STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

4 października 2014

"Krwawy szlak" - Moira Young


Wielokrotnie zastanawiałam się, czy kiedykolwiek przyjdzie taki dzień, w którym wezmę książkę Egmontu do ręki i nie znajdę w niej niczego, co mogłabym Wam z czystym sumieniem polecić. Obawiam się, że dzień ten nadszedł wraz z premierą Krwawego szlaku Moiry Young.

Zanim przejdę do konkretów i wyłuszczę Wam na czym mniej więcej traci ta powieść, chciałabym podkreślić, że w sumie autorka miała niezły pomysł, jednak jej warsztat pisarski, czy raczej jego całkowity brak, sprawił, że Moira Young poległa na całej linii, a w efekcie powstało to wątpliwej jakości dzieło literackie. Sam zamysł, a także całokształt fabuły, nie są takie złe - podobały mi się i chętnie wystawiłabym książce wyższą notę, ale...

Ale nie mogę... Po pierwsze, bohaterka powieści ma wybitnie psie imię i choćbym nie wiem jak się starała o tym nie myśleć, i tak w trakcie lektury nieustannie miałam przed oczami burego kundelka Babci. Powiedzcie mi, kto o zdrowych zmysłach nadaje postaci, i to głównej na dodatek, imię Saba!? Ja wiem, że w literaturze młodzieżowej przewinęły się już wszystkie żeńskie imiona świata, ale, u licha, już bym chyba wolała wtórnie nazwać swoją bohaterkę niż skazać ją na porównania do psa. Tylko czekać aż na rynku wydawniczym pojawi się książka o chłopaku imieniem Dżeki - wtedy uznam, że wszelkie możliwości się wyczerpały.

Po drugie, a jednocześnie najważniejsze, autorka z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów zrezygnowała z jakiegokolwiek oznaczania czyichś wypowiedzi oraz dialogów. W efekcie tekst Krwawego szlaku zlewa się w jeden wielki literkowy koszmar. I weź się tu teraz, człowieku, zastanawiaj, czy masz przed sobą jakąś myśl, czy może wypowiedź. Od czasu do czasu bohaterowie łaskawie wtrącają słowa typu myślę, szepczę, mówię, ale jest to zaledwie kropla w morzu beznadziejności i niewiele pomaga. Przez całą lekturę powieści czułam się przez to poirytowana i choć gdzieś w połowie przywykłam do tego, a nawet złapałam rytm, to jednak niesmak pozostał. Nie spodziewam się zresztą, że w drugim tomie cokolwiek w tym względzie ulegnie poprawie.

Po trzecie, a zarazem ostatnie, o czym chciałabym Wam wspomnieć, to okropna niekonsekwencja w kreacji głównej bohaterki. Moira Young nie potrafiła chyba zdecydować się, czy bardziej zależy jej na silnej kobiecej postaci, czy raczej na delikatnej, wrażliwej dziewczynie. Nastroje Saby często ulegały zmianom, podobnie jak jej zachowanie. Nie przeszkodziło to jednak autorce uczynić z niej Mary Sue będącej nie tylko wybawicielką swojego brata, ale i całego świata. Nie mam zatem pojęcia kto się pokusił na porównanie Krwawego szlaku do Igrzysk śmierci, ale jedyne, co tym osiągnął, to spektakularny strzał w stopę. W Sabie nie widzę nawet cienia podobieństwa do Katniss, którą Suzanne Collins wykreowała z żelazną konsekwencją, w przeciwieństwie do Moiry Young, której tej umiejętności brakuje. Czasami brak porównań to lepsze rozwiązanie.

Co ciekawe, kontynuacja serii zbiera na Good Reads dość dobre oceny. Ja wiem, że na pewno sięgnę po drugi tom, a wszystko przez to, że moja niezdrowa ciekawość nie pozwala mi porzucić tego cyklu, nie poznawszy zakończenia. Być może świadczy to o moim masochizmie, ale pal licho kiepskie wybory autorki - ja i tak chcę wiedzieć jak to się skończy! Jeśli jednak dbacie o swoje zdrowie psychiczne i nie zaczęliście jeszcze przygody z Krwawym szlakiem, to dobrze Wam radzę: nie zaczynajcie jej. Wyjdzie to Wam na zdrowie.

Krwawy szlak (Kroniki Czerwonej Pustyni #1), Moira Young, Egmont 2014, s. 398.

8 komentarzy:

  1. Ostatnio dojrzałam pod kątem czytelniczym i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że większość powieści młodziezowych mnie zirytuje albo znudzi. Nawet te najlepsze, które uważałam za perełki - ich kontynuajce pozostawiają smutne uczucie niespełnienia. DLatego jak dla mnie koniec z sięganiem po młodzieżówki... A krwawy szlak (chciałam napisać "szlag") z tego co widziałam zbierał dość niepochlebne recenzje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na książkę miałam straszną ochotę i już nachodziły mnie wyrzuty sumienia, że jeszcze jej nie mam. Bardzo Ci dziękuję za rozgrzeszenie! Na pewno nie przeczytam. Jestem wdzięczna za szczerą recenzję - takie lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W chwili premiery miałam straszną na nia ochotę, ale jednak różnorodne recenzje ostudziły mój zapał. Na pewno nie kupię, może kiedyś wypożyczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poluję na tę książkę, lecz nie wiedziałam, ze może mieć tyle wad. A co do imienia Saba, cóż może to tylko u Nas w Polsce, te imię przyjęło się jako psie imię, może to dlatego. Nie mniej jednak nadal będę polować na tą pozycję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Saba... co autorka sobie myslala kiedy dawała tak na imię głównej bohaterce? Naprawdę rozumiem Twoje rozgoryczenie.
    Po okładce pewnie bym przeczytała ale teraz mam wątpliwości.
    Pozdrawiam!;)
    pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja tego nie lubię. Jak już zdążę się przekonać do książki, to nagle czytam negatywną recenzję :( Obawiałam się wspomnianych wad i chyba jak tak na razie sobie odpuszczę. A to poczucie, że musisz czytać kontynuację i tak, i tak, znam! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do imienia głównej bohaterki, to wydaje mi się, że autorce nawet nie przyszło do głowy, że może ono kojarzyć się z psami. Mam wrażenie, iż stawiając na ten wybór robiła to ze względu na postać królowej Saby :P

    Jeżeli chodzi o książkę, to po Twojej recenzji mój zapał i ciekawość względem tej powieści praktycznie całkiem opadły. Jednak nie eliminuje całkowicie faktu, że pewnie i tak ją kiedyś przeczytam, bo mam ją na półce :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Z początku byłam zainteresowana tą książką, ale potem posypały się takie recenzje, że podziękowałam jej na wstępie. Twoja również mnie w tym utwierdza i nie mam ochoty na podróż przez tak dziwaczną pozycję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!