STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

11 października 2014

"Bridget Jones. Szalejąc za facetem" - Helen Fielding

Recenzje poprzednich tomów: Dziennik Bridget Jones | W pogoni za rozumem

Bardzo się ucieszyłam na wieść, że po tak wielu latach Helen Fielding wyda kolejną część przygód Bridget Jones. Sympatyczna Brytyjka od lat 90. zdążyła stać się ikoną popkultury i wzorem dla współczesnych trzydziestolatek, dlatego też nie mogłam nie zapoznać się z jej najnowszymi perypetiami. Obawiałam się, że po tak długim czasie autorka nie będzie już w stanie oddać ducha serii i w pewnym sensie faktycznie tak się stało, lecz mimo to lektura Szalejąc za facetem należała do przyjemniejszych doświadczeń z literaturą kobiecą. Choć, rzecz jasna, nie obyło się bez zgrzytów i rozczarowań - jak to już bywa z seriami podejmowanymi na nowo po tak długiej przerwie.

Już nawet blurb powieści nie pozostawia żadnych złudzeń - Bridget znów jest singielką, ale nie z powodu swojego dziecinnego zachowania, które mogłoby wytrącić z równowagi nawet najbardziej cierpliwą osobę na świecie. Mark Darcy, facet, którego oprócz głównej bohaterki pokochały miliony czytelniczek, zmarł, pozostawiając swoją żonę i dwójkę dzieci, co prawda ze środkami do życia, które pozwolą Bridget nie martwić się o pracę, ale mimo wszystko z niewysłowioną pustką i cierpieniem, które nigdy nie przechodzi.

Sądziłam, że po tylu latach główna bohaterka z naiwnej trzpiotki zmieni się w stateczną i w pełni odpowiedzialną kobietę. Nic bardziej mylnego! Bridget nawet jako wdowa zachowuje się tak, jakby wciąż miała dwadzieścia pięć lat. Miewa wprawdzie gorsze momenty i chwile, w których wspomina Marka i zachowuje się prawie jak na dorosłą kobietę przystało, ale w większości chwil pozostaje tą samą wariatką, co kiedyś. Rzekłabym nawet, że zdarzają się takie momenty, w których zachowuje się gorzej. Nadal nałogowo liczy kalorie, wypite jednostki alkoholu, ale teraz dodatkowo liczbę otrzymanych sms-ów, czy nowych obserwatorów na Twitterze.

Tak, moi drodzy, Bridget Jones wkroczyła do świata współczesnej komunikacji! I nie jest to komplement, bo sama dobrze wiem, że zdobycze techniki raczej przeszkadzają w prowadzeniu normalnego życia, aniżeli je ułatwiają. Pomyślcie sobie, ile człowiek zaoszczędziłby czasu, nie będąc uzależnionym od internetu! Jonesey, niestety, nie daje dzieciom dobrego przykładu, twittując, pijąc i... spotykając się z dużo młodszym kochankiem! Czy te ekscesy przystoją wdowie wychowującej dwójkę maluchów? Nawet ja, nie posiadając kompletnie żadnego doświadczenia z dziećmi, uważam, że pewnych rzeczy w takiej sytuacji życiowej powinno się unikać.

W życiu Bridget jak zwykle wiele się dzieje, a jak na mój gust, nawet za wiele. Po raz drugi doświadczam przesytu z powodu absurdalnych wydarzeń i sytuacji, niemożliwych zbiegów okoliczności, licznych wpadek głównej postaci oraz szeregu innych rzeczy. Łudziłam się, że w średnim wieku Jones się uspokoi. Zwłaszcza miałam nadzieję, że po śmierci Marka zrozumie czym jest prawdziwe i wartościowe życie. Zamiast tego miota się z kąta w kąt, nie wie jak się zachowywać, popełnia te same błędy i z pewnością się na nich nie uczy.

Po latach literackiej posuchy pióro Helen Fielding nieco straciło. Humor sytuacyjny tym razem nie bawił mnie za każdym razem - coraz częściej dochodziłam do wniosku, że to, co ze swoim życiem wyczynia Bridget, jest po prostu żenujące. Na szczęście styl autorki nadal jest przyjemny w odbiorze, więc lektura jej najnowszego dzieła nie sprawiła mi zawodu. Gdyby tylko pisarka pozwoliła swojej postaci dojrzeć, jestem pewna, że odebrałabym Szalejąc za facetem znacznie lepiej. A tak chyba nie potrafię, ponieważ jestem zdania, że we wszystkim potrzebny jest umiar, także w kreowaniu lekkomyślnych trzpiotek pokroju Bridget.

Mimo że finalnie Szalejąc za facetem okazało się czymś innym niż się spodziewałam, uważam, że czas spędzony przy tej książce nie był stracony. Trochę się pośmiałam, uroniłam kilka łez i w sumie nieźle się bawiłam. Żałuję jedynie, że nie doczekałam się wielkiej metamorfozy Bridget Jones, o której marzyło zapewne wielu jej fanów. Powieść warto przeczytać, jeśli czytało się poprzednie tomy, ale nie liczcie na fajerwerki, bo Szalejąc za facetem to co najwyżej zimne ognie, które lekko rozświetlą Wam niebo.

Szalejąc za facetem (Bridget Jones #3), Helen Fielding, Zysk i S-ka 2014, s. 584.

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam całą serię a przede wszystkim samą Bridget :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie ta książka mnie utwierdziła mnie w przekonaniu, że ludzie się nie zmieniają ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chociaż wolałabym, że Brigdet zestarzała się przy boku pana Darcy'ego, to i tak lubię zakończenie trylogii :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta część nie przypadła mi do gustu. Po pierwsze, Bridget po prostu nie pasuje na matkę (pomijając fakt, że często jej dzieci zachowują się bardziej dojrzalej od niej). Po drugie, jak autorka mogła uśmiercić Marka Darcy'ego?! No jak?? Przez to przez większość książki było mi po prostu... smutno. Wiem, że nie powinnam się tak przywiązywać do fikcyjnej postaci, ale cóż, stało się. Jeszcze napomknę o tym, że strasznie śmieszyła mnie Bridget i jej perypetie związane z Twitterem. Niestety, tak czy inaczej ten tom nie był tak zabawny jak pozostałe, ale i tak można było przy niej spędzić kilka naprawdę przyjemnych godzin.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam 1 i 2 tom wieki temu! Nigdy nie podobały mi się jakoś szczególnie, zdecydowanie większą miłością pałam do genialnych ekranizacji. Do książek chyba już nigdy nie wrócę, zwłaszcza, że czegoś tak bezsensownego jak śmierć mojego ulubionego bohatera całkowicie wyklucza dla mnie te powieść. :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!