STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

27 kwietnia 2014

"Rywalki" - Kiera Cass


Rocznikowo może i nie jestem najmłodsza, ale książki młodzieżowe nadal czytać lubię i pewnie minie sporo czasu, zanim coś się w tej materii zmieni. Kiedy zobaczyłam okładkę Rywalek, nawet nie musiałam czytać ich opisu, bo wiedziałam, że muszę ją mieć i przeczytać. W końcu do mnie dotarła, piękna i pachnąca drukiem, lecz nie miałam czasu, by od razu zasiąść do lektury. Tak jakoś wyszło, że czytanie odwlekało mi się aż do przedwczoraj. I powiem Wam jedno: nie wiem jak mogłam być tak głupia i patrzeć na nią z utęsknieniem, a mimo to nie czytając jej zawartości. Sama się sobie dziwię, bo to, co towarzyszyło mi przy lekturze, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Rywalki okazały się tak fascynującą powieścią, że dzisiaj, zaledwie trzy dni po sięgnięciu po pierwszy tom Selekcji, mam za sobą lekturę Elity i jestem w trakcie składania zamówienia na trzecią część. Nie potrafiłabym spokojnie czekać na polską premierę, a wydaje mi się, że 35 zł już z wysyłką za anglojęzyczne wydanie to niedużo. Wydałabym drugie tyle, byleby tylko poznać dalsze losy bohaterów.

Fabuła powieści Kiery Cass opiera się na koncepcji reality show oraz historii Kopciuszka. Jak zapewne wiecie, kandydatek do roli księżniczki może być wiele, ale ostatecznie wybrana zostanie tylko jedna - ta, którą książę uzna za wybrankę swojego serca. Na takim mniej więcej pomyśle opierają się Rywalki: trzydzieści pięć dziewcząt pochodzących z różnych kast krainy zwanej Illèą zbiera się w pięknym zamku, by rywalizować o serce księcia Maxona. Wśród nich znajduje się America Singer, siedemnastolatka, która kocha innego, ale bierze udział w eliminacjach, ponieważ wiąże się to z licznymi korzyściami dla jej głodującej rodziny.

Uwielbiam takie motywy. Nie ma dla mnie nic lepszego jak czytanie o pięknym zamku ociekającym luksusem i zamkniętej w nim zbuntowanej nastolatki. Z miejsca zaczęłam darzyć Ami sympatią, a w Maxonie, co pewnie nikogo specjalnie nie zdziwi, zakochałam się na zabój. Przy lekturze Rywalek piszczałam i śmiałam się do siebie, a także do książki, zaś od lektury nie było w stanie odciągnąć mnie ani jedzenie, ani cokolwiek innego. Czytałam jak w jakimś amoku, chłonąc słowa i wrażenia, tymczasem radość, jaką odczuwałam, poznając tę historię, nie miała sobie równych. Zdaję sobie sprawę z tego, że to powieść dla nastolatek, które pragną księcia z bajki, ale za nic w świecie nie potrafiłabym nie ekscytować się jej lekturą.

A wszystko za sprawą Maxona, dla którego najzwyczajniej w świecie straciłam głowę. Każda scena, w której się pojawiał, zapierała mi dech w piersiach i wręcz czekałam na kolejne jak narkoman wyczekujący nowej działki. Książę Illèi jest tak fenomenalnie wykreowany, że nie potrafię powiedzieć o nim choćby jednego złego słowa. W porównaniu z nim żaden bohater książkowy nie wywołał we mnie aż takich emocji. No okej, było kilku takich, co wzbudzili we mnie masę pozytywnych uczuć, ale to właśnie Maxon stał się moim ulubieńcem (obok Augustusa Watersa, bo jego nigdy nie przestanę kochać). Przemawiało za tym wiele argumentów: jest księciem, do tego diabelnie przystojnym (w moim wyobrażeniu wygląda jak Andrew Garfield), a poza tym jest zabawny, inteligentny, oczytany, słodki, uroczy, po prostu... idealny. Aż do ostatniej strony bałam się, że Maxon kryje w sobie coś złego, coś, co sprawi, że przestanę go tak postrzegać, ale po lekturze Elity mogę już powiedzieć, że nie ma niczego takiego. Książę jest wyjątkowym bohaterem i nie zmienię o nim zdania.

Akcja powieści jest wyważona i raczej biegnie jednostajnym rytmem, ale dzięki temu mogłam rozkoszować się każdym pojawieniem się w książce mojego ulubieńca. Podobał mi się również wkład tłumaczki w uczynienie z Rywalek naprawdę przystępnej lektury - teraz, gdy mogę je porównać do anglojęzycznej Elity, bez wątpienia doceniam pracę włożoną w przetłumaczenie dzieła Kiery Cass na język polski. Książka okazała się lekka i przyjemna w odbiorze i choć gdzieś głęboko kryje się w niej wątek polityczny związany z systemem kastowym oraz historią kraju (Illèa to państwo zbudowane na zgliszczach Stanów Zjednoczonych zniszczonych przez III i IV wojnę światową), to jednak motyw selekcji jest w niej najmocniej akcentowany, a dla mnie osobiście - najbardziej atrakcyjny. Z przyjemnością obserwowałam poczynania Ami w rywalizacji i z jeszcze większym entuzjazmem przyglądałam się temu jak się zmienia oraz poddaje w wątpliwość to, co do tej pory myślała o księciu Maxonie. Uważam, że dokładnie takie relacje powinny łączyć następcę tronu z ewentualną kandydatka na żonę, choć w przypadku Americi nie można mieć żadnej pewności. I właśnie to mnie tak bardzo frustruje i wręcz doprowadza do szału. Strasznie bym chciała, żeby seria skończyła się tak jak ja chcę. Niestety, jest już za późno na próbę ustalenia z autorką zakończenia, bowiem ostatni tom poszedł do druku i czeka na swoją premierę. Rzecz jasna, zapoznam się z nim od razu po jego pojawieniu się w sprzedaży.

