STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

30 sierpnia 2015

"Co nas nie zabije" - David Lagercrantz [premiera]


Nigdy, w nawet najśmielszych marzeniach, nie sądziłam, że Millenium Stiega Larssona doczeka się kontynuacji. To tak, jakby ktoś mi powiedział, że J.K. Rowling napisze kolejną powieść o Harry'm Potterze. Po śmierci autora kultowej sagi kryminalnej, dzięki której pokochałam skandynawską literaturę, nie liczyłam na ciąg dalszy. A tu proszę, pojawił się niejaki David Lagercrantz i napisał czwarty tom. Czy książka Co nas nie zabije dała radę?

Tylko częściowo. Jeśli przyjrzeć się jej w kategorii osobnego tworu literackiego, powieść jest nawet dobra. Fabuła wciąga, akcja trzyma w napięciu, intryga kryminalna zachwyca, a bohaterowie są nietuzinkowi. Ale jeśli spojrzeć na nią tak jak trzeba, a więc zakładając, że jest to kontynuacja trylogii, która podbiła serca milionów czytelników, nie pozostaje nic innego jak załamywać ręce. Przede wszystkim główni bohaterowie, Lisbeth i Mikael, przestali być sobą, co dowodzi temu, że nikt tak jak Stieg Larsson nie potrafi oddać ich skomplikowanych charakterów. Ale zaskakujące jest również to, że niektóre postacie mają namieszane w życiorysach! Wygląda na to, że Lagercrantz nie odrobił lekcji i pozmieniał im osobowości. Dla prawdziwych fanów jest to cios prosto w serce.

Zacznijmy od tytułu. Spodziewałam się, że choć w minimalnym stopniu odzwierciedla on treść książki, lecz tak naprawdę tylko raz występuje w niej słynny nietzschowski cytat. O wiele bardziej podoba mi się anglojęzyczny tytuł The girl in the spider's web - przede wszystkim dlatego, że odzwierciedla fabułę, ale również ze względu na to, że trzyma tradycję poprzednich książek z serii Millenium. Wielka szkoda, że Lagercrantz nie zadbał o takie detale, bo znaczą one o wiele więcej niż nazywanie nic nie znaczących bohaterów imieniem Stig lub nazwiskiem Larson - co w moim osobistym odczuciu jest naprawdę żenujące i stanowi ujmę dla twórcy Millenium.

Fabuła Co nas nie zabije jest interesująca i muszę przyznać, że wciągnęła mnie na cały dzień i większą część nocy, choć jednocześnie szybko dotarło do mnie, że coś jest z nią nie tak. Jej największą wadą jest to, że autor mocno ją przekombinował. Po pierwsze, za bardzo starał się wsiąknąć w hakerski świat Lisbeth Salander. Wyszło to trochę sztucznie i raczej nie stanowi hołdu dla tej wyjątkowej postaci, wręcz przeciwnie. Po drugie, złapał zbyt wiele srok za ogon i porozpoczynał tyle wątków, że bez wątpienia powstaną kolejne tomy, co już ewidentnie wygląda mi na skok na kasę. Mimo to, jestem zachwycona niektórymi elementami fabuły - nie wiem, czy główny wątek został nakreślony przez Larssona na tych dwustu stronach czwartego tomu, którego nie zdążył skończyć, ale jeśli nie, to Davidowi Lagercrantzowi należy się ukłon. Muszę przyznać, że genialnie nawiązał do przeszłości Lisbeth, sprawiając, że jej historia zaczęła się układać w logiczną i niezwykle interesującą całość.

Jeśli chodzi o Mikaela i Lisbeth, to tak jak wspominałam wcześniej - wydają się nie być sobą. Lisbeth z dzikiej i nieokrzesanej punkówy zmieniła się w niemal potulną, choć nadal nieco szaloną dziewczynę. Z kolei Blomkvist, którego zapamiętałam jako odważnego, pełnego werwy mężczyznę, nieco się wypalił i stał zrezygnowanym, zgorzkniałym człowiekiem. Oboje zachowują się nienaturalnie, a ich kreacja w Co nas nie zabije dalece odbiega od pierwowzoru Larssona. Przyznaję, że nie spodziewałam się, że wypadnie to aż tak bezpłciowo. Gdyby nie trzymająca w napięciu, intrygująca fabuła ratująca całość, z dobrą oceną tej książki mogłoby być bardzo krucho.

