STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

31 grudnia 2013

10 najgorszych książek 2013 roku

Skoro wczoraj zaprezentowałam Wam najlepsze książki mijającego roku, wypadałoby, żebym zrobiła to samo z najgorszymi. Wytypowałam dziesięć pozycji, które uważam za najsłabsze, jednakże chciałabym podkreślić, że nie świadczy to o tym, że nie ma sensu po nie sięgać. Szczerze mówiąc, odradziłabym Wam kategorycznie Miłość alchemika, a także - o ile nie czytaliście poprzednich książek P.C. Cast - dwie części Powrotu bogini. Cała reszta jest  w porządku, tyle że w porównaniu z tymi lepszymi lekturami wypadają słabiej.

Pora na prezentację wszystkich 10 książek - jak zwykle kolejność nie ma znaczenia.

Carlos Ruiz Zafón

"Fanów Zafóna nie muszę namawiać do zapoznania się z Pałacem Północy, bo jest to dla mnie zbyt oczywiste. Jeśli jednak nie mieliście póki co styczności z tym autorem, zacznijcie lepiej od jego pierwszych powieści. Dlaczego? Otóż dlatego, że w momencie sięgania po jego doroślejsze pozycje na własne oczy przekonacie się o tym, jak bardzo jego talent się rozwinął. Polecam Zafóna każdemu bez wyjątku, choć sama jestem nieco zawiedziona, że poza bohaterami i wydarzeniami seria młodzieżowa nie uległa większym zmianom."

Kornel Machnikowski

"Nie potrafię jednoznacznie ocenić tej powieści. Z jednej strony bez wątpienia warto ją przeczytać i poznać negatywne spojrzenie Kornela Machnikowskiego na swoich, jakby nie patrzeć z racji wieku, rówieśników, z drugiej jednak, z uwagi na skłonność autora do przesadyzmu, ciężko się z tą książką zgodzić. Czytelnik może poczuć się skonfundowany. Myślę, że z tego powodu decyzję o sięgnięciu po Albinosa pozostawię Wam. Ani go nie polecam, ani nie odradzam. Zdecydujcie sami."

Aleksandra Kromp

"Jedna z najnowszych powieści wydanych przez Novae Res, która wyszła spod palców młodziutkiej autorki, Aleksandry Kromp, należy do gatunku tych dziwnych. Owa dziwność przejawia się w tym, że choć motyw użyty w powieści jest oklepany i średnio udany, postępowanie głównej bohaterki co najmniej żenujące, a sens całej książki trudny do odgadnięcia, to jednak jest to nie tylko świetna lektura na wieczór, ale i powieść, do której chętnie powrócę, i to nie raz! Absolutnie nie potrafię tego wytłumaczyć, ale mocno wciągnęłam się w fabułę, śledząc ją z niezakłamanym przejęciem i przyjemnością!"

Avery Williams

"Podsumowując, debiutancka powieść Avery Williams to lektura odmóżdżająca, jakiej można poświęcić maksymalnie jeden wieczór, a i tylko wtedy, gdy pod ręką ma się napój wyskokowy, z pomocą którego przetrwamy czas nad nią spędzony. Stanowczo odradzam komukolwiek branie się za tę powieść i myślę, że nie pomylę się zbytnio, mówiąc, że lepiej omijać twórczość tej autorki jak najszerszym łukiem. Nie powiem, że czas spędzony nad Miłością alchemika był całkowicie zmarnowany, ponieważ w karierze recenzenta warto czasem sięgnąć po coś, dzięki czemu o wiele bardziej doceni się inne publikacje. Tymczasem osobom czytającym przede wszystkim z pasji nie polecam debiutu Jessei Perry, chyba że ktoś lubi pustych bohaterów, zbyt wartką akcję z wątkami pozbawionymi zakończeń oraz banalne historie, z których nic się nie wynosi."

Susan Wiggs

"Spotkanie nad jeziorem w całej rozciągłości jawi mi się przed oczami jako ciepła książka, nie tylko o miłości, ale i o pokonywaniu trudności. Kim i Bobby to bohaterowie, których perypetie śledzi się z prawdziwą przyjemnością. Zgodzę się z opinią, że są przerysowani, zaś fabuła - do przewidzenia, niemniej jednak przy romansach nie o to chodzi, by w napięciu i nerwach wyczekiwań kolejnych stron. Takie książki służą przede wszystkim relaksowi i ten warunek najnowsza powieść autorstwa Wiggs spełnia w stu procentach. Polecam - jest to świetna, dobrze napisana i lekka lektura na wieczór!'

P.C. Cast

"Humor towarzyszył mi w lekturze właściwie od pierwszych stron, ale muszę z bólem przyznać, że był to humor tandetny, by nie powiedzieć - żenujący niczym kawały Strasburgera z wiadomego teleturnieju. Jasne, że czasem uśmiechnęłam się pod nosem, ale znacznie częściej czułam zniesmaczenie wynikające z faktu, że w nie mieściło mi się w głowie, iż można napisać świetnie zapowiadającą się fabularnie powieść w tak niedojrzały i wręcz irytujący sposób! I to nie wszystko, bo kabaret językowy wpłynął również na mój odbiór postaci Shannon, która tym razem nie wywarła na mnie wrażenia tym, że nie jest typową bohaterką paranormali. Okropnie irytowała mnie swoją durną, momentami pozbawioną ładu i składu, niedojrzałą gadką oraz tym, że zachowywała się jak dziecko. Jej przemyślenia zaś za nic w świecie nie pasowały w moim odczuciu do niemal czterdziestoletniej kobiety - czułam się tak, jakbym czytała pamiętnik głupawej nastolatki, dla której opisanie czegoś bez elementu humorystycznego graniczy z cudem."

P.C. Cast

"Kochani, nie jestem w stanie przeczytać choćby jednego słowa tej kobiety. Niewątpliwie jej książki coś w sobie mają, skoro tylu ludzi je czyta i zachwala, ale ja jestem już za stara na takie historie. Podobały mi się wątki mitologiczne i indiańskie, a także to, że główną bohaterką serii jest dojrzała kobieta, a nie - jak zazwyczaj - nastolatka. Niestety, dojrzałość w przypadku Shannon interpretować można jedynie w sensie fizycznym, bo pod każdym innym względem dużo jej do psychicznej dojrzałości brakuje. Oceńcie sami, czy chcecie zagłębiać się w mityczny świat Partholonu."

Abby Lee

"Problemem Zdemaskowanej jest to, że treść książki jest nader wulgarna. Autorka zupełnie niepotrzebnie opisuje te tematy w taki, a nie inny sposób. Nie podobało mi się to i przyznaję, że książkę przeczytałam z wielkim trudem, choć była ciekawa i dobrze napisana. Z pewnością znajdzie się wielu entuzjastów pieprznej erotyki, jednak dla mnie było to wyjątkowo niesmaczne i nie mogę powiedzieć, bym z jej lektury była w pełni usatysfakcjonowana."

Karen Wheeler

"Decyzja o tym, czy chcecie przeczytać fabularyzowaną historię z przeszłości Karen Wheeler należy do Was. Ja przeczytałam Samo szczęście z przyjemnością, ponieważ marzę o Francji i sama również uciekłabym na prowincję, gdybym tylko mogła. Nie sądzę jednak, bym kiedyś jeszcze wróciła do tej książki - jest tyle interesujących tytułów i tak mało czasu, że chcę go mimo wszystko lepiej spożytkować. Wiedzcie jednak, że nie znajdziecie lepszego lekarstwa na jesienną chandrę niż wycieczka do malowniczej Francji. Jeśli zależy Wam na odpoczynku od ciężkich lektur, ten tytuł będzie dla Was idealny."

Bez recenzji:

E.L. James
Pięćdziesiąt twarzy Greya oraz reszta tego szatańskiego pomiotu

Podsumowanie grudnia (i 2013 roku)

Zanim nadejdzie wieczór i będę myśleć o wszystkim, byle nie o blogu, siadam przed komputerem (nie swoim, więc pisanie tego postu zajmie mi dużo więcej czasu niż zazwyczaj) i piszę dla Was te podsumowanie. Wstyd mi, bo ostatnich kilkanaście dni spędziłam na błogim leniuchowaniu, zamiast nadrobić wszystkie zaległości. Jak tylko zaliczę sesję i spłodzę w końcu ten nieszczęsny drugi rozdział pracy magisterskiej (deadline: początek lutego), postaram się napisać recenzje wszystkich książek, które wciąż na nią czekają.


