STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

30 czerwca 2014

Podsumowanie czerwca


Obroniłam się! Wreszcie otrzymałam upragniony tytuł magistra dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Swoją pracę pisałam o tym, co kocham najbardziej: blogowaniu i rynku książki. Teraz, gdy nareszcie mam to za sobą, Zrecenzujemy na powrót staje się numerem jeden w moim życiu. I zamierzam sprawić, że to poczujecie! Będzie więcej recenzji i tekstów, a może i wystartuję z nowym projektem? Na razie to tajemnica. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki - naprawdę fajni z Was ludzie i cieszę się, że dla Was piszę.

Czerwiec był skromny - mało przeczytanych książek i jeszcze mniej recenzji, a to dlatego, że napisanie pracy to nie wszystko! Trzeba ją poprawić, poddać korekcie, oprawić, a gdy trafi do dziekanatu, to w domu czeka jeszcze długa na stronę lista zagadnień z całego toku studiów, które dawno zdążyły wyparować z głowy. Tym samym sporo czasu poświęciłam na naukę. Na szczęście się opłaciło, bo na dyplomie będę miała piątkę. Nie ma nic lepszego w karierze studenta niż magisterka obroniona na najwyższą ocenę!

W tym miesiącu:
- bloga odwiedziło 11 139 nowych osób;
- łącznych odwiedzin było 133 749;
- blog ma 334 obserwatorów, 300 fanów na Facebooku i 341 osób w kręgach Google+.

Przeczytałam dwanaście książek:

1. Troje, Sarah Lutz [RECENZJA]
2. Dar Julii, Tahereh Mafi [RECENZJA]
3. Wina Gwen Frost, Jennifer Estep
4. Urodzona o północy, C.C. Hunter
5. Księga cmentarna, Neil Gaiman
6. Żywe srebro, Neal Stephenson
7. Petrodor, Joel Sheperd
8. Niebezpieczne związki, Pierre Choderlos de Laclos
9. 19 razy Katherine, John Green
10. Kobiety, które zawładnęły Europą, Jean Des Cars
11. Night School. Resistance, C.J. Daugherty [RECENZJA]
12. Seksturysta, Adam Ambler

Książka Miesiąca wg Czytelników: Night School. Resistance
Najlepsza Książka: Night School Resistance, Dar Julii
Najgorsza Książka: Seksturysta

PLAN NA LIPIEC? Nadrabiamy recenzje!

22 czerwca 2014

"Zbuntowani" - C.J. Daugherty [przedpremiera]

Recenzje poprzednich tomów: Wybrani | Dziedzictwo | Zagrożeni

Premiera czwartego tomu Nocnej Szkoły miała miejsce na początku czerwca. Książkę zamówiłam jeszcze jako preorder i niedawno odebrałam przesyłkę. Oczywiście, od razu zaczęłam ją czytać. Nie było to proste zadanie, bo angielski brytyjski jest dużo trudniejszy od amerykańskiego, ale dzielnie przeczytałam ją do samego końca i dzisiaj dzielę się z Wami swoimi wrażeniami z lektury Zbuntowanych.

Uważam się za wielką fankę serii - od początku byłam na bieżąco z wszelkimi informacjami udzielanymi przez autorkę na jej fanpejdżu i dzięki temu widziałam trailer książki od razu po jego premierze. Po przeczytaniu powieści mogę potwierdzić, że ten krótki filmik dość dobrze oddaje to, co Daugherty przekazała w jej fabule. Akcja zaczyna się dokładnie tak jak w zwiastunie - Allie przenosi się z miejsca na miejsce, aby Nathaniel nie dowiedział się, gdzie aktualnie przebywa. Ale nie oszukujmy się, to przecież ten Nathaniel, wielki antagonista Cimmerii, a dla mnie osobiście największa zagadka serii - on zawsze wszystko wie. Znajduje Allie w rezydencji Sylvaina i przeprowadza atak, który zmusza dziewczynę i jej przyjaciół do powrotu do Akademii. Przypomnę może, że chodzi o szkołę, w której nadal przebywa szpieg życzący śmierci naszej rudowłosej buntowniczce.

Wokół wielkiej niewiadomej w postaci szpiega Nathaniela ukuta jest właściwie cała fabuła. Co najważniejsze, C.J. osiąga mistrzostwo w wodzeniu czytelnika za nos. W trakcie lektury trzy razy zmieniłam zdanie co do tego, kto według mnie jest zdrajcą, ale każdy mój typ okazał się niewypałem. Tak, dobrze kojarzycie fakty. W tym tomie wreszcie zyskujemy odpowiedzi na kilka ważnych pytań: poznajemy tożsamość szpiega i powody, dla których to robi, a także zagłębiamy się w drzewo genealogiczne Allie, które jest co najmniej imponujące. Dochodzi też do absolutnie genialnie opisanego przez autorkę spotkania, którego efektem jest kompletnie odmienione oblicze wojny z Nathanielem, zwłaszcza dlatego, że pod sam koniec ginie ważna dla nas osoba! A zatem piszę to z ręką na sercu i w pełni władz umysłowych - C.J. stworzyła istny majstersztyk!

