STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

29 grudnia 2014

"19 razy Katherine" - John Green


Dla wielu z nas nie trzeba większej zachęty do lektury niż wydrukowane na okładce imię i nazwisko: John Green. Przedostatnia wydana w Polsce książka Amerykanina jest trochę inna od jego pozostałych dzieł, dlatego osobom, które nie czytały jeszcze nic jego autorstwa, radzę, by zaczęły od Gwiazd naszych wina lub Szukając Alaski, aby zakochać się w jego twórczości i przygotować na spotkanie z tym tytułem. 19 razy Katherine to najbardziej greenowska pozycja ze wszystkich dotąd przez niego napisanych, a przez to dość specyficzna, bo w sam raz dla nerdów. John Green tak właśnie o sobie mówi, a więc prędzej czy później musiał dać temu wyraz w którejś ze swoich publikacji. Padło na historię o Colinie Singletonie, który gustował w dziewczynach imieniem Katherine.

Było ich dziewiętnaście, każda była inna, a przez to warta poznania. Wszystkie związki Colina z Katherinami były krótkotrwałe i zazwyczaj nieistotne, ale trzeba przyznać, że ostatnia z nich była dla chłopaka wyjątkowa. Może i nie potrafiła stworzyć anagramu do każdego słowa, nie była poliglotką ani geniuszem tak jak Colin, ale chwyciła go za serce i dlatego też rozstanie z nią było dla niego prawdziwym wstrząsem. Razem ze swoim przyjacielem Hassanem postanowił wyruszyć w podróż życia po Stanach samochodem ochrzczonym imieniem Katafalk, aby wyleczyć złamane serce i odnaleźć samego siebie, przy czym uparł się, że nic mu się w życiu nie uda, dopóki nie napisze teorematu o zasadzie przewidywalności Katherine. Chłopcy trafili w końcu do miejscowości Gutshot, gdzie pod czujnym okiem Hollis, właścicielki fabryki sznurków do tamponów, w towarzystwie jej córki Lindsey, która nazywała samą siebie zakłamaną suką, odkrywali kim chcą być i jak ma w przyszłości wyglądać ich życie.

Kilka słów o Colinie. Sądzę, że to najbardziej egoistyczny i zadufany w sobie nastolatek wykreowany przez Johna Greena. To dziwaczny smarkacz, który na każdym kroku próbuje udowodnić sobie i innym, że jest geniuszem. Pewnie dlatego też uznał, że stworzenie matematycznego wzoru miłości jest dobrym pomysłem. Colina ciężko polubić, dlatego najlepiej jest go po prostu zaakceptować, inaczej dalsza lektura 19 razy Katherine może okazać się niewypałem. Osobiście zawiodłam się na tej książce właśnie dlatego, że jej główny bohater to dupek, czego nie mogłabym przecież powiedzieć o Augustusie, Quentinie i Milesie, bohaterach poprzednich powieści Greena. Mimo to byłam w stanie docenić pomysł autora na fabułę, a także dostrzec jak wiele to dzieło dla niego znaczy. Jak już wspominałam wcześniej, jest to najbardziej greenowska historia ze wszystkich, co pozwala mi wierzyć, że autor jest z niej szczególnie dumny. Może i jest dziwna, ale nie oznacza to wcale, że jest gorsza.

19 razy Katherine to kolejna powieść drogi, której zadaniem jest wskazanie młodzieży pewnych uniwersalnych wartości, za pomocą których można zmienić swoje życie na lepsze. Właśnie to, że każda książka Greena ma jakieś znaczenie, sprawia, że jest on tak popularnym pisarzem. W tej historii dobre rady dla czytelników są ukryte w wyjątkowo zawoalowany sposób, jednak nie zmienia to faktu, że one tam są i warto z nich skorzystać. Każdy nastolatek powinien koniecznie przeczytać przynajmniej jedną publikację sygnowaną nazwiskiem tego człowieka i przekonać się na własne oczy, że nadal warto czytać książki, a już zwłaszcza takie.