Przed Wami grudniowe statystyki: 
- odwiedziło mnie 6156 nowych osób;
- łącznych odwiedzin było 76 476
- blog ma 266 obserwatorów, 228 fanów na Facebooku i 224 osoby w kręgach Google+.

Przeczytałam w tym miesiącu dziewięć tytułów:

1. Alicja w krainie zombi, Gena Showalter
2. Przegląd Końca Świata. Feed, Mira Grant
3. Łza, Lauren Kate
4. Przegląd Końca Świata. Deadline, Mira Grant
5. Słynne porwania, Przemysław Słowiński
6. Cuchnący Wersal, Elwira Watała
7. Żona inkwizytora, Jeanne Kalogridis
8. Aforyzmy i mądrości Tyriona Lannistera, George R.R. Martin

9. Nowa Fantastyka 375 (12/2013)

Łącznie było to 3166 stron, czyli 102 strony dziennie.

Książka Miesiąca wg Czytelników: "Córka Twórcy Królów"
Książki przeczytane w ramach wyzwania "Z półki": brak
Najlepsza Książka: "Przegląd Końca Świat. Feed", "Przegląd Końca Świata. Deadline"
Najgorsza Książka: brak

PLAN NA STYCZEŃ? Zaliczyć sesję, napisać rozdział magisterki i zacząć kolejny, a także nadrobić zaległości na blogu.


~o~

PODSUMOWANIE ROKU 2013

Grudniowe podsumowanie nieodłącznie równa się także analizowaniu mijającego roku. Tym razem mogę podsumować cały rok działalności Zrecenzujemy, co jest jednym z większych sukcesów, jakie osiągnęłam w 2013 roku. Ten blog to źródło mojej radości i sposób na dzielenie się swoją pasją - uważam, że decyzja o założeniu go była słuszna jak żadna inna. Nie przedłużając: zapraszam na podsumowanie!

W ciągu roku przeczytałam 160 tytułów, w tym 12 numerów Nowej Fantastyki. Opublikowałam 131 recenzji, a postów 243. Nowością na blogu jest dział Kinowe Rewolucje, w ramach którego raz w miesiącu publikuję recenzje nowych filmów (w tym roku były to m.in. Intruz, Iron Man 3, World War Z, Pacific Rim oraz wspaniały Hobbit. Pustkowie Smauga). Standardem są już posty z książkami polecanymi przez Kumiko.pl, a także ze stosami i podsumowaniami. Łącznie napisaliśmy 2542 komentarze!

Wczoraj podzieliłam się z Wami najlepszymi książkami, a jak wystarczy czasu, to dziś pojawią się te najgorsze. Przejrzyjcie te posty, bo można z nich wiele wyciągnąć!

Dziękuję serdecznie wszystkim Wydawnictwom, z którymi z powodzeniem współpracuję na rzecz promowania książek i czytelnictwa w Polsce, a w szczególności: p. Asi z Jaguara, p. Kasi z Egmontu, p. Uli z Fabryki Słów, p. Agacie z Naszej Księgarni, p. Uli z MAG-a, p. Monice z Miry i p. Oskarowi z SQN. Rozpiera mnie duma na samą myśl o możliwości reprezentowania tak wspaniałych Wydawców i kontaktu z osobami, które prężnie działają, by w naszym kraju rynek książki miał się jak najlepiej.

Specjalne uściski przesyłam moim kochanym blogerom: Sophie, Waniliowa, Abigail, Julie Wellings, Korvo, Jarken, a także wszystkim tym, których znam, a nie wymieniłam. Dzięki, że jesteście!

Jednak czym byłoby Zrecenzujemy bez Was - wspaniałych Czytelników? Jest Was wielu, część z Was odwiedza mnie regularnie. Gdyby nie Wy, pewnie nie chciałoby mi się pisać w miarę regularnie, aż blog zarósłby pajęczynami i umarł śmiercią naturalną. Dzięki Wam ten blog wciąż istnieje, a ja zamierzam go rozwijać, by podobał Wam się jeszcze bardziej. Po stokroć dziękuję Wam za Waszą obecność, komentarze i za to, że wciąż jesteście ze mną! To dla Was to wszystko kręci się dalej!

W 2014 roku planuję przenieść się na Wordpressa i podpiąć pod własną domenę, co łączy się ze zmianą layoutu bloga - powiem Wam, że będzie ciekawie! Zamierzam również stworzyć kolejne cykle, które - mam nadzieję - zainspirują Was do poszerzania horyzontów. Będą gry planszowe i komputerowe, języki obce oraz seriale. Nie będziemy się nudzić! Odwiedzajcie mnie w przyszłym roku, a się nie zawiedziecie!

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!


30 grudnia 2013

25 najlepszych lektur w 2013 roku

Grudzień to przede wszystkim czas podsumowań. Nie robiłam tego w zeszłym roku, ale tym razem chciałabym podzielić się z Wami moim rankingiem najlepszych książek w 2013 roku. Z początku chciałam utworzyć klasyczne Top 10, ale analizując wszystkie przeczytane przeze mnie pozycje, doszłam do wniosku, że nie potrafię ograniczyć się tylko do dziesięciu książek. Stąd pomysł na Top 25. Mam nadzieję, że ta lista zainspiruje Was do sięgnięcia po którąkolwiek z wymienionych przeze mnie lektur.

Dla mnie numerem jeden są w tym roku książki Miry Grant. Nic ich nie przebije, nawet John Green i jego Gwiazd naszych wina - powieść ta pozostawała moją faworytką aż to grudnia, a więc do momentu, w którym nie sięgnęłam po serię Przegląd Końca Świata

Nie przedłużając, przedstawiam Wam mój ranking. Kolejność nie ma znaczenia.

~o~

John Green

"Gwiazd naszych wina to przepiękna, wzruszająca i skłaniająca do refleksji powieść. Nie można przejść obok niej obojętnie. Zawarte na okładce słowa absolutnie genialna wydają mi się jak najbardziej trafne. Bo rzadko kiedy można spotkać książkę o śmiertelnej chorobie, w której motywem przewodnim nie jest śmierć sama w sobie i ból towarzyszący utracie bliskich, lecz walka o swoje własne ja sprzed choroby. John Green wspaniale piętnuje nasze zautomatyzowane współczucie, które nierzadko sprawia chorym przykrość. Hazel i Augustus chcieli mieć normalne życie i otwarcie kpili z Bonusów Rakowych i Ostatniego Dobrego Dnia. Z kolei Dzień Niszczenia Pucharów na długo zapadnie mi w pamięć jako kwintesencja owej walki. Doprawdy, przepiękna jest ta powieść. Godna polecenia każdemu bez wyjątku. Po prostu magiczna."

Libba Bray

"Zapewniam Was, że lektura tej powieści przysporzy Wam wielu wrażeń. W moim przypadku Libba Bray już o to zadbała, niejednokrotnie wprawiając mnie w osłupienie, gdy ni stąd, ni zowąd, byle postać drugoplanowa okazywała się kimś więcej, a wątek, który uważałam za przewidywalny, wjeżdżał na zupełnie inne tory i burzył moje spojrzenie na wydarzenia. Wróżbiarze to powieść-zagadka, która totalnie Was zaskoczy i - podobnie jak mnie - powali na kolana. Podsumowując całość, mogę z czystym sercem powiedzieć, że jest to jedno z najlepszych 556 stron, jakie ostatnio czytałam. Polecam, polecam, POLECAM!"

C.J. Daugherty

"Głupio byłoby pytać, czy polecam Wam Wybranych. Jest to bowiem książka, której brakowało na polskim rynku wydawniczym. Książka w żaden sposób nie skłaniająca się ku paranormalności. Na wskroś normalna i na maksa wciągająca, a przy tym tajemnicza jak mało która pozycja na rynku. Na pewno przyznacie mi rację, że w większości książek jesteście w stanie domyślić się, że ten, czy tamten bohater, to wampir, wilkołak lub inne dziwadło. Wybrani wbiją Wam ćwieka, bo za Chiny Ludowe nie wywnioskujecie z ponad połowy fabuły, czym jest Akademia Cimmeria i co się dzieje w jej murach. Fenomen!"

