STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

3 listopada 2014

"Uczeń skrytobójcy" - Robin Hobb


Pamiętacie Jona Snowa z Gry o tron? Jeśli tak, to wiecie, że powszechnie uważa się go za syna Eddarda Starka z nieprawego łoża. Wprawdzie pojawiło się kilka godnych uwagi teorii spiskowych mówiących coś zgoła innego o pochodzeniu chłopaka, jednak George Martin jakoś nie kwapi się z ujawnieniem tej wielkiej tajemnicy i trzyma fanów w niepewności. Rzecz w tym, że dopóki Jon uważany jest za bękarta władcy Winterfell, dopóty traktowany będzie jako ten gorszy. Podobnie ma się sprawa z głównym bohaterem Ucznia skrytobójcy.

Bastard jest synem księcia Rycerskiego, ale nie jest mu dane dorastanie u boku ojca. Jako bękart nie może liczyć na żadne względu i dlatego też nikt się nim nie interesuje. Mimo że żyje na dworze królewskim, nie ma kontaktu z wyższymi sferami i dorasta pod okiem stajennego, który z czasem odkrywa u niego pewien niezwykły talent. Bastard szkoli się także na skrytobójcę, co zresztą dobitnie sugeruje tytuł powieści autorstwa Robin Hobb.

Początek książki raczej nie sprzyja kontynuowaniu lektury, ale czasem dobrze jak się człowiek zaprze i w spokoju dokończy czytanie. Uczeń skrytobójcy na samym wstępie wydał mi się tytułem nudnym i zbyt rozwlekłym, lecz z czasem zrozumiałam, że to zaledwie wstęp do czegoś większego - historii, która może bez problemu zachwycić każdego miłośnika literatury fantastycznej. Jej największym atutem jest to, że naprawdę dogłębnie wprowadza czytelnika do świata wykreowanego przez utalentowaną autorkę. Hobb nie szczędzi nam szczegółów i z godną pozazdroszczenia pieczałowitością rysuje przed nami swoją wizję przygód Bastarda. 

Uczeń skrytobójcy wprowadza tylko jeden ważniejszy dla całości wątek, który na pewno rozwinie się w kolejnych tomach, ale za to pozostałe elementy fabuły pozwalają nam poznać Bastarda oraz oswoić się z tym jak wygląda proces dorastania w nieprzyjaznym środowisku. Interesujące jest jego szkolenie na skrytobójcę, które na mnie osobiście zrobiło piorunujące wrażenie. Im dalej w książkę, tym bardziej wciągałam się w zaprezentowaną w niej historię. Z czasem coraz trudniej było mi się od niej oderwać, co brzmi śmiesznie, zważywszy na to, że początek mocno mnie wynudził. Jak widać, czasem warto wytrwać do końca.

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych osób wstęp liczący sobie niemal 450 stron to dużo, jednak mnie to nie razi. Powiem więcej - lubię porządnie wgryźć się w fabułę, by potem z przyjemnością i znajomością tematu śledzić rozwój wydarzeń. Sądząc po tym, co Robin Hobb zaserwowała w pierwszym tomie swojej trylogii, śmiem twierdzić, że w kolejnych będzie się działo sporo, co mnie akurat bardzo przekonuje do kontynuowania przygody z jej twórczością. A jeśli Was zaintrygowała postać Bastarda i macie ochotę poczytać dobrą książkę fantasy, to polecam Wam nowe wydanie Ucznia skrytobójcy. Fajnie wygląda i kryje w sobie zaskakująco smakowitą treść.

Uczeń skrytobójcy (Skrytobójca #1), Robin Hobb, MAG 2014, s. 448.

6 komentarzy:

  1. Jestem w trakcie czytania i jak na razie zacielam sie cos kolo 200 strony. Musze wreszcie dokonczyc te pozycje: )

    OdpowiedzUsuń
  2. A chyba czuję się zainteresowana :D W końcu uwielbiam fantasy, więc wiadomo czemu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Taką fantastykę, to ja poproszę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Stoi sobie na półce, już się nie mogę doczekać lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Leży u mnie chyba od zawsze stare wydanie tej książki, niestety bez większego zainteresowania z mojej strony. :) Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  6. I takie książki uwielbiam! Muszę się w nią jak najszybciej zaopatrzyć. Znów zaufam Twojej recenzji i swej intuicji. Pozdrawiam, Szuter

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!