STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

12 kwietnia 2015

"Zakon Mimów" - Samantha Shannon [przedpremiera]


Recenzja poprzedniego tomu: Czas Żniw

Samantha Shannon, która szturmem podbiła polski rynek książki w końcówce 2013 roku, długo kazała mi czekać na kontynuację Czasu Żniw, czyli swojego niezwykle udanego debiutu literackiego. Musiał minąć ponad rok, nim w moje ręce trafił Zakon Mimów. Czy ta długa przerwa wpłynęła na jakość historii Paige Evy Mahoney i czy tym razem autorce udało się mnie czymś zaskoczyć? Przeczytajcie o tym w mojej przedpremierowej recenzji!

Zacznę od tego, że z Zakonem Mimów miałam ten sam problem, co z Czasem Żniw. Ze względu na rozbudowane uniwersum stworzone przez autorkę niezwykle trudno było mi się wciągnąć w opisywaną historię. Lektura szła mi dość topornie i zaczęłam się nawet zastanawiać nad sensem dalszego czytania. O ile na początku pierwszego tomu w ogóle nie znałam tych wszystkich skomplikowanych pojęć i ciągle wracałam do dopiero co przeczytanych scen, wertując je na przemian ze słowniczkiem, aby cokolwiek zrozumieć, o tyle w przypadku jego kontynuacji zadziałała długa przerwa między premierami obu części. Musiałam po raz drugi zapoznać się z podstawowym nazewnictwem, inaczej nie byłabym w stanie kontynuować lektury. Przyznaję, że pierwszych kilkadziesiąt stron przeczytałam, niejako się do tego zmuszając, jednak w pewnym momencie, wraz z pojawieniem się na kartach powieści konkretnego wątku, wreszcie zaskoczyłam i zaczęłam czytać jak szalona.

W końcowych scenach Czasu Żniw Paige zdołała uciec z Szeolu I. Wraz z nią zbiegło wielu innych jasnowidzów przetrzymywanych w kolonii karnej Refaitów. Blada Śniąca nie łudziła się jednak, że w momencie opuszczenia Oxfordu koszmar dobiegnie końca. Po tym, co zobaczyła w Szeolu, nie byłaby w stanie powrócić do normalnego życia u boku Jaxona Halla i reszty gangu. Jak każda osoba rwąca się do działania, uważała, że powinna zrobić wszystko, by świat dowiedział się o zbrodniach Sajonu oraz istnieniu Refaitów i Emmitów, jednak nikt nie chciał jej słuchać z braku dowodów. Jedynym dowodem był Naczelnik, ten jednak po drugim już nieudanym powstaniu zapadł się pod ziemię. Paige nie pozostało więc nic innego niż rozpocząć walkę z systemem na własną rękę.

O tej walce opowiada Zakon Mimów, kontynuacja pod każdym względem przebijająca poprzedni tom. Poważnie, trzeba mieć łeb jak sklep, by wykreować tak genialną rzeczywistość - z jednej strony absurdalną aż do bólu, a z drugiej tak ambitną, oryginalną i intrygującą, że łatwiej rozstać się z wizytami w toalecie, jedzeniem i piciem niż z tą piekielnie dobrą książką. I weźcie pod uwagę fakt, że napisała ją osoba młodsza ode mnie! Spośród setek powieści dystopijno-fantastycznych, ta bez najmniejszego problemu wybija się na samiuśki szczyt, ponieważ jest świeża i niepodrobiona. Przed Samanthą Shannon nikt w ten sposób nie pisał o duchach, jasnowidzach i świecie pomiędzy. Śmiem wątpić, że po niej znajdzie się śmiałek, który choćby spróbuje napisać coś oryginalniejszego.

Nie sądziłam, że można pobić samego siebie w pisaniu książek, ale autorka Zakonu Mimów jednak to zrobiła. Czas Żniw był objawieniem, ale to naprawdę nic w porównaniu z jego kontynuacją. W drugim tomie wszystko jest lepsze i bardziej dopracowane. Przede wszystkim wreszcie można lepiej poznać aparat rządzący Sajonem. Do tej pory kwestie związane z mim-lordami i faworytami były dla mnie z lekka niejasne, a tutaj autorka podaje wszystko jak na tacy, by każdy zrozumiał jakimi prawami rządzi się Londyn przyszłości. Nie da się ukryć, że jest to pieruńsko ciekawe - praktycznie nie da się oderwać oczu od tekstu, bo wraz z kolejnymi stronami coraz więcej się dzieje i aż żal przerywać lekturę dla takich prozaicznych czynności jak mruganie. Nie ma się czasu na takie bzdury, kiedy akcja posuwa się naprzód! Także osobowość Paige rozkwita i naprawdę przyjemnie śledzi się jej losy. Zagadki, które próbuje rozwikłać oraz piętrzące się przed nią problemy sprawiają, że fabuła jest nader frapująca i chyba tylko głupiec mógłby tego nie docenić. Serio, Zakon Mimów jest doskonały.

Nie tylko dynamiczna akcja i wielowątkowość stanowią atuty tej powieści. Nie można zapomnieć o jej bohaterach - osobach nietuzinkowych, wyrazistych i skomplikowanych: czyli w dużej mierze Paige, Naczelniku i Jaxonie. Ta trójka robi najwięcej zamieszania i muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba. Tak jak wspomniałam wcześniej, charakter Bladej Śniącej ulega zmianie. Doświadczenia z kolonii karnej i przykre wydarzenia, które nastąpiły zaraz po jej spektakularnej ucieczce wbrew pozorom nie złamały w niej buntowniczego ducha, lecz jedynie go wzmocniły. Dziewczyna stała się twardsza i widać, że jej działania wreszcie nabierają głębszego sensu. Samantha Shannon sprytnie plecie wokół tego intrygę, która ma finał w końcowych wątkach, dając do zrozumienia, że to jeszcze nie koniec przemiany głównej bohaterki. Jej mim-lord, czyli enigmatyczny Jaxon Hall nazywany Białym Spoiwem, w pierwszym tomie był zaledwie cieniem - postacią niewiele znaczącą dla fabuły. W Zakonie Mimów okazuje się, że autorka zaplanowała mu obiecującą przyszłość. Szef Paige przeraża i fascynuje, a co najważniejsze - nijak nie daje się rozszyfrować i nieustannie intryguje czytelnika. Te słowa oddają też moje odczucia względem osoby Naczelnika. Muszę przyznać, że ta postać stanowi największą zagadkę serii i z tomu na tom staje się coraz ważniejsza - nie tylko dla głównej bohaterki, ale i dla mnie. Jego motywy działań są niejednoznaczne i ciągle nie do końca wiadomo w jaką grę próbuje on grać z Bladą Śniącą. Mimo że generalnie sprawia raczej odpychające wrażenie, to i tak nadal pozostaje dla mnie największym plusem całej książki. No i ten wątek miłosny... Subtelny i zepchnięty na dalszy plan, by nie zakrywać tego, co najważniejsze... Autorka dokonała niemożliwego i stworzyła idealną powieść młodzieżową. Nic dziwnego, że dla wielu z nas ta premiera to najważniejsze wydarzenie roku!

Zakon Mimów zrobi pod koniec kwietnia prawdziwą furorę, mówię Wam! Może i nie będą latały staniki, bo jakby nie patrzeć Naczelnik przypomina raczej brzydkiego kosmitę aniżeli normalnego człowieka, ale i tak będziecie rozemocjonowani do granic możliwości! Samantha Shannon bardzo dobrze wykorzystała czas, który poświęciła na napisanie tej powieści. Więcej wątków, więcej akcji, więcej Sajonu i więcej rebelii - wszystko to składa się na ogromny sukces, który bez wątpienia osiągnie Zakon Mimów. Nie wiem jak Wy, ale ja świetnie się czuję z myślą, że tak naprawdę to dopiero początek przygody z Paige i jej przyjaciółmi. Przed nami jeszcze kilka tomów i nie wierzę, że to napiszę, ale sądzę, że dobrze się stanie, jeśli znów poczekamy sobie trochę na tom trzeci. Jestem pewna, że wszystkim wyjdzie to na dobre, a najbardziej samej książce. A Zakon Mimów polecam!

Zakon Mimów (Czas Żniw #2), Samantha Shannon, Sine Qua Non 2015, s. 544.

6 komentarzy:

  1. Przede mną wciąż 1. tom. Nieco obawiam się tych wszystkich nowych pojęć, o których piszesz, dlatego planuję poświęcić tej lekturze moją majówkę, aby całkowicie się na niej skupić. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz racje wreszcie ksiazka dystopijna w dodatku mlodziezowa, ktora nie jest podróbą. Mimo ze ksiazka jest dosc skomplikowana przez swiat skontruowany przez autorke to jasne ze warto;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas Żniw był genialny, a Zakonu Mimów już nie mogę się doczekać! NACZELNIK!
    Cieszę się, że tak pozytywnie oceniłaś tę książkę. Dzięki tobie mam na nią jeszcze większą chrapkę!

    Pozdrawiam,
    http://ksiazkowniaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz słyszę o tej serii. A czytając recenzję spodobała mi się , muszę iść i kupić 1 tom :))
    Pozdrawiam i zapraszam :
    http://ksiazkowa-mania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Już dawno przymierzałam się do tej serii, ale po przeczytaniu Twojej recenzji czuję, że po prostu muszę ją przeczytać :)

    http://ksiazkoweimperium-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem po 2 częściach i ja bym się spierała, co do stwierdzenia "Naczelnik przypomina raczej brzydkiego kosmitę aniżeli normalnego człowieka", ponieważ to prawda że Naczelnik był nienaturalnie wysoki jak zwyczajny refaita, miał charakterystyczny kolor skóry i "nietypowe oczy", ale po za tym, jeśli się nie mylę to on był przystojny, a nawet - jak to powiedział ktoś w kolonii karnej, w 1 tomie - był najprzystojniejszym refaitą.
    Po za :tym", to recenzja oddaje wszystkie moje emocje co do joty! Świetny początek serii i świetna recenzja! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!