STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

3 czerwca 2015

"Każdego dnia" - David Levithan [premiera]


Davida Levithana znałam do tej pory jedynie ze współpracy z Johnem Greenem, co nie wyszło mu na dobre, jako że ich wspólna powieść Will Grayson, Will Grayson okazała się zwyczajnie słaba. Z tego duetu o wiele bardziej podobał mi się styl Levithana, dlatego postanowiłam dać mu drugą szansę. Każdego dnia to dowód na to, że było warto, nawet jeśli motyw, na której opiera się historia głównego bohatera, jest dla mnie zupełnie niezrozumiały.
Autor od razu wrzuca odbiorcę na głęboką wodę i daje mu możliwość obserwowania niezwykłego życia A, który codziennie budzi się w innym ciele. Raz jest chłopakiem, raz dziewczyną, nigdy nie zostaje w żadnym ciele dłużej niż dwadzieścia cztery godziny i zawsze ma dostęp do wspomnień nosiciela. Na co dzień kieruje się kodeksem honorowym, który zakłada nieingerowanie w życie osoby, której ciało aktualnie zajmuje, a także niezakochiwanie się w obiektach uczuć dawcy. Niestety, pewnego dnia spotyka Rhiannon i dochodzi do wniosku, że dla niej gotów byłby wyjawić swoją tajemnicę. A to może oznaczać tylko jedno: kłopoty.

Nie będę owijać w bawełnę: motyw zamieszkiwania czyjegoś ciała nie przypadł mi do gustu. Czy może inaczej: nie spodobało mi się to, że pojawia się on w młodzieżowej obyczajówce, bo tak mogę chyba nazwać Każdego dnia. Gdyby tylko David Levithan pokusił się o jakiekolwiek wyjaśnienie takiego stanu rzeczy, być może mogłabym to zaakceptować, ale na dłuższą metę i tak wydawałoby mi się to durne w książce, która nie zalicza się do fantastyki. Z tego względu, mimo że powieść jest w zasadzie dobra, mądra i świetnie napisana, nie jestem w stanie przestać myśleć o tym na jak głupi pomysł autor musiał wpaść, żeby historia A i Rhiannon mogła ujrzeć światło dzienne.

Każdego dnia to młodzieżowe romansidło – nic, tylko motylki w brzuchu i uśmiech od ucha do ucha. Tej sielance nie przeszkadza nawet to, że dość często bohaterowie mierzą się z różnego rodzaju problemami i nie zawsze jest im tak kolorowo jak mogłaby sugerować urocza okładka. Nie powiem, czyta się to dość szybko i przyjemnie, lecz wnikliwy czytelnik zawsze będzie się dziwił jednemu: czemu ta książka nie ma żadnego sensu? Niby jest o miłości i walce o nią, ale zakończenie tak naprawdę nic nie wnosi do historii, podobnie jak kilkaset stron lektury, która właściwie nie ma żadnego punktu zaczepienia i nie opiera się na solidnych fundamentach. Można powiedzieć, że jest to opowieść o spotkaniach dwójki nastolatków, z których jedno ma dziwną przypadłość i codziennie wygląda inaczej. Czytając tę powieść, miałam nieustannie wrażenie, że wszystko posypie się zaraz jak domek z kart, bo historia w niej opisana jest zbyt odrealniona, by należycie się z niej cieszyć. Książka, która z założenia miała przynieść mi nadzieję, zostawiła mnie z poczuciem beznadziei, a chyba nie o to autorowi chodziło.

Trudno mi powiedzieć dlaczego ostatecznie Każdego dnia to pozycja, która w jakiś sposób do mnie przemawia. Być może duża w tym zasługa zachwycającego pióra Levithana, który pisze z taką lekkością, jakby od dziecka było mu to przeznaczone, a być może urzekło mnie to, że nie jest to płytka książka z gatunku przeczytać i zapomnieć. Powieść ta siedzi mi w głowie do dzisiaj i cały czas ją analizuję, zastanawiając się nad tym, jakbym ją przyjęła, gdyby jednak autor zdecydował się na dystopię czy inny gatunek literacki. Jest fajna i niefajna, co bardzo mnie dziwi, bo rzadko kiedy nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić swoich odczuć po ukończonej lekturze. Być może wnioski przyjdą z czasem, kiedy pochylę się nad tekstem po raz drugi i ponownie zastanowię o co w niej chodziło.

