STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

26 września 2015

"Dziedzictwo ognia" - Sarah J. Maas [premiera]


Recenzje poprzednich tomów: Szklany tron | Korona w mroku


Pamiętam jeszcze czasy, w których seria Szklany tron opowiadała o zabójczyni, która pragnęła odzyskać wolność i niezależność... Tak, to było aż dwie książki temu. Nadszedł jednak czas, żeby raz na zawsze pożegnać się z tą tematyką i przeskoczyć na wyższe obroty. Dziedzictwo ognia Sarah J. Maas opowiada bowiem o spuściźnie Aelin Ashryver Galathynius, zaginionej królowej Terrasenu, która włada potężną magią i zamierza wyzwolić Adarlan spod jarzma tyranicznego króla. Czy może być coś jeszcze lepszego? Tak - Rowan. Ale o nim za chwilę.

Zakładam, że osoby czytające tę recenzję mają lekturę poprzednich tomów za sobą. W związku z tym nie mam żadnych oporów przed zdradzaniem faktów, które z nich pochodzą. Jeśli nie chcecie ich poznawać, ponieważ nie przeczytaliście jeszcze Szklanego tronu lub Korony w mroku, tam u góry, po prawej stronie, jest taki czerwony krzyżyk, który w mig rozwiąże Wasz problem z niechcianymi spoilerami. I wszyscy będą zadowoleni!

Fabuła Dziedzictwa ognia rozpoczyna się w jakiś czas po wydarzeniach ukazanych w finale Korony w mroku. Po męczącej podróży zabójczyni trafia do Wendlyn, gdzie spotyka się z Maeve, władczynią Fae, od której pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o Kluczach Wyrda. Niestety, królowa odmawia pomocy, której udzieli jej wtedy, gdy na to zasłuży. Aby do tego doszło, Aelin musi opanować magię, której uczyć jej będzie książę Rowany Biały Cierń.

Teoretycznie trzeci tom to powieść, w której to Sarah J. Maas pozwala nabrać Celaenie oddechu. Teoretycznie. Na pierwszy rzut oka można uznać, że pisanie o treningu, a od czasu do czasu o tym, co dzieje się na dworze w Adarlanie, to raczej kiepski pomysł na fabułę i generalnie nuda na stu kółkach. Ale w rzeczywistości Dziedzictwo ognia wymiata - zarówno pod względem prezentowanych wydarzeń, jak i przełomowego momentu życia Aelin. I wierzcie mi, nie ma w tym ani krztyny przesadyzmu! To, co dzieje się w tej części, przeszło moje najśmielsze oczekiwania, bo znalazłam w niej wszystko, czego potrzebuję, bym książki nie czytała, lecz ją przeżywała.

Na pierwszy ogień idzie metamorfoza Celaeny. Słowo daję, myślałam, że jej natura nie może już ulec zmianie. Tymczasem w Dziedzictwie ognia zabójczyni nadal dysponuje potężnym arsenałem w postaci sarkazmu, dąsa się i denerwuje wszystkich wokół, lecz jednocześnie posiada ogromne - dużo większe niż wcześniej - pokłady empatii i oddania. Jest wierna swojemu ludowi, swoim przyjaciołom, swoim ideałom. I wszystko to w zwielokrotnieniu! Mimo że momentami nie rozumiem jej zachowania lub dochodzę do wniosku, że mogła ugryźć się w język, i tak z tomu na tom, ze strony na stronę, lubię ją coraz bardziej. Właśnie takie powinny być kobiece bohaterki - z jednej strony silne i niezależne, z drugiej kruche i łaknące czyjejś bliskości, aby poczuć się bezpiecznie.