Rywalki to niesamowicie dobra książka, której lektura sprawiła mi ogromną przyjemność. O takiej historii marzyłam od dłuższego czasu, dlatego też Jaguar nie mógł mi sprawić większej przyjemności, wydając powieść Kiery Cass w naszym kraju. To fascynująca opowieść o miłości rodzącej się w blasku reflektorów i polityce, która wkrada się w każdy zakamarek naszego życia. Z całego serca polecam wszystkim lekturę Rywalek i jednocześnie zastrzegam: Maxon jest mój i nie oddam go absolutnie nikomu!

Rywalki (Selekcja #1), Kiera Cass, Jaguar 2014, s. 336.

23 komentarze:

  1. Bez wątpienia książka budzi skrajne emocje :) Blogosfera jest przepełniona recenzjami Rywalek i czytam sobie na przemian: dobre i złe opinie. Moja ciekawość musi zostać zaspokojona, wkrótce sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na nią wielką ochotę, do tego ta okładka która jest naprawdę bardzo ładna! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytałam i choć książka mi się podobała, to znalazłam w niej parę wad. Przede wszystkim denerwowały mnie pomysły żywcem zgapione z IŚ, no i trójkącik miłosny.
    Ale okładka zachwyca, a i zakończenie ciekawe, więc raczej sięgnę po kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rywalki to pozycja, o której marzę jakiś czas. Jestem bardzo ciekawa tej książki, porównania do "Igrzysk śmierci", pierwsze spotkanie z samą autorka - kto wie może niebawem uda mi się ją przeczytać. Pozdrawiam, Marcelina

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i choć może nie podzielam tego zachwytu w takim stopniu jak Ty, to jednak podobała mi się i po kolejny tom sięgnę :D
    Poza tym ta okładka - mieć ją na półce to sama przyjemność! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i napiszę krótko :) Uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi tak jak tobie książka strasznie sie podobała :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Chwilami książka wydawała mi się trochę... miałka. Ale wypowiadam się w tej chwili o wersji oryginalnej, może u nas tłumacz po prostu odwalił kawał dobrej roboty :)
    No i sama America... Miałam ochotę wejść do książki i dać jej solidnego kopa w tyłek. Jak można nie widzieć, że on jest wspaniały?! Chociaż... jakbym miała możliwość wejścia w książkę, to chrzanić Americę, Maxon będzie dla mnie :D

    [zrecenzowana.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakiś czas temu dopisałam tę książkę do listy must have na ten miesiąc. Twoja opinia jest kolejną w serii, która podpowiada mi, że nie tylko muszę tę książkę przeczytać, ale też że niesamowicie trafia w moje gusta i na pewno mi się spodoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tę książkę i już czekam z niecierpliwością na Elitę. Po angielsku zaś przeczytałam opowiadanie "The Prince", które skupia się na Maxonie. Czytałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czytam :) Jak również "The Guard" :)

      Usuń
  11. Dla mnie była to taka lekka lekturka - przyjemnie się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam ogromną ochotę na przeczytanie tej książki. :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę przyznać, że Rywalki okazały się idealną książką do przeczytania w ponure dni, kiedy padał deszcz. America, Aspen, Maxon... Szczególnie ten ostatni dotarł do mojego serca. Tak jak Ty, każdą scenę z nim, czytam na wstrzymanym oddechu. Jednak, najbardziej podobało mi, gdy Ami przekazała pokojówce wiadomość, żeby do niej przyszedł, a ten pojawił się od razu i wyglądał tak... uroczo! Napewno bije Aspena na głowę, jeżeli chodzi o urok.
    Obecnie czytam Elitę i muszę przyznać, że komplikacja spraw, nie zmienia mojej miłości do tej książki.
    Mam pytanie: jak nazywa się 3 część z tej serii? Szukałam wszędzie i nigdzie nie mogę znaleźć odpowiedzi, będę wdzięczna jeżeli mi odpowiesz, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!

      W oryginale trzeci tom nazywa się "The One" (na blogu są już recenzje wszystkich trzech tomów), a po polsku będzie najprawdopodobniej "Jedyna" - książka jest już w tłumaczeniu i powinna zostać wydana pod koniec roku.

      Pozdrawiam i cieszę się, że razem ze mną szerzysz miłość do Maxona (choć on jest mój!),
      Angie Wu.

      Usuń
  14. Czy Maxon nie przypominał wam Aarona Warnera z Daru Julii?

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że nie tylko ja pokochałam "Rywalki" :D I Maxona!
    Zapraszam do mnie i mojej recenzji "Rywalek"!
    http://sinkingindreams.blogspot.com/2016/02/rywalki-kiera-cass.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Okładka śliczna! Muszę wkońcu kupic :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham tą książkę mam już pierwszą część i zamierzam kupić sobie kolejne,poleciłam tą książkę mojej przyjaciółce i ona tak samo jak ja się w niej zakochała.
    Samej autorce gratuluje pomysłowości,która stworzyła tak piękną historię

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!