Nina Reichter

"Tak naprawdę Ostatnia spowiedź to jedno wielkie, młodzieżowe romansidło. Wskażcie mi jednak chociaż jedną powieść z tego gatunku, która wbiłaby Was w fotele, a Wy powiedzielibyście to szczerze i bez ubarwiania. Ja tak mogę powiedzieć o książce Niny Reichter. Śledziłam romans Ally i Bradina z wypiekami na twarzy, nie mogąc uwierzyć, że historia bez właściwie żadnego większego celu tak mnie wciąga i fascynuje. Nie spodziewałam się tego i tym bardziej dlatego jestem tą książką tak zachwycona."

John Green

"Przede wszystkim powieść Johna Greena jest historią papierowych bohaterów, stworzonych na zasadzie fikcyjności, a mimo wszystko nabierających cech realności - w sercach odbiorców. Papierowe miasta to przepiękna historia, która godnie towarzyszy liderce, a więc Gwiazd naszych wina. Polecam ją każdemu, kto szuka odskoczni od romansów paranormalnych dla młodzieży. Green niby wpisuje się w nurt powieści YA, ale wzbogaca swoje dzieła o uniwersalne prawdy - rzeczy ważne i nieważne, lecz wymagające od nas przemyślenia. Z pewnością niejednokrotnie powrócę do lektury tej książki w trakcie prób zrozumienia samej siebie, jako że przemawia do mnie i lekki styl pisarza, i przesłanie, jakie niosą jego dzieła."

Stephenie Meyer

"Na ponad pięciuset stronach zmieściła się bodaj najpiękniejsza powieść o inwazji obcej cywilizacji, z jaką kiedykolwiek miałam styczność. Niezwykle wzruszający i emocjonujący Intruz bije na głowę całą resztę książek Stephenie Meyer, które nie dorastają mu do pięt i nie mogą się z nim równać pod absolutnie żadnym względem. Ta wspaniała historia tak głęboko zapadła mi w pamięć, że pukam się w głowę, że nie sięgnęłam po nią wcześniej, kiedy jeszcze nie było takiego szumu wokół przygód Melanie i Wandy, najważniejszych postaci w książce. A jednocześnie cieszę się, że bum na ekranizację zwrócił moją uwagę, bo gdyby nie film pewnie nadal należałabym do grona ignorantów, którzy myślą, że skoro Zmierzch okazał się tak kiepski, to i inne książki Meyer muszą takie być. Otóż nic bardziej mylnego! Zresztą ja nie uważam, by wampirza saga była jakaś szczególnie zła. Płytka - owszem, ale na pewno nie kiepska!"

Ramez Naam

Umysł ludzki wykorzystuje zaledwie ułamek swoich niesłychanych możliwości. W Iron Manie 3 antagonista Tony'ego Starka, Aldrich Killian, porównywał mózg do niczym nieograniczonego wszechświata, wciąż niezbadanego i tak naprawdę przekraczającego ludzkie pojęcie. Z tego samego założenia wyszedł Ramez Naam, który w swoim literackim debiucie zaserwował nam wycieczkę po zakamarkach ludzkiego umysłu. Pomysłowo i efektownie wydany Nexus nie mógł nie okazać się hitem - wykorzystanie narkotyku do poszerzenia możliwości tego najważniejszego dla nas organu nie jest może czymś rewolucyjnym, ale za to w ujęciu bardziej science niż fiction prezentuje się nader intrygująco. Sięgnęłam po tę powieść, spodziewając się dobrej literatury, i moje oczekiwania spełniły się co do tego w stu procentach.

Tamora Pierce

"Klątwa opali Tamory Pierce to cudowna lektura, wciągająca i charakteryzująca się tym, że zarówno jej fabuła, jak i bohaterowie, są pieczałowicie dopracowani - do tego stopnia, że powieść zachwyca i nie pozwala o sobie zapomnieć. Niezwykle przyjemnie wspominam chwile spędzone z tą książką i właściwie jej jedynym minusem jest to, że momentami fabuła ciągnie się nazbyt ślamazarnie jak na tak energiczną główną bohaterkę, której wszędzie pełno i która nie przepuści okazji, by złapać jakiegoś zbira lub wyjaśnić tajemnicę masowych morderstw w Corusie. Pod każdym innym względem powieść jest doskonała i zdziwiłabym się, słysząc że komuś nie przypadła ona do gustu. Zachęcam Was gorąco do sięgnięcia po tę lekturę, bo jest ona warta każdej spędzonej nad nią minuty. Zdecydowanie polecam!"

Max Brooks

"Podsumowując, książka ta jest wybitnym przykładem tego, że kanon zombie wciąż może zaskakiwać. Formuła paradokumentu idealnie odzwierciedla realizm rozgrywających się podczas plagi wydarzeń, dzięki czemu niezwykle trudno odróżnić prawdę od fikcji. Autor jest obiektywny i widać w to w zadawanych bohaterom pytaniach. Nie da się nie zauważyć, że są to historie krwawe i tragiczne, lecz z kart World War Z wyziera optymizm. Książką jestem niepomiernie zachwycona i polecam ją wszystkim miłośnikom nie-do-końca-umarłych, a także tym osobom, które szukają oryginalnej, niebanalnej i maksymalnie wciągającej lektury. World War Z spełnia wszystkie te warunki, a lista zalet tego tytułu nie ma właściwie końca. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam i bez wyrzutów sumienia odkładam ją na półkę z ulubionymi tytułami. Po stokroć polecam!"

Rick Yancey

"Nie będę Wam mówić, że najlepiej samemu przekonać się o walorach Piątej Fali, bo to już doskonale wiecie. Powiem Wam za to coś innego: jeśli żal Wam pieniędzy na nowe książki, to powieść Ricka Yanceya będzie pierwszą powieścią, której kupna nie będziecie żałować. A teraz bez żartów... Marsz do księgarni, bowiem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że pierwszy nakład szybko się wyczerpie. Ocena książki? Poza skalą. Ale z uwagi na konwencję daję sześć, zaznaczając, że i tak jest to zbyt mało jak na taki murowany hit."

Jay Kristoff

"Jay Kristoff, uroczy brodacz z Melbourne, nie wierzy w szczęśliwe zakończenia, ma najbardziej leniwego psa na świecie oraz żonę - tajną agentkę parającą się kung-fu. Podobno jest też nerdem, ale ile w tym opisie jest prawdy, tego Wam nie powiem. Pewne jest to, że ten oto pisarz popełnił debiut literacki w postaci pierwszego tomu cyklu Wojna Lotosowa - Tancerze burzy. Książka reklamowana była jako japoński steampunk, a więc dzieło przeładowane jednym i drugim ku uciesze miłośników tejże tematyki. Mi, szczerze mówiąc, wystarczyły raptem trzy słowa-klucze, bym śliniła się na samą myśl o Tancerzach burzy: Japonia, steampunk, gryf. Nie musiałam nawet patrzeć na okładkę - która, notabene, jest całkiem obłędna, lepsza nawet od oryginału - by rzucić się na powieść Kristoffa niczym wygłodniałe zwierzę (tudzież mól książkowy)."

John Green

"Debiutancka powieść Johna Greena, a w Polsce jego najnowsza książka, to dzieło ponadczasowe i uniwersalne - nic dziwnego, że autora już teraz okrzyknięto kultowym. Po raz kolejny jestem całkowicie oczarowana historią przez niego przedstawioną i chyba już każda z nich będzie dla mnie wyjątkowa i niezapomniana. Gwiazd naszych wina pokochałam do tego stopnia, że zamówiłam sobie książkę w oryginale - teraz już wiem, że tak samo będzie z Szukając Alaski. Jeśli nie jesteście pewni, że chcecie sięgnąć po tę powieść - wierzcie mi, że po stokroć warto. Historia tu zaprezentowana jest przejmująca i skierowana do każdego. Dam sobie rękę uciąć za prozę Greena, toteż możecie być pewni, że Szukając Alaski to doskonały wybór."

Sarah J. Maas

"Szklany tron od razu trafił na moją półkę z ulubionymi książkami. Ma w sobie wszystko to, czego oczekuję od dobrej literatury młodzieżowej. Jestem wdzięczna autorce za wykreowanie tak ciekawej bohaterki oraz stworzenie powieści, z której sideł nie byłam w stanie się uwolnić. Bez wyrzutów sumienia polecam książkę wszystkim osobom, które łakną ciekawej przygody z młodzieżówkami. Pisząc tę recenzję, narobiłam sobie smaku, by powtórzyć lekturę i po raz kolejny przeżyć wspaniałe emocje, które mi przy tym towarzyszyły. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu dzieło Sarah J. Maas. To jedna z lepszych książek w tym roku!"

