też śledzić historię przemiany Rhiannon - okazało się, że za woalką nikczemności kryje się coś, czego na pewno się po niej nie spodziewałam. Pewnie nikt nie będzie się dziwił, gdy powiem, że są to niezaprzeczalne atuty tej książki. Gdyby nie język powieści i niedojrzałość głównej bohaterki, z czystym sumieniem mogłabym Wam polecać pierwszy tom "Powrotu bogini".

Decyzję pozostawię jednak Wam - sami zdecydujcie, czy ta historia przypadnie Wam do gustu, czy nie. Ja lojalnie uprzedzam: humor jest naprawdę na niskim poziomie, a bohaterka nie grzeszy mądrością, choć zdarzają jej się przebłyski i zachowuje się w miarę normalnie. Lecz z drugiej strony mamy niebanalną historię z wieloma interesującymi wątkami, którą moim zdaniem naprawdę warto poznać. Cóż, macie twardy orzech do zgryzienia!

Ocena:


8 lipca 2013

"Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" - Rafał Kosik




Tytuł: Gang Niewidzialnych Ludzi
Seria: Felix, Net i Nika
Tom: #1
Autor: Rafał Kosik
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 375



Sięgając po ten tytuł, byłam świadoma dwóch antagonistycznych opinii krążących w sieci na temat serii autorstwa Rafała Kosika. Jedni określali ją jako najlepszy cykl dla młodzieży, inni obwołali tanią podróbką "Harry'ego Pottera". Podobieństwa do kultowej sagi JKR faktycznie są uderzające, ale z pewnością nie użyłabym tak ostrych słów w stosunku do twórczości Kosika. W zasadzie po lekturze pierwszej części przygód Felixa, Neta i Niki jestem zadowolona i nie żałuję czasu, który jej poświęciłam w gorącym okresie sesji.

Pewnie dziwi Was wybór tego typu książki. W końcu jej bohaterami są trzynastoletnie dzieci z warszawskiego gimnazjum, które autor zmyślił do tego stopnia, że ciężko się w nim dopatrzeć polskich realiów. Ale bądźmy szczerzy: Harry Potter miał jedenaście lat, kiedy ja w podobnych wieku zaczynałam przygodę z książkami Rowling, a mimo to nadal jestem po uszy zakochana w serii i wciąż czekam na mój zagubiony list z Hogwartu. Na dodatek z czystej ciekawości monitoruję literaturę dla dzieci i młodzieży z gatunku fantasy, sprawdzając jak się ma kondycja pisarzy tego typu powieści. W przypadku serii Kosika mogę na spokojnie polecić jego książki młodym czytelnikom i znam już jedną osobę, której chętnie je zarekomenduję.

Jak już wspominałam, tytułowi bohaterowie powieści mają po trzynaście lat i uczęszczają do warszawskiego gimnazjum. Autora poniosła chyba wyobraźnia, bowiem szkoła Felixa, Neta i Niki należy do tego rodzaju placówek, do których każdy chciałby chodzić. Nie widzę tutaj żadnego porównania do polskich szkół, o których można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że przyciągają uczniów. Każdy z bohaterów reprezentuje inną sferę: Felix jest majsterkowiczem i niczym MacGyver potrafi zrobić coś z niczego; Net to uzdolniony informatycznie nerd, któremu niestraszne jest zhakowanie szkolnego systemu komputerowego, czy stworzenie AI; Nika może się pochwalić ponadprzeciętną inteligencją i intuicją godną telepatki. Razem tworzą oni zgrany duet, który wychodzi cało z każdych kłopotów. Dopiero zagadkowe napaści Gangu Niewidzialnych Ludzi krzyżują szyki genialnym dzieciakom. Czy Felix, Net i Nika rozwiążą tę wyjątkowo trudną zagadkę, nie tracąc przy tym niczego ze szkolnego życia? Jedno jest pewne: wrogowie są niebezpieczni i nie zawahają się przed niczym, by pozbyć się upartych gimnazjalistów próbujących ich powstrzymać przed rabunkami.

Książka posiada kilka zalet, które jako starszy odbiorca jestem w stanie docenić. Głównym jej plusem jest wszechobecny humor. Rafał Kosik posiada prawdziwy talent do tworzenia zabawnych dialogów. Rozmowy głównych bohaterów niejednokrotnie rozbawiły mnie do łez i przede wszystkim z uwagi na humor miło wspominam tę lekturę. Na pochwałę zasługuje też to, że pozornie nieistotne wątki ładnie zazębiają się w kulminacyjnym momencie historii. Tym samym okazuje się, że wszystko ma swój cel i nie znalazło się w fabule wskutek nagłego przypływu weny autora. Generalnie na pozytywny odbiór powieści wpłynął też całkiem dobry styl Kosika, po którym widać, że jako pisarz zna się na rzeczy.