Jeśli już jesteśmy przy Aelin, to warto wspomnieć o tym jak postrzega własne dziedzictwo. Przede wszystkim, choć jest zaginioną przed laty królową Terrasenu, wcale nie kwapi się do tego, by objąć władzę. Wręcz przed nią ucieka. Podobnie wygląda sprawa z magią. Zabójczyni nie jest gotowa, by  w pełni przyjąć i zaakceptować dar, który przekazali jej we krwi przodkowie. Dziedzictwo ognia prezentuje wewnętrzną walkę dziewczyny z samą sobą - jej wątpliwości i obawy z tym związane. Odpowiedź na pytanie, czy Celaena zaakceptuje w końcu to, kim jest i jaką mocą dysponuje, znajduje się na kartach tej wspaniałej powieści.

Pora na wisienkę na torcie, czyli Rowana. Jak na wojownika Fae przystało, jest raczej sztywny i nieprzyjemny w obyciu, a na dodatek można łatwo dostrzec, że doznał w życiu jakiejś krzywdy. Na domiar złego łączy go z Maeve przysięga krwi, co nie podoba się Celaenie. Jak to w tego typu książkach bywa, bohaterowie drą ze sobą koty. Rowan bez mrugnięcia okiem okłada Aelin na treningach, a ona odwdzięcza mu się wyzwiskami lub też gromami ciskanymi z oczu. Czy z tego może wyniknąć coś dobrego? Owszem - najlepszy pairing w historii literatury. Nie zrozumcie mnie źle - między nimi do niczego nie dochodzi. Do niczego. Jednak wraz z upływem czasu oboje zmieniają swoje podejście i stają się dla siebie kimś szczególnym, przysłowiową bratnią duszą. Nie mam pojęcia co z tego wyniknie, ale jestem podobno jedną z nielicznych osób, które wietrzą w ich wątku coś więcej niż tylko przyjaźń. I jest mi z tym cholernie dobrze, bo wreszcie czuję, że mam w czymś całkowitą rację!

Co jeszcze mogę dodać do długiej listy zalet Dziedzictwa ognia? Na pewno to, że w tekście  w końcu pojawiają się retrospekcje z dzieciństwa Aelin. Nareszcie miałam okazję zobaczyć oczami wyobraźni to, jakim była dzieckiem, dorastając w królewskiej rodzinie. Co jeszcze? Totalnie zaskakujące wątki Aediona, kuzyna zabójczyni i zarazem szpiega w armii króla, oraz Manon, wiedźmy z klanu Czarnodziobych, która uczy się latać na wywernie, aby po ukończonych próbach zasilić szeregi wroga. Do tego warto jeszcze dodać wątek Chaola i Doriana, który nie jest może jakiś szczególnie porywający, ale za to pięknie zamykający całość fabuły i dający nadzieję na coś lepszego.

I na sam koniec to, z czego słynie Sarah J. Maas: totalna masakra i sztylet prosto w serce. Jeśli do tej pory nie mieliście tak, że czytacie coś w kompletnej euforii, a chwilę potem zalewacie się łzami, to trzeci tom przygód Celaeny dostarczy Wam takich właśnie wrażeń. Serio, czytając finał Dziedzictwa ognia piszczałam z zachwytu nad ostatnimi scenami Aelin i Rowana, a zaraz potem płakałam jak bóbr, czytając o tym, co spotkało Doriana. Muszę przyznać, że autorka ma jaja, pisząc w sposób kojarzący się z pewnym pisarzem, którzy szczególnie upodobał sobie uśmiercanie ważnych postaci... Dodam, że nawet mi się to podoba, bo lepsze takie emocje od ich braku. Mam nadzieję, że macie podobnie, bo coś mi się wydaje, że z tomu na tom będzie coraz ciekawiej.

Czy teraz już rozumiecie dlaczego Dziedzictwo ognia jest tak dobrą powieścią? To historia, która totalnie porywa i przenosi do świata, w którym wszystko jest możliwe. To opowieść o wielkim poświęceniu i oddaniu, nawet za cenę własnego życia. To dzieło, które rozrywa serce na milion kawałeczków i pozostawia w permanentnym stanie oczekiwania na kolejną część. Jak dla mnie - jedna z najlepszych książek tego roku. O ile nie najlepsza...


Dziedzictwo ognia (Szklany tron #3), Sarah J. Maas, Uroboros 2015, s. 384.