Samantha Shannon

"Czas Żniw doszczętnie zmaltretował moją psychikę - takich analiz fabuły nie przeprowadzałam jeszcze nigdy w życiu. Drobiazgowo śledziłam wszystkie wątki i szukałam w nich jakichś uchybień i niedociągnięć. Poległam. Ta książka napisana jest tak fantastycznie i z takim pietyzmem, że nie ma mowy o jakichkolwiek potknięciach w fabule. Autorka snuje intrygę, jakiej nie spodziewałabym się po literaturze młodzieżowej - wydaje mi się, że mnóstwo czasu musiało jej zejść na ułożenie planu wydarzeń i nie chcę sobie nawet wyobrażać ile tego powstało, biorąc pod uwagę plany pisarki na kolejne sześć tomów."

Kim Stanley Robinson

"Najnowsza powieść Kima Stanleya Robinsona to wspaniały i wyjątkowy utwór literacki. Taka mnogość wątków i niezwykle rozbudowana wizja przyszłości homo sapiens nie może przejść w naszym kraju niezauważona. Jestem całkowicie przekonana, że miłośnicy science fiction powinni potraktować 2312 jak pozycję obowiązkową. Choć książka ta jest trudna i naprawdę wymagająca, i tak uważam, że warto oswoić się ze skomplikowanym stylem autora i wczuć się w jego niesamowicie realistyczną wizję kolonizacji Układu Słonecznego. Po zapoznaniu się z tym fantastycznym dziełem nie dziwię się już skąd wzięła się Nebula na półce Robinsona. Po prostu dotarło do mnie, że 2312 była stworzona, by na nią zasłużyć."

Max Brooks

"Zombie Survival to dzieło kompletne, dokładne i nad wyraz realistyczne. Ani razu nie przyszło mi na myśl, by poddać w wątpliwość słowa autora. Wręcz przeciwnie – jego rady są, w mojej opinii, naprawdę dobre... Jakkolwiek by to nie brzmiało. Zdaję sobie sprawę, że pisząc tego rodzaju poradnik, Max Brooks chciał chyba wyśmiać ideę takiej literatury w stylu Beara Gryllsa, nie zmienia to jednak faktu, że jest to pozycja wiarygodna i trudno nie wziąć sobie jego cennych rad do serca. Gorąco polecam tę książkę wszystkim fanom twórczości autora oraz osobom zainteresowanym zombizmem oraz szeroko pojętym survivalem."

Beth Revis

"Beth Revis stworzyła wciągającą i trzymającą w napięciu space operę. Obecny w niej wątek kryminalny dodatkowo wzmaga tę atmosferę, a przecież nie tylko on buduje tę powieść. Jest jeszcze przecież historia miłosna, a przede wszystkim jest również opowieść o dawnej Ziemi i o tym co czeka ludzkość po wylądowaniu na nowej planecie. Fabuła skonstruowana jest z zachowaniem wszelkich praw rządzących w kosmosie, aczkolwiek większość wydarzeń ma miejsce na pokładzie statku kosmicznego. Tak naprawdę, choć rzecz dzieje się w przestrzeni kosmicznej, bohaterowie są od niej skutecznie odizolowani, lecz mimo wszystko stale o niej myślą i mają świadomość tego, że Błogosławiony ma swoje granice - nie można opuścić jego pokładu, by odetchnąć świeżym powietrzem, nie można uciec po popełnieniu jakiejś zbrodni i nie można odseparować się od innych ludzi. To przerażająca wizja, a zarazem niezwykle fascynująca. Obserwowanie zachowań społecznych w tak ograniczonym środowisku jest doprawdy niesamowite. Revis komplikuje to, wplatając weń elementy dystopii - na pierwszy plan wysuwają się rządy autorytarne, hierarchiczność, eksperymenty medyczne, manipulacja genami oraz ludzkimi zachowaniami. A wszystko to dzieje się na pokładzie jednego promu - choćby nie wiem jak dużego. Jestem pod ogromnym wrażeniem!"

Philippa Gregory

"Philippa Gregory to mistrzyni w tworzeniu powieści historycznych i nie ma sobie równych - powiem to każdemu. Do tej pory prozę jej autorstwa uznawałam za bardzo dobrą, jednak za sprawą Córki Twórcy Królów całkowicie zmieniłam zdanie. Uważam teraz, że wszystko, co napisze, zamienia się specjalnie dla mnie w złoto. Tak, najnowsza powieść Gregory z cyklu Wojna Dwu Róż jest wyśmienita i żal mi było kończyć jej lekturę. Szczerze mówiąc, w ogóle nie spodziewałam się po sobie aż tak entuzjastycznej reakcji. Nim sięgnęłam po powieści z serii o Wojnach Kuzynów, wielbiłam wszystko, co tyczyło się Tudorów. Yorkowie i Lancasterowie byli mi znani pobieżnie i dopiero teraz zaczęli mnie interesować. W ogóle w tym roku odbiło mi na punkcie brytyjskiej monarchii. Nieważne czy czytałam o Windsorach, Tudorach czy Lancasterach - byłam zachwycona możliwością zgłębienia tajników historii. I pewnie dlatego z taką ochotą czytam teraz każdą powieść Gregory."

Annabel Pitcher

"Kiedy sięgam po powieść, po przeczytaniu której dochodzę do wniosku, że coś zmieniła w moim życiu, a następnie dowiaduję się, że jej autor jest debiutantem, nie mogę nadziwić się temu, że na świecie wciąż rodzą się ludzie, którzy tak potrafią pisać. Dla Annabel Pitcher Moja siostra mieszka na kominku to pierwsza książka i powiem Wam, że gdyby wszyscy tak debiutowali, to życie moli książkowych byłoby po prostu piękne. Trochę czasu już minęło odkąd sięgnęłam po tę historię, a do dziś przypominam sobie co lepsze sceny i dialogi. Z ręką na sercu mogę Wam przysiąc, że książkę pokochałam i nie wyobrażam sobie, by nigdy już do niej nie wrócić. Jest bowiem co najmniej kilka powodów, dla których będę to robić często. Bardzo często."

Bez recenzji:

Mira Grant
Przegląd Końca Świata. Feed

Mira Grant
Przegląd Końca Świata. Deadline

Matthew Quick
Niezbędnik obserwatorów gwiazd

Neil Gaiman
Amerykańscy bogowie

Anna Łagan
Więźniowie w Widmowym Zamku

Lauren Kate
Łza

29 grudnia 2013

"Moja siostra mieszka na kominku" - Annabel Pitcher





Tytuł: Moja siostra mieszka na kominku
Autor: Annabel Pitcher
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 286




Kiedy sięgam po powieść, po przeczytaniu której dochodzę do wniosku, że coś zmieniła w moim życiu, a następnie dowiaduję się, że jej autor jest debiutantem, nie mogę nadziwić się temu, że na świecie wciąż rodzą się ludzie, którzy tak potrafią pisać. Dla Annabel Pitcher Moja siostra mieszka na kominku to pierwsza książka i powiem Wam, że gdyby wszyscy tak debiutowali, to życie moli książkowych byłoby po prostu piękne. Trochę czasu już minęło odkąd sięgnęłam po tę historię, a do dziś przypominam sobie co lepsze sceny i dialogi. Z ręką na sercu mogę Wam przysiąc, że książkę pokochałam i nie wyobrażam sobie, by nigdy już do niej nie wrócić. Jest bowiem co najmniej kilka powodów, dla których będę to robić często. Bardzo często.