Reasumując, myślę, że warto dać tej książce szansę. Wiem, że moja opinia jest niejednoznaczna, niemniej jednak jestem przekonana, że każdy może inaczej odczytać przesłanie tej historii – i w tym tkwi jej urok. Każdego dnia to dzieło nietuzinkowe i z pewnością oryginalne i choćby ze względu na to warto przekonać się na własne oczy o tym czy David Levithan ma szansę zaistnieć na rynku polskim tak jak przed kilkoma laty uczynił to John Green.

Każdego dnia, David Levithan, Publicat 2015, s. 264.

15 komentarzy:

  1. Hmm no nie wiem, chyba na dzień dzisiejszy dosyć mam ostatnio czytanych młodzieżówek, czas na coś ambitniejszego jednak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy okazji zapowiedzi zwróciłam uwagę na ten tytuł i przez chwilę był nawet moim "must have". Jednak po Twojej recenzji chyba jeszcze raz przemyślę jej zakup. :> Mimo wszystko jak będę miała szansę od kogoś pożyczyć to to zrobię. Jestem jej zwyczajnie ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki twojej recenzji sięgnę po książkę,ponieważ "Will Grayson,Will Grayson według mnie również wypadła bardzo słaba i nie byłam przekonana do Levithana. Zapraszam Cię do mnie na recenzję książki "Dziewczyna z porcelany" http://zaczytana-na-wieki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Póki co mam na półce tylko duet Johna Greena i tego autora, ale nie sięgnę po "Każdego dnia", dopóki nie przeczytam "Will Grayson, Will Grayson" i się nie przekonam, czy pokocham tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaryzykuję, bo jestem strasznie ciekawa twórczości tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Will Grayson, Will Grayson" zniechęcił mnie do twórczości tego autora, ale myślę, że za jakiś czas dam mu szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaje się ciekawa, więc zaryzykuję i przeczytam :)

    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm... młodzieżówka.Nie wiem czy to akurat dla mnie,ale poczekamy zobaczymy może się skuszę.Zapraszam na moje recenzje http://bez-nadziejnie.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam jeszcze przyjemności zapoznać się z piórem Levithana, ale na pewno niebawem to zrobię. Opis "Każdego dnia" zaintrygował mnie - szkoda jednak, że przedstawionej historii brakuje do ideału. Niemniej możliwe, że kiedyś skuszę się na nią.

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoja recenzja zostawiła mnie z takimi samymi odczuciami - zupełnie nie wiem, co o tej książce myślec... ;) Więc najlepiej jak ją sama przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy ktoś wie coś o kontynuacji? :-:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie kontynuacji, ale drugą częścią, z punktu widzenia Rhiannon jest książka "Pewnego dnia" :)

      Usuń
  12. Mnie nie przypadła do gustu ta pozycja. Nie podobała mi się Rhiannon z charakteru oraz to, że jej chłopak tak nią pomiatał. Ogólnie przeczytałam ją z ciekawości, jak się skończy ale nie sprawiło mi przyjemności czytanie jej. Pozdrawiam serdecznie :)
    Zapraszam takze na mojego bloga, dopiero zaczynam ale miło mi będzie jeżeli wpadniesz :) tamgdziespadajagwiazdy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Trochę inaczej odebrałam książkę. Mimo że faktycznie skupia się na miłości, to jednak mnie urzekło, że autor nie bał się poruszyć tematów homoseksualizmu, nadużywania narkotyków czy alkoholu... Jednak opinia ciekawa. Zapraszam do mnie pabottyro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!