Jeśli mam być całkowicie szczera, to nie czuję, by lektura 19 razy Katherine w jakikolwiek sposób mnie porwała. Dostrzegam jej dobre strony, jednak przywykłam już do dzieł Green poruszających dużo ważniejsze tematy i zdecydowanie lepiej odnajduję się w tego typu tytułach. Nie twierdzę, że tej książki nie warto przeczytać - jest ona w pewnym stopniu ciekawa i z pewnością spodoba się wielu osobom. Mi znudził się już trochę schemat wykorzystywany przez autora w praktycznie każdym jego dziele i potrafię go tolerować wyłącznie wtedy, gdy opisywana przez niego historia jest wyjątkowa. Ta do takich nie należy, nad czym naprawdę ubolewam, mimo że jest to najbardziej greenowska ze wszystkich jego dotychczas wydanych książek. Jak się okazuje, to trochę za mało, bym była całkowicie usatysfakcjonowana lekturą. A szkoda!

19 razy Katherine, John Green, Bukowy Las 2014, s. 304.

16 komentarzy:

  1. Do Greena się zbieram i zbieram i zebrać się nie mogę. Ten tytuł ciekawi mnie najmocniej, ale muszę przyznać, że im dłużej się waham, tym mniej mam ochotę po nią sięgać ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo lubię "19 razy Katherine" i wcześniej wydawało mi się, że będę czytać tę książkę jeszcze raz, ale teraz już jestem pewna, że pewnie już po "19rK" nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć uwielbiam twórczość Johna Greena, to także znudził mi się już motyw podróży. Jego książki to przede wszystkim inteligętni młodzi bohaterowie, tajemnica i podróż, która niesie przesłanie. A do tego styl greenowski jest niepowtarzalny. Gdy to wszystko dodamy, to dostaniemy świetną książkę.Pomimo tego i tak dziękuję za przydatną recenzję! Dzięki niej zastanowię się czy sięgnę po ,,19 razy Katherine''. (Przy okazji fantastyczny blog!)
    M.R.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tę książkę na półce i niedługo sama ją ocenię ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. "19xK" nie jest najlepszą książką Greena, masz rację. Jednak to wciąż jego pióro, spod którego aż wypływają liczne prawdy w metaforach, dlatego moim zdaniem warto sięgnąć po tę pozycję. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się że po "19 razy Katherine" najlepiej jest sięgnąć po lekturze wcześniejszych książek Greena. Muszę też przyznać że pozostałe bardziej mi się podobały, a ta wydawała mi się zbyt przewidywalna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam do tej pory 2 książki Greena i na tę mam chęć pomimo jej średnich opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Schematyczność u Greena zauważyłam po trzeciej jego książce . A szkoda , bo mogły być jego wielkim sukcesem . Tej książki chwilowo nie mam w planach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytam przy najbliższej okazji. Będę tu często zaglądać.

    niezapomniszomnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Po lekturze "Gwiazd Naszych Wina" jakoś nie ciągnie mnie do pozostałych książek tego autora. Nie uznaję jej jako literacki fenomen, nie odmieniła ona mojego życia, nawet nie wzruszyła. Hm, Green? Może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie nazwisko Greena nie jest synonimem czegoś dobrego, bo po prostu nie czytałam jeszcze żadnej jego książki. ;) Historia opowiedziana w "19 razy Katherine" mnie ciekawi, ale na początek swojej przygody z autorem wybrałam "Szukając Alaski". Może niedługo znajdę na tę książkę czas.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciągle ciągnie mnie do tej książki i na pewno po nią sięgnę! :)

    zapachdruku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerze, to opisy każdej z jego książek są ciekawsze, niż sama ich treść. Najbardziej porywające dla mnie są "Papierowe miasta". Dodam jeszcze, że bohaterowie Johna Greena są do siebie podobni niestety, każdą powieść czyta się w ten sam sposób. Okładki mnie powalają, niestety treść nie do końca :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie porwała, ale może dlatego, że było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, może inaczej bym ją odebrała gdybym zaczęła od klasyka czyli gwiazd naszych wina, ale nie mniej jednak jest warta poznania ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. "Szukając Alaski" podobało mi się bardzo, z kolei "Gwiazd naszych wina" nieco mniej. Jednak na pewno, prędzej czy później, sięgnę po "19 razy Katherine", ale nie spodziewam się, że owa historia powali mnie na kolana.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja bardzo polubiłam głównego bohatera. Jest niebanalną postacią i to mi się podoba. 19rk to pierwsza pozycja Greena po którą sięgnęłam i zachęciła mnie do czytania kolejnych. Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!