STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

8 października 2014

"Bezkresne morze" - Rick Yancey [premiera]

Recenzja poprzedniego tomu: Piąta fala

Bezkresne morze, kontynuacja Piątej fali, na punkcie której całkowicie oszalałam rok temu, była dla mnie jedną z najbardziej wyczekiwanych jesiennych premier. Przez zwykłe niedopatrzenie zapomniałam kupić anglojęzycznej wersji książki w przedsprzedaży na Book Depository, ale powiem Wam, że dziś, po lekturze polskiego wydania, ani trochę tego nie żałuję. Byłyby to po prostu pieniądze wyrzucone w błoto.

Moi drodzy, niniejszym ogłaszam Bezkresne morze największym rozczarowaniem 2014 roku!

Sądziłam, że Ricka Yanceya stać na dużo więcej. Niestety, jego najnowsza książka sprawia wrażenie napisanej na siłę, jakby oderwanej od swojej poprzedniczki pod względem treści i formy. Jest to też powieść niezbyt obszerna, co tylko dodatkowo potęguje moje wrażenie, że autor nie miał na nią pomysłu. Fabuła wydaje mi się kompletnie wymuszona, pozbawiona ładu i składu, a choć nie można odmówić jej wyrazistości oraz tego, że wciąga, to jednak moje rozgoryczenie ani trochę nie traci na sile. Nie sądziłam, że w ogóle do tego dojdzie.

Rick Yancey potrafi pisać niezwykle interesujące książki. Wystarczy spojrzeć na Piątą falę i Badacza potworów, żeby się o tym przekonać. Bezkresne morze też było ciekawe i z wypiekami na twarzy przeczytałam je od początku do końca, tyle że najpierw tych wypieków dostałam z podekscytowania, że oto mam możliwość poznania dalszych losów Cassie, a potem ze zdenerwowania wywołanego faktem, iż autor sam wykopał pod sobą dołek.

Nie potrafię tego zrozumieć i mam niewysłowiony żal do pisarza za to, że postanowił zrezygnować z najfajniejszego motywu w tej powieści i ni z gruszki, ni z pietruszki zamienić go na, niestety, dużo gorszy model. Zakończenie Bezkresnego morza wbiło mnie w fotel, ale zaraz potem dostałam ataku furii, gdyż uświadomiłam sobie, że wszystko to, co pokochałam w pierwszym tomie, tutaj zostało zanegowane przez samego twórcę! Tak się nie robi. Rick Yancey zrobił odważny krok i niektórym przypadnie on do gustu, ale innym z kolei się nie spodoba i powstanie nieprzyjemny dysonans. Ja, na przykład, nie lubię go doznawać.

Poza tym jestem wściekła, ponieważ w książce pojawiło się mnóstwo ciekawych wątków, ale choćby autor stanął na głowie, to tą jedną decyzją, którą podjął, sprawił, że nie jestem w stanie się tym cieszyć. Zdaję sobie sprawę z tego, że finalnie może to wyjść serii na dobre, ale póki co nie potrafię się z tym pogodzić. Ale tak już jest, kiedy jest się czegoś pewnym, a okazuje się, że to, co uważaliśmy za pewnik, było tylko sprytną zmyłką.

Nie zrozumcie mnie źle. Ta książka jest na swój sposób dobra. Jestem zadowolona zarówno z uczynienia Ringer jednym z narratorów historii, jak i z pojawienia się nowej postaci - Brzytwy. Dzięki kolejnemu punktowi widzenia opowieść Cassie nabiera rumieńców, zaś świeża krew w postaci następnego chłopaka, do którego można sobie powzdychać, jest zawsze mile widziana. Szkoda jedynie, że w książce, jakby nie patrzeć, dedykowanej Cassiopei i Evanowi, tak mało stron jest im de facto poświęconych. Bezkresne morze to w zasadzie powieść Ringer. Wydaje mi się, że tak miało być, ale i tak mam żal do Yanceya, że potraktował po macoszemu to, co najlepiej mu wyszło.

Generalnie rzecz ujmując, Bezkresne morze warto, a nawet trzeba przeczytać, ponieważ autor udziela w powieści odpowiedzi na kilka istotnych pytań. Oczywiście, jednocześnie daje tysiąc powodów do zadawania kolejnych, ale kto by się tym przejmował. Ostrzegam jednak lojalnie, że na zakończeniu można się mocno zawieść. Dla mnie to niewybaczalny błąd, którego autorowi nie zapomnę przy okazji czytania tomu wieńczącego ten cykl. Pozostaje mi mieć nadzieję, że Wam sequel Piątej fali spodoba się bardziej niż mi. Czego z całego serca Wam życzę.

Bezkresne morze (Piąta fala #2), Rick Yancey, Otwarte 2014, s. 512.

13 komentarzy:

  1. I teraz jednocześnie boję się sięgnąć po tę książkę, a zarazem bardzo tego pragnę. :) Nie wiem jak długo wytrzymam, ale coś czuję, że będę musiała dość szybko ją dostać w swoje łapki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij, sięgnij, warto przekonać się na sobie, czy decyzja Yanceya jest słuszna, czy nie :)

      Usuń
  2. Mam zamiar przeczytać choć pierwszą część i mam nadzieję, że następną również. W każdym bądź razie, seria jest przede mną.
    Pozdrawiam, Shelf of Books :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi natomiast książka spodobała się dużo bardziej niż pierwszym tom. Ale nie nadarmo się mówi, że "gust nie podlega dyskusji" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta seria jeszcze przede mną, ale wiedzę, że powinnam być zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja właśnie dziś kupiłam! I baardzo jestem zdziwiona Twoją opinią. Oby mi się spodobała :) Bo pierwsza część była genialna. Ale skoro nie będzie zbyt wiele w wątku Evana i Cassie, to jestem z lekka zawiedziona :(

    our-womenly-style.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. I teraz będę czytać z lękiem- cóż to autor wymyślił!

    OdpowiedzUsuń
  7. Już nie mogę się doczekać, aż przeczytam tę książkę, bo długo na nią czekałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam pierwszy tom serii i nie pozostaje mi nic innego jak i zapoznać się z Bezkresnym morzem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam bardzo mocno, na tą część, chciałabym sama skonfrontować, jak autor poradził sobie tym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozumiem Twój żal i frustrację, sama jej doznałam, ale stanowczo nie w takim natężeniu. Ja byłam przygotowana na klapę, a przynajmniej na coś znacznie gorszego od pierwszego tomu, bo tak to już często bywa z dwójkami, że zawodzą. Część z tego się spełniła, część nie. Po zsumowaniu wszystkiego i tej szokującej końcówce osobiście byłam zachwycona. Czegoś mi zabrakło, to fakt. W podziękowaniach autor wspomina o problemach z pisaniem tej książki, może nie dosłownie, ale można to z tego tekstu wyczytać i zgodzę się, że to czuć w tekście. Myślę jednak, że autor może nasz jeszcze zaskoczyć. Osobiście już w nic nie wierzę i to ma swój urok i moc. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego wspominam w tekście, że takie rozwiązanie będzie miało swoich zwolenników i przeciwników. Ja akurat się zawiodłam, ale generalnie książka mi się podobała. Po prostu nie spodziewałam się, że autor poważy się na taki krok ;)

      Usuń
  11. Gdy skończyłam czytać "Bezkresne Morze" chciałam autora przytulić i jednocześnie przywalić z całej siły! Przytulić za uczynienie Ringer narratorem i bohatera jakim jest Brzytwa. Przywalić za zniszczenie
    (świetnie ujęłaś to w recenzji) tak orginalnego wątku. Bardzo się wtedy zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!