Podsumowując, kontynuacja kultowego Millenium wypada dobrze. Tylko i aż tyle, bo wielu fanów spodziewało się totalnego gniotu. Ja nie łudziłam się, że Lagercrantz idealnie odtworzy styl i geniusz Stiega Larssona i być może dlatego odebrałam czwarty tom serii dość dobrze. Uważam, że przy sensownym nastawieniu lektura Co nas nie zabije może okazać się całkiem przyjemna - czego fanom Millenium gorąco życzę.

Co nas nie zabije (Millenium #4), David Lagercrantz, Czarna Owca 2015, s. 608.

25 komentarzy:

  1. Ja się trochę tej kontynuacji boję i nie wiem czy po nią sięgnę. Może kiedyś. Bo to jednak nie jest Larsson...

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiałabym sięgnąć w końcu po cały cykl, bo wstyd się przyznać, ale jakoś mnie do niego nie ciągnęło... Ale prędzej czy później przeczytam, bo wstyd nie znać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Lisbeth, szkoda, że odczuwalna jest zmiana pióra... Naprawdę nie wiem co teraz myśleć i co zrobić. Chyba odpuszczę:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dziękuję bardzo, ta kontynuacja nie jest dla mnie, nie będę umiała się przestawić...

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam ostatnio jakiś artykuł, który zniechęcił mnie do sięgnięcia po tę książkę, więc raczej się nie skuszę, szczególnie że póki co jestem po pierwszym tomie całej serii.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. ech, określenie "nawet dobra" średnio zachęca. ale w sumie wiadomo było, że poprzeczka została postawiona wysoko i chyba nikt nie spodziewał się, że Lagercrantz ją przeskoczy. nie wiem, czy przeczytam...

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi "Co nas nie zabije" się nawet podobała:) Być może nie jestem wymagająca, ale "kupuję" tą historię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tej serii i sama nie wiem czy ją rozpocznę, gdyż mam wiele do nadrobienia. A różne recenzje wcale nie pomagają podjąć decyzji :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę się boję sięgać po tę książkę, żeby nie zepsuć sobie opinii o całej serii. Poczytam jeszcze kilka innych recenzji, ale sądzę, że i tak nie zachęcą mnie one do sięgnięcia po kolejną część sagi.
    ***
    Nowy książkowy blog!
    http://wczytana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Wstyd przyznać, ale Millenium jeszcze nie czytałam. Muszę koniecznie nadrobić lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie tego się obawiałam. Że Mikael i przede wszystkim moja ukochana Lisbeth stracą swoje charaktery. Nie wiem, czy chcę sięgać po tę książkę, chyba wolę poprzestać na trylogii. Nawiasem mówiąc, bardzo denerwuje mnie takie kontynuowanie serii po kimś innym, być może już Ci to mówiłam. Dla mnie to nic innego, jak próba wybicia się na czyimś fejmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że w niektórych przypadkach jest to dobre posunięcie, gdy np. autor zmarł w trakcie pisania książki, a bardzo chciał, by fani poznali historię do końca. Niektóre tytuły wręcz się o to proszę! Nie rozumiem za to, gdy po iluś tam latach powstaje kontynuacja jakiejś książki napisana przez kogoś innego i tylko dlatego, że pozwoliły na to prawa autorskie. Tak było chociażby z kontynuacją "W pustyni i w puszczy" (serio!?). Ponadto zupełnie nie pochwalam wydawania książek nieukończonych - patrz: Tolkien. Niedawno wydano niedokończony "Upadek króla Artura". Pomijając fakt, że książka sama w sobie jest denna (Tolkienie, przebacz!), wyobraź sobie megarozczarowanie, gdyby jednak okazała się dobra, a Ty nie wiesz jak się skończy! Masakra!

      Usuń
    2. Sama nie wiem. Wydaje mi się, że nawet jeśli spotkałabym się z taką serią, której zakończenia przez śmierć autora nie byłoby mi dane poznać, to nie chciałabym by to zakończenie pisał ktoś inny. Źle bym się czuła z myślą, że być może ów zmarły autor chciał to rozegrać zupełnie inaczej. Chyba nie potrafiłabym do końca zaakceptować wytworu tego nowego autora. Ale to też jest trochę inna sytuacja. W tym przypadku, w przypadku Millennium, na trzecim tomie można było spokojnie poprzestać, tak uważam. Według mnie było to dobre zakończenie serii, nawet jeśli Larsson miał projekt kolejnej książki. Tym bardziej więc źle nastawiona jestem do Lagercrantza.

