STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

31 marca 2014

"Magia indygo" - Richelle Mead



Tytuł: Magia indygo
Seria: Kroniki krwi
Tom: #3
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 416



Na tę książkę czekali wszyscy fani Richelle Mead w Polsce. A może powinnam napisać: wszyscy amatorzy wątku miłosnego Sydney i Adriana? Przyznaję, że ja sama również uległam czarowi Iwaszkowa i z wypiekami na twarzy wyczekiwałam tych scen. Zatem gdy wreszcie coś się zadziało w temacie, gdy po wielu uczuciowych perturbacjach relacje głównych bohaterów w końcu uległy znaczącej zmianie, mojej radości nie było końca! Co prawda wątek ten nie rozwinął się tak bardzo jak oczekiwaliby tego inni, ale lepsze to niż nic. A na dodatek od Magii indygo dostałam coś jeszcze: mnóstwo akcji, okraszonej zabawnymi dialogami oraz momentami napięcia i oczekiwania. Mówiąc krócej: oczekiwałam dobrej powieści i takąż otrzymałam.

Richelle Mead jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Fabuła przez nią wymyślona tylko z pozoru sprawia wrażenie niezbyt rozbudowanej. Tak naprawdę akcja powoli i systematycznie nabiera rozpędu, aż w końcu osiąga kulminacyjny punkt i sprawia, że ciężko zebrać szczękę z podłogi. To już chyba domena tej autorki: trzymać czytelnika w napięciu i niepewności, by na koniec tak mu dowalić, że długo nie dojdzie do siebie. Dla mnie lektura tej książki stanowiła wspaniałe przeżycie - dzięki temu tomowi utwierdziłam się w przekonaniu, że uwielbiam Kroniki krwi oraz styl pisarki, która je stworzyła.

Muszę przyznać, że lekko rozczarowała mnie jedynie postać Marcusa. Wszyscy fani spodziewali się jakiejś niesamowitej akcji z nim związanej, zwłaszcza że od pierwszego tomu coś wisiało w powietrzu, a trzeci otrzymał nawet nazwę mocno związaną z tym bohaterem. Ja sama spodziewałam się kogoś pokroju potężnego buntownika, który doprowadzi do rebelii i zmieni oblicze organizacji alchemików, a tymczasem dostałam mało wyrazistą postać, bez której fabuła na spokojnie mogłaby się obyć. Nie wiem, może tylko ja tak mam, ale według mnie Marcusowi zabrakło ikry i w efekcie okazał się nijaki, jeśli nie powiedzieć: nudny. Starałam się bardzo widzieć w nim coś niezwykłego, ale nie dałam rady - jako bohater chłopak wnosi naprawdę niewiele do właściwej akcji. A szkoda, bo miał spory potencjał.

Najbardziej podziwiam w Magii indygo stopniową metamorfozę Sydney. Dziewczynie od dziecka wpajano zasady alchemików, uczono nienawiści do wampirów i kazano trzymać się od magii z daleka. Z takim kompletem doświadczeń niesamowite wydaje się już to, że alchemiczka zadaje się z krwiopijcami oraz pozwala pannie Terwiliger uczyć ją arkanów magii ze stricte naukowego punktu widzenia. W rzeczywistości Sydney uczy się posługiwać czarami obronnymi oraz spędza mnóstwo czasu z Adrianem. Oczywiście non stop odczuwa wyrzuty sumienia i stara się odseparować od tych niestosownych działań, jednak w jej umyśle kiełkuje również myśl, że wampiry i magia wcale nie są takie złe jak jej wpajano. Na dodatek wychodzi na jaw, że była oszukiwana przez swoich zwierzchników. To wszystko sprawia, że dziewczyna ulega powolnej metamorfozie. Zaczyna widzieć, że nie pasuje do poukładanego i zafałszowanego świata alchemików...

Magia indygo to bez wątpienia bardzo udana kontynuacja. Wspaniały styl Richelle Mead oddaje w stu procentach polskie tłumaczenie, dzięki czemu powieść czyta się jednym tchem. Wydarzenia, które mają miejsce w tym tomie, są niesamowicie interesujące, choć rozczarowuje postać Marcusa, jako że spodziewałam się po nim większych fajerwerków. Mam ogromną nadzieję, że w kolejnej części przygód Sydney będzie się działo jeszcze więcej i że jej ewentualny związek z Adrianem na dobre się rozwinie i pozwoli mi przeżywać dużo większe emocje niż teraz. Podsumowując: polecam, Richelle Mead jest w doskonałej formie!

Ocena:






KRONIKI KRWI:
Kroniki krwi | Złota lilia Magia indygo

7 komentarzy:

  1. Hm... no nie wiem nie wiem. Czytałam "AW", ale do tej serii jakoś mnie nie ciągnie. Richelle Mead to dobra pisarka, więc może kiedyś sięgnę po książkę... jeżeli wpadnie mi w łapki :)
    Ale specjalnie, szukać ... nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podobają mi się "Kroniki Krwi" i czekam tylko na kolejny tom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie tak dawno sama ją czytałam i recenzowałam. Zaczynam myśleć o sobie jako o fance R. Mead, więc książka, jak i cała seria z tej perspektywy nie potrafiły mnie jakoś szczególnie rozczarować. Prawdę mówiąc ja również myślałam, że postać Marcusa odegra o wiele większą rolę. Kto wie, może po tym jak Sydney zarzuciła mu brak inicjatywy i realnego działania, wróci kiedyś z innym nastawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę wreszcie zabrać się za tę serię, tym bardziej, że AW wspominam bardzo dobrze

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialna seria! Magia Indygo szczególnie, choć kolejna część zdecydowanie lepsza :D

    wyrazajac-siebie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam AW i tę serię! Kiedy zaczęłam czytać trzecią cześć, to tylko miałam nadzieję, że nie wywiąże się żaden trójkącik. Na szczęście autorka mnie nie zawiodła. :) Jako jej fanka oczywiście z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie Kroniki Krwi są nieco słabsze od AW, ale i tak chętnie sięgam po kolejne części. Lubię styl autorki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!