Fabuła do momentu wykrycia zdrajcy wydawała mi się nużąca. Oczywiście, było kilka fajnych wątków i sporo świetnie napisanych scen, ale akcja nie była tak wartka jak w poprzednich tomach. Powieść porównałabym do kolejki górskiej, która przez większość czasu wolno wspina się ku górze, by pod sam koniec osiągnąć punkt kulminacyjny i zacząć pędzić w dół na łeb, na szyję. Ostatnia strona powieści była dla mnie kompletnym dołem emocjonalnym - poczułam się wówczas całkowicie wyzuta z radości. Daugherty najpierw poprowadziła mnie na wyżyny szczęścia, a potem boleśnie wdeptała w ziemię. W trakcie czytania książki mogłam się śmiać i radować, ale finalnie i tak zostałam wpędzona w dół rozpaczy, z którego nie wypełznę chyba aż do premiery ostatniej części tej genialnej serii. Oby autorka napisała ją jak najszybciej.

Fani wątku miłosnego, nie będziecie zawiedzeni! Allie zdaje już sobie sprawę z tego, że najwyższy czas podjąć ostateczną decyzję. Nie jest to dla niej proste, ponieważ dziewczyna nie wie czym tak naprawdę jest dla niej miłość i w związku z tym nieustannie poszukuje odpowiedzi. Ponadto cechą Allie jest ogromna empatia, co nader doskonale widać w momentach, w których ukazane są jej przemyślenia. Przewija się w nich mocne postanowienie, by nikogo nie zranić. Niemniej jednak pod koniec książki padają słowa w stylu: "Im bardziej staramy się nikogo nie zranić, tym mocniej ranimy wszystkich dookoła". W obliczu tego, co dzieje się w życiu uczuciowym Allie, Cartera i Sylvaina, są to słowa wybitnie adekwatne do wydarzeń mających miejsce w fabule. Wiadomo, że tylko jeden z chłopaków może zostać wybrankiem Allie, dlatego też uprzedzam: połowa z Was będzie niezadowolona, gdyż dziewczyna faktycznie dokonuje wyboru. Jego okoliczności pozostawię bez komentarza, gdyż jest to tak piękna scena, że musicie zapoznać się z nią osobiście.

Zbuntowani to świetna kontynuacja cyklu, na którą zdecydowanie warto było tak długo czekać. Aż żałuję, że jej lekturę mam już za sobą i ominie mnie cała ta emocjonalna otoczka związana z nerwowym oczekiwaniem na polskie wydanie. Jestem przekonana, że fani serii będą dużo bardziej niż zachwyceni, ponieważ C.J. Daugherty po raz kolejny dowiodła, że w pisaniu młodzieżówek pozbawionych nadnaturalnych wątków nie ma sobie równych. Jej najnowsze dzieło długo nie będzie schodzić z list bestsellerów.

Zbuntowani (Wybrani #4), Otwarte 2014, s. 393.

21 czerwca 2014

"Jedyna" - Kiera Cass [przedpremiera]

Recenzje poprzednich tomów: Rywalki | Elita

Lektura ostatniego tomu Selekcji była dla mnie gorzko-słodkim doświadczeniem. Z jednej strony byłam tak ogromnie podekscytowana wielkim finałem, że nie mogłam wysiedzieć na miejscu, a z drugiej ani trochę nie czułam się na siłach, by pożegnać ulubionych bohaterów raz na zawsze. Jasne, że będę mogła powracać do książek Kiery Cass, ale nie oszukujmy się - to nie będzie to samo, co czytanie nowych, nieznanych historii, które mogłabym poznawać w nieskończoność. Jak to się mówi? "Wszystko, co dobre, szybko się kończy".

Napięcie w zamku sięga zenitu. Maxon jest coraz bliższy podjęcia ostatecznej decyzji, choć nie jest ona ani łatwa, ani przyjemna. America jest już właściwie pewna swojego wyboru, ale by jej marzenia się ziściły, musi na nowo zyskać zaufanie swojego wybranka, które utraciła za sprawą swojego karygodnego zachowania. Koniec Selekcji zbliża się wielkimi krokami, co wykorzystują rebelianci, a finał na zawsze odmieni losy kraju.

Ciężko uwierzyć, że to naprawdę koniec, ale jakby nie patrzeć, nie mogłam wymarzyć sobie lepszego finału. Seria skończyła się dokładnie tak jak powinna, a wszystkie nieukończone wątki doczekały się dopowiedzenia. Uzyskałam tym samym odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, a autorka przysporzyła mi wielu momentów, w których mogłam bezkarnie uprawiać swój fangirling. Jak wiecie, jestem ogromną fanką Maxona, a zatem każda scena z jego udziałem była dla mnie na wagę złota. Tych było w książce całkiem sporo! Ogólnie jestem pod wrażeniem pracy Kiery Cass. Fabuła wieńczącego serię tomu została przez nią poprowadzona z wielkim zaangażowaniem i dbałością o detale. Akcja toczyła się w przyzwoitym tempie, a wydarzenia była więcej niż absorbujące. I, uwaga, w tym tomie ginie kilka ważnych osób! Nie potrzebuję niczego więcej, aby zachwycić się powieścią. Jedyna posiada według mnie wszelkie znamiona bestselleru. Dodatkowym atutem książki jest to, że różnica w stylu pisania Kiery Cass jest widoczna gołym okiem. Rezultaty jej pracy z tekstem przeszły moje najśmielsze oczekiwania, bowiem nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobrze!

