STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

31 maja 2014

Podsumowanie maja

Maj dobiegł końca, a wraz z nim pisanie pracy magisterskiej. Tak, choć może się Wam to wydać niesłychane, ja naprawdę skończyłam ją pisać! Teraz pozostaną mi tylko liczne korekty, dopiski, skreślenia, uzupełnienia - słowem wszystko to, co uprzykrza życie biednemu magistrantowi. Ale dam radę, bo jestem już bliżej niż dalej obrony! Możecie być ze mnie dumni i trzymać kciuki, bym jak najszybciej miała to za sobą.

Ten miesiąc nie cieszył się na blogu moją obecnością tak jak do tej pory, ale ostrzegałam Was, że tak będzie, więc mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Choć nie pisałam wiele, z frekwencją z Waszej strony nie było wcale tak źle jak się obawiałam, że będzie. 

W maju:
- bloga odwiedziło 9 048 nowych osób;
- łącznych odwiedzin było 122 892;
- blog ma 320 obserwatorów, 282 fanów na Facebooku i 326 osób w kręgach Google+.

Łącznie pochłonęłam czternaście tytułów: 

1. Kocham Paryż, Isabelle Laflèche
2. Biała królowa, Philippa Gregory
3. The One, Kiera Cass
4. Apokalipsa Z. Początek końca, Manuel Loureiro
5. Przyzwoitka, Laura Moriarty
6. Szkatułka pełna Sahelu, Mirosław Kowalski
7. Słońce jeszcze nie wzeszło, Piotr Bernardyn
8. Dziennik Bridget Jones, Helen Fielding
9. Bridget Jones. W pogoni za rozumem, Helen Fielding
10. Bridget Jones. Szalejąc za facetem, Helen Fielding
11. Sherlock Holmes. Tom 1, Arthur Conan Doyle
12. Krucjata, Philippa Gregory
13. Krwawy szlak, Moira Young
14. Grace. Księżna Monako, Jeffrey Robinson

Książka Miesiąca wg Czytelników: "Nieskończoność"
Najlepsza Książka: "The One", "Biała królowa"
Najgorsza Książka: brak

PLAN NA CZERWIEC? Obronić się!

 

16 maja 2014

Stos 5/2014

Pora na majowy post ze zdobyczami! Niestety, nie mam obecnie czasu na tworzenie filmików, ale wierzę, że wkrótce się to zmieni. Melduję, że praca magisterska jest na ukończeniu!

Po lewej znajduje się niewielki stos recenzencki, po prawej zaś własny. I niech tylko ktoś rzuci gdzieś w sieci hasło, że blogerzy żyją wyłącznie z książek od wydawnictw! Ja uwielbiam szukać promocji i kocham kupować nowe tytuły, uzupełniać biblioteczkę dzięki sobie, a nie innym. 

Z ciekawostek dodam, że Wybrani i Dziedzictwo przyjechały do mnie prosto od C.J. Daugherty.


Po lewej:

1. Angelfall. Penryn i Świat Po, Susan Ee [Filia]
2. Apokalipsa Z. Mroczne Dni, Manuel Loureiro [Muza]
3. Apokalipsa Z. Gniew sprawiedliwych, Manuel Loureiro [Muza]
4. Dziewięć żyć Chloe King. Wybrana, Liz Braswell [Filia]
5. Wina Gwen Frost, Jennifer Estep [Dreams]
6. Grace. Księżna Monako, Jeffrey Robinson [Marginesy]
7. Tove Jansson. Mama Muminków, Boel Westin [Marginesy]

Po prawej:

1. Nowy wspaniały świat, Aldous Haxley [Muza]
2. Charlie, Stephen Chbosky [Remi]
3. Pomnik Cesarzowej Achai. Tom 3, Andrzej Ziemiański [Fabryka Słów]
4. Polowanie, Andrew Fukuda [Fabryka Słów]
5. Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu, Kady Cross [Fabryka Słów]
6. Motyl, Lisa Genova [Filia]
7. Kocia kołyska, Kurt Vonnegut [Albatros]
8. Dotyk Julii, Tahereh Mafi [Moondrive]
9. Poradnik pozytywnego myślenia, Matthew Quick [Otwarte]
10. Niezbędnik obserwatorów gwiazd, Matthew Quick [Otwarte]
11. Anioły jedzą trzy razy dziennie, Grażyna Jagielska [Znak]
12. Wybrani, C.J. Daugherty [Moondrive]
13. Dziedzictwo, C.J. Daugherty [Moondrive]
14. Echo winy, Charlotte Link [Sonia Draga]

Znaleźliście coś dla siebie?

12 maja 2014

"Troje przeciw Światu Czarownic" - Andre Norton


To moje trzecie spotkanie z klasyczną twórczością Andre Norton, autorki nazywanej Matką Fantastyki. Choć przydomek ten zapewne nadano jej ze względu na to, że promowała ów gatunek w dobie, gdy był on jeszcze niepopularny, ja powoli zaczynam sądzić, że nie do końca na niego zasługuje. Proza Norton z tomu na tom staje się coraz bardziej pogmatwana i, o dziwo, nudniejsza. Dla przykładu: J.R.R. Tolkiena ochrzczono Ojcem Fantastyki i w jego przypadku nie śmiałabym tego podważyć, ponieważ świat, który stworzył od podstaw, jest harmonijny i pozbawiony sztuczności, zaś dzieła powstałe w wyniku jego ciężkiej pracy - ponadczasowe.

Zarówno w Świecie Czarownic, jak i w Świecie Czarownic w pułapce główne skrzypce grała para - Simon i Jaelithe. Mylił się ten, kto sądził, że i tym razem tak będzie. Czarownica i jej ludzki mąż zostali odsunięci od historii, jak gdyby oboje całkiem się wypalili i nie byli już autorce do niczego potrzebni. Pojawili się za to nowi bohaterowie, i to nie byle jacy, bo mowa o dzieciach Tregarthów: Kellanie, Kemocu i Kaththei. Cała trójka przejawia zdolności magiczne i choć każde z nich posiada inną moc, to tylko razem są niepokonani. Magia jest dla nich jednocześnie darem i przekleństwem. Kiedy Kaththeia zostaje siłą wcielona do szkoły dla czarownic, jej bracia bliźniacy natychmiast ruszają jej na ratunek. Rodzeństwo, zadzierając ze zbyt potężnymi wrogami, jest zmuszone opuścić granice swojego świata i wyrusza do krainy, o której nikt poza nimi nie pamięta.

Z powyższego opisu mogłoby wynikać, że Andre Norton napisała mocno wciągającą historię, pełną przygód i niebezpieczeństw, ale za to niesamowicie wyrazistą. W rzeczywistości powieść ta jest rozczarowująco nudna i aż dziw człowieka bierze, że można aż tak bardzo opuścić się w pisaniu. Pokusiłabym się o tezę, że autorka nie miała już żadnego ciekawego pomysłu na głównych bohaterów i zamieniła ich na - w jej mniemaniu - lepszy model. Nic bardziej mylnego! Bliźniakom brakuje ikry, są bezpłciowi, a ich charaktery kiepsko zarysowane, w efekcie czego nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła do ich polubienia. Nie da się ukryć, że ich przygody w zamyśle mają wzbudzać w czytelniku emocje, ale ani mnie to nie ziębi, ani grzeje... Powieści Troje przeciw Światu Czarownic brakuje tego czegoś, co by mnie do niej przyciągało i w sumie jest to dla mnie smutne, bo przydomek Matki Fantastyki przecież do czegoś zobowiązuje. Stanowi obietnicę, że to, co będę czytać, okaże się dobre, podczas gdy to, co dostaję, jest co najmniej ciężkostrawne.