Pierwszym powodem jest przedstawiona w powieści tematyka - trudna, refleksyjna, kryjąca w sobie gorzką prawdę na temat życia, śmierci, żałoby i uwikłanej w to wszystko rodziny. Bez wątpienia Moja siostra mieszka na kominku nie należy do historii łatwych, tym bardziej nie jest banalną opowiastką z gatunku takich, które szybko się zapomina. O nie, debiutancka książka Annabel Pitcher wwierca się w umysł i długo, długo nie chce go opuścić, a później i tak czai się gdzieś w jego zakamarkach, by w najmniej oczekiwanym momencie dać o sobie znać. Co ważne, historię tę różni ludzie mogą różnie odbierać. Po kimś tematyka utraty bliskiej osoby może spłynąć jak po kaczce, a problem rozbitej w wyniku takiego nieszczęścia rodziny w ogóle nie dotyczyć. Ale znajdzie się także ktoś, dla kogo będzie to ważne i odbierze książkę w zgoła odmienny sposób. Ja, dajmy na to, po roku od śmierci Babci nadal nie pogodziłam się z Jej stratą i wciąż myślę o wielu rzeczach, których nie zrobiłyśmy razem, a mogłybyśmy, gdybym była lepszą wnuczką. Problem ukazany w debiucie Pitcher może i nie jest taki sam i w zasadzie mocno się różni od tego, czego ja doświadczam, niemniej jednak podstawy są takie same i dlatego cenię sobie tę powieść naprawdę bardzo wysoko.

Kolejny powód to bohaterowie. Oczywiście na pierwszy plan wysuwa się dziesięcioletni Jamie - główna postać w powieści, a zarazem narrator pierwszoosobowy. Jamiego pokochałam od razu, bo choć ma zaledwie dekadę życia za sobą, to nie przeszkadza mu to w trzeźwym patrzeniu na otaczający go świat. Z tak rezolutnymi dziećmi rzadko się ma do czynienia w książkach - zazwyczaj są one jedynie dodatkiem do starszego rodzeństwa będącego głównym bohaterem. Dlaczego tak się dzieje? Po części dlatego, że dzieci są zbyt nudne jak na czołową postać (lepiej zająć się nastolatkiem - bunt, pierwsza miłość, problemy w szkole muszą być), a po części z uwagi na to, że niezwykle trudno pokazać dziecięcy punkt widzenia, będąc dorosłym. Autorce tej powieści akurat się to udało - jest to jedna z lepszych historii opowiedzianych przez dziecko, z jaką miałam do czynienia. Nie brakuje w niej realizmu i tego, co przyciąga do siebie czytelnika.

Annabel Pitcher udało się uchwycić zarówno dziecięcą naiwność wyzierającą z zachowania Jamiego, jak i swoistą wnikliwość młodego umysłu, który niekiedy dostrzegał więcej niż mogłabym się tego po nim spodziewać. I to jest właśnie mój trzeci powód. W wykonaniu Jamiego wyglądało to naturalnie, gdyż naprawdę byłam w stanie uznać, że tak zachowuje się dziesięciolatek. Przy nim rodzice chłopca oraz jego druga siostra - Jasmine - wypadają mniej efektownie, aczkolwiek nie ukrywam, że narzucone im role autorka wykreowała wzorowo. Ojciec, który nie potrafi pogodzić się z utratą córki, popada w alkoholizm oraz dziwne natręctwo - urnę z prochami Rose traktuje jak żywe dziecko, dzieląc się z nią ciastem, czy też wożąc ją w samochodzie przypiętą pasami bezpieczeństwa. Matka, dla której strata była tak ogromna, że nie potrafiła żyć tak jak kiedyś, odchodzi od męża i nie potrafi opiekować się pozostałymi przy życiu pociechami. Jasmine, bliźniacza siostra Rose, nie ma oparcia ani w ojcu, ani w matce, popada w anoreksję i okres buntu, budując więzi jedynie z Jamiem oraz swoim chłopakiem. Rodzinę można byłoby nazwać dysfunkcyjną, lecz czemu się tu dziwić, skoro Rose zginęła w brutalnym zamachu terrorystycznym? Pewnie dlatego ojciec Jamiego tak bardzo nienawidzi muzułmanów, nastręczając mu dodatkowych kłopotów, ponieważ jego jedyna koleżanka ze szkoły wyznaje wiarę w Allaha, przez co chłopczyk czuje się rozdarty między lojalnością do ojca a przyjaźnią do Sunyi... Wszystko to wydaje się całkiem klarowne, ale warto zgłębić się w opowieść Jamiego, aby poznać jego myśli na ten temat. Jestem pewna, że niejeden czytelnik będzie zaskoczony dojrzałością tej historii.

Generalnie Moja siostra mieszka na kominku opowiada o stracie i żałobie, ale tak naprawdę najważniejszy jest w niej powrót do normalności i pogodzenie się ze śmiercią bliskiej osoby. W wykonaniu Annabel Pitcher ukazane to jest w dość dramatyczny sposób i przyznaję, że ja w kluczowych momentach powieści uroniłam morze łez. Niektórzy pewnie zbagatelizują te sceny i wręcz nazwą je obrazoburczymi, lecz ja uważam, że piękniej nie udało się tego ukazać. Podziwiam autorkę, że potrafiła w tak naturalny sposób przedstawić tak trudną i nieprzyjemną tematykę. Żywię do niej ogromny szacunek, ponieważ jej debiutancka powieść jest po prostu doskonała. Niby prosta, niby dziecinna, a jednak mająca drugie dno i dająca do myślenia jak niejeden klasyk literatury. Gdyby takie książki proponowano uczniom w liceum, a nawet gimnazjum jako lektury, jestem pewna, że z czytelnictwem w Polsce nie byłoby aż tak źle. Gorąco polecam wszystkim sięgnięcie po tę powieść - to po prostu tytuł, który wypada poznać, przeczytać i pokochać.

Ocena:



22 grudnia 2013

Nowa Fantastyka 375 (12/2013)


Na koniec 2013 roku redakcja Nowej Fantastyki zaserwowała nam numer, w którym znaleźć można aż dwa wyjątkowe teksty. Zanim jednak o nim opowiem, pokrótce przedstawię Wam zawartość działu z publicystyką, w którym wiele się dzieje.

Tomasz Miecznikowski w artykule Co było przed? szuka idealnego prequela, jednocześnie przyglądając się bliżej samemu zjawisku. Autor tekstu prezentuje zarówno te udane historie, jak i te, o których wstyd przypominać. Fajnie, że Miecznikowski wspomina o Genezie Planety Małp, która mi osobiście bardzo się podobała. Celne wydają się również uwagi dotyczące planowanego filmu z uniwersum Harry'ego Pottera, który zweryfikuje, czy JKR dobrze zrobiła, wchodząc po raz drugi do tej samej rzeki. Mowa o filmie Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, którego fabuła ma nawiązywać do wydarzeń grubo sprzed siedmioksiągu. W pełni zgadzam się ze słowami autora tego artykułu, że fani będą wprawdzie czekać na ten film z wytęsknieniem, ale nie będzie zmiłowania dla chałtury.

Marek Grzywacz po raz drugi zabiera nas do świata chińskiej fantastyki. Tekst zainteresował mnie równie mocno, co część pierwsza i myślę, że warto się nad nim pochylić, aby zapoznać się z fantastyką jeszcze bardziej i z innej perspektywy. Tymczasem Wawrzyniec Podrzucki podejmuje interesujący temat ludzkiego umysłu i jego możliwości. Na usta ciśnie mi się tytuł Nexus Rameza Naama - kto czytał, wie o co chodzi, kto nie czytał, powinien nadrobić zaległości. Ciekawy jest również tekst Andrzeja Kaczmarczyka o Kronikach Prydainu, które zdecydowało się wydawać Wydawnictwo Filia. W artykule mowa o dojrzewaniu do czytania książek dla dzieci - nie da się ukryć, że z czasem dostrzega się nowe rzeczy w tego typu dziełach. Paweł Deptuch przypomina Invincible'a, postać superbohatera stworzonego przez Roberta Kirkmana, dotąd kojarzonego jedynie z serią Żywe trupy. To tyle z działu publicystyki.

Teraz pora na dział literacki, który otwiera zwycięskie opowiadanie konkursowe autorstwa Marcina Podlewskiego - Edmund po drugiej stronie lustra, będące jednym z dwóch świetnych tekstów tego numeru. Muszę przyznać, że na tle wszystkich zaprezentowanych na łamach czasopisma opowiadań to akurat faktycznie wydaje się najciekawsze i najbardziej oryginalne. A przy tym fantastycznie się je czyta. Młody autor, Grzegorz Irzyk, próbuje tymczasem zainteresować czytelnika tekstem Droga do Jeruzalem. Jak na licealistę trzeba przyznać, że autor pisze znakomicie i ma pomysł. Można wręcz uznać, że w fantastyce polskiej powoli następuje swoista zmiana warty.

