STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

12 maja 2014

"Troje przeciw Światu Czarownic" - Andre Norton


To moje trzecie spotkanie z klasyczną twórczością Andre Norton, autorki nazywanej Matką Fantastyki. Choć przydomek ten zapewne nadano jej ze względu na to, że promowała ów gatunek w dobie, gdy był on jeszcze niepopularny, ja powoli zaczynam sądzić, że nie do końca na niego zasługuje. Proza Norton z tomu na tom staje się coraz bardziej pogmatwana i, o dziwo, nudniejsza. Dla przykładu: J.R.R. Tolkiena ochrzczono Ojcem Fantastyki i w jego przypadku nie śmiałabym tego podważyć, ponieważ świat, który stworzył od podstaw, jest harmonijny i pozbawiony sztuczności, zaś dzieła powstałe w wyniku jego ciężkiej pracy - ponadczasowe.

Zarówno w Świecie Czarownic, jak i w Świecie Czarownic w pułapce główne skrzypce grała para - Simon i Jaelithe. Mylił się ten, kto sądził, że i tym razem tak będzie. Czarownica i jej ludzki mąż zostali odsunięci od historii, jak gdyby oboje całkiem się wypalili i nie byli już autorce do niczego potrzebni. Pojawili się za to nowi bohaterowie, i to nie byle jacy, bo mowa o dzieciach Tregarthów: Kellanie, Kemocu i Kaththei. Cała trójka przejawia zdolności magiczne i choć każde z nich posiada inną moc, to tylko razem są niepokonani. Magia jest dla nich jednocześnie darem i przekleństwem. Kiedy Kaththeia zostaje siłą wcielona do szkoły dla czarownic, jej bracia bliźniacy natychmiast ruszają jej na ratunek. Rodzeństwo, zadzierając ze zbyt potężnymi wrogami, jest zmuszone opuścić granice swojego świata i wyrusza do krainy, o której nikt poza nimi nie pamięta.

Z powyższego opisu mogłoby wynikać, że Andre Norton napisała mocno wciągającą historię, pełną przygód i niebezpieczeństw, ale za to niesamowicie wyrazistą. W rzeczywistości powieść ta jest rozczarowująco nudna i aż dziw człowieka bierze, że można aż tak bardzo opuścić się w pisaniu. Pokusiłabym się o tezę, że autorka nie miała już żadnego ciekawego pomysłu na głównych bohaterów i zamieniła ich na - w jej mniemaniu - lepszy model. Nic bardziej mylnego! Bliźniakom brakuje ikry, są bezpłciowi, a ich charaktery kiepsko zarysowane, w efekcie czego nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła do ich polubienia. Nie da się ukryć, że ich przygody w zamyśle mają wzbudzać w czytelniku emocje, ale ani mnie to nie ziębi, ani grzeje... Powieści Troje przeciw Światu Czarownic brakuje tego czegoś, co by mnie do niej przyciągało i w sumie jest to dla mnie smutne, bo przydomek Matki Fantastyki przecież do czegoś zobowiązuje. Stanowi obietnicę, że to, co będę czytać, okaże się dobre, podczas gdy to, co dostaję, jest co najmniej ciężkostrawne.

Brak wyrazistych bohaterów w trzecim tomie Świata Czarownic niesamowicie kłuje w oczy. Nic nie jest w stanie zamazać tego niemiłego wrażenia, bowiem nie ma w fabule nikogo, kto byłby w stanie odwrócić moją uwagę od beznadziejnej kreacji nowych postaci i bolesnego braku starych, ale przynajmniej sprawdzonych i zaakceptowanych. Odnoszę wrażenie, że cały cykl obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, przez co poprzednie dwa tomy nie mają wiele wspólnego z trzecim. Nawet miejsce akcji się nie zgadza!

Gdyby tylko styl Andre Norton nie był tak powściągliwy, być może ukazana w powieści fabuła byłaby bardziej emocjonująca. A tak ma się do czynienia z suchym opisem, drętwymi dialogami i generalnie czuje się duże zniechęcenie do tego, co prezentuje autorka. Nie da się ukryć - wątek z zapomnianym przez wszystkich światem, pełnym nieznanych stworzeń i tajemniczych postaci, ma ogromny potencjał i - odpowiednio opisany - mógłby stanowić największy atut książki. Oby tak się stało z kolejną częścią przygód bliźniaków...

Lektura powieści Troje przeciw Światu Czarownic była dla mnie sporym rozczarowaniem. Nie rozumiem decyzji autorki o porzuceniu wątku wojen w Estcarpie i zmianie bohaterów. Z pewnością o wiele lepiej czytałoby mi się zarówno o duecie Simon-Jaelithe, jak i o ich zdolnych dzieciach. Wolałabym już, żeby fabuła przeskakiwała z miejsca na miejsca, ponieważ byłoby to lepsze niż bezpłciowa relacja Kellana z jego przygód z rodzeństwem. Nie porzucam Świata Czarownic raz na zawsze - trzymam kciuki, aby czwarty tom przywrócił moją wiarę w to, że przydomek Matki Fantastyki nie został przyznany Andre Norton na darmo.

Troje przeciw Światu Czarownic (Świat Czarownic #3), Andre Norton, Nasza Księgarnia 2013, s. 288.

Recenzja powstała na potrzeby portalu eFantastyka.pl.

1 komentarz:

  1. Brak wyraźnie, dokładnie i starannie wykreowanych bohaterów to najgorsze, co autor książce może wyrządzić, wtedy cała historia traci na wartości. I skoro książka jest tak sucha i bez emocji, to ja chyba podziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!