STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

26 lipca 2014

"Dziennik Bridget Jones" - Helen Fielding


Będąc nastolatką i kompletnie nie rozumiejąc sensu lektury, zaczytywałam się w przygodach Bridget Jones i zaśmiewałam do łez za każdym razem, gdy zaliczała gafę za gafą. Było to dla mnie lekkie czytadło, które trafiło w moje ręce tylko dlatego, że proza Helen Fielding była wówczas bardzo popularna w Polsce, a na ekranach kin święciła triumfy ekranizacja Dziennika Bridget Jones z Renée Zellweger w roli głównej. Pal licho powody, dla których powieść trafiła na moją półkę - ważne, że świetnie się przy niej bawiłam i jak wiele osób na całym świecie pokochałam postrzeloną Brytyjkę z kompleksami i tendencją do wpadania w tarapaty. Dzisiaj, gdy od mojego pierwszego spotkania z Bridget minęło dobrych dziesięć lat, po raz kolejny sięgnęłam po dzieła Helen Fielding - tym razem z okazji premiery długo wyczekiwanego trzeciego tomu jej poczytnej serii.

Głównej bohaterki książki chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Dziś Bridget Jones jest ikoną popkultury - w nieco karykaturalnym sensie, ale jednak. Sympatyczną Brytyjkę z nadwagą poznaliśmy całkiem dawno, a dzięki ekranizacji jej przygód na dobre zachowała się w naszej pamięci. Od razu podkreślę, że osoby, które do książki przyciągnął film, mogą poczuć się nieco zawiedzione, gdyż jego fabuła znacząco różni się od tego, co napisała Helen Fielding w książkowym pierwowzorze. Najlepiej jest nastawić się na zupełnie inną Bridget.

Najważniejszym wnioskiem, jaki nasunął mi się po ponownym przeczytaniu Dziennika jest to, że w wieku lat kilkunastu kompletnie nie doceniałam jego wymowy. Traktowałam go jako tandetne i obciachowe czytadło, z którym trzeba się zapoznać, bo wszyscy inni już czytali. Nie widziałam wówczas żadnych ukrytych walorów tej powieści, połknęłam ją w dwa wieczory i w mig o niej zapomniałam. Dopiero za drugim podejściem nagle zaczęłam rozumieć o co chodziło autorce. Dostrzegłam, że Dziennik Bridget Jones to metafora współczesnego życia i zarazem słodko-gorzka wizja bycia singlem w otoczeniu wszędobylskich par. Muszę przyznać, że to świetne uczucie, kiedy po latach można przejrzeć zamiary pisarza. Cieszę się, że ponowne spotkanie z Bridget raz na zawsze wywiało mi z głowy pamięć o durnym czytadle, nawet jeśli nie jest to górnolotna literatura.

Podobno Bridget Jones albo się kocha, albo nienawidzi. Ja, mimo że wielokrotnie głupie zachowanie głównej bohaterki doprowadzało mnie do szewskiej pasji, pozostałam w tej pierwszej grupie. Jako osoba ponosząca porażki i irracjonalnie reagująca na niektóre sytuacje, jestem w stanie utożsamić się z sympatyczną Brytyjką i poczuć łączącą nas więź. Być może tak jak Jonesey jestem skończoną ciamajdą, ale podobnie jak ona walczę o lepsze jutro. Sądzę, że właśnie takie bohaterki budzą największą sympatię wśród czytelniczek. Ja złapałam się na urok Bridget i jestem przekonana, że nie jestem w tym osamotniona. Z przyjemnością analizowałam jej miłosne perypetie - najpierw z Danielem, potem z Markiem - i zastanawiałam się nad tym ile złego (i dobrego) może przytrafić się jednej osobie!? Może Wam się to wydać dziwne, ale w sumie zazdroszczę Bridget takiego życia - skomplikowanego, ale mimo wszystko przeżytego pełną piersią i na najwyższych obrotach.

Lekki i nieskomplikowany styl autorki oraz wszędobylski angielski humor uczyniły z Dziennika niezwykle przyjemną i prostą w odbiorze lekturę. Choć ilość wątków poruszonych w książce jest zatrważająca, a liczba wpadek głównej bohaterki woła o pomstę do nieba, warto sięgnąć po pierwszy tom serii o przygodach Bridget Jones, aby zrelaksować się przy czymś lekkostrawnym i niezobowiązującym. Osobiście powrót do tej historii uważam za udany i pewnie dlatego z tym większą chęcią sięgnęłam po kontynuację.


Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones #1), Helen Fielding, Zysk i S-ka 2014, s. 368.

10 komentarzy:

  1. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz czytałam "Dziennik..." jak byłam nastolatką i już wówczas bardzo mi się podobał. Jakiś czas temu przeczytałam go ponownie i pomimo upływu tylu lat nadal uwielbiam tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam - niesamowicie lekka i przyjemna! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam po kilka razy ekranizację, ale literackiego pierwowzoru nie miałam okazji czytać. Film bardzo mi się podobał, dlatego obawiam się, że książkowa Bridget mogłaby mi nie przypaść do gustu, skoro z Twojej opinii wynika, że są to całkiem rozbieżne postaci.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam zarówno książkę, jak i ekranizację!

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno przeczytałam wszystkie trzy części. Pokochałam Bridget, pokochałam Marka, pokochałam Toma (i wszystkich pozostałych). Zaśmiewałam się przy nich do łez (dobra rada: nie czytajcie tych książek w busie, bo ludzie dziwnie się patrzą, gdy ni z tego ni z owego wybucha się śmiechem). Niestety, trzecią częścią jestem trochę zawiedziona. Ale nie będę spojlerowała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które nie polubiły Bridget Jones. Wypożyczyłam jakiś czas temu dwie pierwsze części. Przeczytałam pierwszą, ale zachwyciła mnie. Bardziej spodobała mi się powieść ,,Nigdy w życiu". Judyta wydaje mi się trochę podobna do B.Jones, ale fajniejsza : >

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam jeszcze jako dzieciak kiedy to podkradałam książki mamie. Teraz muszę sobie koniecznie tą serię odświeżyć i sięgnąć w końcu po trzeci tom. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Również czytałam książkę ileś lat temu, chyba w liceum - i już wtedy polubiłam tę serię :) Teraz czekam na nową część, jestem już zapisana na nią w mojej bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Również uwielbiam Bridget i nie mogę doczekać się poznania jej najnowszych przygód. Dobrze, że trzecia część czeka grzecznie na półce. Możliwe, że kiedyś także odświeżę sobie jej wcześniejsze perypetie... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!