W Elicie trudno mi było zaakceptować brak zdecydowania Americi w kwestii wyboru życiowego partnera. W sumie trochę ją teraz rozumiem, bo sama w wieku siedemnastu lat nie potrafiłam nawet zdecydować się na konkretne przedmioty zdawane na maturze, a co dopiero, gdybym miała wybierać męża! Niemniej jednak strasznie denerwowało mnie jej zachowanie, bo widać było jak na dłoni, że to, co łączyło ją z Aspenem, nie jest tym, co czuje do Maxona. Ale nie, America musiała niemal do końca zgrywać niezdecydowaną, co w efekcie i tak obróciło się przeciwko niej. Na szczęście w Jedynej Mer była już w pełni przekonana o słuszności swojego wyboru... Tyle że los nadal rzucał jej kłody pod nogi. Rany, frustracja w trakcie lektury tego tomu sięgała u mnie zenitu. Śmiałam się i na przemian płakałam, krzyczałam i zapowietrzałam, a pamiętajcie, że czytałam go po angielsku, a więc zapewne rozumiałam piąte przez dziesiąte. Mimo to lektura przysporzyła mi tylu emocji, że wystarczy mi ich do końca roku! Niesamowite, prawda?

Maxon w Jedynej wspina się na wyżyny bycia ideałem. Nie wiem jakim cudem Kiera Cass wpadła na pomysł jego kreacji, ale musiała doznać jakiegoś objawienia, bo ten chłopak w ogóle nie ma wad! Gdzie takiego znaleźć, powiedzcie mi!? Każda scena z jego udziałem jest majstersztykiem, jego słowa wywołują ciarki na plecach, a i można się dowiedzieć co niego o jego przeszłości i rodzinie... Nie do końca może to być miłe dla kogoś, kto darzy go tak wielkim uwielbieniem, co ja, niemniej jednak, by jeszcze lepiej poznać Maxona, warto przełknąć łzy i zapoznać się z tym, co autorka ma do powiedzenia na jego temat.

Kiera Cass w Jedynej zaserwowała czytelnikom idealne zakończenie cudownej historii o miłości rodzącej się w bajkowej scenerii, która nie jest tak idealna, jak mogłoby się wydawać. Ogrom emocji, które towarzyszyły mi w trakcie lektury trzeciego tomu, sprawiły, że było to dla mnie wyjątkowe przeżycie. Szczerze pokochałam Americę i Maxona, a Kierze Cass będę do końca życia wdzięczna za podzielenie się ze mną ich losami. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tak wspaniałą trylogię. Żal byłoby sie z nią nie zapoznać, dlatego jeśli do tej pory nie mieliście do czynienia z Selekcją, koniecznie nadróbcie braki.

Jedyna (Selekcja #3), Kiera Cass, Jaguar 2014, s. 328.

20 czerwca 2014

"Światło się mroczy" - George R.R. Martin


George R.R. Martin kojarzy się nam przede wszystkim z Pieśnią Lodu i Ognia. Zanim jednak w jego genialnym umyśle zrodziło się Siedem Królestw, słynny pisarz zadebiutował na rynku powieścią Światło się mroczy. Przyznaję, że wybierając tę książkę na lekturę, poleciałam na nazwisko. W ogóle nie wzięłam pod uwagę tego, że to faktycznie jest debiut i ma prawo... odstawać jakością od sztandarowego dzieła Martina.

Nie mogę z czystym sumieniem napisać, że poświęcony temu debiutowi czas był zmarnowany. W gruncie rzeczy była to całkiem dobra historia. Kłopot w tym, że nie tak dobra jak Pieśń Lodu i Ognia. Uważam, że warto przeczytać Światło się mroczy chociażby po to, aby na własne oczy przekonać się o tym jak bardzo wyewoluował styl Martina. Różnica jest kolosalna i sądzę, że gdyby pisarz wydał swoją debiutancką powieść po opublikowaniu swojej najsłynniejszej (i jedynej) sagi, to nikt by nie uwierzył, że napisała ją ta sama osoba. By jeszcze bardziej docenić wysiłek autora w związku ze stworzeniem Westeros, warto najpierw zobaczyć jak powstawał Worlorn. A powstawał w dość chaotyczny sposób...

Akcja rozgrywa się na umierającej planecie, niegdyś pięknej i cywilizowanej, a dziś będącej zaledwie cieniem swojej dawnej świetności. Na niespodziewane wezwanie dawnej ukochanej Gwen, na Worlorn przybywa Dirk t'Larier. Ma nadzieję, że dawne czasy powrócą, lecz nie zdaje sobie sprawy z tego, że to niemożliwe. Coś jest nie tak i mężczyzna będzie musiał dowiedzieć się o co chodzi. A to, niestety, nigdy nie jest łatwe...

Światło się mroczy to klasyczna space opera, historia miłosna rozgrywająca się w kosmosie. Można by się spodziewać, że będzie to fascynująca opowieść o uczuciu pokonującym wszelkie granice, ale nie - w debiucie Martina jest to bardzo nużąca i dłużąca się opowiastka. Zwykle lubię space opery i jaram się wszystkim, co ma związek z kosmosem, ale tutaj czułam się nie tyle rozczarowana, co poirytowana: tym, że autor powieści wydłużał ją na siłę, przypisywał jej drętwą i pompatyczną filozofię, zaś bohaterów kreował na papierowe i bezpłciowe osoby. Mimo że Pieśń Lodu i Ognia ciągnie się niemiłosiernie, to tam ciągle coś się dzieje. Tutaj brakuje tej aury nerwowego oczekiwania na to, co będzie dalej. Widać, że George Martin przeszedł bardzo długą drogę od debiutującego pisarza do genialnego artysty, którego kunszt podziwiają fani na całym świecie.

Czytając tę książkę, w pewnym momencie zrozumiałam, że trochę niesprawiedliwie oceniam ją przez pryzmat największego dzieła Martina. I boję się, że wiele osób zareaguje ponownie - gdy sięgną po Światło się mroczy, bo napisał ją Martin, srogo się zawiodą. Lepiej byłoby najpierw przeczytać jego debiut, a dopiero potem wziąć się za Pieśń Lodu i Ognia. Niestety, obawiam się, że dzięki sławie, którą pisarz zawdzięcza serialowi, mamy na świecie niewiele osób, które mogłyby tak zrobić. Trzeba chyba zaczekać na dorastające pokolenie fanów...