Brak wyrazistych bohaterów w trzecim tomie Świata Czarownic niesamowicie kłuje w oczy. Nic nie jest w stanie zamazać tego niemiłego wrażenia, bowiem nie ma w fabule nikogo, kto byłby w stanie odwrócić moją uwagę od beznadziejnej kreacji nowych postaci i bolesnego braku starych, ale przynajmniej sprawdzonych i zaakceptowanych. Odnoszę wrażenie, że cały cykl obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, przez co poprzednie dwa tomy nie mają wiele wspólnego z trzecim. Nawet miejsce akcji się nie zgadza!

Gdyby tylko styl Andre Norton nie był tak powściągliwy, być może ukazana w powieści fabuła byłaby bardziej emocjonująca. A tak ma się do czynienia z suchym opisem, drętwymi dialogami i generalnie czuje się duże zniechęcenie do tego, co prezentuje autorka. Nie da się ukryć - wątek z zapomnianym przez wszystkich światem, pełnym nieznanych stworzeń i tajemniczych postaci, ma ogromny potencjał i - odpowiednio opisany - mógłby stanowić największy atut książki. Oby tak się stało z kolejną częścią przygód bliźniaków...

Lektura powieści Troje przeciw Światu Czarownic była dla mnie sporym rozczarowaniem. Nie rozumiem decyzji autorki o porzuceniu wątku wojen w Estcarpie i zmianie bohaterów. Z pewnością o wiele lepiej czytałoby mi się zarówno o duecie Simon-Jaelithe, jak i o ich zdolnych dzieciach. Wolałabym już, żeby fabuła przeskakiwała z miejsca na miejsca, ponieważ byłoby to lepsze niż bezpłciowa relacja Kellana z jego przygód z rodzeństwem. Nie porzucam Świata Czarownic raz na zawsze - trzymam kciuki, aby czwarty tom przywrócił moją wiarę w to, że przydomek Matki Fantastyki nie został przyznany Andre Norton na darmo.

Troje przeciw Światu Czarownic (Świat Czarownic #3), Andre Norton, Nasza Księgarnia 2013, s. 288.

Recenzja powstała na potrzeby portalu eFantastyka.pl.

11 maja 2014

"Elita" - Kiera Cass [przedpremiera]


Dziś, kiedy jestem świeżo po zakończeniu lektury wszystkich książek, które Kiera Cass poświęciła Americe i Maxonowi, przyszedł też czas, bym podzieliła się z Wami wrażeniami po przeczytaniu Elity. Pierwszy tom serii - Rywalki - przyjęłam z ogromnym entuzjazmem i nie mogłam doczekać się polskiej premiery drugiego - w efekcie przeczytałam go w oryginale. Nie dość, że nieźle podszkoliłam angielski, to jeszcze nie musiałam tak długo czekać, rwąc sobie włosy z głowy. To była jedna z lepszych decyzji, jakie podjęłam!

W Selekcji pozostało już tylko sześć konkurentek do roli księżniczki Illèi i jednocześnie żony Maxona. Wśród członkiń tytułowej Elity jest, rzecz jasna, America, dziewczyna, dla której książę stracił głowę, a która nie potrafi zdecydować się czy woli następcę tronu, czy swoją dawną miłość - Aspena Legera i ma coraz mniej czasu na podjęcie decyzji. Maxon, który nie ma pojęcia, że były ukochany Ami przebywa na zamku, czuje się zdezorientowany zachowaniem dziewczyny, co komplikuje sytuację i zmusza księcia do szukania alternatyw. Na dodatek rebelianci częściej i dużo zacieklej atakują posiadłość władców Illèi i nikt nie ma pojęcia o co im tak naprawdę chodzi. W zamku jest coraz niebezpieczniej, a atmosfera staje się niezwykle napięta.