Drugim wyjątkowym tekstem jest właściwie nie opowiadanie, a raczej prezentacja wizji autora, w tym wypadku Petera Wattsa. Jego Bóg i Mammon to krótka rzecz, acz dobitna i chociażby dla niej warto po ten numer sięgnąć. No i, przede wszystkim, brawa za światową premierę na łamach Nowej Fantastyki! Innym interesującym przykładem prozy zagranicznej jest Podział pracy Benjamina Roya Lamberta. Niby klasycznie, niby dystopia po raz kolejny, a mimo to opowiadanie wciąga i jest napisane naprawdę dobrym stylem.

W dziale z recenzjami niemal same perełki. Bacznym okiem warto przejrzeć recenzje takich tytułów jak: Niezwykła historia Marvel Comics, Deadline, Historia krain i miejsc legendarnych, czy też Upadek Króla Artura. Swojej opinii doczekały się także dwa filmowe hity, czyli Thor: Mroczny Świat oraz Gra Endera.

Zaś na deser chyba moja ulubiona część każdego grudniowego numeru Nowej Fantastyki: na końcu miesięcznika można znaleźć obszerny spis recenzji, artykułów i opowiadań. Słowem: jest to porządnie skatalogowana zawartość wszystkich dwunastu numerów czasopisma. Dzięki temu zawsze mogę wrócić do interesującego tekstu, bo dzięki temu spisowi łatwo mi odnaleźć odpowiedni egzemplarz zawierający to, co chcę sobie przypomnieć.

16 grudnia 2013

"Córka Twórcy Królów" - Philippa Gregory



Tytuł: Córka Twórcy Królów
Seria: Wojna Dwu Róż
Tom: #4
Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo: Publicat
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 440



Philippa Gregory to mistrzyni w tworzeniu powieści historycznych i nie ma sobie równych - powiem to każdemu. Do tej pory prozę jej autorstwa uznawałam za bardzo dobrą, jednak za sprawą Córki Twórcy Królów całkowicie zmieniłam zdanie. Uważam teraz, że wszystko, co napisze, zamienia się specjalnie dla mnie w złoto. Tak, najnowsza powieść Gregory z cyklu Wojna Dwu Róż jest wyśmienita i żal mi było kończyć jej lekturę. Szczerze mówiąc, w ogóle nie spodziewałam się po sobie aż tak entuzjastycznej reakcji. Nim sięgnęłam po powieści z serii o Wojnach Kuzynów, wielbiłam wszystko, co tyczyło się Tudorów. Yorkowie i Lancasterowie byli mi znani pobieżnie i dopiero teraz zaczęli mnie interesować. W ogóle w tym roku odbiło mi na punkcie brytyjskiej monarchii. Nieważne czy czytałam o Windsorach, Tudorach czy Lancasterach - byłam zachwycona możliwością zgłębienia tajników historii. I pewnie dlatego z taką ochotą czytam teraz każdą powieść Gregory. Co prawda cykl odnośnie książek jej autorstwa zaczynam od tomu czwartego, ale w przyszłym roku możecie się spodziewać regularnych postów dotyczących jej książek. Wyruszam na wielką historyczną przygodę i zabieram Was ze sobą! Mam nadzieję, że sprawi to Wam równie wielką frajdę, co mi!

W poprzednich tomach Gregory kreśliła losy zwaśnionych rodów Yorków i Lancasterów oczami swojej ulubienicy - Elżbiety Woodville - oraz Małgorzaty Beaufort. Ten tom stanowi zgoła inny punkt widzenia - narratorką powieści jest bowiem Anna Neville, nigdy dotąd nie opisywana tak szeroko w literaturze córka Ryszarda Warwicka, tytułowego Twórcy Królów. Jego przydomek wziął się stąd, że to on osobiście zrzucił z tronu Henryka VI z rodu Lancasterów, by osadzić na nim swego podopiecznego - Edwarda IV pochodzącego z dynastii Yorków. Ryszard chciał w ten sposób przejąć realną władzę w Anglii. Nie przewidział jednak, że Edward ożeni się z Elżbietą, córką barona Rivers, która owinie sobie monarchę wokół małego palca i zacznie wtrącać się do polityki w dużo większym stopniu niż powinna. Warwickowi nie pozostaje nic innego jak spróbować sięgnąć po tron Anglii za sprawą swoich córek, wydając je za wpływowych mężczyzn, których podstępem mógłby osadzić na tronie. Nieważne którego - ważne, by to Twórca Królów, sprawował władzę.

I tutaj wkracza postać Anny Neville, córki Warwicka, którą od dziecka wychowywano do bycia królową. Dziewczynka już od najmłodszych lat uczona była niewolniczego wręcz oddania ojcu i jego sprawie, a także wszelkich zasad, które w przyszłości mogłyby jej pomóc zostać małżonką króla Anglii. W miarę rozwoju fabuły obserwujemy Annę oraz jej próby sprostania surowym wymaganiom zaślepionego żądzą władzy ojca. Im starsza jest Córka Twórcy Królów, tym lepiej rozumie, iż jest wyłącznie pionkiem w grze rodziciela, który - choć kocha swoje córki - za wszelką cenę chce zdobyć Anglię dla siebie, nie patrząc na konsekwencje.

Dla osób czytających poprzednie tomy historia przedstawiana w tej części nie będzie niczym szczególnym. Cała frajda z czytania Córki Twórcy Królów polega na tym, że jest to ten sam wycinek opowieści widziany oczyma postaci, którą do tej pory traktowano po macoszemu. Philippa Gregory, bazując na nielicznych źródłach historycznych i wielu domysłach, prezentuje wizję Wojny Kuzynów z perspektywy Anny Neville, rzucając zupełnie nowe światło na coś, co przynajmniej większości z czytelników kojarzy się zupełnie inaczej! Sprawia to niesamowite wrażenie, muszę to przyznać. Zwłaszcza że faworytka autorki, Biała Królowa, przedstawiona jest tutaj od mroczniejszej strony - takiej, dla której bardziej liczą się władza i wpływy aniżeli miłość, spokój i szczęście. Wygląda więc na to, że dla Gregory nie ma rzeczy niemożliwych - z równą bowiem łatwością potrafi pisać z perspektywy swoich ulubieńców, jak i innych osób.

Nienaganny styl autorki, wspaniale wykreowani bohaterowie, wierność faktom historycznym i wplatanie weń własnej wizji, wartka akcja i stałe napięcie towarzyszące rozwojowi historii - wszystko to sprawia, że Córka Twórcy Królów to doskonała lektura, od której nie można się ani na moment oderwać. Nawet narracja prowadzona z punktu widzenia tylko jednej osoby nie jest w stanie popsuć mi przyjemności płynącej z lektury tej wspaniałej powieści. Pozostaje mi polecić ją Wam tak jak powinno polecać się wszystkie dobre książki - z całego serca i bez cienia wątpliwości, że może kogoś rozczarować.

Ocena:




14 grudnia 2013

Stos 12/2013


Niesamowite jak szybko przyszedł czas na ostatni w tym roku stos! Wizualnie z pewnością jest on dużo mniejszy od poprzednich, ale za to znajduje się w nim mnóstwo cudownych lektur. Już nie mogę się doczekać chwili, w której będę się w nie wgryzać. Widzicie tutaj coś dla siebie?


Po lewej:

1. Nowa Fantastyka 375 (12/2013)
2. Pomnik Cesarzowej Achai. Tom III, Andrzej Ziemiański [Fabryka Słów]
3. Łza, Lauren Kate [Galeria Książki]
4. Gorączka 2, Dee Shulman [Egmont]
5. Nieskończoność, Holy Jane Rahlens [Egmont]
6. Demony miłości, Eve Edwards [Egmont]
7. Aforyzmy i mądrości Tyriona Lannistera, George R.R. Martin [Zysk i S-ka]
8. Zabić Kennedy'ego. Koniec Camelotu, Bill O'Reilly, Martin Dugard [G+J]
9. Zarządzanie kryzysem w social media, Monika Czaplicka [One Press]

Po prawej:

1. Pamiętniki półbogów, Rick Riordan [Galeria Książki]
2. Wiśniowy dworek, Katarzyna Michalak [Literackie]
3. Gra o Ferrin, Katarzyna Michalak [Literackie]
4. Atlas Śródziemia, Karen Fonstad [Amber]
5. Piraci północy. Bractwo, Mariusz Domagalski [Erica]
6. Szczeniak, Liam Creed [Nasza Księgarnia]
7. Zapiski niewidomego taty, Ryan Knighton [Nasza Księgarnia]

11 grudnia 2013

"Zombie Survival" - Max Brooks





Tytuł: Zombie Survival
Autor: Max Brooks
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 432




Przed premierą filmu World War Z oraz książki Maxa Brooksa o tym samym tytule żyłam w radosnym przekonaniu, że tematyka zombie niczym mnie już nie zaskoczy. Jak zwykle – do czasu. Kiedy wzięłam na warsztat kolejną książkę tego autora, Podręcznik technik obrony przed atakiem żywych trupów, albo prościej – Zombie Survival, zrozumiałam, jak bardzo się myliłam. Okazało się, że zombizm to temat rzeka i wciąż można o nim wiele napisać. Twórców w tym przypadku ogranicza wyłącznie ich wyobraźnia.