W tej powieści uwidaczniają się braki, które autor uzupełnił, zanim zabrał się do pisania Gry o tron i kolejnych tomów, niemniej jednak muszę przyznać, że wymierająca na Worlornie cywilizacja została przez Martina wyśmienicie przedstawiona. Towarzysząca jej historia, a także dość burzliwe dzieje planety złożyły się w zaskakująco ciekawy wątek. Poznawanie wszystkiego było dla mnie prawdziwą przyjemnością - szkoda jedynie, że zabiło ją wiele innych czynników. Gdyby nie one, pewnie mogłabym uznać debiut najsłynniejszego żyjącego pisarza fantasy za udany. A tak nie mogę tego zrobić bez oszukiwania samej siebie, i Was.

Tak jak pisałam wcześniej, warto zapoznać się z powieścią Światło się mroczy i dowiedzieć się jak debiutował George Martin i jakie miał pomysły przed Pieśnią Lodu i Ognia. Lektura tej książki może pomóc w lepszym poznaniu jej autora i z pewnością sprawi, że bardzo szybko sięgniecie po Grę o tron, aby zatrzeć niezbyt miłe wrażenie po debiucie Amerykanina. Lepszy taki debiut niż żadny! Dobrze zresztą się stało, że Martin nie zraził się do pisania, w przeciwnym wypadku nie poznałabym Tyriona, Jaime'a, Daenerys i Jona Snowa.

Światło się mroczy, George R.R. Martin, Zysk i S-ka 2014, s. 396.

19 czerwca 2014

"Droga do zapomnienia" - Eric Lomax


Jakieś dwa miesiące temu miałam przyjemność sięgnąć po Drogę do zapomnienia Erica Lomaxa. Powieść ta przedstawia prawdziwą historię życia autora, który przetrwał piekło japońskiego obozu jenieckiego w czasach II wojny światowej. Niedawno została ona zekranizowana, a główne role przypadły Colinowi Firthowi i Nicole Kidman. Filmu jeszcze nie widziałam, ale wiem, że po przeczytaniu książki chciałabym ją porównać z filmową adaptacją i przekonać się, czy jest ona równie dobra, co jej literacki pierwowzór.

Eric Lomax od dziecka interesował się koleją, a jego ulubionym zajęciem było poznawanie nowych modeli lokomotyw. Nikt, a już zwłaszcza najbliższa rodzina, nie spodziewał się, że gdy wybuchnie II wojna światowa, ten oderwany od rzeczywistości młody człowiek pójdzie na front. Razem z Królewskim Korpusem Łączności Lomax wyruszył bronić wschodnich granic Imperium Brytyjskiego i właśnie tam trafił do japońskiego obozu jenieckiego. Początkowo nie było to dla niego aż tak traumatyczne przeżycie - Japończycy szanowali go za jego wiedzę i z tego powodu nie był traktowany zbyt surowo. Do czasu, gdy nie oskarżono go o szpiegostwo...

Odkąd przeczytałam Inny świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i szereg innych powieści o takiej tematyce, zaczęłam interesować się kwestią obozów i osadzonych w nich więźniów, którzy, najczęściej sami, opowiadali o swoich przeżyciach. Pewnie dlatego tak ochoczo zabrałam się za Drogę do zapomnienia. Nie odczuwałam przyjemności z czytania o tak tragicznych wydarzeniach, jednak uważam, że jest to książka, którą warto przeczytać, by dowiedzieć się jak wyglądały obozy japońskie. Zwłaszcza dlatego, że do tej pory większość z nas nie wiedziała o ich istnieniu. O niemieckich obozach zagłady - owszem, ale o tych - już nie bardzo.

Historia Erica Lomaxa jest wyjątkowa za sprawą tego, że on sam jest jej narratorem. Wszystko, co przeżył i zapamiętał, poznajemy z jego osobistego punktu widzenia, dzięki czemu powieść zapada głęboko w pamięć, a ponieważ zostało to spisane i wydane, zyskujemy pewność, że przeżycia autora nie zostaną zapomniane. W trakcie czytania jego dzieła cały czas zdajemy sobie sprawę z tego, że to wydarzyło się naprawdę. Wszystkie te okropieństwa wojny, tortury, przesłuchania, śmierć obozowiczów rzeczywiście miały miejsce, a autor Drogi do zapomnienia przeżył to, by dziś opowiedzieć o tym innym. Mnie opowieść Lomaxa głęboko poruszyła i z pewnością długo o niej nie zapomnę. Tematyka jest wprawdzie trudna, ale wychodzę z założenia, że należy się z nią zapoznać chociażby z szacunku dla osób, które to przeżyły.

Bardzo ważnym elementem książki jest motyw przebaczenia. Pewnego dnia Lomax był torturowany, a wszystkiemu przyglądał się tłumacz, Takeshi Nagase. Eric nawet po latach nie był w stanie wybaczyć mu tego, że gdy sam cierpiał katusze w trakcie przesłuchania, Nagase nie kiwnął nawet palcem, by mu pomóc. Dopiero w kwiecie wieku autor książki dojrzał do tego, by spotkać się z Japończykiem i być może spróbować mu wybaczyć. Czy mu się udało, sprawdźcie sami, czytając jego powieść.

