STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

20 lutego 2015

"Misja 100" - Kass Morgan


Są takie książki, które swoim poziomem realizmu i oryginalnością są w stanie zwalić czytelnika z nóg. Istnieją też powieści takie jak Misja 100, które w założeniu jawią się jako bardzo intrygujące lektury, lecz piszą je ludzie, którzy nie do końca mają pomysł na fabułę, w efekcie marnując potencjał swojego dzieła. Za przykład niech nam posłuży Kass Morgan, której kiepska książka dała początek dobremu serialowi. Niestety, nie na odwrót.

Wydawać by się mogło, że przy tak niewielkiej objętości tekstu autorka nie da rady upchnąć w nim zbyt wielu bohaterów. Nic bardziej mylnego! W Misji 100 występuje kilka ważniejszych postaci i całe mnóstwo pobocznych, przez co tak naprawdę żadna z nich nie jest dobrze wykreowana. Ich osobowości są tak pobieżnie zarysowane, że momentami mam wrażenie, iż czytam o jednej i tej samej osobie, po prostu tak jest nudno. Jako że w książce nie pojawia się dominujący bohater, całość wypada dość chaotycznie. Nie wiadomo na kim się skupić, nie można się domyślić kto odegra najistotniejszą rolę w tytułowej misji... Fabuła jest tak niedopracowana, że aż boli!

A miało być tak pięknie! Sam pomysł na książkę autorka miała wręcz rewelacyjny. Ludzkość, której udało się uciec przed nuklearną katastrofą, zamieszkała na stacjach kosmicznych rządzonych w sposób przypominający dzisiejsze dyktatury. Mieszkańcy karani są tam za każde, nawet najdrobniejsze przewinienie, nie wolno im robić niczego według własnej woli. Żywność jest mocno reglamentowana, a przyrost naturalny ściśle kontrolowany. Nie można mieć więcej niż jednego dziecka, trzeba przestrzegać licznych praw i godziny policyjnej oraz pracować na rzecz całej społeczności. Choć nie da się tego nazwać sielanką, trzeba wziąć pod uwagę, że o wiele lepiej żyć w możliwie najgorszych warunkach niż umrzeć. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy i dotąd bezpieczna przestrzeń kosmiczna nagle zaczęła zagrażać kolonii, rząd postanowił więc wysłać na Ziemię setkę skazańców, by na własnej skórze przekonali się o tym czy Błękitna Planeta nadaje się do ponownego zamieszkania.

Prawda, że ta wizja stanowi obietnicę fascynującej historii? Niestety, Kass Morgan wyłożyła się i na tym. Pomysł na fabułę dawał do zrozumienia, że będziemy świadkami ponownej kolonizacji Ziemi, na której od dziesiątek lat nie postawił stopy żaden człowiek. Mogliśmy spodziewać się niebezpieczeństw, dzikiej natury, nieposkromionej fauny i flory - tego, co zapewne miało miejsce wtedy, gdy po naszej planecie wędrowały dinozaury. Tymczasem dostaliśmy nudny jak flaki z olejem opis perypetii miłosnych nastolatków zesłanych na Ziemię, od czasu do czasu przetykany zdawkowymi relacjami z tego jak wygląda obecnie Błękitna Planeta. Ludzie! Skoro ktoś deklaruje się napisać tego typu historię, to powinien, u licha, zadbać o takie detale jak opisy przyrody, aby odbiorca mógł oczami wyobraźni zobaczyć to, co bohaterowie. Dla autorki Misji 100 ważniejsze były jednak miłostki dziesiątek stworzonych przez nią postaci i wspomnienia z przeszłości - bodajże jedyne, które mnie zainteresowały w całej książce. Czułam się tak, jakbym przyglądała się Plotkarze, tyle że w niecodziennych warunkach. Najistotniejsze było kto z kim i dlaczego, zupełnie jakby cała misja nażarła się hormonów i myślała tylko o jednym. Litości!

Jest jednak coś, co broni Misji 100 i doprowadziło mnie do podjęcia decyzji o dalszej przygodzie z twórczością Kass Morgan. Zakończenie. Może nie jest zbyt innowacyjne, ale jak przelecicie treść tej książki i przekonacie się o tym jaka jest nudna, to dojdziecie do wniosku, że taki finał w wykonaniu tej autorki to nie lada wyczyn. Kto wie, może okaże się jeszcze, że Kass Morgan potrafi jednak ciekawie pisać? Trzymam kciuki.

Misja 100 nie spełniła moich oczekiwań. Spodziewałam się, że powieść będzie znacznie lepsza, zwłaszcza że na jej podstawie stworzono podobno całkiem dobry serial. Planuję przekonać się o tym już w najbliższym czasie, oglądając The 100 w celach porównawczych. Dzieła Kass Morgan w tym momencie nie mogę Wam polecić, gdyż działałabym niezgodnie ze swoim sumieniem. Chyba że szukacie niewymagającej lektury na kilka godzin, wtedy mogę ją Wam zarekomendować. Więcej czasu nie potrzeba, co widać na załączonym obrazku.

Misja 100 (100 #1), Kass Morgan, Bukowy Las 2015, s. 264.

11 komentarzy:

  1. Skoro powieść jest mocno przeciętna, to chyba najpierw dam szansę serialowi. Misja 100 jakoś nie wylądowała na mojej liście "muszę mieć" i raczej tego nie zmienię.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się podobało, chyba z dwóch powodów - raz, w serii "Jutro" było tyle opisów przyrody nudnych jak flaki z olejem, że mam uraz na tym punkcie, dwa, że widziałam serial "The 100" i może dlatego też czytając widziałam świat wykreowany w serialu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam już, że serial jest świetny. Sama go nie oglądałam więc zainwestowałam w książkę. A teraz boję się rozczarowania...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomysł rzeczywiście brzmi ciekawie i wielka szkoda, że wykonanie zostawia wiele do życzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Spodziewałam się lepszej oceny :) Zastanawiam się nad nią i nie wiem, czy jest warta mojego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, bo zapowiadało się ciekawie...

    zapachdruku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Od samego początku nie byłam przekonana do tej książki, i tym razem moja intuicja nie zawiodła!

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam czytać tę książkę, ale nie będę na nią marnować czasu.

    Zapraszam do mnie:
    http://recenzje-ksiazek-patricia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo przeciętnych opinii na temat tej książki, jakoś tak strasznie mnie ona intryguje, więc pewnie po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, ale lepiej wiedzieć i nie marnować czasu i przeczytać coś lepszego :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam ją w planach i po mimo tego i tak spróbuję dać jej szansę :)
    countrywithbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!