Nie dotyczy to, rzecz jasna, Maxa Brooksa, który zbadał zjawisko plagi zombiaków do tego stopnia, że książki jego autorstwa są niczym autentyczne reportaże o faktycznie istniejących żywych trupach. Ten pisarz i scenarzysta mieszkający w USA poznał kanon zombie chyba najlepiej ze wszystkich znanych mi ludzi na świecie i zdaje się, że tylko Robert Kirkman mu w tym dorównuje. Różnica między nimi polega przede wszystkim na tym, że twórca kultowej serii Żywe trupy nie potrafi przekazać informacji o umarlakach w równie wiarygodny co Brooks sposób. Tym samym pałeczkę pierwszeństwa oddaje autorowi Zombie Survivalu oraz World War Z.

Prozę tego pisarza zapamiętałam jako piekielnie dobry paradokument. W stworzonym przezeń poradniku przetrwania również można wychwycić elementy wskazujące na tę specyficzną formę. W trakcie lektury wielokrotnie zastanawiałam się nad wspominanymi przez Brooksa informacjami (według niego były to fakty) – umysł podpowiadał mi wprawdzie, że to stek bzdur, jednakże doskonałe operowanie przez autora językiem sprawiło, że opisywane przez niego wydarzenia brzmiały realistycznie. Szczególnie widać to było po ukończeniu książki, kiedy spojrzało się na całość, znając treść zarówno niej, jak i World War Z. Znakiem rozpoznawczym Maxa Brooksa stało się poważne traktowanie tematu pandemii zombizmu i uznanie takiego scenariusza wydarzeń za wielce prawdopodobną wizję przyszłości. W ten sposób powstał Zombie Survival, nazywany przez fanów umarlaków najlepszym podręcznikiem uczącym obrony przed plagą. Przedstawia on sprawdzone przez autora, skuteczne i jedyne słuszne sposoby na przetrwanie apokalipsy zombie. Jego zdaniem zagrożenie jest o tyle realne, że ludzie muszą nauczyć się stawiać im opór – lecz nie po to, by zwyciężyć, bo dużo ważniejsze (i zdecydowanie bardziej prawdopodobne) okazuje się przeżycie i oddalenie widma śmierci lub – co gorsza – przemiany, na jak najdłuższy czas.

Max Brooks wyznaje zasadę, że tylko wiedza może pomóc naszemu gatunkowi w walce o przetrwanie na świecie opanowanym przez hordy żywych trupów. Z tego względu w swoim dziele spisuje wszelkie spostrzeżenia oraz rady oparte na jego własnych (wprawdzie zmyślonych, ale kreowanych na prawdziwe) doświadczeniach. Stworzony przez niego kompleksowy podręcznik dzieli się na siedem rozdziałów i jeszcze więcej podrozdziałów, a znaleźć w nich można informacje o genezie zombizmu, sposobach na rozpoznanie umarłych, technikach walk z pojedynczymi sztukami i całymi stadami oraz wadach i zaletach broni używanej do zwalczania zombiaków. Wszystko to jest arcyciekawe i muszę przyznać, że brzmi imponująco, aczkolwiek trzeba wziąć poprawkę na to, że Brooks to rodowity Amerykanin. Co za tym idzie, dostęp do wszelkiej broni ma ułatwiony, podczas gdy Europejczycy mogą co najwyżej biegać po ulicach z bejsbolami, licząc że to wystarczy, by zabić umarlaka. Jest to chyba jedyna wada tego przewodnika. Pod każdym innym względem należy go uznać za prawdziwe arcydzieło kanonu zombie i gratkę dla miłośników tej tematyki.

Zombie Survival to dzieło kompletne, dokładne i nad wyraz realistyczne. Ani razu nie przyszło mi na myśl, by poddać w wątpliwość słowa autora. Wręcz przeciwnie – jego rady są, w mojej opinii, naprawdę dobre... Jakkolwiek by to nie brzmiało. Zdaję sobie sprawę, że pisząc tego rodzaju poradnik, Max Brooks chciał chyba wyśmiać ideę takiej literatury w stylu Beara Gryllsa, nie zmienia to jednak faktu, że jest to pozycja wiarygodna i trudno nie wziąć sobie jego cennych rad do serca. Gorąco polecam tę książkę wszystkim fanom twórczości autora oraz osobom zainteresowanym zombizmem oraz szeroko pojętym survivalem.

Ocena:




Recenzja powstała na potrzeby portalu eFantastyka.pl.

10 grudnia 2013

"Ziemiomorze" - Ursula K. Le Guin





Tytuł: Ziemiomorze
Autor: Ursula K. Le Guin
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 944




Ursula Le Guin to osiemdziesięcioczteroletnia autorka wielu nagradzanych powieści, które na stałe wpisały się w kanon literatury fantasy za sprawą uniwersalnych prawd przekazywanych czytelnikom na stronach poszczególnych dzieł, a także dzięki rozmachowi towarzyszącemu snutym przez autorkę historiom. Do najważniejszych osiągnięć Le Guin należy bez wątpienia zaliczyć stworzenie monumentalnego cyklu Ziemiomorze, w skład którego wchodzi aż sześć powieści oraz zbiór opowiadań. Są to: Czarnoksiężnik z Archipelagu, Grobowce Atuanu, Najdalszy brzeg, Tehanu, Inny wiatr i wreszcie Opowieści z Ziemiomorza.

Mówi się, że obok dzieł Tolkiena i Lewisa Ziemiomorze to najważniejszy przykład klasyki gatunku. Trudno się z tą opinią nie zgodzić, kiedy już sięgnie się po którąkolwiek z książek napisanych przez Le Guin i zatonie we wspaniale przedstawionej historii magicznych krain i czarnoksiężnika Geda zwanego Krogulcem.

Autorka, jak sama wielokrotnie podkreśla, potrzebowała sześciu książek i trzydziestu lat życia na ukazanie miłośnikom fantasy rozmachu Ziemiomorza. Dzięki temu mamy teraz okazję zapoznać się z jednym z najlepszych cykli, jakie kiedykolwiek powstały w tym klimacie, zaś za pośrednictwem wydawnictwa Prószyński i S-ka możemy to zrobić, posiadając zaledwie jedno opasłe tomiszcze, które zawiera wszystkie pięć części cyklu, czy też wspomniane opowiadania. Najnowsze wydanie składa się z prawie dziewięciuset pięćdziesięciu stron, a oprawione jest w twardą, klimatyczną okładkę z ilustracją słynnego Dark Crayona. Zarówno więc jego wygląd, jak i cena, która nie jest zaporowa jak na tak obszerną lekturę (69,90 w detalu), z pewnością zachęcają do zakupu – i to nie tylko fanów prozy Ursuli Le Guin, ale i miłośników fantasy.

Ziemiomorze to przepełnione magią krainy i wyspy, gdzie spotkać można stworzenia nie z tego świata, a także ludzi parającym się czarodziejstwem. W takim miejscu przychodzi żyć Duny’emu – chłopcu, który w bardzo młodym wieku zaczął przejawiać magiczne zdolności. Jako że w świecie wykreowanym przez autorkę magia jest czymś na porządku dziennym, ten uzdolniony młodzieniec nie musi obawiać się wykluczenia ze społeczności, ponieważ magowie darzeni są właściwym sobie szacunkiem. Dzięki temu Duny bardzo szybko trafia na nauki – najpierw do swojej ciotki, a potem do Ogiona Milczącego – i zyskawszy dorosłe imię Ged oraz przydomek Krogulec, rozpoczyna swoją przygodę z magią. Finalnie trafia na wyspę Roke, aby po latach nauki stać się Arcymagiem. Poszczególne książki przedstawiają jego niezwykłe, momentami barwne i wesołe bądź mroczne i niebezpieczne, przygody.

