STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

10 stycznia 2015

"A suknię ślubną kupiłam w Suzhou" - Emilia Witkowska-Nery


Emilia Witkowska-Nery, absolwentka biotechnologii, odwiedziła Brazylię, gdzie spotkała przyszłego małżonka, a następnie wyjechała do Chin. Owocem tej wyprawy jest dziennik, który został wydany w formie książki A suknię ślubną kupiłam w Suzhou. Państwo Środka widziane oczami cudzoziemki może być fascynujące, ale czy spisane wspomnienia autorki oby na pewno były w stanie oddać niezwykłe piękno tego egzotycznego kraju?

Nie do końca. Pierwszych kilkadziesiąt stron w moim odczuciu przypominało bardzo nudną i bezpłciową relację z podróży osoby, która nie do końca jest z niej zadowolona. Wiecie, taką, którą spisuje się w kalendarzu, żeby nie zapomnieć co się w danym dniu robiło. Nie czułam w tekście ani krztyny literackości, nie widziałam też, aby jego autorka była emocjonalnie zaangażowana w tę podróż. Poprzestała wyłącznie na opisach, nie troszcząc się wcale o jakiekolwiek wyjaśnienia, własne komentarze i przemyślenia. Ot, sucha relacja.

Z czasem zrobiło się lepiej, między opisy wkradły się jakieś emocje, ale nie powiedziałabym, żeby to była moja ulubiona książka o Chinach. Za dużo było w niej codzienności, a za mało tych niedostrzegalnych na pierwszy rzut oka elementów takich jak religia, czy poglądy na życie. Jasne, autorka chciała skupić się wyłącznie na tym, co widzi, ale mogła pokusić się o jakąś wnikliwość, analizę, czy generalnie większą ciekawość świata. Sądzę, że nie tak powinno się pisać książki podróżnicze i dzienniki z podróży. Autor powinien wczuwać się w odwiedzany kraj.

Dziwi mnie też momentami odpychająca niechęć do innych ludzi, a także nie zawsze uzasadnione krytykanctwo autorki. Jasne, ponarzekać zawsze można, ale nie do takiego stopnia, by czytelnik czuł się zdegustowany!

Muszę jednak przyznać, że pomimo tylu minusów lektura wciągnęła mnie bez reszty, a wszystko przez to, że Chiny od dawna mnie fascynują i chętnie o nich czytam tego typu pozycje. Traktuję A suknię ślubną kupiłam w Suzhou jako ciekawostkę i nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, bo każda kolejna przeczytana relacja tego typu wzbogaca moją wiedzę. Co do tego codziennika, jak o swoim dziele mówi autorka, sami musicie postanowić, czy go przeczytacie. A jeśli interesujecie się Chinami, prędzej czy później i tak po niego sięgniecie.

A suknię ślubną kupiłam w Suzhou. Codziennik chiński, Emilia Witkowska-Nery, Novae Res 2013, s. 362.

3 komentarze:

  1. Intrygujący tytuł, ale nie przepadam za książkami podróżniczymi.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej nie interesują mnie takie lektury.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ja na swojej półce, także niedługo przeczytam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!