Droga do zapomnienia to pełna emocji i niezwykle wzruszająca historia, której poznanie było dla mnie niesamowitym przeżyciem. Uważam czas spędzony na jej lekturze za naprawdę wartościowy i sądzę, że nie mi jednej powieść Erica Lomaxa mogłaby przypaść do gustu. Nie mam wątpliwości, że i Wy nie pozostalibyście obojętni wobec przeżyć głównego bohatera tej historii. Warto przyjrzeć się Drodze do zapomnienia bliżej.

Droga do zapomnienia, Eric Lomax, Znak 2014, s. 347.

16 czerwca 2014

"Przegląd Końca Świata. Deadline" - Mira Grant

Recenzja poprzedniego tomu: Feed

Minęło sporo czasu, zanim zabrałam się za tę recenzję. Moje życie przez kilka ostatnich miesięcy wyglądało niezbyt ciekawie - po prostu funkcjonowałam jak na wariackich papierach. Na dodatek rzadko kiedy miałam Deadline pod ręką, bowiem przekonana o niezaprzeczalnej wartości serii Przegląd Końca Świata, wciskałam książki Miry Grant komu popadnie, aby kolejne osoby zaraziły się miłością do twórczości tej autorki.

Kilka osób udało mi się zainteresować, dwie przeczytały dostępne u nas tomy cyklu, ale psychofanem numer jeden i tak pozostaję ja. Dobrze pamiętam emocje towarzyszące mi przy lekturze Feed i nigdy nie zapomnę, że była to pierwsza książka o zombie, przez którą płakałam. Przy Deadline nie uroniłam wprawdzie ani jednej łzy, ale i tak historia w niej zawarta nieźle mnie sponiewierała (o końcówce nie wspominając).

Akcja powieści rozgrywa się w rok po tragicznym finale pierwszego tomu. Shaun Mason wraz z przyjaciółmi stara się normalnie funkcjonować i prowadzić Przegląd Końca Świata, choć tak naprawdę nic nie jest dla niego takie jak kiedyś. Traumatyczne przeżycia zmieniły jego życie i sprawiły, że zachowuje się jak zupełnie inny człowiek. Śmierć Georgii tak nim wstrząsnęła, że nie potrafi sobie z tym poradzić i w efekcie rozmawia z siostrą w głowie. Inni mają go za czubka, lecz czy można mu się dziwić? Utrata bliskiej osoby zawsze boli, a gdy samemu się do niej przyczyniło, nie ma mowy o normalnym funkcjonowaniu. Ale życie Shauna toczy się dalej i bez względu na wszystko chłopak musi je przeżyć najlepiej jak potrafi. Tego chciałaby Georgia. Zatem kiedy do drzwi jego mieszkania puka pracownica komórki rządowej pracującej nad wirusem Kellis-Amberlee i mówi, że upozorowała własną śmierć, by móc mu przekazać tajne informacje o spisku na górnych szczeblach władzy, Mason bez wahania po raz kolejny rzuca się w wir politycznych intryg.

W tym tomie tyle się dzieje! Fabuła nieustannie trzyma w napięciu, a akcja nie zwalnia do ostatniej strony. Ba, ostatnie zdanie książki sprawiło, że szczęka opadła mi do samej ziemi i do dziś opada mi za każdym razem, gdy przypominam sobie ten fragment. Sadziłam, że fabuły nie da się poprowadzić lepiej niż w pierwszym tomie, a jednak Mirze Grant udało się wbić mi ćwieka, bowiem Deadline jest jeszcze lepszy! Dzieje się tu o wiele więcej, polityczne intrygi są tak zawiłe, a śledzenie zmagań Przeglądu Końca Świata z korupcją na szczycie władzy jest bardziej niż fascynujące. To niesamowite, że Mira Grant potrafi pobić sama siebie pod względem pisania genialnej książki. Jedna lepsza od drugiej! Już się boję co też autorka narozrabia w Blackout!

Konstrukcja świata i kreacja bohaterów w wykonaniu autorki nadal prezentują najwyższy poziom. Wciąż jestem zachwycona stworzoną przez Grant wizją zombie apokalipsy, która wydaje się zupełnie normalnym zjawiskiem, tak dobrze jest opisana. Jest to chyba najbardziej uczłowieczona wersja, z jaką się spotkałam, gdzie uwagę kieruje się raczej na ocalałą ludzkość, a nie na żywe trupy. One nadal są i całkiem dobrze sobie radzą, ale dużo ważniejsze jest to, co dzieje się poza ich środowiskiem. Nie wiem skąd Mira Grant posiada tak rozległą wiedzę o polityce, ale pisze o niej z taką lekkością, jakby miała z nią do czynienia na co dzień. W ogóle odnoszę wrażenie, że ta kobieta zna się na wszystkim, o czym pisze. Deadline jest tego świetnym dowodem.

Generalnie wszystko, co napiszę, już zostało przekazane o książce w recenzjach innych osób, dlatego też nie widzę sensu, by po raz kolejny pisać jak mocno zakochana jestem w tej powieści. Nie będę zatem owijać w bawełnę: Deadline to zajebiście dobra historia i nie umiem ubrać w słowa mojego zachwytu. Po prostu musicie sami się przekonać, co w niej widzę, ale gwarantuję Wam, że od razu zrozumiecie dlaczego uważam, że to najlepsza seria, z jaką się spotkałam. W tej kwestii nic się nie zmieniło i tak już pewnie pozostanie.

Deadline (Przegląd Końca Świata#2), Mira Grant, Sine Qua Non 2013, s. 504.

