STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

12 stycznia 2014

"Gra o tron" - George R.R. Martin



Tytuł: Gra o tron
Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tom: #1
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2003
Liczba stron: 774



Nie wypada obecnie mówić o współczesnej fantastyce, nie wspominając o twórcy Pieśni Lodu i Ognia. George R.R. Martin plasuje się w ścisłej czołówce najpopularniejszych i najbardziej utalentowanych żyjących pisarzy fantasy na świecie. Jego książki sprzedają się jak świeże bułeczki, mimo że autor pisze bardzo wolno i w dość kontrowersyjny sposób obchodzi się z wykreowanymi przez siebie postaciami. Pierwsze tomy sagi doczekały się bardzo dobrej adaptacji na małym ekranie, która, notabene, należy do moich ulubionych seriali.

Słynna Gra o tron, a więc wstęp do serii, podobnie jak serial znajduje się w gronie moich ulubieńców, a dzisiaj nadszedł właściwy moment na to, by podzielić się z Wami opinią na jej temat. Od razu podkreślę, że nie jestem zwolenniczką okładek serialowych, dlatego też z pełną premedytacją umieściłam na górze grafikę pochodzącą ze starego wydania, które osobiście preferuję i posiadam na własnej półce. Zupełnie nie potrafię wytłumaczyć powodów mojego postępowania, ale przyznam się, że podobnie mam z cyklem przygód Harry'ego Pottera - otóż nie wyobrażam sobie dorosłych okładek w mojej biblioteczce i jestem właścicielką tych z czasów mojego dzieciństwa. Tak czy inaczej: starsze wydanie Gry o tron w niczym nie ustępuje nowszemu i wręcz posiada nad nim pewną przewagę - mam gwarancję, że na pewno uda mi się zebrać całą kolekcję książek.

Zanim przejdę do merytorycznej części tekstu, wypadałoby, bym w skrócie nakreśliła Wam fabułę. Otóż rzecz dzieje się w Siedmiu Królestwach, gdzie na Żelaznym Tronie zasiada Robert Baratheon. Nie jest to król, o którym mogliby marzyć poddani - wiecznie pijany hulaka zdaje się myśleć o wszystkim, tylko nie o dobru swoich krajan, a na dodatek ożenił się ze żmijką z rodu Lannisterów, o której krążą plotki, że dzieli łoże z własnym bratem... Do tronu pretenduje wielu kandydatów - prawowitych i takich, co chcieliby go zdobyć szturmem... podobnie zresztą jak sam Baratheon, który władzę wydarł z rąk Aerysa Targaryena, skazując jego dzieci na wieczną tułaczkę w dzikiej krainie Dothraków. W samym środku gry o tron król Siedmiu Królestw prosi o pomoc w rządach swojego starego przyjaciela, lorda Eddarda Starka - pana na Winterfell. Nie bardzo widząc możliwość odmowy, Ned obejmuje posadę Namiestnika i wraz z Baratheonem udaje się do stolicy. Tymczasem za Wielkim Murem zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Członkowie Nocnej Straży obawiają się, że pradawna groza opuściła tamtejsze lasy i przygotowuje się do ataku. Czy w takiej sytuacji Siedem Królestw połączy swoje siły i wspólnie stawi czoła zagrożeniu?

George Martin jest mistrzem pod wieloma względami. Na szczególną pochwałę zasługuje jego niesłychana umiejętność wymyślania dziesiątków różnych wątków i wydarzeń, a następnie łączenia ich w jedną, logiczną całość. Mało który pisarz potrafi pisać tak skomplikowane i rozbudowane powieści, nie tracąc przy tym na logice. U Martina czytelnik może czuć się z lekka przytłoczony ilością zdarzeń, ale nigdy nie zostanie na lodzie, nie rozumiejąc czegoś. Jedynymi momentami, w których pisarz czegoś nie wyjaśnia, są te chwile, gdy chce zbudować napięcie i wyjawić jakiś sekret na końcu książki, w kolejnym tomie bądź... na samym finiszu serii. Z nim nigdy nie wiadomo jak będzie - autor szokuje, zaskakuje, wzbudza wybuchy smutku i złości. Na dodatek tworzy całość z takim zaangażowaniem, że trudno byłoby mu zarzucić brak dbałości o szczegóły.

W świecie wykreowanym przez Martina znajdziecie wszystko, co powinno zawierać fantasy - te brutalne, surowe i pozbawione cukierkowatości. Krew leje się tu bez pardonu, bitwy są na porządku dziennym, intryga kręci się bez ustanku, a romanse są intensywne i daleko im do harlequinów. Jednak to, co charakteryzuje prozę autora, niekoniecznie przynosi mu uznanie wśród czytelników: twórca Pieśni Lodu i Ognia zdaje się nie przywiązywać do stworzonych przez siebie bohaterów, bowiem znany jest z tego, że tworzy ich na pęczki, a następnie okrutnie pozbawia życia. Nikt nie jest bezpieczny - nieważne czy postać jest trzecio-, drugo-, czy pierwszoplanowa. Całe szczęście, że jak już czytamy fragment powieści z punktu widzenia danego bohatera, to jest on tak wciągający i intensywny, że aż sypią się iskry i wióry. Ponadto postacie stworzone przez Martina są z krwi i kości - z pewnością nie mamy tu do czynienia z osobami przerysowanymi, niespotykanymi w realnym życiu. Czy to Ned Stark, czy to Robert Baratheon, Jon Snow, Tyrion Lannister, czy ktokolwiek inny - każda z tych postaci jest nader prawdziwa i wiarygodna, z wszelkimi ludzkimi przywarami, które sprawiają, że nikt nie jest z gruntu dobry lub zły, bo każdy popełnia błędy i podejmuje złe decyzje. Martin tego nie neguje i właśnie dlatego zarówno świat, który wykreował, jak i bohaterowie, których powołał do życia, prezentują się tak zaskakująco realistycznie - a przecież wciąż mówimy tylko o Grze o tron! Wraz z kolejnymi tomami ta krwista historia powoli zamienia się w prawdziwie epicką epopeję! Trudno uwierzyć, że mogłoby być jeszcze lepiej i ciekawiej, ale taka jest prawda. Większość współczesnych pisarzy nie dorasta Martinowi do pięt.