Byłam totalnie oczarowana Rywalkami i zakochałam się w Maxonie. Mimo że najchętniej zagarnęłabym dla siebie, kibicowałam Americe i naprawdę liczyłam na to, że między nimi wszystko dobrze się ułoży. Z powodu niezdecydowania głównej bohaterki rwałam sobie włosy z głowy - jestem przekonana, że gdyby nie miotała się w swojej niepewności, Kiera Cass wcale nie musiałaby pisać trzeciego tomu! Co więcej, praktycznie wszystko, co najgorsze, zdarzyło się z winy Ami! Byłam wściekła za jej każde złe słowo skierowane do Maxona i miałam ochotę przywalić jej z liścia za każdą przykrość, jaką mu sprawiła. Niesamowite, że mogła się tak mocno zmienić, podczas gdy Maxon pozostał taki sam - nieco zagubiony, ale mimo wszystko - idealny.

Częściowo zachowanie Americi można wytłumaczyć - dziewczyna nigdy nie dążyła do władzy i nade wszystko ceniła sobie niezależność. W Selekcji wzięła udział tylko dlatego, że ją wybrano, a została po to, by zapewnić lepszy byt swojej rodzinie. Zapewne nie spodziewała się, że jej znajomość z Maxonem rozwinie się do takiego stopnia. Jestem w stanie zrozumieć jej niechęć do sztywnej etykiety i skłonność do przeciwstawiania się zasadom rządzącym Illèą, podziwiam też jej dążenie do zlikwidowania systemu kastowego, ale zupełnie nie rozumiem po jaką cholerę tak bardzo broni się przed miłością Maxona. Przykro mi było obserwować zmienną naturę dziewczyny, którą w pierwszym tomie podziwiałam za charakter. Strasznie denerwowało mnie to, że jednego dnia myślała coś innego, a drugiego zmieniała zdanie. Czasami wątpiłam, czy sprawdziłaby się w roli księżniczki, choć jej system wartości i empatia przysłużyłyby się biedniejszym mieszkańcom królestwa.

Poruszane przez autorkę wątki są interesujące, ale charakteryzuje je... płytkość. Autorka ma masę naprawdę wspaniałych pomysłów, lecz nie kwapi się, by je rozwijać. Albo urywają się one, zanim na dobre rozwiną, albo traktowane są po macoszemu, przez co człowiek czuje niedosyt. Najlepiej prezentuje się wątek rebeliantów i przeszłości królestwa, sięgającej czasów, gdy Illèa była jeszcze Stanami Zjednoczonymi. Póki co temat jest zaledwie liźnięty, ale wierzcie mi - wszystko nieźle się rozwinie. Generalnie książka jest niezwykle wciągająca i dostarcza masy emocji, za co jestem Kierze Cass naprawdę wdzięczna. Żałuję tylko, że Aspen, który mógłby nieźle namieszać w fabule, jest zaledwie cieniem przemykającym się od rozdziału do rozdziału i właściwie nic do niej nie wnoszącym. Sądzę, że Elita mogła być dużo lepszą powieścią.

Drugi tom Selekcji zawiera dużo więcej wątków i trzyma w napięciu, ale tylko pod względem relacji Maxona i Americi. Jeśli ktoś rajcuje się przede wszystkim tym właśnie tematem, będzie zadowolony. Ja nadal jestem zakochana w tej serii, mimo że Elita prezentowała się gorzej od Rywalek. Sądzę, że dla Maxona jestem gotowa przeżyć nawet największe zawirowania w zachowaniu Ami, ale mną się nie przejmujcie - jestem nieuleczalnym przypadkiem. Generalnie polecam Wam lekturę tej książki - nie pożałujecie!


Elita (Selekcja #2), Kiera Cass, Jaguar 2014, s. 352.

6 maja 2014

"Nieskończoność" - Holly-Jane Rahlens


Czytałam już kilka całkiem dobrych książek o podróżach w czasie, dlatego nie zwlekałam zbyt długo z decyzją o przeczytaniu Nieskończoności Holly-Jane Rahlens. Byłam strasznie ciekawa, jaką to historię kryje w sobie ta pięknie wydana powieść. Rzeczywistość przerosła wszelkie moje oczekiwania. Potraficie sobie wyobrazić świat, którym rządzi chłodny pragmatyzm, gdzie nie istnieje coś takiego jak jednostka, nie mówi się o sobie w pierwszej osobie, a ludzie zachowują się jak pozbawione uczuć roboty, mimo że nimi nie są? Ja nie potrafiłam, dopóki nie sięgnęłam po tę książkę. Autorka stworzyła niezwykle sugestywny obraz przyszłości, a XXIII wiek z jej wizji to niezbyt przyjemny okres czasu. Ja na pewno nie chciałabym tak żyć.