15 czerwca 2014

Stos 6/2014

Od połowy maja do dzisiaj kompulsywnie kupowałam książki, co chyba widać na załączonym obrazku. Sporo tytułów przybyło też do mnie w formie egzemplarzy recenzenckich na tegorocznych targach w Warszawie. W efekcie powstał ten gigantyczny stos. Wprawdzie większość prezentowanych książek już przeczytałam (np. wszystkie dzieła Picoult i Martina), ale nadal czeka mnie lektura wielu wspaniałych historii! Najbardziej cieszą mnie album o Paryżu, który dostałam w prezencie, Elita z moją rekomendacją na okładce, Dar Julii z cudownym Warnerem oraz książki Johna Greena, a w szczególności filmowa wersja Gwiazd naszych wina.


Po lewej:

1. Między teraz a wiecznością, Marie Lucas [Egmont]
2. Niebezpieczne związki, Pierre Choderlos de Laclos [Egmont]
3. Jej wszystkie życia, Kate Atkinson [Czarna Owca]
4. Wszechświaty. Pamięć, Leonardo Patrignani [Dreams]
5. Troje, Sarah Lotz [Akurat]
6. Księga cmentarna, Neil Gaiman [MAG]
7. Żywe srebro, Neal Stephenson [MAG]
8. Kobiety, które zawładnęły Europą, Jean Des Cars [Muza]

Po prawej:

1. Mroczny triumf, Robin LaFevers [Fabryka Słów]
2. Podróż po miłość. Maria, Dorota Ponińska [Nasza Księgarnia]
3. Podróż do Miasta Świateł. Rose de Vallenord, Małgorzata Gutowska-Adamczyk [Nasza Księgarnia]
4. Dar Julii, Tahereh Mafi [Moondrive]
5. 19 razy Katherine, John Green [Bukowy Las]
6. Gwiazd naszych wina, John Green [Bukowy Las]
7. Czarnoksiężnik. Miecz Radogosta, Juraj Červenák [Erica]
8. Urodzona o północy, C.C. Hunter [Feeria]
9. Przebudzona o świcie, C.C. Hunter [Feeria]


Po lewej:

1. Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach belle époque, Małgorzata Gutowska-Adamczyk [PWN]
2. Pollyanna dorasta, Eleonor H. Porter [Egmont]
3. Krucha jak lód, Jodi Picoult [Prószyński i S-ka]
4. Linia życia, Jodi Picoult [Prószyński i S-ka]
5. Deszczowa noc, Jodi Picoult [Prószyński i S-ka]
6. Drugie spojrzenie, Jodi Picoult [Prószyński i S-ka]
7. Przemiana, Jodi Picoult [Prószyński i S-ka]
8. W naszym domu, Jodi Picoult [Prószyński i S-ka]
9. Dziewiętnaście minut, Jodi Picoult [Prószyński i S-ka]

Po prawej:

1. Nawałnica mieczy. Krew i złoto, George R.R. Martin [Zysk i S-ka]
2. Uczta dla wron. Sieć spisków, George R.R. Martin [Zysk i S-ka]
3. Uczta dla wron. Cienie śmierci, George R.R. Martin [Zysk i S-ka]
4. Czy wiesz, co jesz?, Katarzyna Bosacka [Pascal]
5. Wiem, co kupuję!, Katarzyna Bosacka [Pascal]
6. Kłamca 1, Jakub Ćwiek [Fabryka Słów]
7. Światła września, Carlos Ruiz Zafón [Muza]
8. Cień kruczych skrzydeł, Garth Stein [Nasza Księgarnia]
9. Gwiazdozbiór Psa, Peter Heller [Insignis]
10. Elita, Kiera Cass [Jaguar]
11. Tego lata stałam się piękna, Jenny Han [Olé]
12. Bez ciebie nie ma lata, Jenny Han [Olé]
13. Dla nas zawsze będzie lato, Jenny Han [Olé]

Czytaliście już te książki? Co o nich sądzicie?
Co polecacie, a przed czym ostrzegacie?

12 czerwca 2014

"Sen Kleopatry" - Christian Jacq


W dzieciństwie interesowałam się dość mocno starożytnością, a w szczególności dziejami Grecji i Rzymu. Dziś ta fascynacja w zasadzie mi minęła - z pewnością dlatego, że pojawiło się wiele innych rzeczy, które są dla ważniejsze, więc dawne hobby zeszło na dalszy plan. Nie oznacza to jednak, że antyk całkowicie przestał mieć dla mnie znaczenie. Przeciwnie, nadal chętnie sięgam po różne czasopisma z ciekawymi artykułami o tamtych czasach. Na pewno nie mogłabym powiedzieć, że odcięłam się od tematu raz na zawsze.

W całej tej starożytnej otoczce chyba najbardziej fascynują mnie znane postacie historyczne. Zawsze byłam pod ogromnym wrażeniem podbojów Aleksandra Wielkiego, czułam respekt przed Juliuszem Cezarem, zaś Kleopatrę podziwiałam za prawdziwą odwagę, która przysporzyła jej władzy, o jakiej kobiety mogły wówczas tylko pomarzyć. I to właśnie ona, piękna i przebiegła władczyni Egiptu, jest bohaterką książki Sen Kleopatry, której autorem jest Christian Jacq, znany historyk i egiptolog kierujący Instytutem Ramzesa.