Mało jest książek, które mogłyby konkurować z Grą o tron. Jest to powieść nie bez kozery zaliczana do grona najlepszych - o czym świadczą setki pozytywnych recenzji oraz silny fandom zbudowany wokół sagi. Ja sama określam się fanką Martina i choć momentami czuję się zagubiona, wkurzam się na zgony ulubionych bohaterów i nierzadko muszę powracać do wcześniejszych wydarzeń, by zrozumieć późniejsze, to i tak nie dam sobie wmówić, że proza tego człowieka posiada jakiekolwiek wady. Nie posiada i już!

Ocena:


14 komentarzy:

  1. Czytałam, czytałam i... nie doczytałam.:( Na początku mi się podobało, i owszem, ale później lektura stała się męką. Ech, chyba się nie przekonam do fantastyki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie muszę przeczytać! Serial uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmm bardzo podoba mi się Twoja recenzja, no może po za fragmentem spoileru o Cersei i Jaime'm.. ;)
    Ja miałam okazję wpierw obejrzeć dwa odcinki serialu, dopiero później spotkałam się z książką. Posiadam dwa pierwsze tomy i to właśnie z okładką serialową. Oczywiście tak samo jak Ty nie wyobrażam sobie posiadania Harry'ego z nową wersją okładek. Ale jakoś z Sagą Pieśni lodu i ognia jest tak, że ta poprzednia kojarzy mi się z tymi starymi brzydkimi okładkami fantasty..

    OdpowiedzUsuń
  4. Poluję na ten tytuł już szmat czasu, jednak ani razu nie wyszłam z nim z księgarni. Zawsze znajduję jakąś 'ciekawą' nowość i na tym się kończy moje czatowanie na "Grę o tron". Po Twojej recenzji strasznie tego żałuję, bo nie mogę się doczekać momentu, w którym poznam bohaterów tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka czeka już u mnie na regale i niedługo zamierzam się za nią zabrać. Wszystko jeszcze przede mną i mam nadzieję, że spodoba mi się tak jak tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam, ale coraz częściej widzę pozytywne recenzje na temat tej powieści. Muszę wreszcie sięgnąć po tą książkę i przekonać się, czy rzeczywiście jest taka dobra :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie doczytuję pierwszy tom, a jeśli chodzi o serial to jestem na którymś odcinku drugiego sezonu. Zgadzam się w pełni z twoją opinią - obcowanie z "Grą o tron" to czysta przyjemność i już nie mogę się doczekać, kiedy kolejna część wpadnie mi w ręce *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą w 100% - Martin jest mistrzem w swoim gatunku. Jedyną rzeczą, która mnie, można by powiedzieć, irytuje, jest uśmiercanie bohaterów. Za każdego zabitego dochodzi dwoje/troje innych, ale to i tak nie zmienia faktu, że Martin lubi chyba doprowadzać swoich czytelników do szału, zmieszanego z rozpaczą, kiedy to następna ulubiona postać ginie marnie. Ech, mam nadzieję, że chociaż Jaime i Tyrion się nie dadzą...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ta seria wciąż przede mną. Zaczęłam kompletowanie serii i niebawem rozpocznę lekturę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zastanawiałam się nad kupnem tej książki, jednak na razie nie mam na nią ochoty.

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Też wolę okładki nie filmowe. Kupuję książkę, a nie film; kupuję postaci książkowe, a nie filmowe...
    Co do "Gry o tron" serial wielbię, jest genialny; a co do książek, to jeszcze nie miałam okazji ich przeczytać. Myślę, że prędko to nie nastąpi.
    Świetna recenzja! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przez długi czas nie byłam w ogóle przekonana do tej serii. Dopiero gdy mój tata zaczął się nią zachwycać stwierdziłam, że warto zaryzykować :P Teraz muszę tylko zebrać się i w końcu zacząć ją czytać :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Sam nie czytałem ale słyszałem o tej serii wiele dobrego może sięgnę jak trochę mi się u luźni na karcie bibliotecznej :P

    OdpowiedzUsuń
  14. W stu procentach zgadzam się w kwestii okładek nie filmowych - moim zdaniem psują one piękno korzystania z własnej wyobraźni podczas czytania książki.
    Nie do końca się z Tobą zgadzam - osobiście uważam "Grę o tron" za troszkę zbyt surową i niedopracowaną, "Starcie królow" za mocno przegadane i chaotyczne, dopiero od "Nawałnicy mieczy" w górę mogę śmiało stwierdzić, że autor błyszczy talentem literackim.

    Pozdrawiam, Lady Viper

    http://ksiazkowa-zmija.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!