STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

8 kwietnia 2015

"Czerwona królowa" - Philippa Gregory


Recenzje poprzednich tomów: Władczyni rzek | Biała królowa

Historyczna Wojna Kuzynów, rozpętana przez dwa zwaśnione rody Yorków i Lancasterów, dała początek nowej dynastii panującej. Okazję do przejęcia tronu wykorzystali wówczas Tudorowie. Małgorzata Beaufort poświęciła wszystko, by jej jedyny syn, Henryk Tudor, odzyskał należne mu dziedzictwo. Latami sukcesywnie dążyła do jego koronacji, spiskując na dworze i poza nim, a także dokonując czynów, które nie świadczyły o niej zbyt dobrze z racji tego, że była kobietą. Mimo że ojciec Henryka VIII jest tu bez wątpienia najważniejszą postacią, Czerwona królowa nie przedstawia jego losów, lecz historię osoby, która doprowadziła do tego, że zasiadł na tronie Anglii. Mowa o jego matce, którą śmiało można nazwać Twórczynią Króla.

Tym razem Philippa Gregory wzięła na warsztat życiorys Małgorzaty Beaufort. Jest to jedna z najważniejszych postaci historycznych w dziejach monarchii brytyjskiej. Dzięki niej rządy przejęli Tudorowie, najpotężniejsza dynastia kiedykolwiek rządząca Anglią. Wybór matki Henryka VII na główną postać w Czerwonej królowej jest w pełni uzasadniony, jako że jej losy aż się prosiły o spisanie w formie powieści, dlatego sądzę, że miłośnicy historii będą zadowoleni z lektury. Muszą jednak przygotować się na to, że dzieło autorki będzie nieco... dziwne.

Philippa Gregory po raz kolejny zachwyciła mnie drobiazgową fabułą ze wspaniale dopracowanymi detalami, jednak tym razem przypominała mi ona rozprawę naukową, której głównym zadaniem jest zaprezentowanie jak największej liczby faktów na stosunkowo niewielkiej liczbie stron. Momentami Czerwona królowa była w dużo większej mierze suchą relacją historyczną, aniżeli powieścią opartą na prawdziwych wydarzeniach z przeszłości. W pewnym stopniu jest to podyktowane niebotyczną wręcz ilością wiadomości, które autorka musiała zmieścić w standardowej objętości książce, lecz wcale nie wyjaśnia to dziwnego braku zaangażowania w opisywaną historię.

Dla mnie największym problemem w odbiorze tego dzieła była jednak główna bohaterka, Małgorzata Beaufort. W książce kreowana jest ona na niezwykle pobożną i niewinną kobietę, lecz słowo daję, że większej obłudnicy na kartach jakiejkolwiek powieści chyba jeszcze nie widziałam. Pod przykrywką wielkiego dzieła bożego realizowała egoistyczny plan, który zakładał, że poniekąd dobrze rządzący ród Yorków zostanie wyparty przez jej własnego syna. Ilekroć do głowy wpadał jej kolejny nikczemny pomysł na zdetronizowanie Edwarda IV, tłumaczyła sobie, że to podszepty samego Boga, który w całej swej mądrości każe jej posadzić na tronie Henryka. W porównaniu z Małgorzatą nawet Andegawenka była bardziej szczera w swoich poczynaniach.

Od niektórych tekstów dziedziczki Beaufortów robiło mi się wręcz niedobrze i wcale nie miał na to wpływu fakt, że jestem ateistką. Po prostu czytanie religijnych wypowiedzi tej fałszywej intrygantki mroziło mi krew w żyłach, jako że oczywistością jest dla mnie to, że zmyślała ile wlezie, by usprawiedliwić swoje uczynki. Po raz pierwszy postać opisywana przez Philippę Gregory wywołała we mnie tak negatywne emocje. W pewnym stopniu można uznać za zaletę, bo do tego też trzeba mieć talent, a jego autorce Czerwonej królowej z pewnością nie brakuje. Na szczęście główna bohaterka ma też coś na swoją obronę, a mianowicie wszechstronne wykształcenie, głód wiedzy oraz chęć wspierania działalności uczonych, podczas gdy wielu arystokratów uważało to za zbędne fanaberie.

Moje osobiste antypatie nie mają jednak znaczenia przy tak wspaniałym dziele. Philippie Gregory po prostu nie można odmówić kunsztu literackiego i ogromnej wiedzy historycznej. Czytając jej powieści, nie trzeba chodzić na lekcje historii, bo wszystko jest w nich dokładnie przedstawione - i to w sposób dalece ciekawszy niż mają to w zwyczaju robić autorzy podręczników. Dzięki nim znam tyle faktów o monarchii brytyjskiej, że czasami sama jestem pod wrażeniem własnej wiedzy. A mówią, że literatura to tylko rozrywka!

Czerwona królowa Philippy Gregory to kolejna doskonała powieść historyczna. Spodobała mi się, mimo że jej główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji swoją pokazową religijnością. Uważam, że jej dzieje po prostu należało spisać w takiej formie, ponieważ Małgorzata Beaufort zapoczątkowała nową dynastię panującą. Jej wnukiem był Henryk VIII Tudor, którego Anglia zapamiętała jako największego tyrana w historii monarchii, tym samym człowiekiem odpowiedzialnym za odwrócenie się od katolicyzmu i powstanie anglikanizmu. Prawda, że jest to fascynujące, zważywszy na to, kim była jego babka? Myślę, że autorka Czerwonej królowej wykonała kawał dobrej roboty, bo bez niej nawet bym nie wiedziała, że kiedykolwiek żyła kobieta o nazwisku Beaufort. 

Czerwona królowa (Wojna Dwu Róż #3), Philippa Gregory, Publicat 2011, s. 384.

4 komentarze:

  1. Zaczęłam od niej przygodę z tą autorką i bardzo miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również nie lubię głównej bohaterki, również uważałam ją za wielką obłudnicę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam już za sobą kilka książek autorki, ale ta jeszcze przede mną. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie muszę zapoznać się z tą serią :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!