Gdybym miała krótko podsumować tę książkę, to stwierdziłabym, że jest to fabularyzowana historia życia Kleopatry. Niby jest to powieść, a więc coś zmyślonego przez pisarza, ale mimo wszystko profesjonalizm wyzierający z jej stron jest porażający. A przy tym - co według mnie bardzo ważne - Sen Kleopatry nie jest lekturą przytłaczającą. Styl autora jest lekki i przejrzysty, co w efekcie pozwala odprężyć się przy czytaniu, które z jednej strony jest po prostu rozrywką, a z drugiej... nauką. Przemycane przez Christiana Jacq'a ciekawostki i fakty historyczne wspaniale współgrają z fabularną akcją mającą na celu zdynamizowanie tej poniekąd biografii królowej Egiptu. Jak dla mnie - świetny zabieg!

Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tyloma informacjami o Kleopatrze w jednym dziele. Zawsze były to fakty przedstawiane wybiórczo, z pominięciem wielu ważnych kwestii. Tutaj tego nie ma - informacji jest naprawdę mnóstwo i nie można powiedzieć, by były nudne, wybrakowane, czy nieistotne. Jestem wprost zachwycona ich ilością, ponieważ za ich sprawą dowiedziałam się o tej niezwykłej kobiecie więcej niż mogłabym usłyszeć w szkole na lekcjach historii. Władczyni Egiptu była postacią ambitną, a przy tym dość tajemniczą i fajnie było strona po stronie odkrywać wszystkie jej tajemnice. A tych miała ona naprawdę dużo.

Sen Kleopatry to doskonale napisana i poprowadzona powieść, w której poczytać można o intrygach i polityce, walkach o władzę, miłości i namiętności, zdradzie i nieuchronności losu. Z pewnością spodoba się ona miłośnikom historii, a zwłaszcza osobom, które interesują się Egiptem i jego burzliwymi dziejami. Mnie ta książka pozytywnie zaskoczyła i naprawdę dała więcej niż niejedna sucho napisana biografia. Polecam, jeśli chcecie wiedzieć coś więcej ponad to, że Kleopatra była kochanką Cezara i kąpała się w oślim mleku.

Sen Kleopatry, Christian Jacq, Znak 2014, s. 368.

8 czerwca 2014

"Dar Julii" - Tahereh Mafi

Recenzje poprzednich tomów: Dotyk Julii Sekret Julii

Nie mogę uwierzyć, że to koniec, a Dar Julii to ostatni tom serii, którą pokochałam z całego serca i czytałam z wypiekami na twarzy już od momentu publikacji inaugurującego ją Dotyku Julii. Z jednej strony nie mogłam się doczekać lektury trzeciej części tej historii, a z drugiej chciałam odwlec ten moment jak najdłużej, bo nie mogłam pogodzić się z tym, że nie będzie kolejnej książki i nie będę już miała możliwości czytać o bohaterach, z którymi zdążyłam się już porządnie zżyć. Niestety, jestem też raczej niecierpliwa i w efekcie rzuciłam się na powieść od razu po wyjęciu jej z koperty. Dzień później była już skończona.

Dar Julii jest doskonały. Wielokrotnie miałam tak, że kończąc jakąś serię, czułam pewien niedosyt, a nawet rozczarowanie. Tutaj tego nie było. Ostatni tom przygód Julii jest fascynujący, trzymający w napięciu i pełen emocji. Okazał się znacznie lepszy niż miałam nadzieję, czy nawet spodziewałam się, że będzie. Zakładałam jakiś margines błędu, ale Tahereh Mafi nie pozwoliła sobie na nawet najdrobniejsze potknięcie.

Wszyscy pamiętamy jak epicko zakończył się Sekret Julii, przez co nie mogliśmy się doczekać tego, co będzie dalej. Dar Julii rozpoczyna się spokojnie, ale za to z rozmachem. Julia przebywa w kwaterze Aarona, powoli dochodząc do siebie, lecz tęskni za przyjaciółmi, a zwłaszcza za Adamem, Kenjim i Jamesem. Nasza główna bohaterka wciąż ma wiele do powiedzenia w walce z Komitetem Odnowy, a jej nowy sprzymierzeniec, którego zyskuje w całkiem dziwnych okolicznościach, robi duże wrażenie i nie zawaha się przed niczym, by wspomóc ją w obalaniu reżimu. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a ten, kto go wygra, zdobędzie władzę w kraju.

Przyznaję się bez bicia: mało mnie obchodziła kwestia walki z Komitetem Odnowy. Liczyło się dla mnie tylko to, czy ostatecznie zwycięży Team Warner, czy może Team Adam. Wiecie, że od czasu Dotyku Julii zmieniłam front i kibicowałam Aaronowi, prawda? W sumie nie żałuję swojej decyzji, bo przemiana Adama okazała się dla mnie nie do przyjęcia. W pierwszym tomie był cudowny, w drugim zrobiły się z niego ciepłe kluchy, a w trzecim wyszło szydło w worka i Kent objawił się jako największy palant serii. Tym samym usprawiedliwiłam się w duchu i już bez wyrzutów sumienia trzymałam kciuki za człowieka, którego wcześniej miałam za prawdziwego socjopatę i złoczyńcę. Decyzja Tahereh Mafi przeszła najśmielsze moje oczekiwania - można wręcz powiedzieć, że autorka postąpiła zupełnie inaczej niż większość jej koleżanek po fachu. Nie dość, że całą serię napisała inaczej, wplatając w nią kwieciste metafory i niesamowity styl narracji, to na dodatek zrobiła coś, na co nie odważyłoby się wielu pisarzy. Dzięki temu powieść skończyła się wprost cudownie i była tak ekscytującym przeżyciem, że wkrótce przeczytam cały ten cykl jeszcze raz, tak bardzo chcę to przeżyć po raz drugi! I mówię Wam, podczas lektury 55 rozdziału będziecie piszczeć i krzyczeć z radości!

Sama kwestia obalenia reżimu nie była aż tak interesująca jak trójkąt miłosny, ale w sumie autorka fajnie to rozegrała - co prawda bez fajerwerków, lecz nie mam jej tego za złe. Wszystko skończyło się tak jak powinno. Julia wybrała właściwego faceta, walka zakończyła się zwycięstwem odpowiednich osób i w niebanalny sposób, a finał tylko potwierdził fakt, że Dar Julii to doskonałe zwieńczenie cyklu, genialna książka i historia. Ja jestem oczarowana lekturą tej powieści i cieszę się, że przeszła moje oczekiwania. Tahereh Mafi zakończyła serię godnie i sprawiła, że jestem naprawdę usatysfakcjonowana. Bez wątpienia i Wam książka przypadnie do gustu, dlatego czym prędzej weźcie się do lektury, bo warto!

Dar Julii (Dotyk Julii #3), Tahereh Mafi, Moondrive 2014, s. 384.

2 czerwca 2014

"Troje" - Sarah Lotz


Wystarczy dobry PR, żeby książka stała się fenomenem jeszcze przed premierą. Czarne koperty, zachowanie w tajemnicy tytułu powieści, a także enigmatyczne wzmianki w mediach, to przemyślana akcja marketingowa, dzięki której Troje autorstwa Sarah Lotz chcieli przeczytać wszyscy, zanim książka pojawiła się w sprzedaży. Zaintrygowana opisem i oczarowana pomysłem na promocję, byłam jedną z pierwszych osób, które wzięły tę książkę do ręki. I muszę przyznać, że to był świetny wybór, bowiem Troje to genialna powieść!

Samolot powszechnie uważany jest za najbezpieczniejszy środek transportu. Jako osoba, która nigdy jeszcze nie leciała, usilnie próbuję wierzyć specjalistom na słowo, ponieważ zaraz po skończeniu studiów zamierzam w ten sposób podróżować - często i daleko. Nie mogę powiedzieć, by blurb powieści Sarah Lotz podniósł mnie na duchu. Cztery katastrofy lotnicze jednego dnia? Dla mnie zakrawa to na atak terrorystyczny, ale mniejsza o to. Rzadko kiedy zdarza się, żeby w ciągu jednego dnia miały miejsce cztery takie wypadki. Jeszcze rzadziej ktoś takie katastrofy przeżywa. Tymczasem z tzw. Czarnego Czwartku z życiem uchodzi trójka dzieci. Cud, prawda? Niestety, próba wyjaśnienia okoliczności wypadku i kwestia przeżycia młodych pasażerów bardzo szybko stają się pożywką dla miłośników teorii spiskowych. Dzieci zostały uratowane przez Obcych, a może same posiadają jakieś tajemne moce? Najpopularniejsza jest teoria o nadejściu Antychrysta, które poprzedza przybycie Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Wybucha masowa histeria, a Kościół dochodzi do wniosku, że wypadek przeżyło jeszcze jedno dziecko, ostatni z biblijnych Jeźdźców, którego trzeba schwytać. Rozpoczyna się polowanie, czemu towarzyszy szereg nieprawdopodobnych wydarzeń.

Na pochwałę zasługuje wydanie powieści. Ciemna, klimatyczna okładka w połączeniu z barwionymi na czarno stronami zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Właśnie takich książek potrzeba nam na rynku: wyrazistych, enigmatycznych i rzucających się w oczy. Jeśli treść okazuje się równie niezła, co wygląd publikacji, to sukces wydawniczy i łatka bestselleru wydają się być tylko kwestią czasu. Czy czeka to powieść Sarah Lotz?

Bez wątpienia książka budzi sporo emocji i kontrowersji. Masowa histeria, teorie spiskowe, manipulowanie ludzkim postrzeganiem, czy też wykorzystywanie czyjejś wiary do siania paniki, to tematy, o których wszyscy chętnie dyskutują. Dlatego uważam, że o Troje będzie się mówić jeszcze długo po premierze. Dla autorki nie istnieje tabu, fabuła jest brutalna, akcja kipi od nagłych zwrotów, a bohaterowie są wyraziści i postawieni na tle realistycznych wydarzeń. Dzięki temu powieść jest wyjątkowa i szybko się ją czyta, mimo sporej objętości. Na dodatek sam sposób przekazywania informacji jest godny uwagi - Troje to książka w książce, a oprócz normalnego, bitego tekstu, ma się tu do czynienia z transkrypcjami nagrań, fragmentami rozmów z czatów, e-maili, czy też wywiadów i raportów. To zdecydowanie nie jest klasycznie napisana powieść, ale dzięki temu jeszcze bardziej intryguje na jej zawartość. Prosty i skuteczny zabieg, a naprawdę dobrze wpływa na odbiór.

Troje to dość ciężka powieść, podejmująca kontrowersyjny temat manipulacji religijnej, kończąca się tak, że człowiek długo potem nie jest w stanie sięgnąć po inną pozycję. Towarzyszące przy lekturze emocje są silne, a cała ich gama - od złości, żalu, po smutek, wstyd i niepewność - tylko wzmaga nasz apetyt na więcej. Muszę przyznać, że fabuła wymyślona przez autorkę jest niezwykle drobiazgowa i przemyślana, co z kolei sprawia, że realizm historii jest niemalże namacalny. W zasadzie opisać tę książkę jest niezwykle trudno, a najlepiej jest się przekonać samemu o jej wyjątkowości. Co też serdecznie Wam wszystkim polecam.

Troje, Sarah Lotz, Akurat 2014, s. 480.