STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

18 kwietnia 2015

"Wyprawa skrytobójcy" - Robin Hobb


Recenzje poprzednich tomów: Uczeń skrytobójcy | Królewski skrytobójca

Za każdym razem, gdy sięgam po powieść, która okazuje się finałem jakiejś dłuższej historii, dopada mnie taka dziwna nostalgia. Nie lubię kończyć ulubionych serii, ponadto uważam, że ich autorzy mogliby jak dla mnie pisać je w nieskończoność, bo i tak nigdy by mi się nie znudziły. Są przecież pisarze, z których twórczością nie chcemy się za nic w świecie rozstawać, prawda? Dla mnie przykładem takiej osoby jest Robin Hobb. Pewnie dlatego lektura Wyprawy skrytobójcy na początku wydawała mi się słodko-gorzkim przeżyciem, w związku z czym podchodziłam do niej jak pies do jeża. Dopiero z czasem dostrzegłam, że obok ukochanych bohaterów i ulubionych wątków ukrywają się również rozliczne wady tekstu, z powodu których pożegnanie z Królestwem Sześciu Księstw nie należało do zbytnio udanych. Ale o tym napiszę Wam za chwilę.

Nikt już nie wątpi w to, że Bastard Rycerski posiada dar Rozumienia. Właśnie on jest powodem, dla którego Władczy wytoczył chłopakowi proces, po czym zamknął w lochach, gdzie według oficjalnych informacji miał wyzionąć ducha. Skrytobójca nie jest jednak w ciemię bity, bo w ostatniej chwili zdołał przenieść duszę do ciała swojego psiego przyjaciela i zbiec Władczemu sprzed nosa. Teraz planuje zemstę, jednocześnie szukając poza granicami prawowitego władcy tronu Królestwa Sześciu Księstw. Jak zakończy się jego wyprawa?

Patrząc na ogromną ilość stron Wyprawy skrytobójcy, muszę przyznać, że Robin Hobb nie rozmienia się na drobne. Trylogia o Bastardzie Rycerskim w jej wykonaniu jest monumentalna - obszerne, kilkusetstronicowe tomy wyglądają odstraszająco, mimo że kryją w sobie świetną historię. Kłopotem woluminu wieńczącego cykl jest fakt, że autorka rozwlekła fabułę do niesłychanych rozmiarów, podczas gdy finał można było spokojnie zmieścić na połowie zaplanowanych stron. Rozbuchane do oporu opisy świata przedstawionego są zbyt jałowe jak na mój gust, a wina leży po stronie pozostałych dwóch tomów, w których wszystko zostało dobrze opisane i po prostu nie było potrzeby się powtarzać. Biorąc to pod uwagę, Robin Hobb lepiej by wyszła na tym, gdyby napisała mniej, ale treściwiej. Próbowała wprawdzie ratować się opisami nowych miejsc i egzotycznych krain, lecz wypadło to blado, ponieważ zabrakło jej pomysłów na ich ciekawe przedstawienie. Potraktowała je raczej jako zapychacze, zupełnie jakby była przeświadczona o tym, że dobre fantasy to takie, które rozpisane jest w tysiącach stron. Jasne, że można to tak rozwiązać, ale wtedy naprawdę trzeba mieć o czym pisać, akcentować różnorodność, bawić się konwenansami i próbować zaciekawić czytelnika, a nie pisać na jedno kopyto.

Kreacja Bastarda w dwóch poprzednich tomach bardzo mi się podobała, jednak dopiero spojrzenie na całość uzmysłowiło mi, że i tutaj autorce powinęła się noga. Nie mogę zarzucić jej niczego w kwestii prowadzenia wątku z dążeniem głównego bohatera do zaprowadzenia ładu w królestwie, lecz chciałabym zwrócić Waszą uwagę na inny aspekt trylogii. Wszystkie trzy tytuły sugerują, że mamy do czynienia ze skrytobójcą, a więc człowiekiem wyszkolonym do cichej i zwykle brudnej roboty. O dziwo, Bastard otrzymuje nauki w pierwszym tomie, po czym zachowuje się tak, jakby nigdy nie miał do czynienia ze szkoleniem. Rzadko kiedy korzysta ze swoich nowo zdobytych umiejętności i nie robi użytku z wiedzy, którą przekazał mu mentor. Być może Robin Hobb chciała się skupić tylko na jego walce z Władczym, ale w żadnym wypadku nie może to być pretekst do traktowania skrytobójstwa po macoszemu. Trochę się przez to zawiodłam.

Wyprawa skrytobójcy ma też kilka zalet. Jedną z nich jest otoczenie głównego bohatera kilkoma lubianymi i sprawdzonymi postaciami, które nie stanowią jedynie tła dla jego poczynań, lecz odgrywają równie ważną rolę w walce o zdetronizowanie Władczego. Sprawienie, że przyjaciele Bastarda również mają coś do zrobienia i powiedzenia w tej historii cieszy mnie bardzo, zwłaszcza że nie lubię, gdy autor skupia się na jednej osobie, ignorując całą resztę. Pod tym względem Robin Hobb zasługuje na pochwałę. Kolejną zaletą tego tomu jest perfekcyjny styl autorki. Mimo że doprowadził on do napisania nudnawego finału, nadal stanowi on znaczący atut twórczości Amerykanki. Kiedy widzi się tak wspaniale dobrane słowa, lektura zakończenia, które wcale nie ekscytuje, staje się jakby mniej przykre. Naprawdę podziwiam warsztat pisarski autorki - byłabym głupia, nie doceniając go. Uważam jednak, że gdyby nie porwała się na taką liczbę stron, wszystko byłoby ciekawsze. Nie mogłabym również nie zwrócić uwagi na to, że Robin Hobb cudownie opisuje więź Bastarda ze Ślepunem. Uwielbiam, gdy autor podkreśla, że zwierzę to nie tylko niemy towarzysz podróży, ale też inteligentna istota, przyjaciel, którego obecność nieustannie cieszy. Pisarka o tym nie zapomniała, co bardzo mi się podobało.

Na koniec pozostaje zadać sobie pytanie: komu spodoba się Wyprawa skrytobójcy? Ciężko mi stwierdzić, bo sama oceniłam tę powieść raczej negatywnie. Dlatego też wolałabym pytanie o to, komu spodoba się trylogia o Bastardzie Rycerskim. Fanom klasycznej fantastyki - na pewno, pod warunkiem, że objętość serii i niektóre rozwiązania fabularne nie będą im mocno przeszkadzać. A ponadto wszystkim osobom, które kochają książki z przygodą w tle, gdzie magia i rycerstwo mieszają się ze sobą, a bohaterowie walczą z niesprawiedliwością, nie zapominając o tym, co w życiu najważniejsze: przyjaźń, lojalność, miłość i oddanie.

Wyprawa skrytobójcy (Skrytobójca #3), Robin Hobb, MAG 2015, s. 992.

1 komentarz:

  1. Książka raczej nie jest w moim typie, ale kto wie, może kiedyś sięgnę po całą serię :)

    http://ksiazkoweimperium-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!