STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

2 lipca 2014

"Gra Endera" - Orson Scott Card


Od Gry Endera zaczęła się prawdziwa kariera Orsona Scotta Carda. Dzisiaj dla każdego fana science-fiction pierwszy tom Sagi Endera jest właściwie lekturą obowiązkową. Mimo że od momentu publikacji pierwszego wydania powieści wątki - wówczas nowatorskie - poruszone przez autora przestały być czymś zaskakującym, to jednak proza Carda wciąż pozostaje sztandarowym dziełem, które warto przeczytać.

Osobiście powiedziałabym, że wręcz trzeba to zrobić. Zapewne zabrzmi to idiotycznie, ale Gra Endera to mój nowy Harry Potter - jako książka odcisnęła na mnie trwałe piętno i wprawiła w bezbrzeżny zachwyt. Uczucia towarzyszącego mi w trakcie lektury nie zapomnę do końca życia. Mam za sobą wiele wspaniałych publikacji, ale takich, które zrobiły na mnie wrażenie, jest niewiele. I właśnie dla takich powieści nauczyłam się czytać.

Andrew Wiggin to tylko z pozoru zwyczajny sześciolatek. Ja w jego wieku bawiłam się lalkami i bez wątpienia sepleniłam bez ładu i składu, tymczasem on porzucił własną rodzinę, by wziąć udział w żmudnym szkoleniu zorganizowanym przez Szkołę Bojową. Jego celem było wyselekcjonowanie idealnego kandydata na dowódcę ziemskiej floty w walce z kosmicznymi najeźdźcami - Formidami, a Ender wydawał się stworzony do tej roli.

Grze Endera miałam okazję obserwować nie tylko zmagania głównego bohatera z morderczym treningiem, ale przede wszystkim przyglądać się temu jak na przełomie kilku lat dorasta w nieprzyjaznym środowisku zdominowanym przez przemoc i walkę. Pozbawiony rodziny i pozostawiony praktycznie bez opieki dorosłych cały czas próbuje dostosować się do otaczającego go świata i - co ciekawe - idzie mu to nader dobrze. Rygor Szkoły Bojowej, a następnie Szkoły Dowodzenia, daje mu się we znaki, co w sumie nie dziwi, zważywszy na zadanie, jakie przed nim postawiono. I, co najważniejsze, chłopak nadal zaskakuje swoich przełożonych i codziennie pokazuje im, że to on jest tym wielkim wybawicielem ludzkości, którego tak uparcie poszukują.

Orson Scott Card napisał książkę o całkowicie wybujałej wojnie Ziemian z kosmitami, a jej bohaterem uczynił dziecko o ponadprzeciętnej inteligencji. Brzmi średnio ciekawie, ale nic bardziej mylnego! Tak się bowiem składa, że autor wplótł w fabułę wiele egzystencjalnych smaczków, które sprawiają, że człowiek czyta powieść z zapartym tchem, non stop zadając sobie w myślach pytania o to, czy podejmowane przez Endera działania są słuszne, a decyzje jego przełożonych podyktowane rozsądkiem, czy strachem o przyszłość planety. Uważam, że Gra Endera jest czymś znacznie większym niż zwyczajna powieść science-fiction - to dzieło o niesamowitej wartości, ponadczasowe pod względem zawartych w nim uniwersalizmów, nie zaś z uwagi na styl autora, który zdążył się od czasu 1985 roku nieco przedawnić. Decyzję o przeczytaniu tej publikacji uważam zatem za jedną z lepszych w mojej karierze czytelniczej, a dodatkowym szczęściem napawa mnie fakt, że wcale nie przekonał mnie do tego nie tak dawno nakręcony film, lecz dziesiątki głosów, z których wyłaniał się jeden wniosek, a mianowicie, że ta powieść potrafi rozkochać w sobie nawet największego przeciwnika fantastyki naukowej.

To niesamowite jak głębokim i poruszającym dziełem może być książka o wojnie w kosmosie. Jestem zdania, że żadna recenzja nie jest w stanie oddać w stu procentach emocji, które czytelnik odczuwa w trakcie lektury Gry Endera. Mam wręcz wrażenie, że ten tekst nawet w minimalnym stopniu nie jest w stanie odzwierciedlić mojego bezbrzeżnego zachwytu. Czuję teraz niepohamowaną potrzebę szerzenia miłości do sztandarowej sagi Carda i liczę, że chociaż jedna osoba czytająca tę recenzję uzna ją za wystarczający powód do tego, by sięgnąć po pierwszy tom przygód Endera. Już to będzie dla mnie sukces, gdyż wiem, że wówczas ten ktoś przekaże nowinę kolejnym osobom, które jeszcze nie wiedzą, że są fanami Orsona Scotta Carda.

Gra Endera (Saga Endera #1), Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2013, s. 328.
Recenzja powstała na potrzeby portalu eFantastyka.pl.

11 komentarzy:

  1. Pragnę tej książki odkąd obejrzałam film. Nie odpuszczę, muszę ją przeczytać :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta powieść zachwyciła mnie już w liceum, dawno temu, a moja miłość do niej wciąż trwa, więc w pełni rozumiem Twój zachwyt :D.
    Zdecydowanie jest warta poznania, nawet przez osoby, które z Sci-Fi nie mają nic wspólnego!

    OdpowiedzUsuń
  3. strasznie za mną chodzi ta "Gra Endera" i chyba czas ją przeczytać :D Ale nie wiem czy inne części trzymają poziom pierwszej :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam kiedys wielką ochote na tę książkę... Ale myślę, że skończy sie jedynie na filmie... :( Brak czasu. Czasu brak :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że kiedyś z chęcią zapoznam się z tą pozycją, bo czuję, że mi się spodoba. Jednak chwilowo inne książki czekają :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już dawno mam tę książkę na mojej liście "must read", na pewno ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książki nie czytałam, ale oglądałam film - całkiem niezła produkcja trzeba powiedzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze podsyciłaś mój apetyt na tą książkę. Muszę w końcu znaleźć na nią czas...

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam o niej to i owo, jednak były to same pozytywne rzeczy, a ja coraz bardziej i bardziej pragnę ją w końcu mieć u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Głupio mi o tym pisać, ale mnie trochę "Gra Endera" nudziła. I wręcz jestem zła na siebie za to, ale jakoś nie udało mi się odnaleźć w sobie miłości do tego nie-dziecięcego dziecka. Nie przeszkadza mi to jednak w planowaniu przeczytania kolejnych książek z serii (np. "Ender na wygnaniu" już za mną) ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zachwycona żem tą książką :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!