W tej ponurej rzeczywistości żyje Finn Nordstrom, pracownik Biblioteki Europejskiej w Berlinie 2264 roku. Pewnego dnia chłopak dostaje zadanie: ma przetłumaczyć pamiętnik należący do nastolatki żyjącej na długo przed Mroczną Zimą, która na zawsze odmieniła oblicze planety. Początkowo nie wkłada w pracę zbyt wiele serca, ale z czasem przekonuje się, że dziewczyna z przeszłości żyła w niezwykłym świecie, który Finn bardzo chciałby poznać. Coraz bardziej przywiązuje się do niemej bohaterki pamiętnika, zaczyna analizować jej życie pod każdym możliwym względem, aż w końcu szefostwo proponuje mu udział w tajnym projekcie. Całkowicie zaangażowany w sprawę Finn bez wahania przyjmuje propozycję, choć nie wie jeszcze, że gra, w której weźmie udział, odmieni go nie do poznania i sprawi, że nic nie będzie już takie samo jak kiedyś.

Z początku nie trawiłam Nieskończoności. Nie podobał mi się jej specyficzny język, a zwłaszcza towarzyszące mu neologizmy. Ale wiadomo, że za trzysta lat ludzie nie będą mówili tym samym językiem, co my teraz, więc nie ma się co dziwić, że autorka postarała się o nieznane słownictwo, które pasuje do opisywanych przez nią czasów. Zresztą, im dalej w treść, tym mniejszą uwagę zwraca się na słowa, skupiając ją raczej na fabule. Z nią bywało różnie. Początek był raczej nużący, ale na szczęście akcja szybko nabrała tempa i sprawiła, że czytanie powieści stało się prawdziwą przyjemnością. Przede wszystkim interesujący był dla mnie świat przedstawiony - kompletnie nieprzyjazny jakimkolwiek uczuciom i emocjom, a mimo to tak fascynujący! Z przyjemnością wyłapywałam różnice między teraźniejszością a tym, co Rahlens widzi jako przyszłość Ziemi. Równie miłe w odbiorze okazało się czytanie pamiętnika Eliany, a ponieważ lubię czytać wszelkie tego typu teksty zawarte w powieściach, to można powiedzieć, że byłam podwójnie zadowolona.

Najbardziej jednak przypadła mi do gustu postać Finna, a w szczególności przemiana, jakiej uległ za sprawą swojej tajemniczej misji i pamiętnika Eliany. Z mężczyzny zachowującego się jak android pozbawiony wolnej woli i uczuć, zmienił się w człowieka świadomego istnienia różnych emocji. Stał się odważniejszy i zrozumiał, że mówienie o sobie i dbanie o własne potrzeby jest równie ważne, co dobro ogółu. Przyjemnie jest przyglądać się takiej przemianie na lepsze i własnie dzięki temu Finn na długo pozostanie w mojej pamięci jako przykład bohatera literackiego, który potrafi dostrzec to, co w życiu najważniejsze.

Nieskończoność Holly-Jane Rahlens to powieść, która startuje powoli, ale finiszuje z pompą. Choć początek książki jest taki sobie i właściwie niczym się nie wyróżnia na tle innych antyutopii, to jednak kierunek, w jakim rozwija się fabuła, okazuje się zbawienny dla całości. Z czystym sumieniem informuję Was zatem, że kolejna książka z serii Poza czasem wydawanej przez Egmont to udane dzieło, z którym warto się zapoznać.

Nieskończoność, Holly-Jane Rahlens, Egmont 2013, s. 456.