      Zabij mnie, ale nie słyszałam wcześniej o kontynuacji "W Pustyni i w puszczy". Kto się tego podjął, na boga? A co do wydawania niedokończonych powieści, to jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Nie rozumiem takich posunięć. To znaczy rozumiem, hajs się musi przecież zgadzać.

      Usuń
  12. Ja nie mam zamiaru sięgać po tę książkę. Po przeczytaniu fragmentu na wyborczej zobaczyłam, że to już nie to.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bohaterowie bez swoich osobowości i pogmatwanie fabuły? Widzę, że nie tylko ja obawiam się dotknąć tej książki... Zostawię ją na jakieś dalsze "jutro"... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem na 154 stronie. Zgadzam sie z recenzją Angie Wu. To nie jest ten lekki i wciagajacy styl Stiega Larssona. Czuje się to już na samym początku. Zbyt dużo wątków, nadmiar zbędnych szczegółów. Natomiast nie wyobrażam sobie aby nie przeczytać "kontynuacji" Millenium.

    OdpowiedzUsuń
  15. Na mnie książka wywarła dobre wrażenie... Może nie tak wstrząsające jak trylogia, ale mimo wszystko na plus... Postaci Mikaela i Lisbeth trochę "rozmemłane ", ale akcja książki rozgrywa się kilka lat po trylogii więc zwalam to na "dojrzalsze " podejście do życia u Lisbeth... U Mikaela no cóż... Chyba tylko na zmęczenie zawodowe...

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi książka się spodobała i to bardzo ( i jestem fanką trylogii Larssona) i mam trochę inne spostrzeżenia, nie odczułam takiej zmiany tych postaci, zabrakło mi trochę jedynie postaci Erici i obecności Milton Security i nieco zdziwił mnie fragment na temat relacji Mikaela z Ericą i jej mężem,bo wydaje mi się, że Lagercrantz przedstawił to zupełnie inaczej niż Larsson. Za to jestem zachwycona kreacją Lisbeth i jej przeszłością ;)

    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem fanką Larssona. Wielką krzywdą dla jego partnerki, która uczestniczyła w powstawaniu trylogii, było pominięcie jej w dziedziczeniu praw autorskich. Gdyby spadkobiercy, ojciec i brat autora, dogadali się z nią, można by wykorzystać w nowej książce te ok. 200 stron, które Larsson zostawił.
    Co to za kontynuacja, jeśli autor jest inny i pisze całkiem nową książkę? Larsson by się w grobie przewrócił. Dla mnie to oburzające i dlatego nie mam zamiaru ani kupować, ani czytać tej podróby.

    OdpowiedzUsuń
  18. 608 stron? Jakim cudem? Moje wydanie ma 498 XD

    a mi książka przypadła do gustu :) cieszę się, że uwagę poświęcono Lisbeth, i no, stęskniłam się za bohaterami!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałem książkę. Całkiem całkiem. Oczywiście Larsson bez porównania lepiej piszę. Ale jeżeli potraktować to jako luźną kontynuację to może być. Lagercrantz fajnie wykorzystał niewyjaśnione wątki przeszłości Lisbeth. Ale faktycznie charakter postaci się zmienił. Też nie zgadzają mi się pewne aspekty tej historii, ale muszę jeszcze raz przeczytać trylogię by przypomnieć sobie czy to tylko moje wymysły czy faktycznie się pomylił i nie wszystko się idealnie zgadza.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie się podobała książka bardzo. Pisanie o zmianach osobowości to jest naciągane.

    OdpowiedzUsuń
  21. Sama w sobie ksiazka fajna, ale takie dziwne zakonczenie, jakby ucieta...czy tylko ja mam takie wrazenie?

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja właśnie czytam tą książkę i nie jestem jakoś z niej zadowolona... autor za bardzo chciał opisać jak Stieg Larsson. Wyszło mu sztucznie. Ta książka moim zdaniem nie ma iskry, nie wciąga.. jak pisał Stieg....

    OdpowiedzUsuń
  23. ...i to zakończenie. .. jak z taniego romansidła... oj....

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!