W świecie Ziemiomorza najistotniejsza jest równowaga sił. Dobro i Zło muszą się równoważyć i dbać o porządek rzeczy. Niestety, z czasem wszystko zaczyna się chwiać, a magia, która do tej pory służyła słusznym celom, coraz częściej wykorzystywana jest do nikczemnych spraw, za którymi stoją siły ciemności. Ged musi stanąć do walki, aby przywrócić równowagę mocy i ocalić Ziemiomorze od totalnego zniszczenia.

Cykl Ziemiomorze autorstwa Ursuli Le Guin zachwyca bogactwem opisów, plastycznym czy wręcz obrazotwórczym językiem, mnogością wątków, pełną dynamizmu akcją, wyrazistymi postaciami oraz filozoficzną podkładką. Autorka, która od zawsze zafascynowana była gałęzią nauki społecznej – antropologią kulturową, nie kryła swojego zamiłowania do tej dyscypliny i w swoich dziełach wielokrotnie wykorzystywała jej podwaliny, aby wykreować możliwie jak najwierniejszy swojej wizji obraz społeczeństwa. Pisarka nie stroniła również od możliwości przekazywania swoich czytelnikom uniwersalnych prawd, które mogą odnosić się również do realnego świata. Tym samym z pozoru niewinna seria należąca do klasyki fantasy, okazała się posiadać swoiste drugie dno, czy też głębię, upodabniając się do tolkienowskich wyobrażeń o świecie i rządzących nim prawach.

Ursula Le Guin stworzyła dzieło totalne, któremu trudno cokolwiek zarzucić. Z pewnością nie jest to banalna historyjka, którą da się przełknąć w dwa wieczory, po czym przejść z tym do porządku dziennego. Jak sama wspomniała w wywiadzie dla Wysokich Obcasów, jej cykl to w istocie opowieść o dojrzewaniu do zrozumienia, iż wraz z zyskiwaniem większej władzy oraz wpływów, zwiększa się również odpowiedzialność. Niech te mądre słowa towarzyszą fanom jej twórczości oraz chętnym na przygodę w Ziemiomorze – bo w to, czy warto sięgnąć po ten cykl, mam nadzieję, nikt już z Was nie wątpi.

Ocena:




Recenzja powstała na potrzeby portalu Upadli.pl.

5 grudnia 2013

"Dziewiąty Mag. Dziedzictwo" - Alice Rosalie Reystone




Tytuł: Dziedzictwo
Seria: Dziewiąty Mag
Tom: #3
Autor: Alice Rosalie Reystone
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 544



Cały rok czekałam na zakończenie tej historii. Choć oczekiwanie było niezwykle ekscytujące, zwłaszcza tuż przed premierą, nie mogę powiedzieć, by dobrze mi to zrobiło. Wszystkie istotne szczegóły, tak bardzo żywe rok temu, teraz wyparowały z mojego umysłu i nie byłam w stanie przypomnieć sobie o co chodziło w poprzednich dwóch tomach. Pamiętałam jedynie ogólniki, a także to, że darzyłam serię niezwykle ciepłymi uczuciami. Minęło mnóstwo czasu, ale autorka nic a nic się nie zmieniła - za to moje odczucia do książki tak.

Jeśli dobrze pamiętam, końcówkę drugiego tomu zdominowała postać Amandy. Dziewczyna jest córką Ariel Odgeon, którą w magicznym świecie uważa się za niezwykle potężną czarownicę. Po finale sprezentowanym głównej bohaterce przez Reystone, spodziewałam się, że schedę po niej przejmie właśnie Amanda. I faktycznie trzeci tom ma mocny start właśnie dzięki pojawieniu się dziewczyny na samym wstępie historii. Niestety, nie ma to miejsca zbyt długo - autorka szybko przeskakuje z powrotem do Ariel, dla której wymyśla zadanie polegające na udzieleniu pomocy swojej utalentowanej córce mającej kłopoty w Dziewięciu Miastach. Muszę przyznać, że pomysł jest niegłupi, a właściwie fajny - nie ma to jak pokazać więź matki z córką.

Ależ byłam naiwna! Alice Rosalie Reystone nie wykreowała żadnej ciekawej relacji między tymi, jakby nie patrzeć, najważniejszymi postaciami trzeciego tomu. Co więcej, zabiła związek Ariel z Marcusem, poświęcając mu może jedną dziesiątą miejsca w książce. Poprzednie tomy były wyjątkowe właśnie dzięki temu magnetyzmowi serc - teraz, niestety, go zabrakło. To samo mogę powiedzieć o wielu innych bohaterach, których autorka zepchnęła na dalszy plan. Dlaczego na okładce wciąż widnieje smok, skoro zwieńczenie serii nie ma z tymi stworzeniami nic wspólnego? Brakowało mi również wszystkich magicznych stworzeń, które zapamiętałam z wcześniejszych części. Na szczęście nie stało się tak, że nie dostałam nic w zamian. Reystone wykreowała bowiem kilku wspaniałych bohaterów, w tym takich, którzy niewiele mają wspólnego z gatunkiem ludzkim. Muszę przyznać, że dzięki Dziedzictwu wręcz pokochałam harpie, a i do Sheridana nie mam żadnych zastrzeżeń. Jeśli już o nim mowa, to stwierdziłam, że jest to najciekawsza osoba w całej książce - mroczna, tajemnicza, pozbawiona skrupułów i taka, co do której wciąż ma się wątpliwości. Sheridan wypada o wiele lepiej od Ariel, której wymazanie pamięci musiało przy okazji zabić neurony znajdujące się w mózgu, bo inaczej nie da się wytłumaczyć głupoty, jaką reprezentowało jej zachowanie w powieści.

Generalnie książka nie była zła - wciąż miałam do czynienia z bohaterami, których polubiłam, co prawda nie ze wszystkimi i nie w takim stopniu, w jakim chciałabym z nimi obcować, ale lepsze to niż nic. Wydaje mi się, że autorka porwała się z motyką na słońce, bowiem książka sprawiała wrażenie chaotycznej. Masę rzeczy pominięto lub odrzucono w kąt (akcja dzieje się poza Dziewięcioma Miastami, brakuje smoków, wielu innych magicznych stworzeń, a także bohaterów) - zupełnie, jakby autorce nie chciało się o nich pisać. W zamian zaserwowano w Dziedzictwie dość brutalną historię, raczej smutną i mającą niewiele wspólnego z poprzednimi opowieściami snutymi przez Reystone. Najjaśniejszym akcentem była dla mnie przeszłość Severiana, choć i w niej widać było pewien chaos sprawiający wrażenie, że autorka chce upchać zbyt wiele w jednej postaci. Podobnie było z Ariel - dwukrotnie zwracałam uwagę na niepohamowany marysuizm głównej bohaterki. W trzecim tomie Odgeon mocno przyhamowała, co z jednej strony bardzo mnie ucieszyło, a z drugiej zdenerwowało, bo w efekcie Ariel nie robiła nic - niemal nie korzystała z czarów, co było przecież naprawdę urocze w poprzednich tomach i byłoby jeszcze lepsze, gdyby nie skłonność do przesadyzmu.

Choć książka ma w sobie całkiem sporo elementów, które przypadły mi do gustu (obecność Amandy i Orestesa, koniec marysuizmu Ariel, mroczny Sheridan, harpie, przeszłość Severiana), z przykrością muszę stwierdzić, że nie mogę wystawić książce oceny wyższej niż dobra. Szczerze mówiąc, zawiodłam się na zakończeniu - spodziewałam się czegoś więcej zarówno po nim, jak i po ogóle, a dostałam po prostu dobrą książkę i nic poza tym. Niemniej jednak do serii chętnie powrócę w bliżej nieokreślonej przyszłości, ponieważ sentyment do autorki, smoków, niektórych scen i dwóch pierwszych tomów pozostał. Jeśli więc czytaliście poprzednie tomy, polecam Wam poznać zakończenie - a nuż Wam się spodoba!

Ocena:



DZIEWIĄTY MAG:
Dziewiąty Mag | Zdrada | Dziedzictwo