STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

14 lutego 2015

"Królewski skrytobójca" - Robin Hobb


Recenzja poprzedniego tomu: Uczeń skrytobójcy

Nadszedł czas, by powrócić do świata Bastarda, którego poznaliśmy jako ucznia skrytobójcy w poprzednim tomie otwierającym serię autorstwa Robin Hobb. Utalentowana autorka bez ceregieli od razu wrzuca czytelnika w sam środek wydarzeń, bowiem Królewski skrytobójca zaczyna się tam, gdzie skończył się Uczeń skrytobójcy. Bastard ledwo uszedł z życiem, biorąc udział w swojej pierwszej misji dyplomatycznej. Związany niekorzystną przysięgą z władcą, na przekór zdrowemu rozsądkowi i wbrew woli monarchy chłopak decyduje się pozostać w Królestwie Górskim. Bastard nie kwapi się powracać do roli, jaką mu wyznaczono, lecz jego niezwykły dar uzmysławia mu, że to jeszcze nie koniec batalii, a właściwie dopiero jej początek.

Tak jak wspominałam w recenzji pierwszego tomu, Uczeń skrytobójcy był jedynie wstępem do właściwej fabuły trylogii. Tutaj, w Królewskim skrytobójcy, mocno się to uwidacznia. Akcja przybiera właściwy obrót i nareszcie zaczyna się skupiać na zmaganiach Bastarda ze swoim niedoszłym oprawcą. W tej powieści dzieje się dużo więcej niż w poprzedniej, choć nie mogę powiedzieć, by fabuła jakoś bardzo dynamicznie parła do przodu. Nadal jest spokojnie, lecz z oczywistych względów robi się ciekawiej. Wszak walka z uzurpatorem, który ma duże szanse na zdobycie władzy w królestwie nie może przecież nudzić! Autorka sprawnie przykuwa uwagę czytelnika, który jak urzeczony brnie przez lekturę do samego końca. I nie ma przy tym dość!

Co ciekawe, Robin Hobb nie koncentruje się wyłącznie na losach Bastarda. W dużej mierze poświęca swoją książkę Królestwu Sześciu Księstw, które niechybnie chyli się ku upadkowi. Rozpad, za który odpowiedzialny jest Władczy, wydaje się być nieunikniony, co nie oznacza, że główny bohater nie będzie czynił wszystkiego, co w jego mocy, aby temu zapobiec. W wykonaniu zadaniu przeszkadzają mu coraz to rozliczniejsze intrygi na dworze i prywatne rozgrywki pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny królewskiej. Wydarzenia ukazane w tym tomie wyraźnie mają za zadanie udowodnić, że trylogia Hobb nie jest błaha - otóż w Królewskim skrytobójcy jest poważniej niż w poprzedniej części. Szkoda więc tylko, że autorce wciąż zdarza się błądzić w obłokach, pisząc o wszystkim i o niczym. Nie rzuca się to w oczy, ale uważnemu odbiorcy może przeszkadzać.

Bardzo fajnym motywem, który wywarł na mnie wrażenie, było uwrażliwienie Bastarda na krzywdę wyrządzaną zwierzętom. Jedna z moich ulubionych scen rozgrywa się na targu, gdzie młody skrytobójca odkrywa obecność wystraszonego wilka zamkniętego w klatce, wykupuje go z niewoli, a następnie się z nim zaprzyjaźnia. Wszelkie przejawy sympatii bohaterów do braci mniejszych zawsze będą budzić mój szacunek do autorów, którzy w taki, a nie inny sposób konstruują książki. Bywało, że pisarze robili z domowych zwierząt należących do stworzonych przez siebie postaci popychadła albo nijakie dodatki, aby tylko zapchać czymś fabułę. Jako miłośniczka zwierząt nie mogłam tego aprobować. I właśnie dlatego Hobb za adopcję Ślepuna przez Bastarda zarobiła u mnie plusa.

Jedynym rażącym mankamentem powieści jest jej zbytnia obszerność. Tak jak wspominałam wyżej, Robin Hobb ma brzydką tendencję do pisania o wszystkim i o niczym, co niepotrzebnie rozpycha fabułę do niebotycznych rozmiarów. Autorka mogła z powodzeniem zrezygnować z kilkunastu niepotrzebnych wątków i dziesiątek nazbyt rozbudowanych opisów, a i tak zrozumiałabym o co w Królewskim skrytobójcy właściwie chodzi. W porównaniu z pierwszym tomem ten ma już rozmiar sporej cegłówki i aż strach pomyśleć jaki będzie trzeci! Jasne, że mam ogromną ochotę poznać zakończenie tej historii, ale uważam, że nic by się nie stało, gdyby pisarka zaoszczędziła czytelnikowi jakichś dwustu zbędnych stron, które uzbierałyby się ze wszystkich trzech części.

Reasumując, Królewski skrytobójca to udana kontynuacja historii Bastarda. Mimo że niewiele w niej tytułowego skrytobójstwa, uważam, że książce warto poświęcić trochę uwagi, ponieważ wizja Robin Hobb jest klarowna i interesująca. Fabuła, choć momentami przewidywalna, wciąga jak najlepsze fantasy, toteż zapewne nikogo nie zdziwi fakt, jeśli lekturę tej powieści polecę wszystkim miłośnikom tego gatunku. Naprawdę warto!


Królewski skrytobójca (Skrytobójca #2), Robin Hobb, MAG 2014, s. 763.

2 komentarze:

  1. Coraz częściej wyłapuję u Ciebie genialne serie, które chcę czytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię fantasy, więc może i ta seria by mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!