Oczywiście "Gang Niewidzialnych Ludzi" ma też swoje wady. Minusem jest duże podobieństwo do przygód Harry'ego Pottera. Nawet jeśli są osoby, które nie zgadzają się z tą opinią, to już sam fakt, że takowa powstała, działa na niekorzyść serii. Inny mankament cyklu to także niepewność autora co do tego, czy iść z fabułą bardziej w stronę rzeczywistości, czy w stronę fantastyki. Raz bohaterowie przeżywali zwyczajne przygody, innym razem stawali oko w oko z duchami. Moim zdaniem takie wahanie nie służyło powieści i raczej skłaniałabym się ku tej drugiej wizji, bo dużo lepiej wychodziło autorowi wymyślanie nierealnych zjawisk.

Jeśli szukacie przyjemnej, lekkiej lektury dla młodszych czytelników, pierwszy tom przygód Felixa, Neta i Niki to idealny wybór. Jest to książka na swój sposób wciągająca i na pewno zaciekawi niejednego fana dziecięcej fantastyki. Polecam Wam ten tytuł i zapewniam, że nie będziecie się nudzić, jak również nie będą nudzić się młodsi czytelnicy, którym podsuniecie "Gang Niewidzialnych Ludzi" jako wakacyjną lekturę.

Ocena:




Recenzja powstała na potrzeby portalu Upadli.pl.

5 lipca 2013

"Wieczorem przyjdź na zócalo" - Michał Głombiowski




Tytuł: Wieczorem przyjdź na zócalo
Autor: Michał Głombiowski
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 360





Michał Głombiowski, dziennikarz, redaktor, podróżnik, czasami fotograf - jak sam o sobie mówi - jest autorem reportażu wydanego przez Wydawnictwo Literackie w formie książki o enigmatycznym tytule: "Wieczorem przyjdź na zócalo". Pozycja ta zaskarbiła sobie moją uwagę nie tylko za sprawą klimatycznej okładki, ale i obietnicy podróży, dzięki której już nigdy nie spojrzę na Amerykę Środkową tak jak do tej pory. I powiem Wam szczerze, że choć w tej publikacji nie znajdziecie żadnych kolorowych fotografii, to autor, dzięki swojej pasji i luźnemu stylowi, poprowadzi Was przez ów kontynent tak, jakbyście sami go zwiedzali. Ja za sprawą Głombiowskiego odczułam silny zew, nakazujący zebrać manatki i wyruszyć w podróż przed siebie, a lektura tej publikacji odrobinę zrekompensowała mi niemożność wprowadzenia tego planu w życie.

Trzy miesiące. Tyle potrzebował autor książki, by zwiedzić kilka najciekawszych krajów Ameryki Środkowej. Z plecakiem na ramionach przemierzył Meksyk, Honduras, Gwatemalę i Salwador, cierpliwie znosząc trudy podróży w postaci niemiłosiernych upałów, wilgoci powietrza, ulewnych deszczy oraz niezmordowanych, nagabujących go do zakupu sprzedawców tandetnych pamiątek. Wędrując po kolorowych i pełnych uroku uliczkach, odwiedzając egzotyczne restauracje celem poznania nie tylko lokalnej kultury, ale i kuchni, dotarł wreszcie na zócalo - centralny plac w każdym większym mieście, gdzie tętni życie. To w tym właśnie miejscu miejscowi zbierają się co wieczór na tańce, to tam można pogawędzić z mieszkańcami na wszystkie tematy, napić się i najeść do syta - po prostu chłonąć uroki beztroskiego życia.

Jednocześnie, wraz z opowieścią z podróży, Głombiowski snuje przed czytelnikiem historię Majów, którzy niegdyś zamieszkiwali tamtejsze rejony. Nie spodziewajcie się jednak typowo podręcznikowej paplaniny - historia opowiadana przez autora jest wciągająca i gołym okiem widać, że to jego prawdziwa pasja. Właściwie nie ma się czemu dziwić, gdyż wymarła cywilizacja wciąż zaskakuje nowymi faktami i nie ma w historii ludzkości ciekawszej opowieści o narodzie, który szybko zyskał władzę i równie szybko ją utracił. Do dziś nie wiemy co tak naprawdę spowodowało upadek Majów, ale nikomu nie przeszkadza to w snuciu domysłów. A wierzcie mi, że jednym z ciekawszych elementów książki są ciekawostki podsuwane przez autora.

Tym samym, sięgając po reportaż Michała Glombiowskiego, mamy niepowtarzalną okazję poznać historię boiska piłkarskiego o doskonałej akustyce, nauczyć się odróżniać prawdziwe panamy od podrabianych i wybierać najlepsze hamaki chroniące przed nieznośnymi komarami. Możemy także śledzić podróż autora ichniejszą komunikacją, gdzie autobus to skupisko ciekawych indywiduuów, a klimatyzacja daje w kość.

"Wieczorem przyjdź na zócalo" to obowiązkowa lektura dla fanów reportaży i książek podróżniczych. Pomimo braku fotografii ilustrujących wyprawę autora, zdecydowanie warto po nią sięgnąć, by wczuć się w klimat Ameryki Środkowej. Zapewne większości z nas nie będzie dane odwiedzić tych wspaniałych miejsc, dlatego myślę, że posiadanie książki, która w przyjemny sposób pomaga nam poczuć ducha takiej podróży, to całkiem dobry pomysł. Nad książką od Głombiowskiego spędziłam naprawdę miłe chwile, więc spokojnie polecam ją Wam na ciepły, letni wieczór.

Ocena: