STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

31 marca 2014

Podsumowanie marca

Marzec był dla mnie wyjątkowym miesiącem, jeśli chodzi o Zrecenzujemy. Przede wszystkim spełniły się dwa moje marzenia związane z blogiem: wreszcie przekroczyłam liczbę 300 obserwatorów, a także zaliczyłam 100 000 gościa na mojej stronie. Na dniach ruszy konkurs, w którym będziecie mogli wygrać Pewnego dnia Emily Giffin w twardej oprawie - niech to będzie małe podziękowanie dla Was za odwiedziny, komentarze oraz wiele innych rzeczy.

W tym miesiącu:
- bloga odwiedziło 10 022 nowe osoby;
- łącznych odwiedzin było 101 572;
- blog ma 302 obserwatorów, 269 fanów na Facebooku i 279 osób w kręgach Google+.

Udało mi się również przeczytać dwanaście książek:

1. Tak wygląda szczęście, Jennifer A. Smith
2. Zabić Kennedy'ego, Bill O'Reilly, Martin Dugard
3. Demony miłości, Eve Edwards
4. Maria Antonina. W Wersalu i Petit Trianon, Juliet Grey
5. Taniec szczęśliwych cieni, Alice Munro
6. Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu, Kady Cross
7. Sasha, Joel Sheperd
8. Przypływ, Daniela Sacerdoti
9. Milion słońc, Beth Revis
10. Kot Bob i ja, James Bowen
11. Niezwykła historia Marvel Comics, Sean Howe
12. Rycerz Siedmiu Królestw, George R.R. Martin


Łącznie było to 4735 stron, czyli jakieś 153 strony dziennie.

Książka Miesiąca wg Czytelników: "Beta"
Najlepsza Książka: "Tak wygląda szczęście", "Milion słońc"
Najgorsza Książka: brak

PLAN NA KWIECIEŃ? Magisterka, magisterka, magisterka (moja nowa mantra)!



"Magia indygo" - Richelle Mead



Tytuł: Magia indygo
Seria: Kroniki krwi
Tom: #3
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 416



Na tę książkę czekali wszyscy fani Richelle Mead w Polsce. A może powinnam napisać: wszyscy amatorzy wątku miłosnego Sydney i Adriana? Przyznaję, że ja sama również uległam czarowi Iwaszkowa i z wypiekami na twarzy wyczekiwałam tych scen. Zatem gdy wreszcie coś się zadziało w temacie, gdy po wielu uczuciowych perturbacjach relacje głównych bohaterów w końcu uległy znaczącej zmianie, mojej radości nie było końca! Co prawda wątek ten nie rozwinął się tak bardzo jak oczekiwaliby tego inni, ale lepsze to niż nic. A na dodatek od Magii indygo dostałam coś jeszcze: mnóstwo akcji, okraszonej zabawnymi dialogami oraz momentami napięcia i oczekiwania. Mówiąc krócej: oczekiwałam dobrej powieści i takąż otrzymałam.

Richelle Mead jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Fabuła przez nią wymyślona tylko z pozoru sprawia wrażenie niezbyt rozbudowanej. Tak naprawdę akcja powoli i systematycznie nabiera rozpędu, aż w końcu osiąga kulminacyjny punkt i sprawia, że ciężko zebrać szczękę z podłogi. To już chyba domena tej autorki: trzymać czytelnika w napięciu i niepewności, by na koniec tak mu dowalić, że długo nie dojdzie do siebie. Dla mnie lektura tej książki stanowiła wspaniałe przeżycie - dzięki temu tomowi utwierdziłam się w przekonaniu, że uwielbiam Kroniki krwi oraz styl pisarki, która je stworzyła.

Muszę przyznać, że lekko rozczarowała mnie jedynie postać Marcusa. Wszyscy fani spodziewali się jakiejś niesamowitej akcji z nim związanej, zwłaszcza że od pierwszego tomu coś wisiało w powietrzu, a trzeci otrzymał nawet nazwę mocno związaną z tym bohaterem. Ja sama spodziewałam się kogoś pokroju potężnego buntownika, który doprowadzi do rebelii i zmieni oblicze organizacji alchemików, a tymczasem dostałam mało wyrazistą postać, bez której fabuła na spokojnie mogłaby się obyć. Nie wiem, może tylko ja tak mam, ale według mnie Marcusowi zabrakło ikry i w efekcie okazał się nijaki, jeśli nie powiedzieć: nudny. Starałam się bardzo widzieć w nim coś niezwykłego, ale nie dałam rady - jako bohater chłopak wnosi naprawdę niewiele do właściwej akcji. A szkoda, bo miał spory potencjał.

Najbardziej podziwiam w Magii indygo stopniową metamorfozę Sydney. Dziewczynie od dziecka wpajano zasady alchemików, uczono nienawiści do wampirów i kazano trzymać się od magii z daleka. Z takim kompletem doświadczeń niesamowite wydaje się już to, że alchemiczka zadaje się z krwiopijcami oraz pozwala pannie Terwiliger uczyć ją arkanów magii ze stricte naukowego punktu widzenia. W rzeczywistości Sydney uczy się posługiwać czarami obronnymi oraz spędza mnóstwo czasu z Adrianem. Oczywiście non stop odczuwa wyrzuty sumienia i stara się odseparować od tych niestosownych działań, jednak w jej umyśle kiełkuje również myśl, że wampiry i magia wcale nie są takie złe jak jej wpajano. Na dodatek wychodzi na jaw, że była oszukiwana przez swoich zwierzchników. To wszystko sprawia, że dziewczyna ulega powolnej metamorfozie. Zaczyna widzieć, że nie pasuje do poukładanego i zafałszowanego świata alchemików...

Magia indygo to bez wątpienia bardzo udana kontynuacja. Wspaniały styl Richelle Mead oddaje w stu procentach polskie tłumaczenie, dzięki czemu powieść czyta się jednym tchem. Wydarzenia, które mają miejsce w tym tomie, są niesamowicie interesujące, choć rozczarowuje postać Marcusa, jako że spodziewałam się po nim większych fajerwerków. Mam ogromną nadzieję, że w kolejnej części przygód Sydney będzie się działo jeszcze więcej i że jej ewentualny związek z Adrianem na dobre się rozwinie i pozwoli mi przeżywać dużo większe emocje niż teraz. Podsumowując: polecam, Richelle Mead jest w doskonałej formie!

Ocena:






KRONIKI KRWI:
Kroniki krwi | Złota lilia Magia indygo

24 marca 2014

"Gorączka 2" - Dee Shulman



Tytuł: Gorączka 2
Seria: Gorączka
Tom: #2
Autor: Dee Shulman
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 472



Jakiś czas temu przeczytałam Gorączkę Dee Shulman, zachwycając się kolejną historią o podróżach w czasie, mimo że sam sposób ich odbywania już wtedy wydawał mi się dziwny, zaś w fabule znaleźć można było parę niedociągnięć. Dzisiaj, gdy mam za sobą Gorączkę 2 oraz kilka innych lektur o podobnej tematyce, dochodzę do wniosku, że trochę przeceniłam pierwszy tom przygód Ewy i Setha. Choć serię czyta się przyjemnie, to nie można jednak nie zauważyć błędów popełnianych przez autorkę, które znacząco pogarszają jej ogólną ocenę.

Ewa i Sethos przeżyli atak śmiercionośnego wirusa, lecz nie oznacza to wcale, że kłopoty mają już za sobą. Tajemnicza choroba nie odpuszcza i teraz gladiator musi dołożyć wszelkich starań, aby ją zbadać i poznać na tyle, by pomóc ukochanej, która dość mocno odczuwa skutki działania wirusa. Dodatkowym problemem dla dwójki bohaterów są nieuchronne zmiany w Partholonie związane z coraz liczniejszym napływem zarażonych. Jak się okazuje, niezwykłe zniknięcia przyciągają uwagę policji oraz mediów, a to grozi poważną destabilizacją równoległego świata. Czy w obliczu tylu niebezpieczeństw Ewa i Seth znajdą czas na miłość?

Generalnie powieść Dee Shulman to lekka historia do przełknięcia w góra dwa wieczory - bo nie daje dużo do myślenia, a raczej wszystko przedstawia jak na tacy. Nie ma więc żadnych niespodzianek, fabuła jest prosta, a w zasadzie mocno przewidywalna. Lekturę zdecydowanie uprzyjemnia przyjazny styl pisania autorki, równie nieskomplikowany, co wydarzenia prezentowane w książce, lecz obawiam się, że to trochę za mało, aby uznać ją za więcej niż dobrą. Oczekiwałam, że w drugim tomie serii akcja nabierze rozpędu i rozwinie się na korzyść dla fabuły. Nie do końca tak się stało, nad czym mocno ubolewam...

O ile wątek kryminalny w postaci śledztwa policjanta Nicka Mullarda oraz dziennikarki Jennifer Linden jest według mnie wciągający i przysparzający dreszczyku emocji, o tyle cała reszta kuleje. Największe baty należą się autorce za zmasakrowanie wszystkiego, co dotyczy Ewy. Już w pierwszym tomie była to postać może i na swój sposób intrygująca, ale i bez wątpienia irytująca. Jeśli już wtedy główna bohaterka Was denerwowała, to teraz na bank doprowadzi Was do szewskiej pasji, bo ze mną było dokładnie tak samo. W Gorączce 2 Ewa to chodzące nieszczęście, ciamajda bez ikry i energii pozbawiona samodzielnego myślenia. Seth także nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenia, a wszystko za sprawą jego miłości do sobowtórki Liwii, a raczej jego totalnej obsesji na jej punkcie. Doprawdy, oboje powinni gdzieś w tym znaleźć złoty środek, bo w pewnym momencie od ich przesłodzonych dialogów zrobiło mi się niedobrze i wolałabym tego uniknąć w trakcie lektury trzeciej części. Gdyby tylko Dee Shulman odpowiednio to wyważyła, byłoby o wiele, wiele lepiej.

Na plus mogę jeszcze zaliczyć kwestię podróży w czasie, które co prawda odbywają się w niecodziennych warunkach, ale teraz zyskały wreszcie znamiona zjawiska wytłumaczalnego za sprawą nauki. Mówiąc prościej: w drugim tomie pojawia się trochę teorii, co samo w sobie jest bardzo ciekawe i przebija wszystko inne.

Gorączka 2 zawiodła moje oczekiwania, ale opowieść o Ewie i Sethosie nadal mnie interesuje i zamierzam kontynuować tę przygodę. Nie łudzę się, że niektóre z wad tej serii zostaną przez autorkę wyeliminowane, ponieważ odnoszę wrażenie, że tak już po prostu ma i nic tego nie zmieni, ale liczę, że kolejne ciekawe wątki zatuszują niemiłe wrażenie, jakie zostawiły po sobie makabryczne charaktery głównych bohaterów. Myślę, że osobom, które czytały poprzedni tom nie muszę polecać najnowszego, bo bez dwóch zdań warto poznać dalszy ciąg tej historii, ale jeśli wciąż macie przed sobą Gorączkę 1, to lojalnie uprzedzam, że trzeba mieć do niej cierpliwość. A zwłaszcza do Ewy, której zachowanie pozostawia wiele do życzenia.

Ocena:





GORĄCZKA:
Gorączka 1 | Gorączka 2

20 marca 2014

"Żona inkwizytora" - Jeanne Kalogridis




Tytuł: Żona inkwizytora
Autor: Jeanne Kalogridis
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 416




Izabela Kastylijska rządzi Hiszpanią w sposób zdecydowany. Surowa królowa robi wszystko, co w jej mocy, by za jej panowania rozkwitła wiara katolicka - jedyna słuszna w jej mniemaniu. Niestety, w kraju panoszą się konwertyci, a więc nawróceni, niekoniecznie z potrzeby serca, innowiercy. Władczyni, za namową doradców, a zwłaszcza mnicha Tomasa de Torquemady, postanawia pozbyć się ich z hiszpańskich ziem i w tym oto celu powołuje do życia urząd świętej inkwizycji. Pogrom Żydów i muzułmanów rozpoczyna się w Sewilli. 

Ogromna tragedia dotyka wielu mieszkańców miasta - staje się również źródłem kłopotów dla Marisol Garcii, bohaterki powieści Żona inkwizytora autorstwa Jeanne Kalogridis. Czasy, w których inkwizycja zbierała swoje najkrwawsze żniwa, stały się dla autorki tłem dla wymyślonej, ale jakże wiarygodnie napisanej historii młodej kobiety, której ojciec, oskarżony o herezję, wydaje ją za mąż za inkwizytora, by uratować jej życie. Dosyć często mamy w literaturze do czynienia z takimi rozwiązaniami, wszak tego typu działania rodziców nie są przecież czymś nowym - historia pokazuje, że małżeństwa aranżowano nie tylko dla zysku, ale i po to, aby uchronić najbliższych przed tragicznym losem - więzieniem, a nawet śmiercią.

Opowieść o nieszczęśliwym małżeństwie Marisol jest według mnie całkiem wiarygodna, a i muszę przyznać, że samo umiejscowienie akcji w tak nietypowych ramach czasowych jest naprawdę śmiałym i godnym pochwały posunięciem. Po Żonę inkwizytora sięgnęłam przede wszystkim dlatego, że inkwizycja bardzo rzadko pojawia się w fabularyzowanych historiach. Liczyłam na dobrą powieść i w gruncie rzeczy ją dostałam.

Jeanne Kalogridis sprawnie zarysowuje tło historyczne, dzięki czemu łatwo można sobie wyobrazić tamte czasy. Czytanie o nich było dla mnie przyjemnością, zwłaszcza że język powieści nie był zbyt skomplikowany. Podobało mi się również wplecenie w cały ten wątek religijno-polityczny historii miłosnej, niemniej złożonej niż problem świętej inkwizycji nadużywającej przywilejów. Ten jakże prosty zabieg spowodował, że opowieść nabrała naturalności i stała się dużo bardziej strawna. Raczej nikt by nie chciał czytać o samych tylko stosach. Autorka oddała w ręce czytelników nieskomplikowaną, ale wielowątkową książkę, w której każdy powinien znaleźć coś dla siebie: jest romans, jest akcja, a więc od prezentowanych treści nie wieje nudą.

Żona inkwizytora ma jednak pewną drobną wadę: w wielu miejscach, zwłaszcza pod koniec książki, widać, że autorka usilnie dąży do zamknięcia historii. Tym samym wątki kończą się nagle, a nawet urywają, przez co ma się wrażenie, iż Kalogridis złapała zbyt wiele srok za ogon i teraz nie wie jak wyjść z całej tej sytuacji z twarzą. Stosując uproszczenia i na siłę dążąc do finału, pisarka nie do końca spełniła moje oczekiwania co do tej powieści. Uważam, że kosztem niektórych zbędnych wątków i historyjek można było rozwinąć te, które nadawały jej odpowiedni ton i barwę, bo dzięki temu końcowy efekt byłby dużo lepszy. A tak wyszło średnio.

Moje pierwsze spotkanie z prozą Jeanne Kalogridis połowicznie okazało się sukcesem i nie wykluczam w bliżej nieokreślonej przyszłości sięgnięcia po inne dzieła jej autorstwa. Autorce potrzeba drobnego doszlifowania warsztatu i pohamowania chęci opisania wszystkiego, co przychodzi jej na myśl, a będzie dobrze! Żonę inkwizytora polecam Wam jako ciekawy przykład powieści historycznej i liczę, że wielu osobom przypadnie ona do gustu. Już teraz widzę tendencję autorki do poruszania rzadko podejmowanych tematów, dlatego też mam podstawy, by sądzić, że jeszcze o niej usłyszymy. Czekam na to z niecierpliwością!

Ocena:





17 marca 2014

Stos 3/2014

Ja wiedziałam, że tak będzie... Wiedziałam, że jak dostanę stypendium, to stanę się tak łasa na nowe książki, że nie znajdę umiaru w kupowaniu ich. Tylko sześć z prezentowanych poniżej tytułów to otrzymane przeze mnie egzemplarze recenzenckie. Cała reszta książek to efekt mojego niczym niepohamowanego zakupoholizmu. Na szczęście powiedziałam sobie dość, bo najwyższa pora zmienić starego laptopa na nowszy model, a zatem w najbliższym czasie zamierzam się mocno ograniczyć z zakupami. Trzymajcie kciuki, żeby się udało!

Na poniższych zdjęciach zobaczycie kilka szczegółów:
a) klasykę, od której do tej pory odgradzałam się niezrozumiałym teraz murem;
b) kryminał, jako że Wołanie kukułki obudziło moją miłość do tego gatunku;
c) książkę, która posłuży mi jako materiał do napisania własnej książki;
d) reportaże, ponieważ zakochałam się w nich za sprawą Małgosi Kumikowej;
e) to, co zwykle, a zatem masę ciekawych książek, których lektury nie mogę się doczekać.


Po lewej:

1. Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu, Kady Cross [Fabryka Słów]
2. Kot Bob i ja, James Brown [Nasza Księgarnia]
3. Światło się mroczy, George R.R. Martin [Zysk i S-ka]
4. Niezwykła historia Marvel Comics, Sean Howe [SQN]
5. Zimowa opowieść, Mark Helprin [Otwarte]
6. Złodziejka książek, Markus Zusak [Nasza Księgarnia]

Po prawej:

1. Buszujący w zbożu, J.D. Salinger [Albatros]
2. Dziewczyna w stalowym gorsecie, Kady Cross [Fabryka Słów]
3. Posępna litość, Robin LaFevers [Fabryka Słów]
4. Duma i uprzedzenie, Jane Austen [Prószyński i S-ka]
5. Człowiek nietoperz, Jo Nesbø [Dolnośląskie]
6. Powrót do Ferrinu, Katarzyna Michalak [Literackie]
7. W tajnych służbach prezydenta, Ronald Kessler [Wołoszański]


1. Kąpiel ze słoniem, Claire i Mia Fontaine [PWN]
2. Gorsze światy, Wojciech Śmieja [PWN]
3. Byłem ziemniaczanym oligarchą, John Mole [PWN]
4. Kruchy lód, Anna Wojtacha [PWN]
5. Geografia szczęścia, Eric Weiner [PWN]
6. Pomarańcze w śniegu, Peter Kerr [PWN]
7. Witamy w piekle, Dom Joly [PWN]

Czy któraś z tych książek szczególnie Wam się spodobała?
Co polecacie, a co radzicie omijać szerokim łukiem?

11 marca 2014

"Beta" - Rachel Cohn



Tytuł: Beta
Seria: Annex
Tom: #1
Autor: Rachel Cohn
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 316



Patrząc na tę rajską okładkę, nie potrafiłam odmówić sobie lektury Bety. Nie wiedziałam o niej nic ponad to, czym uraczył nas wydawca w blurbie, ale spodziewałam się przyzwoitej książki młodzieżowej, która wciągnie mnie do swojego świata na parę godzin. Rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania, gdyż powieść pióra Rachel Cohn nie dała mi o sobie zapomnieć przez długi czas. Stanowiła dla mnie wyśmienitą rozrywkę, pomimo pewnych wtórnych motywów wykorzystanych przez autorkę, a także zapewniła mi ogromną dawkę wspaniałych wrażeń związanych z kreacją świata przedstawionego.

Elizja jest nastoletnim klonem stworzonym w jednym tylko celu: ma służyć mieszkańcom Dominium oraz dotrzymywać towarzystwa ich zblazowanym dzieciom. Dziewczyna jest jedną z pierwszych betanastolatek i - jak sądzi - nie posiada duszy. Kiedy jednak Elizja zaczyna śnić dziwne sny i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że są to wspomnienia jej Pierwszej - nastolatki, z której genów ją wytworzono - świat dziewczyny staje na głowie. Grozi jej również ogromne niebezpieczeństwo, ponieważ tego typu sytuacje nie powinny mieć miejsca. Ale to nie wszystko, bowiem Elizja poznaje pewnego chłopca, który sprawia, że nastolatka zaczyna czuć i przejawiać wszelkie objawy bycia... defektem.

Rachel Cohn stworzyła piękny, ale i bardzo brutalny świat rządzący się własnymi prawami i na pierwszym miejscu stawiający bogactwo i władzę. Wrzucenie do takiej rzeczywistości Elizji - może i stworzonej sztucznie, ale mimo wszystko delikatnej i wrażliwej - wydaje się być okrucieństwem, jednak miło się patrzy na to, że dziewczyna daje sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami losu. Ja sama nie chciałabym znaleźć się w takim świecie, mimo że jest to, jakby nie patrzeć, prawdziwy raj - z błękitnymi lagunami, soczyście zielonymi lasami i wszechobecnym luksusem. Muszę więc przyznać, że autorka zaprezentowała ciekawą koncepcję. Naprawdę przyjemnie czytało się o Dominium oraz tajemnicach, które skrywa.

Beta bazuje na kilku znanych wątkach. Szczególnie rzuca się w oczy podobieństwo do Intruza Stephenie Meyer. Przede wszystkim widać to w wątku miłosnym, który determinowany jest przez wspomnienia głównej bohaterki. Również kwestia duszy ma dla fabuły książki istotne znaczenie. Świadczy to o niezbyt oryginalnym podejściu autorki do tematu, niemniej jednak, patrząc na całą powieść Rachel Cohn, nie można zaprzeczyć temu, że czyta się ją lekko i przyjemnie. W podsumowaniu Beta nie wypada tak źle. 

Powieść o sklonowanej nastolatce bardzo mi się spodobała i z miłą chęcią sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy Elizji. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę zaskakujące zakończenie, które wywarło na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że większości z Was książka przypadnie do gustu, choć pewnie znajdą się i tacy, którym nie spodoba się zbyt oczywista inspiracja losami Wagabundy i Melanie z Intruza Stephanie Meyer. Ja z czystym sumieniem polecam Wam tę historię, bo wciąga i napisana jest tak prosto, że czyta się ją niezwykle szybko.

Ocena:


6 marca 2014

"Aforyzmy i mądrości Tyriona Lannistera" - George R.R. Martin



Tytuł: Aforyzmy i mądrości Tyriona Lannistera
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 160





Gdy serial wyprodukowany przez stację HBO na podstawie Gry o tron odniósł wielki sukces komercyjny, kwestią czasu było pojawienie się na rynku dziesiątek gadżetów nawiązujących do serii. Już nie tylko Pieśń Lodu i Ognia zachwycała fanów na całym świecie - teraz mogli oni do kompletu książek dokupić sobie DVD z serialem, koszulki, figurki i masę innych bibelotów cieszących oko. Ruszył się również rynek wydawniczy: w Polsce mamy już dwa wydania cyklu Martina, książkę kucharską, komiks, a teraz także i zbiór cytatów jednej z najwyrazistszych postaci. Mowa o Aforyzmach i mądrościach Tyriona Lannistera.

Książka wydana nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka zdecydowanie nie grzeszy objętością, ale za to treściowo reprezentuje osobowość i światopogląd postaci, którą darzę ogromną sympatią. Tyrion jest chyba ostatnim Lannisterem, który rozumie znaczenie słowa honor i z tego prostego względu już przy lekturze sagi bardzo go polubiłam. Za to aktor Peter Dinklage odgrywający rolę sympatycznego karła w serialu stacji HBO sprawił, że jeszcze bardziej się do niego przywiązałam. Dlatego też posiadanie na własność pozycji skupiającej wszystkie mądrości Tyriona było dla mnie rzeczą oczywistą. Często do niej powracam, bo osobowość, charakter i cięty język tego bohatera zdecydowanie mi odpowiadają. Nie wszystkie teksty są według mnie warte uwiecznienia, ale większość owszem. A już zwłaszcza w takim estetycznym wydaniu.

Aforyzmy i mądrości Tyriona Lannistera wydano w solidnej, twardej oprawie. W środku znajdują się liczne ilustracje autorstwa Jonty'ego Clarka, który zaprojektował również okładkę nawiązującą do najsłynniejszego dzieła sztuki pędzla Michała Anioła. Ilustracje są trafne i przewrotne - wywołują uśmiech na twarzy odbiorcy. Całość podzielono na kilkanaście rozdziałów tematycznych. Niesamowite, że jedna postać potrafiła odnieść się do tylu rzeczy w swoich dialogach. Tak czy inaczej uważam, że to kompendium stanowi bardzo ciekawy i oryginalny dodatek do serii, którą pokochałam za realizm i mnogość interesujących wątków.

Nie da się ukryć, że tego typu publikacje powstają tylko dlatego, że nawiązują do czegoś dużo sławniejszego od nich samych i głównie po to, by zarobić. Pamiętam o tym, ale nie ma to dla mnie większego znaczenia, podobnie jak nie jest to istotne dla osób, które uważają się za fanów twórczości George'a Martina. Jedyne, nad czym ubolewam, to fakt, że póki co istnieje tylko ten jeden zbiór cytatów, podczas gdy warto byłoby zebrać w całość mądrości wielu innych bohaterów Pieśni Lodu i Ognia, takich jak Ned Stark oraz Daenerys Targaryen. Pod każdym innym względem książkę uważam za udaną i polecam ją wszystkim zainteresowanym. Warto mieć coś takiego na półce!

Ocena: