STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

21 maja 2015

"Następczyni" - Kiera Cass


Recenzje poprzednich tomów: Rywalki | Elita | Jedyna

Odkąd dowiedziałam się, że Kiera Cass postanowiła kontynuować swoją rywalkową serię, wprost nie mogłam się doczekać aż jej najnowsza książka wpadnie w moje ręce. Wiedziałam, że autorka postanowiła napisać o dzieciach Americi i Maxona, jednak nie zniechęciło mnie to do lektury Następczyni. Powieść niedawno miała swoją polską premierę, podobnie zresztą jak światową, a ja już dziś dzielę się z Wami moją opinią na jej temat.

Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że rzuciłam się na Następczynię jak dzikie zwierzę. Prawdopodobnie ustanowiłam przy tym nowy rekord szybkości czytania, bo książkę skończyłam w kilka godzin. Co z tego, skoro finalnie okazała się totalnym niewypałem? Wprawdzie znalazłam w tekście kilka jaśniejszych stron, ale w przeważającej mierze powieść Kiery Cass to nieudolna próba przedłużenia sławy serii, czyli tzw. odcinanie kuponów.

Zacznijmy od głównej bohaterki. Księżniczka Eadlyn jest o siedem minut starsza od swojego brata Ahrena, tym samym to ona odziedziczy kiedyś tron po Maxonie. Miałam nadzieję, że skoro za jej istnienie odpowiada dwoje wyjątkowych ludzi, to i ona taka będzie, jednak srodze się zawiodłam. Patrząc na Eady powierzchownie, widać w niej oddanie krajowi i jego obywatelom, lecz jest to, niestety, tylko poza, dzięki której księżniczka skrywa swoją próżność i egoizm. Nóż mi się w kieszeni otwierał, kiedy po raz kolejny z rzędu córka Ami i Maxona myślała tylko o tym jak się wystroić, by zrobić dobre wrażenie na innych osobach. Liczne wzmianki o ubraniach doprowadzały mnie do szału, ponieważ miałam nadzieję, że Eadlyn będzie choć w minimalnym stopniu przypominać swoją matkę, która - jak wiemy - aż takiej wagi do ubioru nie przywiązywała. Kapryśne zachowanie dziewczyny również nie przypadło mi do gustu, ani tym bardziej jej troska o wyłącznie swoje dobro. Odnoszę wrażenie, że Kiera Cass chciała za wszelką cenę stworzyć bohaterkę inną niż do tej pory, ale w efekcie stworzyła potwora. Z ręką na sercu mówię Wam zatem, że ja Eadlyn nie znoszę - i będzie to trwało dopóty, dopóki nie zmieni się ona na lepsze.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Americe i Maxonie. Z oczywistych względów nie miałam z nimi do czynienia w tym samym stopniu, co z Eady, ale już to wystarczyło, bym raz na zawsze przestała wzdychać do tego niegdyś mocno pociągającego chłopaka. To, co autorka uczyniła tej dwójce jest niewybaczalne. Wyobraźcie sobie, że od czasów Eliminacji Ami minęło dwadzieścia lat, a więc co najwyżej oboje dobiegają czterdziestki, a mimo to Cass uczyniła z nich dwójkę staruszków, którzy mają problemy ze zdrowiem i momentami zachowują się tak, jakby jedną nogą stali już w grobie. Nie potrafię tego zrozumieć, choć mam wrażenie, że pisarka chce po prostu za wszelką cenę posadzić Eadlyn na tronie, a jak to zrobić, skoro urząd wciąż sprawuje jej ojciec? Otóż to. Mam o to żal do autorki, bo do reszty obrzydziła mi Maxona, którego za czasów młodości wręcz wielbiłam. A jeśli chodzi o Ami, to zapamiętałam ją jako hardą dziewczynę, która nigdy nie dawała sobie w kaszę dmuchać, tymczasem w Następczyni zachowuje się jak klon matki Maxona. Po prostu brak mi słów, by wyrazić swoją frustrację.

Trzecia sprawa to Eliminacje i powód, dla których je ogłoszono. Mimo że przed laty Maxon za namową Americi zniósł wszystkie klasy, w państwie nadal widać rozgraniczenie, co bardzo nie podoba się niektórym obywatelom. Aby zażegnać kryzys i odwrócić uwagę od problemów, król postanowił namówić swoją córkę do zorganizowania konkursu na przyszłego męża. Eadlyn, a jakżeby inaczej, nie miała na to ochoty, ale w końcu uległa prośbie, tym samym rozpoczynając własną Selekcję. Pomijając już fakt, że puszczanie w telewizji reality show w charakterze zasłony dymnej jest skrajnie głupie, Eliminacje wyglądają bardzo biednie. Pozytywnemu odbiorowi przeszkadza narracja z punktu widzenia Eadlyn, ponieważ obserwujemy kandydatów tylko z jej perspektywy. A zatem, mimo że książka jest tak przewidywalna, że od około dziewięćdziesiątej strony można już się domyślić kto wygra, nie mamy szansy poznać uczestników Eliminacji i wyrobić sobie na ich temat opinii. Na samym końcu wspomnę też o tym, że powód, dla którego urządzono ten cyrk, przestaje mieć znaczenie w momencie rozpoczęcia show.

Wspomniałam wcześniej, że istnieją jaśniejsze strony Następczyni, ale absolutnie nie są one w stanie przyćmić olbrzymich minusów książki. Niemniej jednak za spory plus poczytuję wyczuwalny momentami klimat rodem z Rywalek, który tak mnie wówczas zauroczył, a także dwójkę bohaterów, których z chęci niespoilerowania nie chcę Wam przedstawiać. Za wskazówkę niech Wam posłuży informacja, że obaj są obcokrajowcami.

Jak widzicie, Następczyni nie przypadła mi do gustu. Jest to mierna kontynuacja, której potencjału nie jestem w stanie póki co dostrzec. Łudzę się, że Kiera Cass czymś mnie zaskoczy przy okazji następnego tomu tego cyklu i jednocześnie mam nadzieję, że będzie to ostatnia książka, która się w nim pojawi. Autorka sama sobie zrobiła krzywdę, łakomiąc się na sławę i pieniądze, ponieważ jej pomysł okazał się nudny i mocno niedopracowany. Nie da się ukryć, że Eadlyn to postać charakterna, jednak jest ona przy tym tak nieznośna, że powieści nie ratuje nawet główna bohaterka. Jednak tym, co najbardziej pogrąża najnowszą powieść pisarki, jest zupełny brak sensu zaprezentowanej w tekście historii. Mam nadzieję, że Kiera Cass mimo wszystko go odnajdzie, bo inaczej nie zdoła odzyskać mojej sympatii, którą zyskała za sprawą swoich trzech poprzednich książek.

Następczyni (Selekcja #4), Kiera Cass, Jaguar 2015, s. 360.

21 komentarzy:

  1. Och, tylko nie to! Miałam taką nadzieję, że okaże się świetna... I tak przeczytam, ale nie będę miała jakiś wygórowanych oczekiwań.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy narzekają na tą część, a mnie nawet Rywalki jakoś szczególnie nie porwały dlatego odpuszczę sobie tą książkę. Nienawidzę takich bohaterek jak Eadlyn.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wbiłaś mi tą recenzją nóż w plecy XD
    Liczyłam na coś niesamowitego... eh teraz boję się za nią zabrać :xxx
    No, ale przynajmniej nie będę miała zbyt wysokich oczekiwań.. .-.

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurczę! A po zachwycie jaki wywołała we mnie "Jedyna", wprost nie mogłam się doczekać tego tomu, a tu takie coś :/ Mimo to nadal mam zamiar przeczytać powieść, ale raczej nie będę spodziewać się po niej zbyt wiele. Może to uchroni mnie od kompletnego rozczarowania :(

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie! Tylko nie to... A ja się już tak nastawiłam na "Następczynie" :(

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż, każde 5 minut sławy i świetności kiedyś się kończy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem już w połowie i narazie mi się podoba :P Choć masz rację, że nie widać sensu Eliminacji, to teraz potrzebowałam właśnie takiego lekkiego odpoczynku, a w tym "Następczyni" się akurat sprawdza ;)

    Niedługo recenzja : www.zapachdruku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet nie będę próbowała sięgać po ten tekst. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli spodobały Co sie poprzednie części siegni i po ta :) Mnie osobiscie corka Ami i Maxona na pocztku denerwowala. Jednak musze przyznac, ze z czasem trwania eliminacji dostrzegalam w niej duze zmiany (szczegolnie na koncu tej przewslanialej powiesci), nie mniej jednak watek milosny jest poruszony baaaaardzo delikatnie(jest prwie niewidoczny) co czyni, ze jak najszybciej chcemy siegnac po kolejną czesc :) mi osobiscie ta ksiazka jak i cala reszta baaaardzo sie podobala :) Chce jeszcze dodac, ze kazdy ma inny gust i niektorym Eadlyn dziala na nerwy, a niektorym po prostu nie. Nie sugeruj sie opniami onnycb w tak duzej mierze tylko przrczytaj i sama wyrob sobie o niej zdanie:)

      Usuń
  9. Spodziewałam się jakiegoś efektu łał, a po przeczytaniu czułam się... dziwnie. Z jednej strony powrót do świata Rywalek, który polubiłam, a z drugiej kompletny bezsens Eliminacji.
    Już niedługo recenzja Następczyni u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ktoś wie czy bedzie następna część???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, przecież końcówka "Następczyni" to był zaledwie wstęp do historii Eady :)

      Usuń
  11. Jejku, każdy ma swoje zdanie , ja przeczytałam te książkę i po części zgadzam się z autorką wyżej napisanej recenzji, ale uważam , że jest zbyt surowa. Nie rozumiem jednak tych osób , które pod wpływem uwagi innych piszą , że już tej książki nie przeczytam lub , że nie będę tak do niej nastawiona - nie będę wiele oczekiwać. Z zażenowaniem piszę ten komentarz , żal mi takich osób , które w zasadzie czymś takim pokazują , że nie mają własnego zdania. Szczególnie jest to okropne , gdy piszą to osoby , które nawet się jeszcze za te książkę nie zabrały - zastanówcie się chociaż przez chwilę co piszecie i jak to o was świadczy. Recenzje uważam za bardzo fajnie napisaną i na pewno nie mam o nic pretensji , blogerka bardzo fajnie przedstawiła nam jak widzi główną bohaterkę ;) , ale musicie pamiętać , że jest to zdanie jakiejś osoby , zaś na innym blogu recenzja może być całkiem inna - nie piszcie więc ''na zapas'' o książce , jeżeli sami jej nie przeczytaliście - każdy ma inne zdanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, każdy powinien mieć własne zdanie i nie sugerować się do tego stopnia opinią innych. Trzeba sobie założyć pewien margines błędu i dawać szansę różnym książkom, nawet jeśli krążą o niej złe opinie. Przyznaję, że recenzję pisałam świeżo po lekturze, byłam wzburzona zachowaniem Eadlyn i niezadowolona, bo w porównaniu z trylogią Ami ta książka okazała się w moich oczach kiepska, ale z czasem doszłam do wniosku, że jej lektura sprawiła mi mimo wszystko przyjemność. Mam jednak zasadę, że nie poprawiam recenzji ani nie podwyższam ocen. Tak czy inaczej dziękuję za głos rozsądku i za to, że doceniłaś moją recenzję, mimo że masz inne zdanie o książce. Pozdrawiam!

      Usuń
  12. W stu procentach zgadzam się z Twoją opinią. Ale i tak nie mogę się doczekać następnego tomu i - tak jak Ty - mam nadzieję, że on będzie ostatni.
    Póki co jestem #TeamKile i mu kibicuję, choć... no cóż, chyba można się spodziewać wyboru Eady...
    Oraz jestem #TeamMaxon Forever. Kocham go, tak jak Newta z "Więźnia Labiryntu". (choć muszę się przyznać, Następczyni nieco obrzydziła mi Maxona, więc tu Newt góruje. ♥)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa ja też jestem #teamKile i #Maxonforever ♥

      Usuń
    2. Cóż czytając książkę wiem (tak myślę w finale) Kile, Henri :) Ale zapewne Eadlyn (być może wybierze tego przyjaciela Henri'ego) :) Mam nadzieję, że nowy tom będzie w tym roku ;)

      Usuń
  13. Nie wiem, co powiedzieć. Szczerze powiedziawszy z ogromnym entuzjazmem podeszłam do książki, ale nie przyniosła mi ona dostatecznej radości, więc postanowiłam coś przeczytać na jej temat. Zapoznając się już z faktem, że tutaj mowa była o "niewypale", poczułam, jak cały ten entuzjazm wywiało ze mnie w jedną sekundę. Mam kilka uwag, odnośnie treści tej recenzji, przykładem jest zachowanie Maxona i Ami. Myślę, że autorka chciała tym zachowaniem podkreślić fakt, że przez 20 lat jednak coś robili, a nie siedzieli bezczynnie. W tym miejscu właśnie nie zgodzę się z powyższą recenzją, ponieważ mam do tego pełne prawo. Ami niekoniecznie jest kopią poprzedniej królowej, a świadczy o tym scena jeszcze sprzed rozpoczęcia Eliminacji, kiedy Eady zauważa ją w Komnacie Dam przy fortepianie. Sam fakt, że stara się myśleć w miarę o czymś, rozważać pewne opcje samotnie, pokazuje coś z dziewczyny, którą poznałam w poprzednich tomach. Oczywiście przyznaję rację odnośnie Eady. W pewnym sensie upór ma po matce, ale jej zachowanie wydaje mi się kompletnie obce. Momentami przypomina mi ojca Maxona, ale mogę nie mieć w tym racji. Cóż, jeśli autorka stworzyła ją taką, musiał być w tym jakiś podtekst. Może właśnie taki, że sława uderza do głowy.
    Książka nie jest aż taka zła. Myślę, że mimo wszystko jest godna uwagi, większego zainteresowania i POPATRZENIA CZASAMI MIĘDZY WIERSZAMI, A NIE TYLKO POWIERZCHOWNIE, jakby w szkole nawet analizy wiersza nie uczyli. Nie mam zamiaru robić shitstormu, ale nie zgadzam się odnośnie kilku ISTOTNYCH faktów. Bo chcę, bo mogę, bo lubię. Dziękuję za względną uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja uważam tę pozycję za świetną. A tłumaczyć dlaczego nie będę, bo wiem, że ludzie są uparci i zdania nie zmienią. Trudno.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem w połowie tej książki i muszę stwierdzić, że mam takie samo zdanie co ty.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytalam tą książkę i uważam że jest bardzo dobra. Moim zdaniem najlepsza z serii. Czekam na następne części.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!