Za udostępnienie e-booka do recenzji dziękuję Virtualo.pl.

10 komentarzy:

  1. już z utęsknieniem czekam na swój egzemplarz tej książki. Dwa poprzednie tomu ogromnie mi się podobały
    www.zakladkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedługo zacznę swoją przygodę z serią, obym się nie zawiodła! :D
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiałabym sięgnąć po pierwszą część tej serii, ech, ciągle jakoś mi nie po drodze, ale muszę to zmienić, bo widzę, że jest naprawdę warta poznania!
    Leon Zabookowiec

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj przyniosła do domu drugą część, zobaczymy jak mi z ni pójdzie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już nie mogę doczekać się lektury! Kocham świat wykreowany przez autorkę i mam ciarki kiedy tylko czytam recenzje jej twórczości!
    Dopiero co tu trafiłam, aleja zyskałaś nową czytelniczkę :3
    Pozdrawiam serdecznie :*
    my-life-in-bookland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. To boli! Już i tak niesamowicie chciałam dostać tę książkę w swoje ręce, a teraz ty publikujesz taką pełną zachwytów recenzję, która sprawia, że mam ochotę w tej chwili wszystko rzucić i zdobyć "Dziedzictwo ognia" bez względu na wszystko! Zwłaszcza, że w Celaenie w końcu zachodzi jakaś przemiana, więc wszystko zapewne będzie doskonałe! I cierpię, bo nie mam tej książki przy sobie. Pogrążam się przez ciebie w rozpaczy.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak bardzo pragnę przeczytać coś spod pióra pani J. Maas! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytane i muszę się zgodzić jak dla mnie to najlepsza książka serii teraz tylko z niecierpliwością czekam na finał i spotkanie tych dwóch 😉 Zapowiada sie rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja się cieszę, że udało mi się dorwać Dziedzictwo jeszcze przed premierą! A równocześnie czeka mnie więcej oczekiwania na czwarty tom (ehehe, dobra, pewnie kupię po angielsku i przeczytam nieoficjalne tłumaczenie, ale co tam...). Trzeba przyznać, że Maas ma niezwykły talent do tworzenia świata przedstawionego, fabuły i postaci, bardzo jej tego zazdroszczę, bo doprowadza mnie do stanu, kiedy myślę, że już nie mogę bardziej cierpieć, kochać czy nienawidzić, a potem dowala kolejnym fragmentem i okazuje się, że wchodzę na nowe poziomy emocjonalnego szaleństwa. Ciebie też teraz potwornie podziwiam, napisać tak poukładaną, dobrą i pozbawioną spojlerów recenzję? Bogowie, sama niedawno pisałam o tej książce i to jest jeden wielki wybuch chaosu, emocji i wzdychania do postaci. Przyznam, że chociaż kocham relację Aelin i Rowana, to ich nie shipuję (prooooszę, Aelin/Celaena kocha tylko ciasto czekoladowe!), ich darcie kotów to jedna z najpiękniejszych rzeczy pod słońcem. (Wyżej są tylko Aedion i Dorian!) Też ubolewam nad tym, co spotkało Doriana.
    Z głowami w chmurach

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się. Trzeci tom to była przepiękna wirówka emocji i łez. Czwarty tom już przeczytałam, więc wiem co będzie dalej, a w czwórce dzieje się mnóstwo, jest sporo zaskoczeń, ale też jak dla mnie jest ociupinę słabsza, niż trzecia część. Natomiast jestem zawiedziona oficjalnym tłumaczeniem Dziedzictwa ognia. Poprzednie części były ciekawe, z jajem, a tu zauważyłam sporo błędów w tłumaczeniu, niektóre zmieniające sens rozmów między bohaterami, albo niszczące pierwotne znaczenie, że czasem aż płakać mi się chciało. Nawet zastanawiam się nad przeczytaniem dwóch pierwszych tomów w oryginale, żeby się przekonać czy i tam nie ma jakichś kwiatków tłumaczeniowych. Ale mimo wszystko - Aelin x Rowan wymiatają :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!